Dzisiejsza nowinka nie jest właściwie nowinką, ponieważ nie dotyczy
nowości, ani wydarzeń, które miały miejsce stosunkowo niedawno.
Wręcz przeciwnie, jest sięgnięciem do zamierzchłych czasów, dalszym
ciągiem niezwykłych opowieści, wygrzebanych ze śmietnika historii
komputerów Atari. Jak już zapowiadałem w
lipcu zeszłego roku, rzecz będzie się rozchodzić o kontynuację
gry
Profesional Killers (tak właśnie, tytuł pisany z
błędem). Należy tu przypomnieć okoliczności przyrody powstania gry
czyli atmosferę przełomu lat osiemdziesiątych i
dziewięćdziesiątych. Tło pozwoli nam bowiem zrozumieć niektóre
aspekty dalszych wydarzeń.
Kawałek historii
W latach 80-tych w Polsce nie istniał normalny rynek gier
komputerowych czy jakichkolwiek innych programów. Lata socjalizmu i
odgórnego sterowania gospodarką pozostawiły nas na technologicznej
pustyni, na której ostro prażyło słońce zapotrzebowania. Ludzie
oglądali się na Zachód i chcieli zaznać tego samego dobrobytu.
Chcieli mieć komputery, a do nich programy, w tym gry.
Najistotniejszą barierą do spełnienia tych potrzeb był brak
pieniędzy. Przeciętna miesięczna pensja robotnika w 1988 roku
wynosiła równowartość około 40 ówczesnych dolarów amerykańskich.
Sam zakup komputera, kosztującego kilkaset dolarów często wiązał
się z wielomiesięcznym wyrzeczeniem całej rodziny, a co dopiero
kupowanie programów, które łącznie mogły kosztować więcej niż
komputer. Kilkanaście dolarów za grę albo kilkaset marek za dobry
program użytkowy były poza zasięgiem przeciętnej osoby w Polsce. A
nawet gdyby mieć wystarczającą ilość pieniędzy, na przykład dzięki
uprawianej przez wielu zwykłych Polaków „turystyce handlowej”, nie
było możliwe po prostu pójść do sklepu czy supermarketu i kupić to,
co się chciało. Ani takie sklepy, ani supermarkety nie istniały.
Gdzieniegdzie można było kupić gry z prywatnego importu, ale były
to przeważnie pojedyncze tytuły, dostępne w śladowej ilości. Nie
było też mowy o lokalizacji programów – w pudełku była zapakowana
instrukcja w języku obcym, najczęściej angielskim lub niemieckim, a
o jakiejkolwiek formie gwarancji czy pomocy technicznej raczej
można było zapomnieć. Nie istnieli nawet wydawcy, którzy mogliby
produkować i publikować gry na masową skalę. W takiej to właśnie
informatycznej pustce żyliśmy, zresztą nie tylko my, ale wszystkie
kraje „obozu socjalistycznego”, jeszcze 20 lat temu.
Społeczeństwo wytresowane w gospodarce niedoborów radzeniem sobie
„na lewo” poradziło sobie w ten sposób także z problemem niedoboru
oprogramowania. Z Zachodu czyli krajów na lewo od Łaby, z przewagą
już nie istniejącej Republiki Federalnej Niemiec, a także Holandii,
Francji i Wielkiej Brytanii, szerokim strumieniem popłynęły
pirackie wersje gier i użytków na wszystkie ówczesne komputery
domowe. Zjawisko, które na Zachodzie było marginalne i
charakterystyczne raczej dla nastolatków, którzy pragnęli łamać gry
w celach poznawczych (czy da się grę złamać?) albo ideologicznych
(darmowe gry dla wszystkich, przecz z kapitalistycznymi
wyzyskiwaczami!) albo rywalizacyjnych (my jesteśmy najlepsi w
łamaniu gier!), u nas stało się powszechnym, normalnym sposobem
zdobywania programów. Powstały giełdy komputerowe, miejsca masowego
spędu osób chętnych sprzedać bądź kupić komputery i ich
oprzyrządowanie, a także kradzione programy. Giełdy przyciągały
przede wszystkim masę dzieciaków, ale także rodziców, dbających o
„komputerowy” rozwój swoich pociech, z drugiej zaś strony
poszukiwaczy łatwego zysku, a także handlarzy walutą (tzw.
cinkciarzy) czy zwykłych cwaniaków i złodziejaszków. W kolejkach
giełdowych spotykali się dyrektorzy przedsiębiorstw, poszukujący
najnowszego arkusza kalkulacyjnego, jak i kilkuletnie „smarki”,
chcące kupić najnowszą grę, polecaną przez „Bajtka”.
