O Atari kulturalnie by Kaz 2009-03-13 00:27:09

Czy ktoś wie, w jakiej grze komputerowej po raz pierwszy można było zobaczyć Murzyna? Pytanie trochę śmieszne, ale przy okazji wyboru Baracka Obamy na prezydenta w USA rozpoczęły się wielkie dyskusje na temat tolerancji, rasizmu i tym podobnych tematów zastępczych. Media rozpisywały się o kwestiach łamania barier rasizmu w USA w dziedzinie kultury i rozrywki (pierwszy czarny muzyk puszczany w telewizji, pierwsza popularna czarna kobieta, etc). Jeden z fanów starych gier też urządził sobie poszukiwania: w jakiej grze wideo po raz pierwszy pojawiła się postać człowieka rasy czarnej?

Pozornie takie zagadnienia i takie pytaniach nie mają związku z Atari. A jednak... Blog prowadzony przez Atarowca, który dawno temu opuścił scenę Atari - Artura "Jurgi" Jurgawkę z (byłej?) grupy Trisstesse, zajmuje się sprawami szeroko pojętej kultury. Można tam znaleźć i poezję, i rozważania o świecie i anegdoty czy zabawne fotografie. A nawet przemyślenia o rasizmie w kontekście gier komputerowych :). Na tym "Wyśmiewisku", bo taką nazwę nosi blog, uzyskamy odpowiedź na zadanie powyżej pytanie, ponieważ Jurgi szperając po internecie wynajduje różne ciekowstki, a wśród nich znalazła się odpowiedź. Dowiadujemy się więc, że: "Benj Edwards, miłośnik i popularyzator „vintage computing”, czyli zabawy starymi komputerami i grami wideo (ja to nazywam retroinformatyką), znalazł pierwszą czarnoskórą postać w grze komputerowej. Był to, jakże by inaczej, czarnoskóry koszykarz w grze Basketball z 1982 roku na ośmiobitowe komputery Atari."

pierwsza czarna postać komputerowa... no, brązowa! - Kaz
projekt graficzny gry potwierdza, że to Murzyn - Kaz


Więcej na temat w artykule o przewrotnym tytule "Normalnie, oba ma, a ile ma mieć?". Odsyłam też do źródłowego wpisu Benji Edwardsa oraz jego wywiadu z Jerrym Lawsonem, jednym z pierwszych czarnych pionierów rynku gier wideo - tam też przewijają się temat firmy Atari. A żeby już mieć spokój sumienia z tym pierwszym czarnym w grach to należy też wspomnieć o grze automatowej "Heavyweight Champ" firmy Sega z 1976 roku, gdzie co prawda nie jest wprost powiedziane, że ten z lewej to Murzyn, bo postacie są dość umowne, ale są takie podejrzenia :).

wkładamy ręce w rękawice i nawalamy przeciwnika - Kaz


"Wyśmiewisko" raczy nas też odmiennym poglądem na brutalność gier komputerowych niż jest to powszechnie przyjęte. Przy okazji dostajemy kawałek historii, który jest interesujący dla miłośnika Atari: "A tymczasem pierwsze hałasy o demoralizującej roli gier i pierwsze próby zbicia na tym kapitału przez niedorobionych polityków i zawistnych maniaków religijnych pojawiły się już… 30 lat temu. A tak. A odpowiedzialny był za to japoński inżynier, Tomohiro Nishikado, który własnoręcznie i sam (tak, całkiem sam) w 1978 roku zaprojektował automat z grą Space Invaders. Początkowo omal na niej nie zbankrutował z powodu wysokich kosztów elektroniki, ale gra okazała się w Japonii takim sukcesem, że ludzie stali do automatów w kolejkach, sklepikarze rezygnowali ze sprzedaży towarów, żeby poustawiać same automaty, a we wnętrznościach stu tysięcy maszyn tkwiło tyle stujenówek, że Bank Japonii musiał potroić produkcję monet, bo zaczęło ich brakować w całym kraju. Jeśli chcecie sami spróbować, można zagrać sobie w Space Invaders online (i inne klasyczne tytuły)…

klasyk wszechczasów, wielki przebój - Kaz


Prościutki pomysł, oparty na strzelaniu do kosmitów (zamiast do ludzi – ze względów moralnych), inspirowany Wojną Światów Wellsa i sukcesem Gwiezdnych Wojen, chwycił niesamowicie. Oczywiście, niemal natychmiast licencja na grę została sprzedana do Stanów Zjednoczonych, gdzie chwyciła równie mocno. Zaczęły powstawać kluby miłośników, pojawiły się koszulki, czapki, kubki – i wszystko, co możliwe – z motywami z gry. Dzieciaki stały w kolejkach, w gardzielach maszyn znikały tony monet. Firma Atari genialnym posunięciem zakupiła na wyłączność prawa do przeniesienia tytułu z maszyn arcade na swoją konsolę do gier Atari 2600, której sprzedaż sięgnęła natychmiast milionów. Na otwartym konkursie gry w Space Invaders w Nowym Jorku, promującym tytuł na Atari 2600, pojawiły się cztery tysiące ludzi.

i współczesna kopia, ładna, wciągająca (grałem!), ale tylko kopia - Kaz


Oczywiście, rychło zagrały surmy na alarm. W artykułach w prasie codziennej załamywano ręce nad demoralizacją wrażliwych umysłów młodzieży, kiwali ze zmartwieniem głowami poważni profesorowie i psychologowie, lekarze rozwodzili się nad uszkodzeniami nadgarstków, jakie pojawiały się u największych fanów gry. Alarmowano, że dzieci okradają rodziców, żeby mieć za co grać. Pisano o chorobowym uzależnieniu od gry, zaś miasto Mesquite w Teksasie posunęło się do zakazu używania gier wideo przez nieletnich bez obecności dorosłego opiekuna."

