Zloty zlotami, zabawa zabawą, ale "praca u podstaw" też jest ważna.
Dzisiaj przybywa 18 egzemplarzy pisma "Komputer" oraz jeden ciekawy
dodatek do "Horyzontów Techniki". Wiekszość z tego zawdzięczamy
Waldkowi "Will" Dorosowi, który po urlopie ponownie wziął
się za skanowanie i przetwarzanie do djvu kultowego dla Atarowców
pisma. A jeden numer "Komputera" zeskanował specjalnie dla nas
Janusz "Jahu" Szulborski. Z tego wszystkiego wynika, że do
skompletowania "Komputera" zostało nam już bardzo niewiele -
zaledwie osiem numerów! Zostały do przetrawienia następujące
numery:
1987/12
1989/2
1989/3
1989/9
1989/10
1990/1,2,3
1990/6
1990/7,8,9,10,11,12
Do czasu uzyskania całości rozkoszujemy się lekturą tego, co mamy.
Okładki i linki bezpośrednie do nowych materiałów poniżej, a Scalak
wkrótce je pewnie przerobi na fiszki w Bibliotece.
Naprawdę trzeba pomyśleć o jakimś e-book readerze. Ktoś używa lub może polecić jakiś substytut? Tylko bez szaleństw cenowych ;-)
Okładki z czasopism z "tamtych" lat rządzą. Mają niepowtarzalny klimat. laoo 2009-07-28 07:57:11
Nie ma jeszcze (szczególnie tanich) e-book readerów, które miałyby dostatecznie dużą rozdzielczość, aby swobodnie prezentować np. czasopisma.
A okładki "Komputerów" rzeczywiście mają klasę! George 2009-07-28 10:18:52
W kwestii okładek: kiedy komputery wymagały więcej wyobraźni i nie wszystko było dosłowne, dawało to fenomenalny impuls do artystycznego wyżycia się.
Uważam dostęp do tych czasopism za bardzo wartościowy również w kontekście edukacji informatycznej teraz w 21 wieku. Bez przerwy znajduję w starych czasopismach opisy podstawowych algorytmów, które mogą przydać się również teraz. Wystarczy przenieść na nowszy język programowania. Wielkie dzięki skanującym! alex 2009-07-28 11:01:23
Ooo! Ten numer "z jajkiem" to jeszcze gdzieś mam :-) sikor 2009-07-28 21:05:25
"KOMPUTER Popularnu Miesięcznik Informacyjny" - wiecie, co mnie rozwaliło? Podtytuł, który się już ukazał w pierwszym numerze... Ale takie to czasy były - wszystko związane z komputerami szło jak świeże bułeczki ;) A swoją drogą - dobra robota, tak trzymać! zajec/swd 2009-07-29 01:26:47
Ja mam tylko 1 pytanie. Dlaczego te gazety nie są w PDF'ach ? tylko w jakimś undergrandowym formacie... i trzeba się mocno naszukac w necie, aby odtwarzarkę znalesc... Kaz 2009-07-29 02:19:58
Przyczyn jest kilka. Najwazniejsza to ta, ze plik DjVu tej samej jakosci co PDF zajmuje 3 do 8 razy mniej miejsca. Po drugie dlatego, ze DjVu jest formatem otwartym, darmowym i jest do niego darmowe narzedzie do tworzenia dokumentow, czego o PDF nie mozna powiedziec. Po trzecie wygoda i uzytecznosc DjVu jest wieksza. Na przyklad przegladanie jest znacznie szybsze, a im wiekszy dokument, tym roznica jest widoczniejsza. Po czwarte, PDF miewa klopoty z niektorymi dokumentami (poczytaj o problemach z PDF). Po piate, wspieramy Dawida przeciwko Goliatowi :).