Co ambitniejsi komputerowcy, w tym wiele osób zajętych procederem
nielegalnego kopiowania (nie piracenia, czyli łamania zabezpieczeń
gier, bo tym zajmowano się na Zachodzie), starało się pisać własne
programy, w tym gry. Z czasem powstało wiele małych firemek,
głównie jednosobowych, których właściciele byli często autorami
jednego programu. Jednego, ponieważ udawało się sprzedać niewiele
legalnych kopii, a po kilku dniach można było go kupić wszędzie,
oczywiście nielegalnie. Przeważnie autorom przechodziła chęć na
pisanie więcej, chyba, że celem była sława, a nie zarobek. Takiemu
stanowi rzeczy sprzyjała też bierność policji i innych organów
wykonawczych. W Polsce „od zawsze” obowiązywała ustawa o ochronie
praw autorskich, ale brak działań na rzecz ukrócenia piractwa
tłumaczono głównie tym, że nie ma w niej wprost wymienionych
programów komputerowych. Skoro tak do sprawy podchodzili
przedstawiciele prawa, to tym bardziej nie czuli skrupułów Ci,
którzy programami handlowali. Dopiero w późniejszych latach, w tym
po wprowadzeniu nowej ustawy chroniącej własność intelektualną,
zaczęło się to zmieniać, a pisanie programów zaczęło stawać się
opłacalne. Takie to były czasy...
Zabójca pierwszy
W giełdowym oparach powstała gra
Profesional Killer. Jak już
wiemy dzięki
wywiadowi z Radosławem Karolakiem, była to forma żartu z
kolegi, ale ze względu na posuchę gier na Atari na przełomie lat
80-tych i 90-tych, za namową kolegi, gra stała się normalnym,
handlowym towarem. Jak wspomina Radek, „piratujący” na giełdzie
„Bajtka” w Warszawie, program rozszedł się w 1990 roku w bardzo
dużej ilości kopii. A ponieważ wiele osób z całego kraju wizytowało
giełdę „Bajtka”, ponieważ była to jedna z największych giełd z
Polsce, możemy domniemywać, że sam program też rozprzestrzenił się
po kraju i bardzo wiele osób program widziało. Giełda ta zwana była
zwyczajowo „giełdą Bajtka”, chociaż czasopismo „Bajtek”,
patronujące jej od maja 1986 roku zabroniło w pewnym momencie
posługiwania się swoją nazwą ze względu na giełdowe piractwo i
„bałagan organizacyjny” (
tutaj
poczytaj więcej o giełdzie w Warszawie). W swoim programie Radek
sygnuje się jako Tir-Soft i wskazuje, gdzie można zakupić oryginał
gry: „tylko na III piętrze byłej giełdy Bajtka”. Ci którzy grę
nabyli, mogli przekonać się, że jest to program napisany w Atari
Basicu, bez żadnej grafiki, komunikujący się z graczem wyłącznie
tekstem. Jednak wbrew opisowi autora, nie jest to gra tekstowa. Nie
czyni jej tekstówką to, że nie posiada grafiki, a tylko sam
tekst... Jest bardzo prostą grą decyzyjną, w zamierzeniu osadzoną
we współczesności, która mają podkreślać mocno współczesne słowa
jak „automatyczny”, „zabójca” czy „wybuchowy” :). Gracz wciela się
w rolę profesjonalnego zabójcy, którego zadaniem jest eliminować co
raz to nowe osoby.