Ostatni wpis na blogu Jurgiego, zatytułowany "Ponura krytyków dyktatura… czyli co jest sztuką, a co nie?" będę cytował w całości, ponieważ udało mi się zdobyć "licencję na przedruki" :). Jeżeli więc pojawi się na blogowisku Artura wpis zahaczający o tematy atarowskie możecie być pewni, że go nie przegapicie - pojawi się też na AtariOnline.pl.

A coż o sztuce komputerowej chce nam powiedzieć autor bloga? Takie to rzeczy: "Chadzając na różne wystawy, mam możliwość oglądania przeróżnych rzeczy. Do bardziej charakterystycznych należy wszelkiego rodzaju rękodzieło artystyczne. Miałem więc okazję być na rozstrzygnięciu ogólnopolskiego konkursu tkactwa w jedynym w Polsce Muzeum Rzemiosła Tkackiego w Turku, jak też i na mniejszym, choć równie ciekawym wernisażu wystawy Pracowni Rękodzieła Artystycznego w tym samym mieście. Rozmach niektórych prac bywa zdumiewający, można zobaczyć i dzieła odtwórcze – bardzo często reprodukcje znanych obrazów, jak choćby Damy z łasiczką – jak i projekty własne. Może niejeden krytyk kręcić nosem, że to żadna sztuka, ale u przeciętnego odbiorcy ogrom pracy, jaki musi być włożony w wykonanie sporego obrazu przy pomocy kolorowych nitek budzi szacunek sam w sobie. Chciałbym kiedyś zobaczyć Bitwę pod Grunwaldem w tej technice. Może nie jest to szczególnie popularna forma sztuki, ale na pewno doceniana. A fakt, że oglądana z bliska rozpada się na zbiór kolorowych kwadracików niczego jej nie ujmuje.



Ale, jak się dłużej zastanowić, to przecież tego typu sztuka uprawiana jest chyba od zawsze. Przecież jest to po prostu mozaika! Sztuka układania obrazów ze stosunkowo dużych elementów obecna jest w naszej kulturze choćby w postaci kamiennych mozaik w pałacach, witraży w kościołach, których jako sztuki nikt nie neguje. A zaczęło się to pewnie już u ludzi pierwotnych, którzy poza malowaniem bizonów na ścianach, układali sobie rysunki z kolorowych muszelek albo kamyków. Chyba nic z tego nie pozostało do naszych czasów, ale jestem pewien, że w czasach jaskiniowych znano już mozaikę. Może jest nawet starsza niż malarstwo? Jakieś farby czy barwniki trzeba przecież było najpierw odkryć, a kolorowe muszle, czy kamienie już były. Część naukowców twierdzi, że wbrew naszym wyobrażeniom człowiek pierwotny na zaspokojenie swoich potrzeb, w tym żywieniowych, poświęcał niewiele czasu i miał go mnóstwo w zapasie, aby zajmować się sztuką, rzemiosłem, czy wynalazkami. Tak, ponoć mieli o wiele więcej wolnego, niż my.



Mozaika obecna jest i w sztuce nowoczesnej. Od banalnego układania kostki brukowej we wzory, po sztukę o zasięgu międzynarodowym. Nie tak dawno uczczono Lecha Wałęsę muralem – mozaiką na bloku w Gdańsku, gdzie mieszkał. Jej autor, Piotr Szwabe, mówi, że ma ona skłaniać ludzi do spojrzenia z dystansu i refleksji. Realistycznego portretu nie chciał, bo to nudne. Ale zwykle mozaika jest rezultatem nie tyle obmyślonej koncepcji, co po prostu narzuconego tworzywa: kostki, cegieł, szklanych płytek.



Jest jednak dziedzina, w której najprzedniejsze nawet dzieła, wykonane z dbałością o każdy detal, nie mają szans na nazwani sztuką. Są omijane i ignorowane przez krytyków, a nawet przez większość ludzi. Może nawet nie zdają sobie sprawy z ich istnienia, a mając okazję na nie spojrzeć, patrzą obojętnie. To mozaiki tworzone z cegiełek pikseli na ekranach monitorów. O ile współczesna grafika komputerowa doczekała się jakiejś nobilitacji, to jej początki, czasy kwadratowych pikseli w dwóch, czterech, czy kilkunastu kolorach są zbywane milczeniem i nawet lekką pogardą. A to, moi drodzy dopiero jest sztuka. Trzeba duszy artysty i pasjonata, oraz wprawy rzemieślnika, aby z pojedynczych punktów wydłubać obraz. Widziałem powstawanie wielu takich dzieł, wiem, że w pracach tych najlepszych każdy piksel postawiony jest z rozmysłem i starannie zaplanowany. Mozolne ślęczenie przed monitorem i stawianie punkcików doceniane jest tylko w gronie podobnych zapaleńców. A szkoda.



Krytykom się nie dziwię, oni nie lubią stawać przed nowymi dziedzinami sztuki. Tam obnaża się ich ignorancja, nieznajomość tematu, niechęć do nauki nowych rzeczy. Wolą odgrywać role ekspertów na znanym sobie i wyoranym do cna poletku. Niech im tam. Ale my, spójrzmy czasem na prace grafików, którzy dłubali i dłubią do dziś na ekranach ośmiobitowych komputerów: Apple, Atari, Spectrum, Commodore. Doceńmy ich pomysłowość i ogrom pracy włożonej w obchodzenie ograniczeń materiału w jakim tworzyli: sprzętu."


