Krakowski zlot na którym miałem ostatnio przyjemność być,
zorganizował Pinokio. Zlocik miał miejsce w zacnym mieście
Krakowie, w dniach 9-11 kwietnia. Niestety na party przybyliśmy
dopiero w sobotę, tak więc atrakcje dnia pierwszego nas ominęły.
Nasz atarowóz wyruszył z Rzeszowa tuż po godzinie 9:00. Oprócz
trzyosobowej ekipy atarowców: Mono, Jada i mnie czyli Urborga,
wieźliśmy kolekcję rozmaitych atarowskich sprzętów. Ja zabrałem
130XE, pudło kartridży, joysticki oraz SIO2SD. Mono zaś wiózł swoje
wypasione małe Atari, 520STE, sprzęt nagłaśniający, a także
interfejsy myszki do ST i Amigi. Na pokładzie Atarowozu mieliśmy
też zainstalowany supernowoczesny komputer pokładowy w postaci
Atari 130XE (o instalacji Atarki w samochodzie pisałem
w tym
watku na forum). Tak więc już w drodze nasłuchaliśmy się
atarowskiej muzyki, jak również udało nam się pomęczyć trochę
atarynkę za pomocą dem czy gier. Sprzęt przez całą drogę spisywał
się bez zarzutu, jedynie raz zdarzyło się, iż Jad narzekał że jak
biorę za ostro zakręty to mu kamienie w Bulderdashu spadają, czy
jakoś tak ;). Po drodze zrobiliśmy sobie jeszcze przerwę na obiad,
więc na partyplace pojawiliśmy się po godzinie 13:00. Na samym
początku przywitał nas Pinokio i wprowadził do… nory zwanej
partyplace ;).
partyplace :)
Party zlokalizowano bowiem w lokalu w piwnicy domu czy też starej
kamienicy. Oryginalny wystrój lokalu sugerował, że kiedyś musiał
tam być bar lub knajpa. Lokal składał się z większej sali, w której
można było się rozłożyć ze sprzętem, przedpokoju, drugiego
pomieszczenia które miało służyć mi.n. do spania czy wypoczynku,
oraz mini ubikacji z prysznicem i umywalką. Na miejscu zastaliśmy
pobojowisko z dnia poprzedniego.
ciekawe czy tą plątaninę kabli udało się
potem po party rozplątać?
Z relacji z drugiej reki dowiedzieliśmy się, że w piątek leciały na
bigscreenie dema z małego Atari oraz że standard lokalu uległ
obniżeniu bo Kroll rozwalił w dniu porzednim umywalkę w łazience.
Główna sala miała też bar, lecz niestety piwo beczkowe już „wyszło”
dnia poprzedniego. Koło baru był także zlewozmywak, który mógł
służyć jako awaryjna umywalka.
wystrój lokalu tworzył ciekawy
klimat
Na stołach porozstawiano masę sprzętów komputerowych i konsolowych.
Były Atari małe, duże jak i bardzo duże (Falcony). Było też
Spectrum, konsolki Lynx oraz Pegasus (czyli prawie NES), oraz
oczywiście bigscreen z rzutnikiem. Na miejscu zastaliśmy grupkę
atarowców, jednak większość zaczęła się schodzić dopiero po
południu.
a tutaj mamy Falcona
Miałem okazję poznać trochę ludzi, których do tej pory znałem tylko
z ksyw na forach, bądź wcale m.in.: Zilq, Yerzmey, Ilmenit, Mazi,
Kroll, Bartosz P, Wawrzon, Dracon_, a także spotkać kilku dobrych
znajomych, jak np. Nosty, czy MWK. Trochę żałuję, że nie miałem
okazji poznać i porozmawiać z XXL-em, który ponoć opuścił party
wkrótce po naszym przybyciu. Udało nam się wspólnie z Mono
wywalczyć jeden stolik na rozłożenie sprzętu, choć niestety nie
wszystko się dało zmieścić.
