Recenzja "Tempest Xtreem" by Sikor 2009-03-27 00:01:24

Paweł "Sikor" Sikorski podzielił się wrażeniami ze swojego nowego nabytku, gry Tempest Xtreem:

Dzisiaj dotarła do mnie paczuszka z USA z długo oczekiwaną gierką "Tempest Xtreem". Gdy zadzwonił domofonem kurier z poczty (tak, paczki roznoszą teraz kurierzy, nie listonosze) i powiedział, że ma dla mnie paczkę - poczułem, że wiem, co to jest. Gdy dostałem ją do ręki nastąpiła chwila zwątpienia - coś mi się wydawała za mała. Ale adresat się zgadzał (ja), nadawca też (Lance z Videosales 61). Cóż, podpisałem papiery i odebrałem paczuszkę... Nie wytrzymałem długo i prawie od razu grę przetestowałem.



Opakowanie

Po otwarciu paczki moim oczom ukazało się plastikowe pudełeczko o wielkości zbliżonej do kasety VHS, no może nieco mniejsze. Okładka wykonana dość przyzwoicie, lecz nieco krzywo przycięta. Dodatkowo na wierzchu naklejona naklejka "Stereo Pokey Supported". Ważna informacja dla zbieraczy cartów: folii nie stwierdzono. Troszkę małe - pomyślałem - ale co mi tam. Po otwarciu okazało się, że zostało ono przystosowane z pudełka od cartów na Segę. Jedyny minus, że będzie nieładnie wyglądało na półce, obok innych, wymiarowych pudełek ;).

W środku znalazłem instrukcję i cartridge wzorniczo zgodny z serią XE, z naklejonym tytułem gry. Naklejka wykonana na drukarce atramentowej. Na drukarce atramentowej wykonano także instrukcję. Jest kolorowa, ale w niskiej jakości druku. Co mnie najbardziej zabolało - sama instrukcje jest wykonana dość niechlujnie, format coś około letter/2, krzywo wycięta. I to jest najsłabszy punkt całego zestawu. Podsumowując jakość wykonania opakowania: w 10-punktowej skali dałbym jakieś 3, no może 4 punkty (dodatkowy punkt za plastikowe pudełko, które jest trwalsze i wygodniejsze od kartonu).

Esencja

Na początek uruchomiłem grę bez dodatkowego POKEY-a (przyznam się, że po prostu w pierwszej chwili nie zwróciłem uwagi na naklejkę, a akurat stereo miałem wyłączone). Gra uruchomiła się natychmiast, po chwili usłyszałem digitalizowany głos. Skąś go znam - pomyślałem. Chłopaki z Atlantis Games Group w miarę wiernie przerzucili chyba wszystkie odgłosy z oryginalnego "Tempesta 2000", który posłużył za pierwowzór gry. Zresztą muzyka też jest konwersją z Atari Jaguara. Dodam, że po włączeniu opcji stereo słucha się o wiele przyjemniej.

Gra jest przeznaczona wyłącznie dla jednej osoby, wymaga standardowego Atari z 64KB pamięci RAM i obsługuje się ją za pomocą joysticka (choć aż prosi się o paddle). Na ekranie tytułowym można wybrać sposób wyzwalania super zappera (joy w górę lub w dół) i planszę początkową (poziomy 1, 3, 5, 7, 9). Gra jest bardziej zbliżona do tradycyjnego "Tempesta" (niewypełnione pola w planszy), lecz jest okraszona muzyką z "Tempesta 2000". Ma też dodatki z tego ostatniego, a rozgrywka jest niezwykle szybka (przy pierwszej sesji, grając 5-6 razy, dotarłem do 3 planszy). Jednym słowem gameplay jest znakomity. Podsumowując: dostała by u mnie 9 punktów na 10 możliwych (może się czepiam, ale niektóre poziomy nie są na środku ekranu, kilka innych drobiazgów też by się znalazło).



W porównaniu

Patrząc na "Yoompa!" czy "Hobgoblina" można powiedzieć, że gra jest wydana nieprofesjonalnie, co obniża jej wartość kolekcjonerską. VS61 mógłby się wiele nauczyć od GR8 software, jeśli idzie o wydawanie gier. Co do samej gierki: jestem fanem "Tempesta 2000" (choć grając po raz pierwszy stwierdziłęm, że ta gra jest chora. Ale w nią trzeba grać po ciemku, wsłuchując się w muzykę - wtedy pokazuje swój właściwy klimat). Więc nie mogło zabraknąć u mnie i "Tempesta Xtreem". Co ciekawe grywalność ma bardzo zbliżoną do "T2000", więc naprawdę wielkie brawa dla autorów. Ich praca znacznie podwyższa wartość tej gry.