Profesional Killers Radosława
Karolaka
Kiler drugi i trzeci
Widocznie pomysł na grę bardzo przypadł ludziom do gustu, ponieważ
wkrótce pojawiły się naśladownictwa. Jednym z nich było dziełko
Arkadiusza Staworzyńskiego (sygnowane jako Studio „WIZARDS”)
pod nazwą
Professional Killer II (pisany już bez błędu), a
drugim programik
Piotra Millera pod tym samym tytułem,
oczywiście
Professional Killer II. I jak większość
amatorskich, pisanych w Basicu gier, popadły by szybko w
zapomnienie, gdyby nie pewien list do redakcji słynnych „Tajemnic
Atari”. Czasopismo to powstało w podobnych okolicznościach jak
wiele innych atarowskich pisemek, jako uboczna działalność firmy
działającej na rynku Atari, w tym przypadku Laboratorium
Komputerowego Avalon. Podobnie było ze „Światem Atari” warszawskiej
firmy Mirage czy „STE-fanem” wrocławskiego Atar-Systemu czy
szczecińskim „ST-fanem”. Kto tylko sprzedawał coś na Atari w
większych ilościach, zaraz zaczynał wydawać gazetę. Niewątpliwie
była to bardzo prestiżowa i skuteczna forma reklamy i marketingu,
ale jednocześnie daleka od obiektywności forma dziennikarstwa. A
przecież wiele osób wówczas (i czasem dziś także) bezgranicznie
ufało każdemu słowu pisanemu w „naszych”, atarowskich gazetach. Tej
ufności sprzyjała niewątpliwie świadomość, że Atari odchodzi do
lamusa. Byliśmy spychani na margines życia komputerowego, nawet
ST-kowcy, nie wspominając o małych atarowcach. Byliśmy w odwrocie,
bo koło historii obracało się akurat w inną stronę. Wierzyliśmy i
ufaliśmy bez zastrzeżeń entuzjastycznym zapowiedziom o tym, ile to
na Atari powstaje gier i osprzętu, dumnym artykułom o jakości
oprogramowania na malucha i opiniom atarowskich „guru”, choćby to
były opinie na tematy nie związane z Atari. Redakcja „TA” była tu
szczególnie wielbiona i szanowana, głównie za pierwsze gry Avalonu,
napisane jeszcze przed pojawieniem się tej gazety, a także za
wysoki poziom merytoryczny artykułów. Takie nazwiska jak Janusz
Pelc czy Janusz B. Wiśniewski mówiły same za siebie i każdy, w tym
ja, nigdy by nie śmiał podważać słów takich osobistości.
.png)
.png)
.png)
Professional Killers II Piotra
Millera
Professional Killers II Arkadiusza
Staworzyńskiego
Awantura o Basię
Przyjrzyjmy się więc dokładniej treści wspomnianego już
listu,
napisanego przez Piotra Millera, a zamieszczonego w „TA” numer 5 z
1992 roku:
„Panowie Krzyżak i Sobala w numerze 3/92 ostrzegali czytelników
Waszego pisma przed zakupem gry ROBBO 20 MB. Idąc za ich przykładem
chciałbym ujawnić praktyki Studia Komputerowego "WIZARDS" z Łodzi,
które ogłaszało się w tym samym numerze TA. Otóż reklamowana w tym
ogłoszeniu gra pt. "PROFESSIONAL KILLERS 2" jest kaleką wersją
programu, napisanego przeze mnie w zamierzchłych czasach i
skradzionego mi kilka miesięcy temu. Gra nigdy nie była
przeznaczona do rozpowszechniania, a zawarte w niej błędy
pozostawiłem bez poprawek, ponieważ rzecz nie była warta zachodu.
Wzmianki na temat poprawek dokonanych rzekomo przez złodziei z SK
"WIZARDS" wzbudzają moje niedowierzanie, bowiem w celu ich
dokonania należałoby dysponować wersją źródłową programu.
Prawdopodobnie jedną z niewielu zmian dokonanych w łódzkim "Studio
Komputerowym" była wymiana nazwisk (gdy pisałem grę, nikomu nie
przyszedłby do głowy zamach na Wałęsę).”
Osoba z grona redakcji, nieznana z imienia i nazwiska dodała
poniżej listu swój komentarz:
”Powyższy tekst pozostawiam bez komentarza. Być może, jak to
często w takich przypadkach bywa, komentarz dopisze samo życie.