„Zazdrość”.
Jedno z najbardziej emocjonalnych i ekspresyjnych dzieł,
jake znam. Przyjrzyjcie się tej grafice. Innym też,
zasługują na to.
Tdc 2009-03-13 05:26:31

Z tą brutalnością gier to nie jest do końca tak, co prawda Space Invaders był najgłośniejszy, ale po raz pierwszy wybuchła dyskusja o przemocy w grach już 1976 roku ! przy okazji gry "Death Race" (firmy Exidy), w której rozjeżdżało się gremliny wyglądające jak przechodnie (wspominam o tym w swojej prelekcji o grach).

Kaz 2009-03-13 06:18:18

Ostatnio zas rozgorzaly kontrowersje wobec pewnej japonskiej gry, ktorej tu nie bede reklamowal, a polegajacej na gwalceniu kobiet - w pierwszym etapie trzeba zgwalcic matke i zmusic ja do aborcji, potem nalezy zrobic podobne rzeczy z corka i tak dalej. Postacie sa troche w stylistyce mangi. Jesli to porownac ze Space Invaders... to przemysl gier wideo przebyl naprawde dlugo droge.

Krótki 2009-03-13 09:37:03

Basketball był wydany w 1979 roku. Ale widzę, że cytujesz za Jurgim.
Nie zgadzam się z Jurgim, że grafika nie jest uznawana za sztukę z winy krytyków, że im się nie chce, że się nie znają itp. Sztuką jest to, co publiczność uważa za sztukę. Jeśli pokazać jakikolwiek obraz, to ogrom pracy włożony w jego wykonanie jest dla widzów oczywisty. Ludzie to doceniają. Jednak jeśli powiedzieć, "ta oto impresja została wykonana w rozdzielczości 10 na 5 pikseli w 2 kolorach", to trudno się dziwić, że ogrom pracy zauważą tylko inni zapaleńcy. "Normalny" odbiorca nie wie nawet, co to jest piksel. A na pewno nie wiedział 20 lat temu, gdy ta sztuka była w powijakach.
Poza tym, te małe komputerki to tylko służą do gier, i nie warto zawracać sobie nimi głowy, prawda? :)

Kaz 2009-03-13 12:26:53

Dokladnie z tym atarowskim Basketball-em jest tak: http://tiny.pl/b1jt

Jezeli chodzi o zagadnienie "sztuka czy nie sztuka" to podejrzewam, ze Jurgiemu chodzilo wlasnie o to wspomniane przez Ciebie dotarcie do szerokiej publicznosci, nie znajacej sie na pikselkach, tak zwany "glowny nurt" odbiorcow sztuki. Takie osoby wiedza, ze obraz na przyklad Salvadore Dali to sztuka, a nie stary, zle nagryzmolony smiec, ale nie wiedza juz, ze kawalek zapisu na dyskietce to dzielo sztuki, a nie nic nie znaczaca zabawa jakiegos komputerowego maniaka.

Czy zna ktos ksiazki-przewodniki po sztuce komputerowej? Pewnie takie sa, ale nie ma ich w "powszechnej swiadomosci". Albo czy muzea kolekcjonuja najlepsze grafiki komputerowe powstajace w danym roku, tak jak to czynia z fizycznymi obrazami? Pewnie tylko wirtualne muzea.

Oczywiscie to sie zmienia, dojrzewa pokolenie, ktore wychowalo sie na pikselkach komputerowych, a pewnie kiedys w naturalny sposob przejmie tez stanowiska dyrektorow muzeow i posady krytykow sztuki... :)

maly_swd 2009-03-13 13:01:27

jak patrze na ten obrazek http://tiny.pl/b1jb to jestem pod wrazniem

Kaz 2009-03-13 13:15:19

Wlasnie tego nie rozumiem - jak sie zapytac, to prawie kazdy deklaruje, ze woli obrazki z pomyslem, inteligentne, nie musza wiec wielu kolorow, moga byc mono. A na koncu okazuje sie, ze najbardziej podobaja sie cukierkowate, "dzieciece" obrazki, a te inteligetnte i mniej kolorowe przepadaja w konkursach... :(

maly_swd 2009-03-13 14:50:10

Kaz to troche inaczej:)
Ja wole kolorowe obrazki i "radosne" niz jakies "przygnebiajace". Nigdy nie przepadalem za obrazkami/obrazami, ktore przedstawiaja smutek/zal itp.

A ten obrazek z liskami przypomina mi dziecinstwo, tez mialem taka mine jak mialem dostac Atari:) i sroga mina mojej Mamy - mowiaca "Masz to co chciales, ale masz sie dobrze uczyc w szkole."... oczywiscie tylko pierwsza czesc zdania do mnie dotarla..

A przy ocenianiu obrazkow to powinny byc dwie lub trzy skale:
-za techniczne umiejetnosci
-za to co przedstawia obrazek
-czy nam sie podoba

maly_swd 2009-03-13 14:51:48

a i podziwiam ludzi, ktorzy "dziargaja" obrazki na serwetkach:).. Dla mnie to megakozakiwymiatacze... chociaz nie lubie takich serwetek (nie sa praktyczne)

ZebCorpse 2009-03-13 14:53:32

Sztuka nie sztuka... Ciekawe i wielowątkowe i wielowartstowe zagadnienie. Warto wspomnieć o prostym rozróżnieniu które istniało już w starożytności. Greckie "techne" - czyli kunszt doskonałości technicznej rzemieślnika. I "arte" - kunszt twórcy, którego nikt nie był w stanie skopiować, poza nim samym.

Kaz 2009-03-13 15:29:49

ZebCorpse - ciekawe spostrzezenie, a co do skomplikowania sprawy - racja.

