Karol Wiśniewski: Dzisiaj mamy przyjemność rozmawiać z
Leszkiem Łuciów, członkiem grupy Opacus Chiroptera. Jak zacząłeś
swoją przygodę z komputerami?
Leszek Łuciów: Moja mama miała w pracy maszynę do pisania.
Taką starą, co się zacinała, ale pisanie na niej sprawiało mi
wielką frajdę. Potem wdrożyli u nich system komputerowy i u mamy w
pokoju wylądował prawdziwy terminal. Nie pamiętam co to dokładnie
było, ale pozwalało na pisanie po całym ekranie i drukowanie jego
zawartości na drukarce igłowej. Jak tylko mogłem przesiadywałem na
tym terminalu do czasu, gdy zainteresowałem się funkcjami systemu i
udało mi się pozmieniać hasła dostępu wszystkim współpracownikom
mamy oraz jej kierownikowi.
Potem nastąpił przełom. Gdy przeprowadziliśmy się do Lubina
poznałem kolegę z bloku, któremu rodzice właśnie kupili ZX
Spectrum. To był rok 1986 i miałem wtedy 12 lat. Tak się złożyło,
że kolega nie miał wielu gier więc od razu próbowaliśmy wpisywać
programy z instrukcji. Radość była ogromna, a ja kupiłem pierwszego
"Bajtka". Siedziałem z nim cały wieczór w domu i próbowałem
zrozumieć co znaczą te cyfry przy PRINT AT... Kiedy to odkryłem i
przepisałem z kartki u kolegi na "spektrusiu" mało nie umarłem z
wrażenia.
Od tamtej pory się zaczęło. Część znajomych przychodziła do kolegi
pograć, a ja przepisywać moje programy z kartek i delektować się
wynikami. Zacząłem marzyć o własnej maszynie.
KW: Jak zawiązała się grupa Opacus Chiroptera?
LŁ: Do przedszkola w Polkowicach chodziłem razem z Piotrem
Podsiadło, z którym dzieliliśmy wiele ciekawych przygód. Nasz drogi
się rozjechały, kiedy Piotrek przeprowadził się do Lubina jeszcze
przed podstawówką. Po mojej przeprowadzce w 1986 roku nie
kontaktowaliśmy się, ponieważ mieszkaliśmy na dwóch końcach miasta.
Zresztą niewiele nas wtedy łączyło. Ciekawy zwrot wydarzeń
nastąpił, kiedy mama zapisała mnie na kolonię w Czechosłowacji. To
było tuż po tym jak wreszcie rodzice kupili mi wymarzone Atari
130XE.
Okazało się, że Piotrek też tam jedzie. Myślałem wtedy, że
przynajmniej będę miał znajomego kolegę ale i tak będzie smętnie,
no bo ja przecież interesuję się komputerami. Siedliśmy razem w
autobusie i rozmowa się raczej nie kleiła, ale tylko do momentu, w
którym zorientowaliśmy się, że obaj mamy fioła na punkcie
komputerów. Wtedy już poszło z górki. Przez całą kolonię
siedzieliśmy razem pisząc "procedurki" na kartkach. Kiedy Piotrka
pożądliły osy, zaczęliśmy projektować grę "Zemsta", w której główny
bohater miał walczyć z inwazją os. Oczywiście wszystko w Atari
Basic.
Po powrocie rodzice Piotrka też sprawili mu niespodziankę w postaci
"Ataraka". Zaczęliśmy razem pisać różne rzeczy i gdzieś tam po
drodze powstała nazwa naszej grupy. Nie wnikając w drobny błąd,
Opacus Chiroptera to z łaciny Ponure Nietoperze.
KW: Pierwszą grą grupy był "Tanks". Czy mógłbyś
opowiedzieć o kulisach jej powstania? Podobno wpierw gra była
rozprowadzana przez samych autorów (i spółkę Kober)?
LŁ: Długo siedzieliśmy z Piotrkiem, aby wymyślić jak tu
zrobić więcej obiektów na ekranie niż pozwalają na to sprzętowe
sprite'y. W tych czasach, pojęcia takie jak sieć czy Internet były
zupełną abstrakcją, więc zdani byliśmy tylko na książki Zientary
oraz własną twórczość ludową. Udało nam się w końcu opracować
system podmiany generatorów znaków, który pozwolił na powołanie do
życia większej liczby obiektów w grze. Na bazie tego rozwiązania,
zwanego przez nas "systemikiem", rozpoczęliśmy tworzenie
„Tanksa”.
Piotrek zajął się stroną graficzną, nie stroniąc jednak od
kodowania. Przygotował listę wyników do Tanksa, na którą dostał ode
mnie przydział w pamięci i musiał się w nim wyrobić. Jeszcze zanim
gra była gotowa to wypuściliśmy „Tanks Demo”, w którym testowaliśmy
nasz systemik.
