O rozszerzeniu stacji dysków Tygrys Turbo słyszało wielu Atarowców.
Jedno z ciekawszych rozwiązań tamtych czasów, którego autorem był
pan Marek Bojarski, który prowadził firmę Navitron, a potem od 1993
Mediacom. Opracował on rozszerzenie w dwóch wersjach: dla
popularnej stacji Atari 1050 pod nazwą "Tygrys 1050" oraz dla
stacji LDW2000 i CA2001 pod nazwą "Tygrys 2000". O panu Bojarskim
można było przeczytać krótkie wspomnienie w
wywiadzie ze Scorpio (
„Tak, to ten Tygrys - Marek Bojarski.
Mieszkał całkiem niedaleko mnie (być może nadal mieszka, ale nie
widziałem go sporo czasu). Dzięki niemu moja LDW2000 ma dość
nietypowe Tygrys Turbo robione po części na zamówienie tj. według
mojego widzimisię ;P.”). Po zebraniu materiałów o Tygrys Turbo
zamieściłem na AtariOnline.pl
artykuł o tym rozszerzeniu, a wkrótce w komentarzach odezwał
się... sam autor. Tym to sposobem w styczniu tego roku
przeprowadziłem następującą rozmowę:
Krzysztof Ziembik: O! To chyba pan Bojarski zajrzał do
nas. Bardzo nam milo! To ja napisałem ten artykuł o Tygrysie Turbo
i z chęcią dowiem się od autora znacznie więcej.
Marek Bojarski: Postaram się coś odpowiedzieć, choć czas
ostatnio jest u mnie towarem deficytowym.
KZ: W jaki sposób i kiedy pierwszy raz zetknął się pan z
komputerami? Czy to było od razu Atari? Na swojej stronie wspomina pan o
Sharp-PC1500 i PC-2. Był pan ich posiadaczem?
MB: Zacząłem w czwartej klasie liceum, na komputerze, czy
też kalkulatorze PC-4 (Radio Shack) kolegi. Potem dostałem swojego
PC-2, który był mocniejszą wersją tego pierwszego. Miał 26 cyfrowy
graficzny wyświetlacz, 1,8 kB pamięci na programy i 1,3 MHz
procesor. Basic był dość ograniczony, więc zainteresowałem się
kodem maszynowym. Pamięci było za mało, ale zamiast kupować za
kilkadziesiąt dolarów moduł rozszerzenia pamięci (dostępne były 4 i
8 kB) dolutowałem w środku "na pajączka" dwa moduły RAM 32kB i
miałem już przynajmniej z tym spokój. Do tego zmontowałem interfejs
do magnetofonu - wymagał dodania pamięci ROM z obsługą zapisu i
kilku drobiazgów dyskretnych. Normalnie był dostępny jako element
miniplotera za 200$, więc siłą rzeczy zrobienie go we własnym
zakresie było jedynym wyjściem dla studenta. Na dodatek -
literatura do tego komputera była głównie w języku japońskim. Z
ichniejszych czasopism przepisałem całkiem sporo programów i gier.
Do dzisiaj trochę rozumiem katakanę ;-)
KZ: Czy wcześniej był pan elektronikiem, projektantem
urządzeń? Na stronie Mediacomu znalazłem informacje o tak
nietypowych projektach jak: komputerowy system do badań
krystalograficznych metodą rentgenograficzną, system odczytu i
analizy laserowych obrazów dyfrakcyjnych, układ pomiarowy do
mechanomiografii i eletromiografii, układ do izotermicznych i
nieizotermicznych pomiarów rezystancji, system sterowania pomiarów
magnetometrycznych. Czy to były projekty wykonywane w ramach
studiów, uczelni czy jakieś prace zlecone, prywatne?
