Karol "Charlie Cherry" Wiśniewski napisał:
Trochę czasu upłynęło od ostatniej recenzji „Retro Gamera” na
łamach AtariOnline. Postanowiłem nadrobić zaległości, pisząc,
momentami dość krótkie, opisy każdego numeru. Prosiłbym jednak
pamiętać, że skupiam się na ich najciekawszych momentach oraz
oczywiście na sprawach Atarowskich - niech broń Boże nikt nie
myśli, że magazyn zawiera tylko te kilka artykułów wspomnianych
przeze mnie. Ponadto pewne kwestie mogą wydać się nieaktualne, ale
omawiane przeze mnie numery pochodzą z drugiej połowy 2011
roku.
Retro Gamer #77
Atari: Wspomniano o produkcji Gridrunnera na Atari 8-bit.
Porównano „Action Bikera” w wersjach na Atari i C64 z produkcją na
ZX Spectrum – dwie zupełnie inne gry, że przypomnę.
A poza tym: Tematem numeru jest „Prince Of Persia”, kolejna
wielka gra, która pojawiła się na prawie każdym komputerze przełomu
lat 80 i 90, za wyjątkiem... no właśnie, Atari 8-bit. Przynajmniej
istnieje wersja na ST. Ciekawy jest też materiał na temat jednego z
największych łamaczy joysticków: gry „Hyper Sports”.
Restroinspekcja omówiła Sega 32X w dość krytycznym tonie. Cóż, ten
add-on, do Segi Mega Drive był gigantyczną porażką. Nawet ludzie,
którzy tworzyli ten sprzęt twierdzą, że pomimo przyzwoitych
możliwości, jego wypuszczenie tuż przed premierą Segi Saturn było
błędem i tylko pogorszyło wizerunek firmy w oczach klientów. Jak
ujął to jeden z inżynierów (o dziwo byli to Amerykanie, a nie
Japończycy): „szturmowaliśmy wzgórze, a gdy już je zdobyliśmy,
okazało się, że trzeba było atakować zupełnie inne”.
Retro Gamer #78
Atari: „Diamondz” w ocenie redakcji RG uzyskał 83%.
Wspomniano także o projektach „Kickstart” i konwersji „Ghost 'N
Goblins”.
Retroinspekcja omówiła Atari 7800, konsolę, która miała odzyskać
dla Atari dominującą pozycję na amerykańskim rynku gier. Faktem
jest, że zajęli się tym geniusze z GCC i już na wstępie poprawili
największy błąd poprzednika, czyli brak kompatybilności z Atari
2600. Niestety, przepychanki finansowe, które powstały na wskutek
zmiany właściciela Atari (w skrócie: kłócono się o to, kto ma
zapłacić GCC), spowodowały, że konsola gotowa już w 1984, nie
weszła praktycznie do szerszej sprzedaży aż do 1986 roku. Koniec
końców, sprzęt sobie dość przyzwoicie, wedle RG, w samym USA
sprzedano 3,772,751 egz. Atari 7800. Nieźle jak na rynek, gdzie
królował NES i Master System, ale wydaje mi się, że mogło być dużo
lepiej. Więcej o Atari 7800 można przeczytać w
artykule Urborga.
A poza tym: Na okładce dumnie pręży się Lara Croft i od razu
jasne jaka gra jest głównym tematem tego numeru. Wewnątrz magazynu
znajdziemy oczywiście masę ilustracji z Larą oraz zdjęć modelek,
które w swym czasie odgrywały jej rolę. Do tego mamy omówienie
kilkudziesięciu (!) tytułów, mających „Tomb Raider” w nazwie. Z
ciekawostek: aby produkcja pierwszej części przygód panny Croft się
zwróciła, należało sprzedać 35 tys. kopii gry. Pierwsze zamówienie
z hurtowni opiewało na 300 tys...
Czekają nas też wspominki o RPG (tak jakby...) „Shenmue” oraz fajne
artykuły o tworzeniu „Xybots” i „Feel the Thunder”. No i ciekawy
wywiad z Rolandem Perrym, który współtworzył komputery marki
Amstrad.
