Wyjechaliśmy w piątek tak wcześnie jak się dało. Z Wrocławia
ruszyliśmy w okolicach 09:00 w składzie ja (xeen), Ooz i Irwin,
którego ostatecznie namówiliśmy na tę wyprawę. W drodze po Piesia
mieliśmy parę przygód z nawigacją i zawracaniem na polnych,
ośnieżonych drogach. Tak to jest jak się człowiek przyzwyczaja do
komfortu. Tradycyjnie już odebraliśmy Piesia na umówionej stacji
benzynowej, gdzie przy okazji podkarmiliśmy auto paliwem, oraz
podkarmiliśmy siebie hot-dogami. W przeciwieństwie do pewnego
celebryty ze sceny C64 nie wchodziliśmy w kebaby i to jest kolejna
różnica między naszymi bratnimi scenami. W drodze na party
rozmawialiśmy o demoscenie, wspominalismy co się zdarzyło,
spekulowaliśmy co będzie na Party - atmosfera była bardzo bojowa.
Ogrzewanie w moim wysłużonym aucie działa, ale nie jest
regulowalne. Wpływ jest taki, że podróżowaliśmy w temperaturze 35
stopni, co bardzo podobało się pasażerom, gdyż piwo działało
wyjątkowo szybko w takiej atmosferze i generowało to spore
oszczędności. Wycieraczki działały też na ok 30% możliwości, Piesiu
chciał mi nawet zafundować nowe - ale nie zgodziłem się. Mi tam 30%
mocy wystarcza - w końcu chodzi o maksymalne wykorzystanie sprzętu
jaki się posiada, a nie jakieś tam rozszerzenia - zupełnie jak na
Atari. To nie ta filozofia. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o parę
stacji z hot-dogami i w końcu dotarliśmy na party place.

Ponieważ był to piątek wszyscy jeszcze nie dojechali - ale z moich
szacunków wynika, że było już wtedy 70 osób. Mając na uwadze
doświadczenia z roku poprzedniego zajęliśmy sobie miejsce w
sleeping roomach tworząc oazę w postaci namiotu i dodatkowo
podwójnego materaca. Uwagę na to zwrócił Jezus, który stwierdził,
że dwóch facetów w jednym namiocie to nie po Bożemu i przy okazji
podrzucił nam książkę, dzięki której zawsze możemy odnaleźć
prawdziwą drogę do Pana. Dzięki! Na wszelki wypadek napisałem nad
namiotem - "Agenda sleeping room - only Women under 20 are allowed"
i to pomogło, nikt oprócz Grzybsona tam nie zaglądał - no chyba, że
o czymś nie wiem - bo spałem outside. Ponieważ byłem kompletnie
wypruty po 10 godzinnej podróży udałem się na Party place gdzie
gawędziłem z różnorakimi osobami o tym i owym (pozdrawiam).
Odebrałem tez koszulkę od Greya, która uratowała innym "skórę" -
gdyby nie to chodziłbym w jednej przez 3 dni. Nastąpiło oficjalne
otwarcie, gdzie podziwialiśmy filmiki znanych atarowców (mam
nadzieję dostępne wkrótce), podziwialiśmy taniec erotyczny dwóch
ładnych pań i przemówienie Pana Wolfganga Burgera. Jeżeli chodzi o
taniec to Panie przypadły do gustu zwłaszcza celebrycie ze sceny
C64 i chodzą słuchy, że doszło jeszcze później do prywatnego tańca
za symboliczną opłatę specjalnie dla niego. Ech, chyba muszę sobie
sprawić commodore. Ponieważ zapowiadane kompoty gfx/msx/game nie
doszły do skutku z przyczyn niezależnych od organizatora, ale
zależnych od wystawiających bo dosyłali prace non stop po deadlinie
- gawędziliśmy sobie do późnych godzin nocnych konsumując fasolkę
po bretońsku zapewniona przez catering (pyszną! imho) . Około 2:30
stwierdziliśmy, że jutro będzie maraton i udaliśmy się na spoczynek
(ja chciałem tez dokończyć interko, bo działało tylko na emu).
Irwin załatwił sobie nocleg w hostelu bo wiedział, że chytry dwa
razy traci i miał trochę racji. Wyspać się było ciężko, ponieważ
przez sleeping room przewijały się różnorakie osoby z donośnym
głosem. Sam tu nie jestem bez winy - pewnie sam nieraz kogoś
obudziłem, ale taka natura imprezy :) Jakby co - co złego to ja -
sorki :) W każdym razie koło 3:51 zasnąłem i zbudziłem się koło
08:11, może 8:12.

Od razu przystąpiłem do działania - czyli poprawiania intra. Na
sali nie było nikogo poza jakimś jegomościem i Pinem śpiącym na
materacu (czyli tradycyjnie). Dziękuję Voy'owi za możliwość
testowania na jego atarce. Z problemem borykałem się parę godzin (z
przerwami) - w jego rozwiązaniu pomogli mi znacząco XXL i Konop i w
tym miejscu składam im dedykowane pozdrowienia i podziękowania. Pin
tez miał mnie dosyć, bo testowałem to i owo cały czas bez końca -
ale w końcu udało się to dociągnąć. Stryker przyniósł mi też maskę
Pgaz - dzięki. Nie doszło do skutku kapsle compo - przyznam, że po
części z mojej winy (nie będę zwalał tylko na aurę). Ale co się
odwlecze.... No i nagroda jest i będzie można o nią zawalczyć w
innych konkursach!

