MR:Zacznijmy od samego początku. Od jakiego typu komputera
zaczęła się Pana przygoda z tymi urządzeniami?
ON:Pierwszy komputer to Meritum, dostępny oczywiście w
szkole. Na tym komputerze uczyłem się pierwszych komend BASIC’a.
Oczywiście dostęp do dokumentacji i podręcznika nauki tego języka
był niemożliwy. Pamiętam, że uczyłem się na podstawie cyklu
artykułów publikowanych w „Młodym Techniku”. Potem dostałem od
rodziców Atari 800 XL. Wtedy szkoła i szkolne obowiązki stały się
mało ciekawe.
MR:Meritum to jeden z pierwszych polskich komputerów, który
trafił do szkół. Z tego co wiem, miał on niezwykle ubogą grafikę, a
jego możliwości nie były duże. Pamięta Pan coś z okresu zabawy z
tym komputerem.
ON:Tak rzeczywiście Meritum miał ubogą grafikę a właściwie
jej brak. Pamiętam, że z kolegami próbowaliśmy bawić się tą
semigrafiką pisząc proste programy w asemblerze, ale szczegółów
naprawdę nie pamiętam. Zabawa na Meritum była ciekawa do momentu,
gdy w Pewex'ie pojawiły się pierwsze Atari 800 XL. Coraz więcej
kolegów je kupiło i zabawa z Meritum powoli się kończyła.
MR:A słyszał pan coś o grze Barman na ten komputer. Jak
niektórzy podkreślają pierwszej polskiej grze.
ON:O grze Barman chyba słyszałem, ale chyba już byłem mniej
zainteresowany Meritum.
MR:Czy listingi jakichś programów do tego komputera były
gdzieś zamieszone (instrukcja tego komputera, jakieś gazety)? Czy
ktoś próbował tworzyć na ten komputer jakieś własne produkcje?
ON:Meritum był komputerem chyba nie dostępnym dla zwykłego
'śmiertelnika', tzn. nie sądzę aby ktoś go kupił na własny użytek
jak Spectrum, Atari czy inne. Nie pamiętam, aby ktoś w mojej szkole
pisał jakieś własne programy, a potem je opublikował. Pisanie
programów ograniczało się do pisania jakichś krótkich fragmentów
kodu, służących do bieżących obliczeń i dla celów poznawczych.
Pamiętam, że moi koledzy próbowali rozszyfrować tajemnice asemblera
Z80.
MR:A jak w szkole próbowano nauczać programowania na ten
sprzęt? Jak wyglądały lekcje informatyki.
ON:W mojej szkole nie było przedmiotu informatyka. Zajęcia z
nauki programowania odbywały się w ramach godzin dodatkowych, kółek
zainteresowań czy innych. Komputery Meritum (było ich kilka),
zostały chyba ufundowane przez Zakład Ursus. Chodziłem do szkoły w
Ursusie. Zajęcia prowadzone były przez Pana z zakładów, który był
elektronikiem/informatykiem. Na zajęciach uczyliśmy się podstaw
Basic'a. Dodatkowo poznawałem ten język wspierając się cyklem
artykułów w Młodym Techniku.
MR:Pamięta pan pierwsze wrażenia zaraz po nabyciu Atari?
ON:Pierwsze wrażenie było nieciekawe, ponieważ w pierwszych
latach po pojawieniu się Atari w sklepach Pewex, nie była dostępna
dokumentacja, a programy były drogie i w ilości dużo mniejszej niż
dla Spectrum czy Commodore.
MR:Kiedy zaczął pan myśleć o programowaniu?
ON:Od pierwszych chwil. Gry nie bardzo mnie interesowały,
chociaż nie mogę powiedzieć, że nie grałem, jednak w programowaniu
widziałem więcej przyjemności. (może jest to dziwne ale tak to
było).
MR:Jest pan autorem gry Businessman. Skąd pomysł na taką grę
i jak doszło do jej powstania. Czy gra Businessman to konwersja gry
Taipan z ZX Spectrum?
Businessman
ON:Mój program był wzorowany na grze Taipan, ale nie na ZX
Spectrum tylko na Meritum. Nie umiem w tej chwili ocenić w jakim
stopniu był on wzorowany na tej grze. Na pewno w dużym stopniu.
Program ten nie był jakimś 'cudem', był to chyba jeden z pierwszych
moich programów. Powstał chyba podczas nauki BASIC'a.
MR:Skąd taka duża wiedza aby stworzyć taką dużą produkcję,
skoro na rynku było mało informacji, literatury o programowaniu na
Atari.
ON:Tak to prawda. Mam naturę 'odkrywcy', dlatego program ten
jest wynikiem wielu nieprzespanych nocy. Byłem i jestem fanatykiem
pisania programów. To był jeden z pierwszych moich programów.
Informacje o Atari zdobywałem z różnych czasopism (często
obcojęzycznych).
MR:Na to wychodzi, że początki były bardzo ciężkie i samemu
musiało się do wszystkiego dojść. Czy były jakieś trudności przy
tworzeniu tej gry?
ON:Nie pamiętam. Ale problemy są po to, aby je
rozwiązywać.
MR:Jak to się stało, że gra szybko się rozpowszechniła wśród
graczy i jakimś cudem przetrwała. Czy była jej jakaś dystrybucja,
giełda, sklep?
ON:Tak to chyba jest cud. Specjalnej dystrybucji nie było.