Akurat w momencie przybycia na bigscreenie trwał pokaz demek na
Falcona. Muszę zaznaczyć, że na zlocie były obecne aż dwa takie
komputery. Jeden będący własnością Yerzmeya – ponoć niedopalony, i
drugi mega-dopalony (z CT60 na pokładzie) będący własnością Krolla.
Ten drugi właśnie egzemplarz służył do demonstracji demek na
bigscreenie. Dema oczywiście robiły wrażenie, lecz niestety z żalem
muszę stwierdzić, że pokaz ten był również pokazem jak niestabilnie
potrafią pracować Falcony po dopaleniu. Mało które demko udawało
się oglądnąć bez problemów od początku do końca. Pokaz trwał dosyć
długo i w trakcie wszyscy męczyli Krolla, żeby puścił Quake’a, ale
ten się nie ugiął i Quake’a niestety nie zobaczyliśmy :(.
Dumny posiadacz Falcona - Kroll :)
W międzyczasie ja zająłem się testowaniem interfejsu myszki do ST
oraz trzech nowych kartridży z prototypowymi, nigdy oficjalnie nie
wydanymi grami: Commando, Xenophobe i Midi Maze, które otrzymałem
tuż przed zlotem i jeszcze nie miałem okazji w nie pograć. Mono zaś
walczył ze swoim 520STE , które przywiózł na party w celu
przetestowania.
Późnym popołudniem udaliśmy się na miasto w poszukiwaniu jakiejś
kanjpki w celu spożycia posiłku. Po powrocie była jeszcze okazja
obejrzeć kilka ostatnich dem na Falcona, a także demo na ST, oraz
taką egzotykę jak demo na konsolkę Pegasus :).
Pinokio za "konsoletą"
Pod wieczór zapowiedziano konkurs muzyczny na ST. Wszyscy dostali
wotki, po czym wysłuchaliśmy trzech konkursowych utworów. Po
zakończeniu głosowania przyszła kolej na muzykę na małe Atari.
Tutaj głosowania nie było, gdyż był tylko jeden utwór skomponowany
przez Zilq – i chwała Mu za to :). Następnie przyszła kolej na
prezentację nowej gry tworzonej przez Ilmenita – „His Dark
Majesty”. Przyznam szczerze, że warto było przyjechać do Krakowa,
aby zobaczyć, chociaż tylko tą jedną prezentację. Ilmenit
zaprezentował wersję zbliżoną już do wersji finalnej. Grę poprzedza
świetnie wykonane intro z obrazkami rysowanymi przez Ooza i muzyką
Jakuba Husaka. Potem jest czołówka w postaci płonącego napisu „His
Dark Majesty”.
Ilmenit prowadzi prezentację
Dalej Ilmenit zaprezentował samą grę. W prezentowanej przez niego
wersji, zmieniono wygląd postaci, których rysowaniem zajął się
znany dobrze grafik Ooz. Pojawiły się też rysunki poprzedzające
każdą kolejną misję stworzone przez Kaza. Grafika w grze jest
bardzo kolorowa i szczegółowa zarazem. Przypomina to bardziej grę
na ST niż na małe Atari. Przyznaję też, że złożoność gry jak i
dbałość o detale zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jeśli ktoś nie
słyszał o tej produkcji to nadmienię, że jest to turowa gra
strategiczna osadzona w świecie fantasy. Do przejścia jest szereg
misji połączonych wątkiem fabularnym – coś jak kampania w Heroes of
Might and Magic. W grze występuje ponad dwadzieścia rodzajów
różnych jednostek, które różnią się parametrami, a także posiadają
swoje własne unikalne cechy czy umiejętności. Są jednostki, które
walczą wręcz, strzelają, jak i czarują. Plansze są ładne i
kolorowe. Rzeki, wzgórza, czy lasy nie służą jednak tylko
ubarwieniu planszy, ale mają wpływ na poruszanie się jednostek i
walkę. Prezentacja została nagrodzona w pełni zasłużonymi brawami,
na pewno jest to tytuł, na którego premierę warto poczekać.