Retro Gamer #79
Atari: Spory tekst o „Star Raiders” i jego kolejnych
konwersjach. Z ciekawostek wyniesionych z artykułu: kod gry na
Atari 400 musiał zmieścić się w 8kb (był rozprowadzany na
cartrigde'u), firma Atari dopiero w 1983 roku zaczęła płacić swoim
programistom tantiemy. Równie obszerny tekst wyszedł z przewodnika
po „Centipede”, „Millipede” i innych oficjalnych klonach tych gier.
W recenzjach „Evil Magician's Return” na Atari 2600 otrzymał
80%.
Na koniec czeka nas wywiad z żyjącą legendą, czyli Davidem Cranem,
nadal aktywnym twórcą gier, który w historii zapisał się przede
wszystkim stworzeniem „Pitfalla!” oraz współzałożeniem Activision w
1979 roku. Firma ta powstała na wskutek frustracji pracowników
Atari. Pewnego dnia okryli oni, że są odpowiedzialni za 60%
dochodów Atari na rok 1978 z tytułu gier na cartach, które opiewały
na sumę 100 milionów dolarów rocznie. Problem w tym, że ich
dochody, jako twórców gier wynosiły tylko 30 tys. dolarów rocznie.
Próby wywalczenia podwyżki spowodowały komentarz szefostwa,
twierdzący, że twórcy nie są bardziej ważni dla sukcesu gry, niż
osoby składające carty w fabrykach. Na efekty polityki Atari wobec
twórców nie trzeba było czekać...
A poza tym: Temat numeru to „Rainbow Islands”, czyli sequel
„Bubble Booble”, jednej z najbardziej popularnych platformówek lat
80., która oczywiście ominęła Atari. Więc i my ją pomińmy (he, he).
Retroinspekcja omówiła „Gamate”, mało znany w Europie, a właściwie
mało znany w ogóle, handeld tajwańskiej firmy Bit Corporation,
wypuszczony w świat w 1991 roku. Ogółem był to nieco bardziej
zaawansowanego klona Gameboy'a, z uroczym, zielonym i mało
czytelnym ekranem. Konsolka furory nie zrobiła i po 2-3 latach
zaprzestano jej produkcji. Co ciekawe, gry na Gamate są obecnie
dość drogie, gdyż do tej pory nie opracowano jego emulatora.
Do tego fajne artykuły o tworzeniu „Micomachines” (tak między nami
- to powinien być temat numeru) „Luna Lander” i serii „Kickstarter”
- oryginał wygląda dość odmiennie od atarowskiej konwersji.
Retro Gamer #80
Atari: Retroinspekcja bierze na cel Atari 5200, wypuszczone
w 1982 roku. Maszynka mało znana w Europie, gdyż nie powstała jej
PALowa wersja. Miała swoje plusy, ale niestety nie przesłoniły one
minusów: skomplikowanych kontrolerów i brak kompatybilności z Atari
2600. Co ciekawe, największa konkurencja Atari 5200, czyli
ColecoVision błyskawicznie wypuściła na rynek przystawkę
pozwalającą odpalić na niej gry z A2600.
Na wskutek wad i małego katalogu gier szybko zaprzestano produkcja
konsoli. Częściowo ożywił ją Jack Tramiel w 1985 roku, który
ponownie rzucił ją na rynek - głównie po to, by pozbyć się zapasów
z magazynów, a przy okazji wypuścił na rynek kilka gier (m.in.
„Gremlins” i „Rescue On Fractalus!”), które były już dawno
ukończone, ale ich wydanie zostało wstrzymane przez poprzednie
szefostwo. Tańsza Atari 5200 co prawda nie podbiła rynku, ale ponoć
osiągnęła przyzwoite wyniki sprzedaży, jak na odgrzewanego
kotleta.