Taka uwaga na marginesie: greckie techne i arte mialy raczej cos z mistycyzmu i dazenia do perfekcji niz znaczenie praktyczne. Nasladownictwo i kopiowanie bylo obecne takze w starozytnosci, zeby przypomniec, ze wiele dziel uczniow mistrza trudno bylo odroznic od dziel samego mistrza (wiec mowilo sie "o szkole" i autorstwo niektorych prac nie jest rozstrzygniete). Pomijajac fakt, ze dzielo liczylo sie po stokroc bardziej niz autor.

W sredniowieczu to samo dotyczylo malarstwa. W blizszych nam czasach rozpowszechnily sie z kolei kopie obrazow - i to bardzo wierne :). A swiat cyfrowy wprowadzil kolejne ulatwienie dla nasladowcow czy "kopierow". W niektorych dziedzinach (podrabianie znanych marek) kopiowanie nabralo wrecz wlasnych cech artyzmu :).

ZebCorpse 2009-03-13 15:30:40

I tak a propo... Ludzie nadal bardzo aktywnie działają "pikselach"

http://www.pixeljoint.com/default.asp

ZebCorpse 2009-03-13 15:40:20

Kaz - prawda co piszesz - bo i to temat rzeka - właściwie cała historia estetyki :) Niemniej doskonałość pewnych rzeczy tak dawniej jak i dziś, zmusza wręcz do takiego rozróżnienia sztuka a nie-sztuka (czy piękno a nie-piękno) - niezależnie od niedających się jasno sprecyzować kryteriów.

Gwobby 2009-03-13 16:41:18

Re Atari kulturalnie - How's this for a coincidence? I was trying out a few old games earlier today and played "Showdown" http://www.atarimania.com/detail_soft.php?MENU=8&VERSION_ID=4652 this had a black character (press select to choose him) looks like a fun game for two players (1983)

Kaz 2009-03-13 19:20:45

I played few times this game and never known that was a black character in there! 8). Thanks Gwobby. Are there other games with black people? I remember "One on One" only.

Lt_Bri 2009-03-13 19:59:19

"Jajo" o brutalnych grach ;)

http://www.theonion.com/content/video/are_violent_video_games?utm_source=videoembe
d

MWK 2009-03-13 20:40:43

Poruczniku, śmiać się człowiekowi już chce od tej przemocy w grach i ich "kancerogennym" dla umysłów młodych ludzi wpływie - nie zapomne tego reportażu gdy po raz pierwszy widzieliśmy masakre w jednej ze szkół w USA, gdy bowiem pokazali w co grało u siebie na kompie to dziecko-morderca naszym oczom ukałał się wówczas "poczciwy staruszek" DOOM ;-)

stjack 2009-03-13 21:15:22

Jeszcze raz o Space Invaders i jej wpływie na nieodporne ludzkie mózgi. Zerknijcie.

http://www.youtube.com/watch?v=VczbbiRmDik

Sztuka to czy nie sztuka ? Dla mnie sztuka.

miker 2009-03-13 21:21:10

No, przyznam, że interesująca nowinka. Ale trzeba jedno sprostować:
Rysunek-karykatura Mona Lisy jest autorstwa Replay'a/Bit Busters, nie Anj'a. Z tego co pamiętam został (lub miał zostać) wystawiony na Gfx-Compo na Silesian Atari Open '95 w Mikołowie. Znajduje się także jako jeden z bonusowych plików na dystkietce z Extract'em (http://atari.fandal.cz/detail.php?files_id=3547).

gonzo 2009-03-14 01:15:19

to mona? wsólczuję tym co mieli z nią do czynienia, ciekawe, ale Pana Wałęsę da się rozpoznać nawet w rozdzielczości 40X20 :)

luka 2009-03-14 02:03:25

najbardziej brutalne gry - Karateka, River Raid, Defender, Commando+, Swat, Tiger Attack, Zybex, Animal Party, Misja i wiele wiele innych,

Kaz 2009-03-14 02:59:05

Oczywiscie ocena brutalnosci zmienila sie bardzo z uplywem lat. To co bylo brutalne kiedys, obecnie moze budzic tylko politowanie - np. wspomniany Space Invaders. To tylko swiadczy o brutalnosci czasow, w ktorych zyjemy.

To jest tez kwestia realizmu gry. Poki grafika postaci jest umowna, tak jak na 8-bitowcach, nie ma jeszcze takiego problemu. Ale gry realistyczne, w ktorych czlowiek wyglada jak czlowiek, ktory krwawi, odnosi rany, efektowanie umiera - moze byc problemem, szczegolnie dla ksztaltujacego sie umyslu nastolatka.

Na Atari nie pamietam jakis szczegolnie brutalnych scen w grach, ktore by mna wstrzasnely. Rzeczywiscie mozna uznac za brutalny "LA Swat", bo gina tam cywile - kobiety i starcy, czasem od naszych kul. Moze jeszcze "Barbarian" ze wzgledu na wiekszy realizm - ucinane glowy, krew i efekty dzwiekowe. "Animal Party" poniekad tez, chociaz takich zabawek w centrach dla dzieci jest pelno i nikt chyba nie skarzyl sie jeszcze na ich brutalnosc. Mnie sie jeszcze kojarzy "Choplifter", gdzie nasi ludzie gina od czolgow :). "Zorro" ma tez "krwawe" pojedynki, gdzie musimy szlachtowac zolnierzy. No i "Draconus" z urywaniem łba...

Ale w takim "Zybexie" zestrzeliwujemy niewiadomoco, w "Karatece" walka jest dosc sportowa, a pokonani traca przytomnosc :), w "Misji" to pitu-pitu zamiast odglosow strzalow tez realizmem wielkim nie grzeszy.

ZebCorpse 2009-03-14 13:19:53

No i dlatego, współcześnie gry mają kategorie wiekowe, wyraźnie zaznaczone na pudełku (z wymienieniem czy gra jest brutalna, czy zwiera przemoc, język itp.). Oczywiście... owe informacje są tylko na oryginalnych pudełkach.