Owszem był on sprzedawany na giełdzie (jak wiele innych programów w
tamtych czasach). Program był wyemitowany w audycji radiowej w
programie radiowym "Radio dla Ciebie".
MR:Co to był za program radiowy? Czy był specjalnie
poświęcony komputerom?
ON:Tak. Była taka audycja w radiu o nazwie chyba „Radio
komputer”.
MR:Czy oprócz tej gry były jakieś inne produkcje na
Atari?
ON:Tak. Np. Test Gramatyki j. angielskiego, Master Mind i
inne, ale nie pamiętam ich nazw.
MR:Oprócz swoich prostych gier, wzorowanych na jakichś
innych pomysłach. Stworzył pan coś swojego oryginalnego?
ON:Moje pomysły to między innymi wspomniane: Test gramatyki
j.angielskiego oraz program Pryzmat.
MR:Czy starał się pan jakoś rozpowszechniać swoje stworzone
programy?
ON:Tak, ale na zasadzie zabawy (frajdy). Nie traktowałem
tego w kategoriach zarabiania pieniędzy. Programować lubiłem, a
jeżeli przy okazji wpadło kilka złotych to tym lepiej. Moje
listingi publikowałem w [IKSie], były to krótkie programy. Większe
programy były emitowane w audycji radiowej 'Radio Komputer' o
której już pisałem. Były to: Businessman , Test gramatyki
angielskiej. Napisałem także ciekawy program dotyczący zagadnienia
rozszczepienia światła w pryzmacie. Był on napisany w Turbo
Basic'u. Nie pamiętam czy był on emitowany w radiu.
MR:Wszystkie tu wymienione programy to proste gry logiczne
lub edukacyjne. Nie myślał pan stworzyć jakiejś większej gry np.
platformowej?
ON:Nie. Trzeba było zdać maturę...
MR:Czy po komputerze Atari były inne komputery i czy na nich
też powstały jakieś gry?
ON:Potem kupiłem komputer PC. Pisałem i piszę programy
zawodowo dla przemysłu.
MR:Jak Pan odbiera zainteresowanie tamtymi czasami przez
nowe pokolenie Polaków?
ON:Nie jestem pewny czy dzisiejsze pokolenie jest
zainteresowane tamtymi czasami, a na pewno nie jest w stanie
zrozumieć tamtych czasów. Przypominam sobie straszliwe tłumy na
giełdach komputerowych, ludzie kupowali programy, gry nie mając
wtedy świadomości, że nadejdą takie czasy, w których to będzie
nielegalne. Ja też tam handlowałem.
MR:Czy może pan opowiedzieć o tym okresie handlowania?
ON:Ten temat sięga jeszcze giełdy w Stodole. Tam po raz
pierwszy próbowałem zarobić kilka złotych. Pożyczyłem od kolegi
telewizor marki Junost, zapakowałem sprzęt do plecaka i to
wystarczyło aby rozpocząć działalność. Handel był na tyle dobry, że
kupiłem telewizor Vela. Przerobiłem go tak aby można było podłączyć
go do wyjścia monitorowego. Potem powstała giełda na Grzybowskiej.
Byłem jednym z pierwszych, którzy rozstawiali nagrane kasety na
stolikach, za które trzeba była zapłacić. Miałem dobrą miejscówkę -
bo na parterze. Giełda rozrastała się, uruchomiono piętro oraz salę
gimnastyczną. Tłumy ludzi mnie przerażały, ceny programów spadały i
interes zaczął być coraz mniej opłacalny.
MR:Oprócz zajmowania się handlowaniem grami, zajmował się
pan jeszcze czym związanym z Atari?
ON:Oprócz handlu grami zajmowałem się także 'produkcją'
wzmacniaczy podłączanych do wyjścia monitorowego, aby słyszalny
mógł być dźwięk. Jak wiadomo w Polsce obowiązywał system SECAM, a
wyjście antenowe Atari było w systemie PAL czyli obraz był widoczny
a fonia nie. Zaprojektowałem taki wzmacniacz oraz jego konstrukcję.
Dystrybucją wzmacniaczy zajmował się mój znajomy, który handlował
programami. Pamiętam, że za jedno pudełko dostawałem od niego 3500
zł czyli ok. 1/3 pensji inżyniera. Inną moją działalnością było
pisanie artykułów o tematyce dotyczącej Atari w czasopiśmie 'IKS'
będącym dodatkiem do 'Żołnierza Wolności'. Publikowałem tam
listingi prostych programów które napisałem. Nie pamiętam ile było
tych artykułów, ale dobrze płacili. Próbowałem także pisać do
'Bajtka'. Ale chyba to nie wypaliło.
MR:Pisząc do dodatku do Żołnierza Wolności, pisma IKS, w
swoich artykułach miał pan wolną rękę, czy może redakcja narzucała
jakieś tematy, ograniczenia? Jak to wyglądało?
ON:Wydaje mi się, że miałem wolną rękę. Jedynym
ograniczeniem była objętość listingu z uwagi na możliwości
wydawnicze. Redakcja mieściła się w gmachu MON (red. Ministerstwo
Obrony Narodowej). Wejście do budynku robiło na mnie wrażenie:
przepustki, żołnierze w hełmach i bronią na ramieniu miały wpływ na
młodego chłopaka o poglądach antyreżimowych tamtych lat.
MR:Dziękuje za rozmowę.