A poza tym: Obszerny przewodnik po shooterze „Axelay”, spory
materiał o „Ikari Warriors” oraz ciekawy wywiad z Larrym De Mar,
który maczał palce w tworzeniu m.in. „Defendera” i „Robotrona
2084”.
Retro Gamer #81
Atari: Interesujący materiał o tworzeniu „Ms. Pac-man”. Za
grę odpowiedzialna była GCC, czyli ta sama ekipa, która tworzyła
Atari 7800. Firmę tę stworzyli w 1981 roku studenci MIT, którzy
zdecydowali, że od najlepszej politechniki na świecie wolą jednak
karierę w przemyśle gier.
Główną inspiracją był dla nich automat do gier „Missle Command”, a
raczej problem jaki mieli z nią właściciele salonów gier. Gra, była
już tak przechodzona, że każdy znał jej sekrety i mało kto chciał
już w nią grać. Bystrzy studenci zmodyfikowali automat, by
rozgrywka była trudniejsza i bardziej wciągająca, a wkrótce zaczęli
oferować swoje usługi innych salonom gier oraz przymierzać się do
przeróbek „Asteroids” i „Pac-mana”. Oczywiście już po kilku
tygodniach Atari pozwało ich do sądu. Po wielu perypetiach CGG
zaczęło pracować dla Atari, a ich pierwsza gra „Crazy Otto” została
ostatecznie wydana jako „Ms. Pac-Man”, odnosząc wielki sukces.
A poza tym: Mimo braków atarowskich, RG #81 to bardzo fajny
numer, pełen tekstów o naprawdę klasycznych grach: „Day of The
Tentacle”, „The Revenge of Shinobi”, „Destruction Derby”, „Wizard &
Warriors”. Najfajniejszy jest jednak wywiad-rzeka z Julianem
Gollopem, który stworzył wiele świetnych gier, ale i tak my
zapamiętamy go przede wszystkim za „Laser Squad” i serię „UFO:
Enemy Unknown”. Z ciekawostek: „Lord of Chaos”, hit na ZX i C64 był
stworzony na Atari ST. Na tym samym komputerze, ta sama ekipa
stworzyła demo „Laser Squad 2”, które ostatecznie rozrosło się do
„UFO: Enemy Uknown”.
Retroinspekcja odkrywa przed nami tajniki „Pokemon mini”. Pod tym
złowieszczą nazwą, kryje się, wypuszczony w 2001 roku, najmniejszy
handheld, jaki wyprodukowała firma Nintendo (74x58x23 w
milimetrach). Mimo tycich rozmiarów umożliwiał on granie w wiele
Poke-tytułów wydawanych na równie tycich cartach, a do tego
posiadał tryb multiplayer korzystający z portu infra-red (do 5
graczy naraz!). W środku śmiga procesor 4MHz, co umożliwiło
następnych, ciekawych i już nie Poke-tematycznych gier przez samych
fanów.
Retro Gamer #82
Atari: W recenzjach nowych gier „Halo 2600” na A2600
uzyskało ocenę 83%. „Game Room” czyli wirtualna usługa Microsoftu
odgrzewająca stare gry miała kiepski miesiąc w RG: na 14 „nowych”
tytułów (głównie z A2600), 13 dostało najniższą ocenę. I niestety
chyba słusznie...
Ciekawy materiał o Parker Brothers, znanej firmie produkującej
tradycyjne gry, które w końcówce lat 70-tych zainteresowała się
także i tymi komputerowymi. O dziwo, wyszło to wszystkim za
zdrowie, w okresie prosperity firma zarabiała na nich miliony, a
gracze dostali takie tytuły jak „The Empire Strickes Back”,
„Q*bert”, „Montezuma's Revenge” czy „Gyruss”. Niestety, firma
wkrótce skupiła się na komputerowych adaptacjach swych planszówek,
co wraz z klapą roku 1983, wygasiło entuzjazm firmy do
eksperymentów na cyfrowym polu. Z ciekawostek: firma pracowała nad
„Riskiem” na Atari 800, ale niestety ostatecznie projekt upadł.