Dziś by nie przeszły takie 8-bitowe gry jak "Commando Libia" czy, nie pamiętam już tytułu, gra-olimpiada, gdzie wyrzucało się inwalidów z wózków - im dalej tym lepiej... To nie taki czarno-biały obraz pod tytułem "dziś jest brutalnie a drzewiej to nie". Nic z tych rzeczy.

Kaz 2009-03-14 14:03:43

System znakowania utworow kategoriami wiekowymi w wielu krajach jest dobrowolny i nie wszedzie producenci/wydawcy go stosuja. Po drugie komisje ustalajace kategorie oraz przyznajace "etykietke" poddawane sa naciskom, oczywiscie w kierunku obnizenia dozwolonego wieku. Jednym z bardziej znanych przykładów takich dzialan jest sprawa filmu "Clerks" - ktory zdobyl juz ogromna popularnosc, choc nakrecony przez amatora za kilkanascie tysiecy dolarow.

Najpierw MPAA (taka ameykanska organizacja filmowa) dala temu filmowi rating NC-17 - co ponoc w warunkach amerykanskich oznacza smierc finansowa, bo niewiele kin chcialoby to wyswietlac. Za dystrubucje wzial sie jednak Miramax i po oplaceniu drogiego prawnika uzyskali rating "R", dzieki ktoremu moze ogladac to szersza (i mlodsza) publicznosc - i to bez jakichkolwiek zmian w filmie.

Dlatego za bardzo bym nie wierzyl w ochrone nieletnich przed pazernoscia producentow za pomoca znaczkow na pudelku, tylko rodzice moga cos zrobic. Zreszta w samej kolebce lagodnych, pouczajacych filmow dla dzieci - u Walta Disneya - bywaja wspolczesnie filmy, ktore naduzywaja przemocy albo ostrego języka. A taki "Harry Potter", ktory 20 lat temu bylby uznany za horror ma rating PG-13... Ze nie wspomne, ze niektore przerazajace dla malych dzieci filmy animowane sa znakowane "bez ograniczen".

Wystarczy tez porownac filmy dla dzieci sprzed np. 20 lat i obecne, gry sprzed 20 lat i obecne, a nawet filmy dla doroslych sprzed 20 lat i obecne. Sorry, ale nie da sie podtrzymac tezy, ze kiedys bylo rownie brutalnie. Pewnie wplyw ma na to postep technologii (ktora na przyklad daje mozliwosc efektownej prezentacji szczegolow smierci, bicia i innych agresywnych zachowan w filmach i grach), ale mysle, ze jest to glownie generowane przez coraz wieksza chec zwrocenia uwagi widzow/konsumentow. To takie bledne kolo - im bardziej epatuje sie brutalnoscia, tym mniej ona wydaje sie nam brutalna. I trzeba pokazywac cos nowszego, krwawego, szokujacego...

Kaz 2009-03-14 14:13:54

Jeszcze tak przypomne dla porzadku, ze brutalnosc to naduzywanie albo eksponowanie przemocy i agresywnych elementow.

Dlatego nie da sie powiedziec, ze na przyklad bajka o Jasiu i Malgosi jest brutalna - bo dzieci pala czarownice. W tej klasycznej bajce najwazniejszy jest moral, zeby dzieci zachowywaly dystans do obcych, ktorzy moga probowac je wabic. Opowiadanie jej (a nie pokazywanie) nie programuje dziecka na przemoc, bo tej przemocy nie widzi i nie nasladuje.

Mozna jednak spokojnie przerobic ta bajke na brutalna, gdyby zaczac plastycznie opisywac szczegoly palenia, ewentualnie pokazac cierpienia palonej osoby, etc.

A jezeli chodzi o gry 8-bitowe to brutalnosc byla w nich wyjatkiem wlasnie ze wzgledu na niedoskonalosci techniczne. Podales dwa przyklady, bo pewnie trudno byloby znalezc duzo, duzo wiecej. Wspolczesnie bardzo latwo podac dziesiatki tytulow, w ktorych krew sie leje. I to bardzo realistycznie.

ZebCorpse 2009-03-14 14:59:33

Kaz... mamy zdaje się różne zdanie tej kwestii - nie wierzę absolutnie w wpływ tak zwanej "brutalności" w grach na osoby dorosłe (zwracam uwagę na słowo "dorosłe") - ale to tutaj trudno jakoś dyskutować. Może tylko dwie uwagi. Możesz podać przykład jakieś współczesnej gry która zawiera owe elementy, a która by wyszła bez odpowiedniego znaczka? Dwa, jak może wiesz, znaki na pudełkach gier są bardzo szczegółowe (i dają o wiele więcej informacji dla rodziców niż filmowy, lakoniczny ranking wiekowy). Nie sposób, jak myślę, kupić dziś świadomie (tzn. bez żadnej informacji na pudełku) brutalnej gry 9 czy 12 latkowi. Gry są doskonale oznakowane (a mam trochę takich pudełeczek).

Temat jest za szeroki, nie chce trywializować. Ale - jeszcze jeden trop - totalne negowanie zachowań agresywnych jest równie destruktywne jak ich totalna afirmacja. Ot, choćby "Powrót z Gwiazd" Lema... i świat bez agresji...

Ps. Jako dorosły, chce mieć możliwość gry w takie gry (ociekające juchą, wnętrznościami i innymi perwersjami...), nieszczęściem przemysłu growego jest - chyba - nastawienie na rynek "nastolatkowy" - gdzie nie wiadomo za bardzo co i jak - bo to ani nie dzieci już ani nie dorośli jeszcze. No i mamy pewną szarą strefę. Nikt nie robi gier stricte dla dorosłych (bo znaczek "AO" - adults only - to podobno śmierć komercyjna na półkach sklepowych dla gry).