Jeżeli dojdą mnie o tym jakieś słuchy, z przyjemnością się z
Państwem nimi podzielę.
Redaktor”
A już w numerze 9 z 1992 roku redakcja wydrukowała
odpowiedź
wspomnianego wcześniej Studia Komputerowego „Wizards” oraz
komentarz odredakcyjny, tym razem sygnowany przez Janusza B.
Wiśniewskiego:
„Napisało do nas STUDIO KOMPUTEROWE "WIZARDS": Szanowna
Redakcjo!!! Czujemy się zbulwersowani oszczerstwami Pana Piotra
Millera zawartymi w numerze 5/92. Oświadczamy, że gra Professional
Killers 2 Jest napisana od początku do końca przez nas (na
potwierdzenie naszych słów wysyłamy Redakcji kopię naszego
programu). Z programu Pana Millera zaczerpnęliśmy jedynie pomysł i
nazwę (jest to często praktykowane np. OPERATION BLOOD znakomicie
naśladuje OPERATION WOLF), PK2 stanowi niejako kontynuację PK1,
lecz jest całkowicie nową grą. Pisząc o niepełnej wersji gry
krążącej na giełdach mieliśmy na myśli NASZ nieskończony program (a
nie Pana Millera). Nazwanie PK2 "kaleką" wersją jakiegoś programu
bez możliwości porównania obu (z listu wnosimy, że autor nigdy nie
widział naszego programu) to zwykła ignorancja. Natomiast nazwanie
nas "złodziejami" to już oszczerstwo, za które żądamy publicznych
przeprosin. Zwracamy się z prośbą do Redakcji o przesłanie nam
adresu Pana Millera w celu dokładniejszego wyjaśnienia całej
sprawy.”
Redaktor Janusz B. Wiśniewski staje jednak zdecydowanie po stronie
Piotra Millera:
„Serdecznie współczuję STUDIU KOMPUTEROWEMU "WIZARDS", że
zostało nazwane "złodziejami" w sytuacji, gdy nie ukradło całego
programu, a tylko pomysł i tytuł. Jednak tłumaczenie, że jest to
często praktykowane, zupełnie do mnie nie trafia. Jest to może
powszechna praktyka w kółku podwórkowych "hackerów", lecz nie w
cywilizowanym świecie. Przywłaszczając sobie cudzy pomysł, mogło
się STUDIO spodziewać takiej reakcji jego autora. Z niechlujnie
wykonanej ulotki (dołączonej do gry) dowiadujemy się, że WIZARDS
jest "rodzajem klubu zrzeszającego miłośników programowania
komputerów ATARI". Pod listem widnieje nieczytelny zakrętas. Nie
otrzymaliśmy więc listu od osoby, lecz od bliżej nieokreślonej
społeczności. Korzystając z okazji obejrzałem sobie przedmiot
sporu. Gra jest monotonna, nieśmieszna i nieciekawa. Jest to gra
wyłącznie tekstowa (bez obrazków), w dodatku nie pozwalająca na
formułowanie własnych poleceń, lecz tylko wybór spośród ściśle
określonych (niewielu) wariantów. Na domiar złego teksty są bardzo
niestarannie zredagowane, roi się w nich od różnego typu błędów (w
tym także ortograficznych). Dla tych, którzy chcieliby wyrobić
sobie pogląd na styl wypowiedzi w PK2, przytoczę dwie próbki z
ekranowej instrukcji:
• Zająłeś się swoim hobby-majsterkowaniem i wnalazłeś wehikuł czasu
!.
• Niektórych wydarzeń nie sposób przewi- dzieć.
Adresu p. Millera nie możemy udostępnić, o ile on sam nie wyrazi
takiego życzenia. Janusz B. Wiśniewski”
A teraz metoda dedukcji
Od wielu lat dręczyła mnie ta sprawa plagiatu. Coś mi w tej całej
historii nie pasowało, ale nie wiedziałem co dokładnie.
Najtrudniejszą sprawą na początku było dotarcie do rzeczonych
programów, żeby móc je porównać. Ale rok 2006 był przełomowy dla
sprawy. Po czternastu latach, udało się dzięki pomocy wielu osób,
skompletować wszystkie trzy gry, a tym samym ustalić ich autorów.