MB: Bawiłem się elektroniką jako dodatkiem do modelarstwa -
chciałem sobie zrobić aparaturę do sterowania modeli. Potem, jak
każdy młody elektronik w tamtych czasach, zbudowałem własny
wzmacniacz HiFi - całe uczciwe 100W. Jako pamiątka po nim została
mi dziura w stole, gdyż podczas testowania używałem jako sztucznego
obciążenia opornika drutowego 4 Ohm i tak się ładnie świecił na
czerwono w takt muzyki :-) Głównie tworzyłem w ramach uczelni, bo
tam był sprzęt elektroniczny i komputery - oraz realne potrzeby ich
wykorzystania. Potem posypały się zlecenia komercyjne - komputery
wyszły z instytutów naukowych. Jednym z takich projektów był system
sterowania emisją reklamy w radiu, a potem już wsiąkłem w radio na
dobre.
KZ: Od kiedy zaczął pan prowadzić działalność gospodarczą
jako elektronik komputerowy? Jakie rozszerzenia pan
instalował/zaprojektował? Czy tylko dla Atari i Sharpa?
MB: Zacząłem na poważnie na studiach. Komputery klasy ZX-81
czy później Commodore 64 służyły jako sterowniki aparatury
naukowej, były tanią alternatywą dla specjalistycznego sprzętu.
Cyfrowe woltomierze czy inne mierniki miały jakieś interfejsy na
zewnątrz i podłączenie komputera do odczytywania pomiarów było
naturalnym krokiem. Robiło się do tego prosty interfejs, żeby
dopasować sygnały elektrycznie a potem resztę "załatwiało"
oprogramowanie. W pracowni, w której działałem pomiary potrafiły
trwać kilka dni. Konieczność spisywania wyników co minutę na
kartkę, a potem przepisywania ich do jakiejś Odry w celu analizy
była idealnym powodem, aby wstawić tam komputer i zastąpić
człowieka.
KZ: Pisał pan na stronie, że łączył komputery na
wszystkie sposoby i z czym się dało. Czy zachowały się jakieś
materiały, interfejsy, zapiski na ten temat? Czy Atari też pan
łączył z dziurkarki i kamerami?
MB: Co ciekawe, część z zestawów zbudowanych przeze mnie
działa do dziś. Trudno mi tu podać przykłady i schematy, gdyż część
prac jest zrobiona na zlecenie i dokumentacja znajduje się "u
klienta" i jest jego własnością. Gdzieś mam stertę papierów z
odręcznymi projektami, ale nie podejmuję się ich odszukania. W
każdym razie - było tego sporo.
Kilka takich prostych interfejsów do IBM PC wprowadziłem jako
ćwiczenia dla studenckiej pracowni komputerowej. Komputery były
wyposażone w karty wejść/wyjść cyfrowych i za pomocą prostej
elektroniki (a czasem tylko kabelków) chodziło o wysterowanie
jakichś urządzeń zewnętrznych - czytników taśmy, dziurkarek,
drukarek Centronics sterowanych bit po bicie, woltomierzy, i co tam
jeszcze było dostępnego w owych czasach w instytucie.
Do Atari w ramach Tygrysa 1050 dorobiłem interfejs Centronics.
Można było podłączyć normalną drukarkę widzianą przez system jako
„P:”. Kamery tylko do PC, małe Atari nie miało dość mocy do
przetwarzania obrazu.
KZ: Skąd pomysł na Tygrys Turbo? To była potrzeba
klientów czy pańska własna?
MB: Moja własna. Irytujące było to, że IBM PC zapisywał na
stronie dyskietki 180 kB, a Atari tylko 90. Poza tym chciałem
uzyskać możliwość przenoszenia danych z PC do Atari i odwrotnie -
mało kto wie, że Tygrysy umożliwiały zapis i odczyt dyskietek
sformatowanych na IBM - i co lepsze – czytelnych potem dla PC.
Dodatkowo Tygrys umożliwiał szybszą transmisję w różnych
standardach, nie tylko zgodnym z Top Drive, ale i Happy Warp oraz
jakimś pośrednim, który mi przyszedł do głowy - chodziło o to, by
móc wykorzystać przyśpieszenie bez konieczności specjalnego
formatowania dyskietki.