A poza tym: Mario. I chyba mógłbym na tym zakończyć. Z
okazji 25-lecia wąsatego hydraulika, Retro Gamer przyozdobiła
specjalna okładka z jego podobizną, pod którą umieszczono 25
screenów z jego gier. Aby je zobaczyć, należy z okładki oderwać
odpowiednie kwadraciki. Tylko, który kolekcjoner się na to
zdecyduje? Oczywiście to nie koniec MarioManii: łącznie poświęcono
mu kilkanaście stron omawiających jego historię, występy i
ewolucję.
Mario to nie jedyna legenda w numerze. Jest też wywiad z (nie wiem
czym godzien wymówić) Sidem Meirem. Tekst jednak troszkę
rozczarowuje: mało pytań o same gry czy ciekawostki, za to dużo o
stan przemysłu gier, o etapy jego kariery itd.
Retro Gamer #83
Atari: „Little 15” Jakuba Husaka otrzymało ocenę 66%.
Wspomniano o będących w produkcji „Dungeon Monsters” oraz
„Mastermind”.Wspomniano o „Black Lamp” na Atari ST.
Atarowską ozdobą numeru jest wywiad z Allanem Alcornem, który
tworzył „Ponga”, jego domową wersję oraz Atari VCS. Alcorn był
pracownikiem numer 3 w Atari (wedle kolejności zatrudniania), wtedy
jeszcze działającej pod nazwą Syzygy. Rozmowa z nim obfituje w dużo
ciekawostek na temat wczesnej fazy działalności firmy i burzy nieco
legend, w tym tę o automacie „Pong”, który w ciągu jednego wieczoru
odmówił pracy z powodu zapchania monetami. W rzeczywistości
zdarzyło się to ponad tydzień później – automat nie był opróżniany
przez ten czas, a wystarczyło 400 gier, by skrzynka z monetami się
zapchała. Co ciekawe, okazuje się że po świecie krążyło ok 10-20
tys. automatów „Ponga”, jednak Atari wyprodukowało tylko 3 tys. -
resztą były podróbki konkurencji.
Alcorn wspomniał także o handheldzie Cosmos 3-D, który opierał się
na cartach z hologramami, zamiast z chipami (gry i tak były
wbudowane w maszynę). Konsolka była interesująca z technicznego
punktu widzenia, ale ponoć gry nie były zbyt wciągające. Jej start
był zaplanowany na 1980 rok, ale właściciel Atari (w tamtym okresie
był to Warner), nie chciał podejmować żadnego ryzyka związanego z
wprowadzaniem nowego produktu na rynek.
A poza tym: Obchodów rocznicowych ciąg dalszy. Tym razem
specjalną rozkładaną okładkę oraz kilkanaście stron wewnątrz dostał
Donkey Kong. Po części wiąże się to z jego 30-leciem, a po części z
głośną premierą „Country Returns”. Zresztą skoro „Donkey Kong
Country” w ciągu 6 tygodni od premiery sprzedało się w ilości 6
milionów egzemplarzy, to można go uczcić i bez rocznicy.
Mamy również dość obszerny materiał na temat gier z Jamesem Bondem,
począwszy od „James Bond 007” (1983), a skończywszy na „James Bond
007: Blood Stone”. Dział „Retroinspection” zamienił się w cykl
„Obscura Machina”, który w zamierzeniu ma prezentować mało znane,
wręcz zapomniane, komputery i konsole. Na pierwszy ogień poszło
C64GS.
Tekstem numeru jest jednak dla mnie artykuł o zabezpieczeniach gier
przed piractwem w czasach, gdy królowały dyskietki i kasety.
Problem stary jak (komputerowy) świat i z perspektywy czasu z
uśmiechem na ustach czyta się o pomysłach wydawców na rozwiązanie
problemu, wśród których przeważały karteczki z kodami. Ech,
wspomnienia.
Karol „Charlie Cherry” Wiśniewski