Gra Piotra Millera pojawiła się w katalogu pierwsza, potem
Arkadiusza Staworzyńskiego i na końcu oryginał, na którym bazowały
dwie pierwsze, autorstwa Radosława Karolaka.
Po obejrzeniu wszystkich trzech gier, co polecam niedowiarkom,
dochodzimy do jednego wniosku: wszystkie gry są do siebie podobne
co do pomysłu i zasad, ale każda z nich jest niezaprzeczalnie
inaczej wykonana. Inny jest układ menu, opcje do wyboru, metody
poruszania się w grze, itd. Nie ma mowy o tym, że którykolwiek z
programów był prymitywną przeróbką albo że zmiany polegały jedynie
na podmienieniu tekstów w grze. Po przyjęciu tego założenia w mojej
głowie dość szybko pojawiła się teoria, jak doszło do „afery”,
gdzie doszło do nieporozumień i przekłamań. Teorię tą przedstawiłem
inspektorowi
Wiśni, a gdy po dłuższych poszukiwaniach
inspektorowi Wiśni czyli
Karolowi Wiśniewskiemu udało się
nawiązać kontakt z Piotrem Millerem, a mnie z Arkadiuszem
Staworzyńskim, obu wymienionym wysłałem swoją wersję wydarzeń.
Okazało się, że miałem całkowitą rację, więc pozwalam sobie dziś
przedstawić ją także pozostałym Atarowcom. Metodą porucznika
Colombo ustawiam teraz wszystkich zainteresowanych pod ścianą, w
jednym pokoju, i przedstawiamy wersję inspektora
Kaza:
1. Oryginalny program „Profesional Killers” napisał Radoslaw
Karolak i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Trzeba przyznać,
że gra opiera się na atrakcyjnym pomyśle (wcielenie się w rolę
zawodowego mordercy), ale wykonanie programu pozostawia wiele do
życzenia. Zarówno od strony technicznej, jak i tekstowej gra jest
po prostu bardzo słabo wykonana.
2. Prawdopodobnie te właśnie cechy programu podsunęły
kolejnym osobom pomysł, że warto by grę ulepszyć. Podczas oglądania
programu mnie też przyszło do głowy, że w prosty sposób można ją
napisać lepiej. Zafascynowanie pomysłem Radka doszło do takiego
stopnia, że dwie osoby niezależnie napisały podobną grę. I
oczywiście nazwa została nadana adekwatnie do okoliczności –
„Professional Killers II” - ze względu na to, że żaden z autorów
nie zamierzał ukrywać swoich inspiracji produktem Radka. W ten
sposób powstały niezależnie „PK II” Piotra Millera i „PK II”
Arkadiusza Staworzyńskiego (Studio „Wizards”). Różnica polegała
jedynie na tym, że Piotr zrobił naśladownictwo w cywilizowany
sposób, podając autora oryginału na stronie tytułowej swojej wersji
gry oraz zaznaczył skąd wziął procedury do okienek, użytych w
programie. Arek tego nie zrobił, co mogło sugerować, że jest
autorem całości programu. Przyznajmy jednak obiektywnie, że
ówcześnie praktyka ujawniania autorów wszystkich wykorzystanych
procedur czy zaczerpniętych pomysłów nie była tak rozwinięta jak
współcześnie, z wiadomych względów (powszechne piractwo i
niedocenianie roli autora danego produktu). Niewątpliwie trzeba tu
wysoko ocenić zachowanie Piotra Millera, który mimo wszystko to
zrobił.

