Przedwczoraj ukazał się już trzeci numer nowego pisma "Atari User".
Jest to wydawnictwo niepapierowe, rozsyłane do kupujących jako plik
PDF. W założeniu ma być miesięcznikiem i jak dotychczas udaje się
utrzymać tempo - "AU" ukazał się we wrześniu, październiku i
listopadzie. Zakupiłem pierwszy numer (wrześniowy), więc wkrótce
będę w stanie przedstawić jego recenzję, ale jak na razie nie
skusiłem się na prenumeratę, bo mam dość mieszane uczucia.
Kto ma długi staż w zainteresowaniu Atari to zapewne pamięta, jakim
przedmiotem pożądania były w starych czasach zachodnie pisma
komputerowe, a w szczególności te traktujące właśnie o naszym
8-bitowcu. Kredowe okładki, przepiękne kolory, atrakcyjne
screenshoty i grafiki kontrastowały z szarą rzeczywistością PRL.
Jednak pisma to nie programy, nie dało się ich łatwo powielać w
milionie egzemplarzy, dlatego zawsze pozostawały u nas
rarytasem.
"Atari User" był jednym z tych najbardziej pożądanych, ponieważ był
po angielsku, języku popularnym wśród "komputerowej" młodzieży.
Wraz z zakończeniem wsparcia przez Atari rynku 8-bitowego "Atari
User" zaczął mieć na Zachodzie kłopoty ze sprzedażą. Połączył się
potem z innym pismem - "Page 6", aby stworzyć wspólną redakcję i
jeden tytuł - "New Atari User". Oczywiście to działanie uratowało
pismo tylko na jakiś czas, po ciągłych cięciach kosztów (mniejszy
format, mniej kolorów) ostatni numer ukazał się w 1998 roku już
prawie jako amatorskie wydawnictwo.
Czy obecny "Atari User" jest kontynuacją starego tytułu? Są
przecież przypadki takich reinkarnacji, choćby wspomnieć komercyjną
i nieudaną próbę wskrzeszenia pisma "Secret Service" czy fanowską i
udaną inicjatywę
"Commodore &
Amiga". W tym przypadku niestety redakcja nie ma nic wspólnego
z tamtym "AU", wywodzi się z klubu komputerowego z Hiszpanii. Mam
przykre wrażenie, że to tylko podszywanie się pod kultowy tytuł,
żeby zwięszyć sprzedaż, bazowanie na popularności hasła "Atari
User" wśród użytkowników Atari - pismo bowiem ogłasza się jako
"worldwide" czyli o zasięgu światowym. Sam zresztą skusiłem się na
pierwszy numer, sądząc, że zobaczę kolejny "powrót do korzeni".
Niestety, myliłem się. Zapewne przysporzy to pismu czytelników i
będzie katalizatorem sukcesu na rynku. Ale nie znaczy, że taka
praktyka musi mi się podobać.
Jaki jest ten "Atari User"? Przede wszystkim - po angielsku, co
wcale nie musi być takie oczywiste, biorąc pod uwagę, że w
kilkuosobowej redakcji pierwszym językiem większość osób nie jest
angielski. Przy okazji - swoje artki zamieszcza tam też znany ze
sceny Spectrum i Atari
Yerzmyey (gratulacje!). Szkoda, że
autorzy nie podpisują swoich artykułów, przez to nie wiadomo, jak
duży jest wkład poszczególnych osób z redakcji.
Po drugie - pismo jest objętościowo małe. Pierwszy numer ma ledwie
32 strony, z czego sporo całostronicowych reklam magazynu. Jeszcze
dobrze nie zacznie się czytać, a już jest się na ostatniej stronie
:). Po trzecie - z założenia obejmuje wszystkie maszynki spod znaku
Atari - komputery i konsole. Ma zawierać wszystko, co powinny
zawierać tego typu wydawnictwa - newsy ze świata Atari, opisy
modyfikacji sprzętowych, opisy gier domowej produkcji, recenzje
programów, a także coś dla miłośników emulacji. Zamierzenia
ambitne, ale pierwszy numer pod tym względem pozostawił u mnie
spory niedosyt. Wszystko opisane bez pasji i bez wnikania w
szczegóły, jakby "po łebkach" - i co najważniejsze - bez tekstów,
których by nie było w internecie :(. W dobie wszędobylskiego
internetu, z informacją na wyciągnięcie ręki, którą można pogłębić
na sto sposobów, płatne pisma mają dość ciężko. Muszą nadrabiać
tekstami autorskimi, których nie znajdzie się gdzie indziej, na
przykład wywiadami z ciekawymi ludźmi. Tego w "Atari User" jest jak
na lekarstwo.
/Atari_User_2010_03.jpg)
Po czwarte - jest to dość droga publikacja. Kosztuje prawie 4
dolary (3,95) za każdy aktualny numer, 33 dolary za 12 kolejnych
numerów w prenumeracie, a 4,25 dolara za poprzednie numery. Nie
jest to mało, zważywszy, że dostajemy tylko plik cyfrowy, który co
najwyżej możemy sobie sami wydrukować. Rozsyłany emailem, a więc
nie ma żadnych kosztów dystrybucji, jak przy normalnych pismach.
Mimo mojej sympatii do inicjatyw Atari, nie widzę tego wysiłku
redakcyjnego, który by uzasadniał cenę końcową. Podobne pismo
cyfrowe "RGCD" (obejmuje niestety wszystkie retro-komputery, a nie
tylko Atari) nie kosztuje nic, a jest znacznie lepsze merytorycznie
i edytorsko.
Mam nadzieję, że kolejne numery będą coraz lepsze, abym w końcu
mógł pismo bez obiekcji polecić. Na razie za bardzo pachnie to
amatorszczyzną, co jest moim zdaniem nieprzystające do faktu
pobierania niemałych pieniędzy. Ale pamiętajmy, że nie od razu
Kraków zbudowano, więc zamierzam śledzić postępy redakcji.
Można pobrać
próbkę magazynu (4,3 MB), udostępnioną przed redakcję, i samemu
sprawdzić, czy tematyka i styl nam odpowiada. Nie sposób nie
zauważyć, że redakcja "Atari User"a stara się przekonać odbiorców
także laseczkami... mnie to niezbyt przekonuje w piśmie
komputerowym. Szczegółową recenzję pierwszego numeru przedstawię
wkrótce.