PS. Nie trzeba mocno szukac narzedzi. Wpisalem w Google "djvu" i dostalem wszystko. W Wikipedii nawet linki do wszystkiego co potrzebne. StreaK 2009-07-29 11:35:34
@immolator BeBook jest chyba w tej chwili najlepszy. Czyta takze DJVU.. wieczor 2009-07-29 12:10:28
Rozwala mnie okładka nru 4 (zdjęcie 3 od góry) i napis na kartonie "100 MEGABYTE WORDPROCESSOR" - pamiętam jak ten napis oznaczał coś tak potężnego, że trudnego do wyobrażenia :)) s2325 2009-07-29 12:31:40
w Horyzontach Techniki jest ciekawy opis etykiety pracy ze starym komputerem galu 2009-07-29 20:11:05
Przy okazji dyskusji dvju vs pdf - bardzo podoba mi się intefejs użytkownika i funkcjonalność nowej wersji Google Books. Życzyłbym sobie, żeby w przyszłości wszystkie 'historyczne' czasopisma komputerowe, w tym polskie, znalazły się w tym serwisie w opcji pełnego dostępu (książki również) :) Jeśli chodzi o sprawy techniczne (Google Books) to skany są bardzo dobrej jakości, do tego dochodzi warstwa zOCRowanego tekstu, która umożliwia pełnotekstowe wyszukiwanie treści - zarówno w obrębie wszystkich pozycji w "bibliotece", jak i w konkretnych numerach pism. Nawigacja spod desktopowych przeglądarek jest bardzo wygodna a opiera się na standardowych (powiedzmy) rozwiązaniach ajaksowych a'la Google. W razie potrzeby można (przy pomocy dodatkowych programów) pobrać sobie całe pisemko, nawet w postaci PDFa. Killer feature to w tym przypadku oczywiście możliwość wyszukiwania tekstów (oraz szybki dostęp do wybranych artykułów) i uniwersalne formaty udostępnianych danych (jpg i tekst).
Przykład wyszukiwania tekstu w obrębie wybranego numeru pisma, dostępnego w całości za free - http://books.google.com/books?id=PAEAAAAAMBAJ&q=atari
Przykład wyszukiwania tekstu w piśmie niedostępnym do przeglądania, ale zeskanowanym i obecnym w wynikach wyszukiwania http://books.google.com/books?id=p2xKAAAAIAAJ&q=bajtek Kaz 2009-07-29 22:20:22
Sprawa Googla z cyfrowymi bibliotekami po raz kolejny pokazuje, ze wystarczy byc jedna z duzych firm i mozna z gory na dol lac na reguly, ktore te same firmy staraja sie egzekwowac od szarych uzytkownikow. Prawo, w szczegolnosci prawo autorskie, jest traktowane jako instrument zarabiania kasy i naprawde zdumiewa mnie, ze niektorzy mieszaja do tego jakakolwiek moralnosc.
Z jednej strony mamy restrykcyjne prawo autorskie (przynajmniej w USA, ale ta choroba sie rozlewa po calym swiecie), gdzie uzytkownik sciagajacy kilka piosenek zostaje skazany na miliony odszkodowania. Z drugiej strony mamy potezna firma Google, ktora wymyslila sobie, ze mozna sobie wziasc dowolna ksiazke od dowolnego autora i udostepnic w swoich zasobach w ramach "porozumienia zbiorowego" i domniemanego. Tak, autor ma mozliwosc "nie zyczyc sobie". Jezeli akurat wie i poinformuje, ze sobie nie zyczy. Co wymaga chyba pilnowania 24h na dobe tego, co sie pojawia w Google. Bo oczywiscie jest wiadome, ze kazdy na swiecie autor musi znac Google i do niego laskawie pisac. Bo jak wiadomo tez, prawo amerykanskie jest dominujace w swiecie i reguly krajowe nie obowiazuja... Obrzydliwe.
Co oczywiscie nie zmienia tego, ze Google Books zdominuje wszystko, bo idea i wykonanie tego jest najlepsze.