Ogłoszenie Studia Komputerowego
"Wizards"
3. W jednym z kolejnych numerów „TA” pojawia się ogłoszenie
Studia „Wizards”, które zobaczył Piotr. Mamy w nim między innymi
reklamę:
„PROFESSIONAL KILLERS 2 gra logiczna. Jesteś szefem
zawodowych morderców. Zabij Wałęsę. Wersja krążąca po giełdach jest
niepełna i zawiera błędy”. Przyznam, że gdybym tak jak Piotr
Miller, napisał grę „PK II” i wiedział, że jej nie ukończyłem, a
mimo to w wyniku kradzieży zaczęła krążyć po giełdach, pomyślał bym
w identyczny sposób: „Ktoś sprzedaje moją grę, tylko pewnie
pozmieniał teksty!”. W końcu była to „normalna” praktyka giełdowych
wyjadaczy, którzy często zmieniali tytuły, teksty w grze, dorabiali
nieistotne drobiazgi, tylko po to, by móc sprzedawać ten sam
program jako „nowość”. Dowodem na to, że Piotr pisząc list do
redakcji nie widział programu Arka są jego własne słowa w liście:
„Wzmianki na temat poprawek dokonanych rzekomo przez złodziei z
SK "WIZARDS" wzbudzają moje niedowierzanie, bowiem w celu ich
dokonania należałoby dysponować wersją źródłową programu.
Prawdopodobnie jedną z niewielu zmian dokonanych w łódzkim "Studio
Komputerowym" była wymiana nazwisk (gdy pisałem grę, nikomu nie
przyszedłby do głowy zamach na Wałęsę)”. Tym samym wiemy, że
Piotr NIE WIDZIAŁ krytykowanego programu, a ZASUGEROWAŁ się jedynie
opisem reklamy, która nie dość, że brzmi bardzo zbieżnie z jego grą
to jeszcze odwołuje się do niepełnej, pirackiej wersji gry. A więc
w obu przypadkach mamy do czynienia z grą „PK II”, która wyciekła
od swoich autorów na giełdę w wersji nieskończonej! Obecnie trudno
zaś powiedzieć, kto pierwszy z nich napisał kontynuację „PK” i komu
pierwszemu program „uciekł” na giełdę. Na szczęście nie ma to tu
znaczenia, bo obaj, co wynika właśnie z korespondencji w „TA”, w
ogóle nie znali wzajemnie swoich produktów. Podsumowując ten
fragment, możemy więc przyjąć, że zarówno Piotr Miller, jak i Arek
Staworzyński napisali niezależnie od siebie dwa, różniące się
programy, a więc NIE MA MOWY o żadnym plagiacie programu, a tym
bardziej nieuzasadnione i krzywdzące jest twierdzenie Piotra
Millera „o złodziejach z SK „Wizards”! Obaj zaś autorzy zapożyczyli
tytuł i pomysł na grę. Z tym, że nikt nie zarzuca im plagiatu, co
stwierdził zdroworozsądkowo sam autor oryginału, Radosław Karolak,
w wywiadzie, który z nim przeprowadziłem.
4. Na tym jednak nie kończy się „komedia pomyłek” w tej
sprawie, więc rozwiejmy resztę wątpliwości. Drugi list napisało do
„TA” Studio „Wizards”, broniąc się przed zarzutami.
”Oświadczamy, że gra Professional Killers 2 jest napisana od
początku do końca przez nas (na potwierdzenie naszych słów wysyłamy
Redakcji kopię naszego programu).”. Ten właśnie fragment od
wielu lat wzbudzał we mnie poczucie, że w historii o „złodziejach z
SK Wizards” nie do końca wszystko gra... Co to bowiem za złodziej,
który na tyle jest pewny, że napisał program sam, iż wysyła go do
redakcji, żeby mogła porównać z programem konkurencji? Ktoś bliżej
niezidentyfikowany (obecnie już wiadomo, ale o tym później),
reprezentujący Studio „Wizards” pisze dalej:
„Z programu Pana
Millera zaczerpnęliśmy jedynie pomysł i nazwę (jest to często
praktykowane np. OPERATION BLOOD znakomicie naśladuje OPERATION
WOLF), PK2 stanowi niejako kontynuację PK1, lecz jest całkowicie
nową grą. Pisząc o niepełnej wersji gry krążącej na giełdach
mieliśmy na myśli NASZ nieskończony program (a nie Pana Millera).
Nazwanie PK2 "kaleką" wersją jakiegoś programu bez możliwości
porównania obu (z listu wnosimy, że autor nigdy nie widział naszego
programu) to zwykła ignorancja. Natomiast nazwanie nas
"złodziejami" to już oszczerstwo, za które żądamy publicznych
przeprosin.” I tutaj Arek Staworzyński, który wtedy pisał
odpowiedź-skargę do redakcji, popełnia błąd na własną niekorzyść!