KZ: Zapewne oprócz elektroniki musiał pan się zajmować
jej oprogramowaniem. Czy to było hobby czy programowania uczył się
pan na uczelni?
MB: Hobby - odkąd się dowiedziałem, że coś takiego istnieje.
Na uczelni oczywiście były zajęcia z programowania - tam nauczyłem
się robić to porządnie", w Fortranie, Pascalu czy w C. Basic miał
swoje ograniczenia.
Dużo pisałem w asemblerze 6502 i bezpośrednio w kodzie. W
szczytowym okresie formy potrafiłem wziąć jakieś niemieckie
czasopismo zapisane seriami instrukcji "DATA" i powiedzieć, że w
tej linijce ucięli dwie ostatnie cyfry i ta jedynka na końcu to tak
naprawdę ma być 162. Kiedyś poprawiałem w ten sposób program
rozszerzający grafikę Commodore 64. Błędy były w pięciu miejscach,
gdzie w liniach DATA występowało dużo liczb trzycyfrowych przez co
linijka w druku była za długa i miała obciętą końcówkę. W jednym
miejscu musiałem rozpisać kawałek kodu w Asemblerze, pozostałe
skorygowałem "w cyferkach". Zadziałało po tym wszystko jak
trzeba.
KZ: Czy zachowały się jakieś materiały na temat Tygrysa –
oryginalna instrukcja, schematy, zawartość EPROM-ów?
MB: Z tego co wiem, to są gdzieś w necie :-). Skany
instrukcji też widziałem. Z ciekawostek: oryginały były pisane na
Atari i przenoszone na C-64 przez tasiemkę papierową, bo do Atari
miałem sterownik dziurkarki, a do C64 interfejs do czytnika.
Wszystko dlatego, że jedyny dostępny programator EPROM-ów był na
C-64. Potem wszystko przeniosło się na PC.
KZ: Czy bywał pan na giełdzie komputerowej? Dlaczego
Tygrys był popularny tylko w Krakowie i okolicach?
MB: Tygrysy instalowałem właśnie na giełdzie w Krakowie.
Miałem tam zaprzyjaźnione stoisko, gdzie przyjmowałem stacje do
przeróbki. Pewnie dlatego w Krakowie było ich najwięcej. Potem ktoś
je skopiował, słyszałem, że zakładała Tygrysy jakaś firma z Gdańska
i jeszcze "ktoś, gdzieś".
KZ: Czy ma pan może jeszcze swoje Atari z tamtych
czasów?
MB: Mam Atari 800 z QMEG OS i 320 kB RAM, stację Atari 1050
z Tygrysem 1050 i chyba jeszcze CA 2000 z Tygrysem 2000, choć tej
ostatniej dawno nie widziałem. Tak więc może komuś sprezentowałem?
Jakieś tam pudełko z dyskietkami też mam, choć większość
sprezentowałem koledze, który bawił się Atari dłużej niż ja.
KZ: Czy przegląda pan czasami strony o Atari albo wraca
nostalgicznie do tamtych czasów w jakiś aktywny sposób?
MB: Właśnie całkiem ostatnio natrafiłem na stronę o Atari i
Tygrysach. Fajnie się czyta o swoim dziele i tym, co ludzie z niego
odkryli, skopiowali i opublikowali. Uważam, że jak na owe czasy
moje zabezpieczenia do Tygrysków były niezłe.:-).
Teraz z nutką nostalgii czasem grywam w „Kenndy Approach” na
emulatorze. Zdarzyło mi się jeszcze sentymentalnie odpalić
„M.U.L.E.”, tylko że tempo tej gry po prostu nie przystaje do
dzisiejszych czasów. Oczywiście dalej bawi „River Raid”, choć nie
dochodzę już do 60 poziomu jak kiedyś...
KZ: Czy po latach umiałby pan jeszcze napisać program na
Atari albo zbudować nowe rozszerzenie? :)
MB: Myślę, że tak. To tak jak z jazdą na rowerze - nie
zapomina się.