Czy warto było kupić? Według mnie tak. Proszę mi przypomnieć przed Grzybsoniadą, to postaram się zabrać gierkę ze sobą, wtedy co poniektórzy będą mogli sami ocenić, jak się gra ;).
Pytajnik 2009-03-27 00:56:24

A jak wykonany jest cartridge?

sikor 2009-03-27 01:14:40

Mój egzemplarz to obudowa z cartridge-a serii XE i naklejka wykonana na drukarce atramentowej, nieco lepsza jakość druku niż instrukcja (może dlatego, że inny papier). Środka nie rozkręcałem i nie zamierzam tego robić - ale czytając opis na atariage, jest to po prostu cartridge z odzysku z nowym epromem.

Grey 2009-03-27 06:56:03

Sikor, dzięki za review. Jak będziesz miał chwilkę to zrób lepszej jakości fotki. Pozdr.

Rastan 2009-03-27 09:22:25

A jaka jest cena gierki + koszta przesyłki i gdzie ją można kupić ?

pajero 2009-03-27 10:04:24

Gdzie kupić ? Teraz także u Sikora ;)

Grey 2009-03-27 10:21:05

No właśnie Sikor - napisz dokładnie jak złożyłeś zamówienie, jak z płatnością etc.

sikor 2009-03-27 17:59:18

Wszystkie dane na stronie VideoSales61. Wystarczy wejść: http://members.tcq.net/video61/tempest1.html - wyszło mnie drożej, niż myślałem, bo jak zamawiałem, to $$ był duuużo tańszy. Ale i tak nie żałuję.
Jak pisałem - proszę się przypomnieć przed Grzybsoniadą, to wezmę i można będzie potestować ;)

sikor 2009-03-27 18:01:27

Aha, jeszcze jedno: płaciłem za pomocą PayPala. Wysyłka do Polski to połowa kosztów gry... ;( Ale, ale... Monsoft mieszka w Stanach, a czasem do Polski przybywa, może pomoże...?

nosty 2009-03-27 18:52:39

A do mnie moj egzemplarz jeszcze nie doszedl :(
Ja samą gre (po przetestowaniu dema) odbieram bardzo pozytywnie. Oprawa jaką Sikor opisuje zgadza się z zapowiedziami z AtarAge. Dobrze, że wogole jest, bo na początku miało nie być chyba nawet boxa.

Natomiast negatywne uczucia wzbudza we mnie sposób produkcji carta. Otóż to nie jest obudowa wzorniczo zgodna z serią XEGS. To jest cart (zarówno obudowa jak i PCB) z XEGS'a ktory został przerobiony na Tempesta za pomocą podmiany (bądź nalutowania) pamięci i nalepki.
Innymi słowy, każdy egzemplarz Tempesta oznacza zniszczenie jednego oryginalnego carta Atari. Mi się to nie podoba.

Grey 2009-03-27 20:13:38

Nosty, jeśli taki kart ma leżeć z jakimś starym gniotem w którego nikt nie chce grać to ja popieram taki "lifting" :)

sikor 2009-03-27 20:27:32

A ja się zgodzę z Nostym. Każdej gierki szkoda - kawałek historii... No, ale może chociaż część z nich to po prostu były uszkodzone carty...

Kaz 2009-03-28 06:01:39

Zwroccie jednak uwage na to, ze tych cartow z oryginalnymi grami nikt nie chce kupic. Jak byscie mieli na przyklad 200 sztuk, ktorych nijak nie mozna sprzedac, to tez zalowalibyscie przebudowy? To najlepszych rozwiazaniem jest zwrocic sie do V61 i odkupic od niego te wszystkie niechciane cartridge i trzymac u siebie w szafie. Juz w 2108 powinny byc troche bardziej wartosciowe :)

A moze i warto bedzie sie wybrac na pustynie, tam gdzie Atari zakopalo te miliony cartow z E.T.? Nie ma to jak milion cartow w domu, ktorych nikt nie chcial kupic.

He he - poza tym, z punktu widzenia kolekcjonera im mniej cartow tym lepiej, bo jego egzemplarze zyskuja na wartosci...