Ps2. Kaz... dużo gram... i powiem tak - dziś robi się o wiele mniej gier niż dawniej (gier 8-bitowych są dziesiątki tysięcy), a dziś masz może z 10 tytułów rocznie (budżety i tak dalej) - a w tym co wychodzi, krew nie leje się ani gęsto ani nie za bardzo realistycznie. Przykładowo, wszystkie tytuły o II wojnie mają "zero krwi", będąc przy tym bardzo, ale to o bardzo pouczające - żadna książka czy wspomnienia żołnierzy, nie uzmysłowiły mi jakim to szaleństwem i jednocześnie jakim to wielkim bohaterstwem było lądowanie w Normandii niż te parę sesji w "Call of Duty 2" i próba przeżycia na plaży... Podobnie poziom dziejący się w "Stalingradzie" czy w lasku pod Arednami pod ostrzałem moździerzowym. A gdyby zrobiono grę o naszych żołnierzach pod Monte Casino - i to realistyczną - z tym o czym pisał miedzy innymi Wańkiewicz - iż żołnierz polski atakując bunkry nie krzyczał "Ku chwale ojczyzny" ale soczyste "kurwa mać...!". Czy taka brutalność - także słowa - byłaby akceptowalna? I od jakiego wieku? To tak aby jakoś pozytywnie zakończyć.

Kaz 2009-03-14 16:35:02

A ja mysle, ze mamy bardzo podobne zdanie, tylko sa tutaj dwie kwestie, ktore po zmieszaniu daja efekt niezgadzania sie :).

Po pierwsze pytanie, czy generalnie gry sa brutalniejsze niz kiedys czy nie (uwazam, ze tak) i jako "kiedys" nie mam na mysli 5 lat temu, ale wlasnie epoke gier 8-bitowych. Podejrzewam, ze tak popularne kultowe tytuly jak "Boulder Dash czy "Zorro" porownane z czolowymi grami naszej epoki jak seria "Grand Theft Auto" czy seia "Doom" obrazuje generalny kierunek, w ktorym zmierzaly (przynajmniej dotychczas) gry. To kwestia faktow, a nie pogladow.

Kwestia faktow jest tez ilosc gier pojawiajacych sie co roku. Obecnie nie pojawia sie 10 tytulow rocznie, ale kilkadziesiat tysiecy i wartosc ta rosnie - sa to gry na komorki, gry online, itp. Zadne z tych gier nie sa znakowane, bo nie ma takiego wymogu. Nie jest problemem znalezienie w kilka minut gry, ktora polega na rozwalaniu ludzi jako celu gry. Widzialem ostatnio gre, w ktorej nalezy zabijac nagich pedalow, ktorzy probuja Cie zgwalcic.

Oddzielna jest kwestia , czy to dobrze czy zle, a jesli zle to czy powinnismy temu zapobiegac - i to juz kwestia pogladow. Akurat tutaj sie z Toba calkowicie zgadzam, ze calkowity brak agresywnosci to powolna smierc spolczenstwa. Na wszelki wypadek dodam jednak, ze brutalnosc to NIEUZASADNIONA agresja, wiec bedac przeciwko brutalnosci niekoniecznie jest sie przeciwko agresji w ogole.

I sadze, ze sie ze mna zgadzasz, bo podales przyklad gier wojennych (ja moglbym podac przyklad lubianych przeze mnie filmow wojennych). Gdyby jednak autorzy "Call of Duty" zamiast obecnego scenariusza koncentrowali sie na epatowaniu krwia, szlachtowaniu zolnierzy przeciwnika - to przeciez nazwalibysmy gre brutalna, prawda?

Jeszcze jedna wazna sprawa to dostep nieletnich do takich dziel. Jestem absolutnie przeciwko jakiekolwiek cenzurze internetu czy filmow w imie "ochrony dzieci". Internet, tak samo jak ksiazka kryminalna, samochod , pistolet czy noz - sa dla doroslych. Co najwyzej rodzice dziecka powinni decydowac o ograniczeniach pociechy.

Moga byc oczywiscie produkty internetowe, samochodowe czy ksiazkowe przeznaczone dla dzieci i wtedy warto o tym informowac - dlatego znakowanie gier czy filmow jest dobrym pomyslem (o ile dobrowolne i zgodne z prawda). Z tym, ze zbyt czesto dochodzi do manipulowania oznakowaniem w imie wiekszych zyskow. Gdy ide z corka do kina na film "bez ograniczen" to nie chce widziec czy slyszec brutalnosci i wulgaryzmow. Bo w przeciwnym wypadku towar jest tak samo oszukany i szkodliwy jak samochod, ktory ma zepsute hamulce.

ZebCorpse 2009-03-15 15:11:50

Kaz - no tak - faktycznie nadinterpretowałem pewne rzeczy, bowiem jestem bardzo uczulony, jako Gracz, na pewne generalne oceny gier komputerowych (które w mojej wyobraźni zawsze jakoś chcą prowadzić do cenzury) - przepraszam. Pełne i jasne oznakowanie - zgoda - i myślę, iż w przypadku gier naprawdę to działa (nie znam żadnej która by nie miała na pudełku odpowiednich oznaczeń) - by sprecyzować mowa o "dużych" grach na PC i konsole (których nie wychodzi aż tak wiele rocznie jak piszesz - bo budżety itp. - to już nie te czasy co kiedyś).