screen z "His Dark Majesty"
Po prezentacji Ilmenita przyszedł jeszcze czas na prezentację
drugiej gry, stworzonej specjalnie na party przez Koalę. Gra pod
tytułem „Olewka” jest jedynym w swoim rodzaju symulatorem pisuaru
;). Zaletą gry jest prawie fotorealistyczna grafika, wadami zaś
małe zróżnicowanie misji i niestety niekompatybilność z Pinokiową
atarką. Gra podczas prezentacji miała nieco skaszanioną grafikę i
się zawieszała, ale mimo tego udało się (mniej więcej) grę
zaprezentować.
a to wnętrze słynnej pinokiopwej
atarki
Po prezentacjach udało mi się porozmawiać trochę z Ilmenitem, który
pokazał tez kilka innych swoich projektów. Duże wrażenie zrobił tez
na mnie „demko” z bardzo kolorowym i płynnie działającym
labiryntem, żywcem wziętym z Wolfensteina.
Był potem też czas, aby trochę pogiercować na małym atari w wyniku
czego pękła mi sprężynka w jednym z joysticków. Tymczasem party
trwało dalej, choć część atarowców (ci miejscowi) zaczęło się już
rozchodzić do domów, bądź (przyjezdni) rozkładać się ze śpiworami w
pokoju na zapleczu. Najwytrwalsza grupka skupiła się wokół
Yerzmeya, który do późna pokazywał dema na ZX Spectrum i barwnie o
nich opowiadał.
impreza trwa...
Ja wymiękłem gdzieś po godzinie pierwszej, gdyż powieki zaczęły mi
już zanadto ciążyć. Niestety w pokoju wypoczynkowym miejsc już nie
było, co więcej korytarz prowadzący do ubikacji też był zajęty.
Rozłożyłem się, więc ze śpiworem w przedpokoju koło drzwi
wejściowych i pomimo masakrycznie twardej podłogi udało mi się przy
dźwiękach pokeyowej muzyki dobiegającej z sali głównej przekimać do
rana. Wstałem rano, tuż przed godziną 9:00. Kilku imprezowiczów
było już na nogach, w tym także przypominający zombie Yerzmey,
który podobno nie spał przez całą noc. Wpadłem na pomysł, aby
puścić na bigscreenie jakieś demka na małe atari, bo tak się
złożyło, że przez całe party jeszcze nie widziałem ani jednego. Do
bigscreena podpięta jednak była Pinokiowa atarka, którą niestety
tylko wtajemniczeni potrafią obsługiwać, a ja się do nich nie
zaliczam. Tak, więc kilka demek udało się puścić dopiero po
pojawieniu się (przebudzeniu) Pina. W międzyczasie skonsumowałem
jakieś śniadanie. Potem przyszedł czas na pobieżną toaletę, po czym
zaczęliśmy powoli zbierać sprzęt, żegnać się i szykować do powrotu.
W drogę powrotną do Rzeszowa wyruszyliśmy około południa.

Nosty w fimowych gaciach :)
Chciałbym pogratulować organizatorowi – Pinokiowi udanej imprezy i
życzyć kolejnych udanych imprez w przyszłości. Napiszę jeszcze o
jednej rzeczy, która mi się nie spodobała. Akurat w trakcie trwania
zlotu miała miejsce katastrofa prezydenckiego samolotu i śmierć
prawie 100 osób. Przyznam, że wiadomość ta mnie mocno zszokowała.
Tym bardziej, więc byłem zniesmaczony widząc, jak niektóre osoby
obecne na party robiły sobie z tego żarty.
Tym kończę moją subiektywną relację z Krakowskiego zlotu. Do
następnego razu. Na koniec jeszcze podaję wyniki kompo
muzycznego:
1. YerzmYeY
2. Factor6
3. Dracon__
Gra zlotowa pt. "Olewka" jest do pobrania
stąd, zaś
instrukcja do gry leży
tutaj. Dodam
jeszcze, że autor obiecał udostępnić wkrótce wersję poprawioną,
jako że wersja zlotowa, była tworzona na szybko na zlocie i po
ukończeniu gry, aby zagrać ponownie trzeba po prostu grę załadować
od nowa. Zdjęcia użyte w tekście są autorstwa Zilq'a.