Nie obrazcie sie, mnie tez sie nie podoba zerowy profesjonalizm tego calego V61, ale przeciez to biznes, a nie instytucja milosci do Atari. Facet minimalnym kosztem robi carty i sprzedaje je z maksymalnym zyskiem. I jak widac to przekonuje ludzi, ktorzy chca gry sprzedawac, bo zgadzaja sie na wylaczna dystrybucje przez V61. To powod do przemyslen dla Was - jak polska firma dystrybucyjna/wydawnicza powinna konkurowac o autorow, zeby wygryzc konkurencje jak V61 :).

sikor 2009-03-28 06:34:21

@KAZ: [..]A moze i warto bedzie sie wybrac na pustynie, tam gdzie Atari zakopalo te miliony cartow z E.T.?[..]
Ale tam już ich nie ma: http://www.youtube.com/watch?v=8Rt_3_bQVJU&feature=PlayList&p=B8DA6
1F5CA5A76F9&playnext=1&playnext_from=PL&inde
x=23 ;)

sikor 2009-03-28 06:36:45

UWAGA!!! Powyżej połamało linka, trzeba skopiować całego!!!

Kaz 2009-03-28 07:14:32

Ten sam link w wersji skroconej:
http://tiny.pl/b6d4

nosty 2009-03-28 15:28:08

Kaz, ale czy to tylko o binzes chodzi?? Ja rozumiem, ze na świecie są setki tysięcy cartów Missile Command czy GATO i zniszczenie 100 niewiele zmieni. Chodziło mi raczej o samo podejście, etykę... nie wiem jak to ująć. Szkoda mi po prostu jeśli ktoś niszczy (dobrze - przerabia niszcząc poprzednią wersję) coś działającego.
Kiedyś Oleg z Ukrainy opowiadał mi, że ktoś wpadł we Lwowie na pomysł żeby odzyskiwać jakiś cenny pierwiastek z elementów elektronicznych. Traf chciał, że te elementy występowały w ukraińskich klonach ZX Spectrum. I wtedy skupiono za grosze i zniszczono setki egzemplarzy tych komputerów. Biznes sie opłacił, ale nie czujecie, że jednak szkoda...?
Jak mówi poeta: Pieniądze to nie wszystko! ;)

Kaz 2009-03-28 16:30:09

Ja to rozumiem, ze nie o biznes chodzi. Tobie, mnie czy jeszcze wielu innym osobom. Ale nie znaczy to, ze jak komus chodzi o biznes to źle. W koncu najlepsze lata Atari mialo wtedy, gdy firmy softwareowe tlukly na nim kase. Czysty biznes, zero sentymentow. Myslisz, ze Lucasfilm wydawal najlepsze gry na Atari bo darzyli sentymentem marke albo sprzet? No wlasnie.

To samo jest obecnie - gdyby programista dostawal te kilka tysiecy zlotych to pewnie mielibysmy mase gier na Atari, bo zdolnych dzieciakow, ktore chcialyby sobie dorobic jest sporo. I to tez nie jest zle, to jest korzystne i dla konsumentow i dla tworcow. Powiem nawet wiecej: nie ma szans na powstawianie wiekszej ilosci gier niz te kilkanascie, ktore powstaje, jezeli rynek sie nie skomercjalizuje - musi byc wystarczajaco duzo osob, ktore beda gotowe placic za gry. Wtedy znajda sie tacy, co zechca je produkowac. Obecny rynek "hobbystyczny" potrafi z siebie wykrzesac tyle ile widzimy i wiele wiecej nie powstanie. Wiekszosc prawdziwych pasjonatow, co olewaja pieniadze, juz cos robi na Atari. Jedyne pole do rozszerzenia "religii atarowskiej" to komercja. A w tej dzialce slabo sie dzieje, choc narastajaca moda na retromanie troche to rozruszala.

Dlatego poczynania V61 sa dla mnie zrozumiale - handluje czym moze i uwazam, ze to jest dobre. Ja akurat nie kupuje tam, bo troche mnie mierzi to niechlujstwo wydawnicze, ale to moja prywatna decyzja i nikomu nie zamierzam jej narzucac.

Czy to sie moze zmienic? Pewnie, ale tylko konkurencja wydawnicza moze go zmusic z czasem do podniesienia jakosci uslug albo zaprzestania dzialania (np. tego niszczenia cartow, ktore Was zabolalo). A konkurencja jestes Ty i Sikor. Bardzo slaba konkurencja zreszta, bo praktycznie nie wchodzicie sobie w pole dzialania... gorzej, aktywnosc jest prawie zerowa.

Nie mowie tego zlosliwie, po prostu stwierdzam fakt. Wiem, ze na tym nie zarabiacie, bo to hobby, a z czegos sie utrzymywac trzeba, wiec pracujecie. I wlasnie o to chodzi! Gdybyscie sie utrzymywali z Atari (komercja) to moglibyscie nie pracowac i robic na Atari wiecej i lepiej... i kolko sie zamyka.