GTA jak i Doom były od początku dla dorosłych, Dash zaś jako gra dla wszystkich (w tym dzieci). I dziś są serie gier dla dzieci (platformówki, gry przygodowe, logiczne - zobacz co oferuje np. platforma Steam pod tym względem i itp.). Na taki Wii (czy generalnie na Nintendo) nie znajdziesz nic innego (taka świadoma i konsekwentna polityka firmy - możesz w ciemno kupić dziecku taką konsole i praktycznie w ciemno każdą grę dla niej). A to, iż dziś w Polsce dzieci grają w GTA czy inne gry dla dorosłych wynika po prostu z głupoty czy niewiedzy rodziców oraz chyba piractwa (brak pudełka=brak informacji=brak kontroli).

Generalnie dawniej przy 8-bitach był spory chaos domowych produkcji, nie wiem jaki to procent wśród wielu, wielu tysięcy gier, jest totalnie brutalny (Dash jak i z drugiej strony Commando Lybia to pojedyncze przykłady - a jak to jest procentowo?). Dziś kontrola nad treścią w grach jest o wiele większa i bardziej świadoma (zatem procent gier brutalnych a procent gier innych, może okazać się zaskakująco ciekawy).

Ps. Cały czas piszę o rynku gier PC i na konsole. Nie mam pojęcia jak to wygląda w przypadku gier na komórkę (tam chyba faktycznie nie ma żadnej kontroli). Ale to już osobny temat.

Kaz 2009-03-16 02:43:05

Jezeli ograniczamy sie w rozwazaniach do rynku komercyjnych, "duzych" gier na konsole i PC to mozesz miec racje (nie gralem we wszystkie wydane ostatnio gry, wiec nie wiem czy rzeczywiscie nie ma jakis naduzyc co do znakowania). Ale wspolczesny swiat gier komputerowych jest o wiele rozleglejszy, a wydaje sie nawet, ze jego czesc niekomercyjna (np. darmowe serwisy z grami) ma wiecej odbiorcow niz ta pierwsza. Gier komercyjnych sprzedaje sie pewnie lacznie z kilka, kilkadziesiat milionow sztuk, a gier niesklepowych rozchodzi sie pewnie z setki milionow (kto z uzytkownikow nigdy nie zajrzal na jakis serwis z grami?).

I wtrace jedno tylko sprostowanie: poczytalem troche o tym Commando Lybia. To domowa produkcja, z tego powodu o ograniczonej dostepnosci, a takze dlatego, ze tylko na C64. Nawet nie ma co porownywac sily oddzialywania/popularnosci w porownaniu z "BD", ktory wyszedl na wszystkie popularne platformy.

marekp 2009-03-16 10:27:40

Kaz dla ścisłości, bajki braci Grimm które znamy w obecnej formie dość mocno odbiegają od swojego pełnego przemocy oryginału...
Tezę o zgubnym wpływie brutalnych gier na "nasz świat" raczej ciężko udowodnić biorąc pod uwagę fakt, że takie gry w zachodnim świecie rozchodzą się od prawie 30 lat w milionach egzemplarzy nie powodując katastrofy humanitarnej co ciężko powiedzieć o ogarniętych wojną domową krajach trzeciego świata w których zabijające się na wzajem dzieciaki gry komputerowej nie widziały na oczy.
Co do jednego muszę się jednak zgodzić. Kasa ma znaczenie. W latach 80 oskarżenia o wydawanie brutalnych gier i głosy że "trzeba coś z tym zrobić" można było słyszeć znacznie częściej niż obecnie. Powód jest prosty: Kiedyś gry robiło kilku kolesi w garażu na których łatwo można było napuścić media i prawników, teraz kiedy gry robi się za miliony dolarów a w ich wydawanie są zaangażowanie wielkie wytwórnie powiązane z mediami nie jest to już takie proste...

mono 2009-03-16 12:54:17

Bajki braci Grimm proponuję kupować w wersji z '82 (dwa tomy - ok 200 bajek) w antykwariacie. Dzisiaj są dostępne chyba tylko "wybory" bajek.
Agresja imho jest konieczna do poprawnego rozwoju. Zazwyczaj "humanizacja" cywilizacji prowadziła do ich upadku, więc warto by zachować chyba jakiś kompromis i nie dać się zwariować idiotycznym modom i politycznej poprawności.

Kaz 2009-03-16 14:26:27

Marekp - tak to prawda. Dla jeszcze wiekszej scislosci: bajki braci Grimm byly czytane, a nie pokazywane. Dzialal bufor w postaci wyobrazni dzieci, ktora nie znala drastycznych szczegolow i dobierala plastycznosc opisu do poziomu rozwoju dziecka. Obecnie filmy, animki, gry podaja "konkret", ktory nie zostawia zadnego miejsca na bufor wyobrazni.

@"Tezę o zgubnym wpływie brutalnych gier na "nasz świat" raczej ciężko udowodnić"

Na razie nikt takiej nie stawial :). Stwierdzilem tylko, ze gry i filmy (caly czas uciekacie od "fimow") sa brutalniejsze nic 20 lat temu i to jest fakt. To niekoniecznie WYWOLUJE brutalizacje zachowan, ale na pewno SPRZYJA, jesli przekroczyc jakas "spoleczna mase krytyczna" zwiazana z liczba osob, ktore zostaly poddane "propagandzie brutalnosci". Argument, ze w Afryce sie nie gra, a jest brutalnie, a w Europie sie gra i nie jest - wydaje mi sie nietrafny z dwoch powodow.

Po pierwsze - bo dotyczy odrebnych "systemow" spolecznych. Gdybys chcial zbadac wplyw gier (i filmow!) to musialbys porownac Europe 20 lat temu i obecnie oraz OSOBNO Afryke 20 lat temu i obecnie. Danych afrykanskich nie znam, ale w Europie brutalizacja postepuje - i to drugi powod nietrafnosci argumentu.