Międzyczasie były posiłki. Śniadanie miało bardzo undergroundowy
klimat - dostępne parówki i jajecznica były możliwe do konsumpcji
dużymi łyżkami, gdyż widelców i noży zabrakło. Ekipa z zachodu
przyjęła to jako naszą rodzimą normę i bez komentarzy szapała
paróweczki łyżkami od zupy :) Pan z Cateringu co raz uzupełniał
kolejne zestawy śniadaniowe bez użycia sztućców, gołymi rękami.
Drugi posiłek to wyskok na miasto na pizze. Ogólnie spoko i tanio,
aczkolwiek w pizzeri puszczali w kółko reklamę jakiejś promocji co
doprowadziło nas do totalnej głupawki. Międzyczasie zorientowałem
się w pomyłce w rachunkach, bo mieliśmy zabrać Voya w drodze z
powrotem, ale nie starczyło miejsca w agendowozie. Voy - proszę o
wybaczenie, mea culpa. Od godziny 17:00 kręciliśmy się po party w
oczekiwaniu na kompoty. Niestety (po latach zamieni się to w stety)
instalacja elektryczna nie wytrzymała i doszło do małej awarii
prądu. Grey naprawdę dał z siebie wszystko aby awarię usunąć i za
to składamy mu podziękowania, ale pojawiło się szereg alternatyw
międzyczasie (np. zrzutka na agregat przed 21, tak aby zdążyć do
sklepu po jego zakup). Nic to - czas wykorzystaliśmy na kolejne
pogawędki o tym i owym, siamtym i owamtym - było miło. Ok 21:00
światło pojawiło się znowu - ten efekt na party wzbudził ogromny
entuzjazm i został nagrodzony brawami.

Ruszyły kompoty! Przebieg opisałem w poprzednim artykule - tutaj
tylko wymienię parę rzeczy, które pamiętam dodatkowo:
- Zwycięska gra na Falcona nie ruszyła ze względów
konfiguracyjnych (szkoda), podziwialiśmy ją za to na emu przy
akompaniamencie Pina, który symulował efekty dźwiękowe własnymi
ustami
- gra Gonzo drugi raz z rzędu sprawiła, ze nikt nie wiedział o co
w niej chodziło. Była za to dość śmieszna.
- prace gfx na Falcona puszczono jako filmik z muzyką i prywatnie
uważam to za znakomity pomysł
- kompo trwało w cholerę długo , zw względu na ilośc prac -
obyśmy zawsze mieli takie problemy - ja dotrwałem prawie do końca
;)
- przed kompo puszczono filmik z muzyką z Benny Hilll'a, w którym
Pin grał w gry erotyczne na joy skonstruowanym z
wibratora.
- osób było sporo, zobaczymy dokładnie ile - ale raczej więcej
niż w zeszłym roku. Wspaniale!
- dema na XL/XE były puszczane z interfejsu graficznego Atari, na
którym była tapeta XBIOS Free - co za konserwatywne zacietrzewienie
;) XBios Rules!
- po kompo (3-4 w nocy) można było skorzystać z wycieczki
Hammerem na molo do Sopotu!
- kompo prowadził sprawnie głównie Pin i Yerzu. Grey też
tłumaczył przez mikrofon co się dzieje gościom z zagranicy
Po wyczerpującym maratonie i sporej dawce emocji oddałem votkę i
udałem się na spoczynek. Rano wstaliśmy, spakowaliśmy graty,
pobudziliśmy ludzi (nieumyślnie) i wyruszyliśmy w trasę. Wahałem
się trochę nad tymi wycieraczkami, ale ostatecznie nie uległem -
udało się dotrzeć bezpiecznie do domu bez nich. Oczywiście
zahaczyliśmy o większość stacji celem konsumpcji hot-dogów, które
wyjątkowo przypadły nam do gustu (zwłaszcza Piesiowi, który
przerzucił się na wersję MEGA). W okolicach 17:00 dotarliśmy do
Wrocławia i rozjechaliśmy do domów, po drodze wyrzuciliśmy Piesia
koło sklepu gdzieś w Koninie, gdzie czekała na niego stęskniona
małżonka.

Impreza była super. Wielkie podziękowania dla Greya za wkład w
organizację, za serce i za bajery. Nie wszystko wyszło jak w
planach, ale w sumie to jest najpiękniejsze i to się najlepiej
wspomina. Piwa nie brakowało, szkoda, że sporo osób nie dojechało -
np. Irata, Kroll, Gorgh, Voyager, Yosh, Radi, Booker, Jellon,
LewiS, Kaz, Insert, Zibi, dwa Dracony, Larek ale ogólny obraz
całości nadaje się dla określenia : BYŁO MEGA ZAJEBIŚĆIE! Wspaniały
zlot! Dziękujemy!
Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że SV to taki Atarowy
odpowiednik X. Wszyscy starają się raczej spiąć na to konkretne
Party. 505 był bardzo szczęśliwy, że wreszcie odwiedził imprezę, na
której zabrakło miejsca i stolików :) Innych atrakcji był w cholerę
dużo (np. drukowanie kolczyków Atari na drukarce 3D przez Kubę
Husaka, sprzedaż Ridiculous Reality na Cartach) - nie sposób
wymienić wszystkich, ale liczę też na czytelników i komentarze :)
Jeszcze raz serdecznie dziękujemy Grey. Na deser wkleiłem główne
prace graficzne Agendy na XL/XE: Piesia, Ooza i Ripka. Która jest
czyja? A... to już sami musicie odgadnąć :) Dodatkowo możecie
podziwiać prace Piesia na ST. Polecam też slideshow Sonara, który
można podziwiać w
tym wątku. Do następnego zlotu!