Sądzi, że zarzut o plagiat wysunął autor „PK”, a jak wiemy, nie był
nim Piotr Miller tylko Radosław Karolak. Tłumaczenie się Piotrowi
Millerowi, że od niego zaczerpnięty został tylko tytuł i pomysł nie
ma kompletnie sensu... Tytuł i pomysł zaczerpnęli obaj od Radka,
więc nie było powodu się z tego tłumaczyć jeden przed drugim. Jak
widać zresztą w jednym ze zdań powyżej, Arek przyznaje, że gra jest
kontynuacją „PK I”, a więc nie miał nigdy intencji tego ukrywać.
Nie ma tam mowy o innym „PK II”, co oznacza, że Arek o takim
programie nie słyszał. Gdyby słyszał, pewnie jego tytuł byłby „PK
III” albo coś równie odkrywczego :). I rzeczywiście, nazywanie go w
tej sytuacji złodziejem to jawne oszczerstwo. Po prostu dostało mu
się za to, że KTOŚ grę Piotra ukradł i za to, że gra krążyła po
giełdzie i że pewnie byli tacy, co czerpali z tego korzyści. Arek
sam zaś się położył pod topór, broniąc się przed zarzutami innego
naśladowcy jak przed zarzutami autora oryginału.
5. Nie jest więc dziwne, że redakcja również przyjęła taki
punkt widzenia: skoro Studio „Wizards” twierdzi, że zapożyczyło od
Piotra Millera tytuł i pomysł, na co ten zareagował alergicznie, to
znaczy, że należy wesprzeć autora oryginału, a nie jakiegoś tam
naśladowcę, w dodatku anonimowego. I niestety, redakcja popełniła
błąd, zapoznając się jedynie z programem nadesłanym przez Arka. W
jaki sposób redaktor „TA” mógł stwierdzić, że program został
ukradziony, skoro nie miał nawet możliwości pobieżnego porównania z
programem Piotra? Zadecydowały emocje, związane z ogólnym
nastawieniem „TA” (zresztą słusznym skądinąd), że wszelkie
plagiatorstwo powinno być piętnowane. Pamiętajmy jednak, że „TA” w
pewnym sensie było reprezentantem LK „Avalon”, a więc firmy
wydawniczej i dystrybucyjnej, która sama wydała np. „Barbariana”,
kopię słynnego przeboju z innych komputerów. Tytuł i pomysł, a
nawet grafika zostały "zerżnięte" z oryginału prawdopodobnie bez
wypłacania tantiem właścicielowi praw do gry. Nawet nikt o tym nie
wspomina ani w czołówce gry, ani w instrukcji czy na okładce, że
jest to inspirowane, czy też mocno zapożyczone z gry firmy Palace
Software. Czy w tej sytuacji redakcja nazwałaby LK „Avalon”
złodziejami? Jakoś wątpię... :) Nie można odmówić osobom z redakcji
wysokiego poziomu etyczno-moralnego, ale trzeba też wziąć pod
uwagę, że każdy może się pomylić. Taka właśnie pomyłka zaszła
czternaście lat temu, przez co zostało pokrzywdzone Studio
„Wizards”, a więc Arkadiusz Staworzyński. Nie łączyły mnie z nim
nigdy wcześniej żadne więzy ani kontakty, ale uznałem, że warto by
zwrócić honor komuś, kto niesłusznie został oskarżony.
Tak jak już wspomniałem, udało się skontaktować z wszystkimi
autorami powyższych programów. Piotr Miller przyznał, że w tamtym
czasie prawdopodobnie zbyt ostro zareagował na reklamę Studia
„Wizards”. Arkadiusza poznałem mailowo już po napisaniu tego
artykułu, okazał się jednym z naszych kolegów z forum Atari Area
pod ksywą
Nosty. Wywiad z nim pojawi się już wkrótce, a przy
okazji tej spowiedzi dowiemy się o jego punkcie widzenia na sprawę
i obwieścimy światu kolejną sensację! :)
Wszystkie trzy gry są dostępne w katalogu gier pod
literą P.