Brutalne zachowania mlodziezy na Zachodzie jest coraz czestsze i powszechniejsze. Spada srednia wieku osob skazanych lub oskarzonych za morderstwa, bojki, pobicia. Mlodziezowe gangi stosuja nawet tortury. Nie powiesz mi, ze nie podpatrzone w filmach czy grach (bo przeciez nie przekazali tego rodzice)? Ostatnio zdumialo mnie, gdy widzialem w przedszkolu (dziewczynka, lat 5), ktora kopala druga w sposob hmm... filmowy, brutalnie - w piers i w glowe. Czy jest to miedzy innymi efekt filmu "Kung Fu-Panda" (w kinach - bez ograniczen wiekowych) oraz "Mulan" (w kinach - bez ograniczen wiekowych), zeby wymienic tylko te "najlagodniejsze"?

Mono - tak wlasnie, tez uwazam agresje za niezbedny skladnik cywilizacji. Nie mylmy jednak zdrowej agresji (sportowej, wojennej czy tez codziennej, ale kontrolowanej) z agresja nieuzasadniona, nadmierna, slepa, brutalna, nie kontrolowana przez zadne zasady. Nie kazda agresja jest zla, ale i nie kazda agresja jest dobra. Szkoda tylko, ze wlasnie coraz mniej jest tej agresji zdrowej - bo tlamszonej (kibole to nawet nie moga sie normalnie umowic i dac sobie po ryju, bo zaraz ich policja sciga), a za to coraz wiecej tej niezdrowej - napadow, gwaltow, rabunkow.

PS. Dla jasnosci: poziom brutalnosci nie jest staly. To, ze akurat od 20 lat rosnie nie oznacza, ze nie zacznie w ciagu nastepnych 20 lat spadac (albo rosnac bardziej). Historia zna wiele przykladow wzrostow/spadkow brutalnosci, przewaznie wiazacych sie z nowymi ideologiami. Jednak chyba pierwszy raz wzrost brutalnosci ma zwiazek takze z technologia...

Kaz 2009-03-16 16:05:59

Przed chwila bylem w sklepie po drobne zakupy. Przy okazji wszedlem do malego sklepiku z grami/filmami wideo. Taki maly sklepik, gdzie maja tylko najpopularniejsze tytuly, wielkiego wyboru nie ma.

Rzucilem okiem na to znakowanie... Sprawdzilem, ze gry znakowane "12" maja "tylko" fantasy violent albo moderated violent. Oznacza to np. ucinanie lbow potworom i mniej krwawe sceny. Za to full violent albo frequnt violent jest na grach "15" i "16+". Nie do wyobrazenia 20 lat temu.. Commando Lybia to przy tym bajka dla niemowlakow.

Krotko mowiac, cale to znakowanie to jedna wielka sciema (ze dzieci nie maja dostepu do brutalnych gier). Jak nie zapomne wziasc nastepnym razem czegos do pisania to spisze tytuly.

Kaz 2009-05-25 11:09:51

Informacja z dzisiaj, artek z wp:

"Psychologowie i pedagodzy biją na alarm: nasze dzieci mają coraz niebezpieczniejsze pomysły na zabawy. Przez krwawe gry komputerowe i filmy spowszedniała im śmierć i próbują ją naśladować na podwórkach - informuje "Głos Pomorza". W coraz młodszym wieku bawią się też seksem.

Finałem makabrycznej zabawy w wieszanie była śmierć dziewięciolatki w Kijnie pod Człuchowem. Uczniowie Szkoły Podstawowej nr 1 w Ustce nagrywają i publikują w internecie film, w którym odgrywają sceny bójek na szkolnym podwórku. Do tego jeszcze w ostatnich dniach uczniowie polskich szkół przesyłają sobie telefonami komórkowymi film porno, w którym widać, jak para nastolatków uprawia seks oralny w klasie na oczach innych uczniów. W filmie są sceny sugerujące, że nakręcono go w szkole budowlanej w Kościerzynie.

Pedagodzy zwracają uwagę, że dzieci naśladują to, co widzą w swoim otoczeniu. - Każda reklama telewizyjna i każdy teledysk nawiązują do seksu - mówi Rafał Nosewicz, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Słupsku.

W grach i filmach jest bardzo dużo przemocy i śmierci. Dla dzieci staje się to coraz bardziej popularne i atrakcyjne. - W pewnym wieku dzieci nie rozumieją dokładnie śmierci i traktują ją jak w grach komputerowych, gdzie bohater ma trzy życia - tłumaczy Elżbieta Zieleniewska, psycholog dziecięcy ze Słupska."

Nasladownictwo to nie tylko domena dzieci oczywiscie. Wsrod doroslych tez ten efekt istnieje. Polecam doskonale prace wybitnego psychologa Roberta Cialdiniego na temat spolecznego dowodu slusznosci. To nazwa zachowania naszego mozgu, ktore powoduje, ze to co widzimy powszechnie albo jest odpowiednio powszechnie naglosnione przyjmujemy jako postepowanie sluszne. Okazuje sie, ze nawet wtedy, gdy jest to ewidentnie szkodliwe dla nas samych!!! Badania wykazaly, ze po glosnych i znanych samobojstwach gwaltownie wzrasta liczba samobojstw we wszystkich grupach wiekowych. Jest jeszcze bardziej niezwykly fenomen - po glosnych wypadkach (np. katastrofy samolotowe) zdarza sie wiecej wypadkow tego samego typu!

Reklamodawcy wykorzystuja ten efekt w postaci "juz milion klientow nam zaufalo" albo "Mambe owocowa mam i ja" :). Byloby co najmniej dziwne, gdyby spoleczny dowod slusznosci wyjatkowo nie dotyczyl przemocy szerzacej sie w grach i filmach, prawda?