Praca nad tą grą przyniosła nam wiele frajdy. W trakcie realizacji
„Tanks” poznaliśmy Kobera, z którym wiązaliśmy nadzieje, że
zorganizuje dystrybucję gry. W tym czasie pojechaliśmy także poznać
Jakuba Husaka i zaproponować mu zrobienie muzyki do gry. Ku naszej
radości się zgodził i efekt każdy może sam ocenić.
Po długotrwałych perturbacjach okazało się jednak, że
zorganizowanie dystrybucji jest zbyt trudne w realizacji dla
Kobera. Myśleliśmy jak tu samemu zorganizować takie przedsięwzięcie
jednak ze względu na brak środków zdecydowaliśmy się w końcu
sprzedać grę wydawcy Mirage.
KW: Czy mieliście wpływ na formę wydania gry?
LŁ: Przy pierwszej edycji wydanej przez Kobera zobaczyliśmy
gotowy projekt okładki, na której był podobno strzelający czołg.
Dla nas wyglądało to jak kaktus. Chcieliśmy sami coś zaprojektować,
ale w końcu po sprzedaży do Mirage pozostawiliśmy temat
wydawnictwu.
KW: Czy "Tanks" ma jakiekolwiek zakończenie?
LŁ: Niestety, to jest słaba strona tej gry. Wiedzieliśmy jak
ważne są zakończenia, a równocześnie trafiliśmy na problemy z
miejscem w pamięci. Zostawiliśmy to na sam koniec i okazało się, że
ze względów technicznych jak i czasowych trudno nam będzie to
zrobić. Trochę wbrew sobie, ale zdecydowaliśmy, że po ostatnim
poziomie gracz wróci do pierwszego. Stopień trudności był na tyle
wysoki, że założyliśmy iż niewielu znajdzie się takich co dotrwają
do końca. Okazało się jednak, że się myliliśmy. Do dzisiaj jest mi
trochę wstyd, że tak wyszło. W końcu to była nasza pierwsza
gra.
KW: A jaka jest kompletna lista gier i programów, które
stworzyłeś na Atari? Włącznie z tymi trzymanymi „w
szufladzie”?
LŁ: Programy użytkowe:
ASM - Monitor pamięci, prosty assembler i disassembler
napisany w całości w Atari Basic.
CCM 1.0 - Zaawansowany monitor pamięci rezydujący w pamięci
dodatkowej Atari 130XE lub jego wersji rozszerzonej. Miał wiele
funkcji to operowania na danych, rejestrach oraz disassembler.
Wbudowany miał również prosty assembler. Całość napisana w
assemblerze z wykorzystaniem ASM'a.
CCM 2.0 - To już był cały pakiet.
- CCM jako monitor pamięci. Rozrzeszona wersja tego z CCM 1.0.
- Spider - kompilator assemblera.
- Tracer - debugger połączony z licznikiem wydajności, który
pokazywał ile cykli maszynowych zajmują poszczególne procedurki.
Idealny do poprawiania błędów i optymalizacji wydajności gier.
Cały pakiet pozwalał pracować na "czystej" pamięci Atari, ponieważ
kod oraz źródła do kompilacji umieszczone były w dodatkowych
bankach pamięci.
Poza tym, całe mnóstwo małych programików, z których jeden jest
godny uwagi: transmisja danych pomiędzy dwoma Atari połączonymi
kablem to gniazd joystick'ów. Nawet działa tam jakaś mini gra,
którą prezentowaliśmy na giełdzie komputerowej w Lubinie.
Gry:
Tanks,
Thinker (z obsługą myszki),
- trochę konsultacji przy grach i programach tworzonych przez
kolegów (m.in. Tron, Barbarian).
KW: Skąd pomysł na „Thinkera”? Czyżby zamiłowanie do gier
logicznych?
LŁ: Zdecydowanie. Gry logiczne mnie bardzo pochłaniały.
Bawiąc się kiedyś taką układanką z plastiku, wpadłem na pomysł
przeniesienia tej gry na Atari. Tak powstał pomysł na „Thinkera”.
Dodatkowo w sklepie, który prowadził Kober pojawiły się myszki,
które można było podłączyć do Atari. Nie było jednak aplikacji,
które z tego korzystały, więc to mnie dodatkowo zmotywowało do
zrobienia „Thinkera” sterowanego dodatkowo myszką. Efekt był
super.
KW: Czy pamiętasz nakłady jakie osiągały twoje
gry?
W pierwszym podejściu, kiedy próbowaliśmy zorganizować dystrybucję
Tanksa za pośrednictwem Kobera, powstało 500 sztuk. Potem, gdy
sprzedaliśmy prawa firmie Mirage w Warszawie, to pewnie powstało
tego znacznie więcej, ale ile dokładnie to nie mam pojęcia.
Podobnie z innymi grami. Sprzedawaliśmy prawa autorskie (Mirage
Software, LK Avalon) i nie jestem pewny, ale chyba nikt nie wie
jakie to były nakłady. Dostawaliśmy wynagrodzenie z góry, więc sam
proces dystrybucji już nas nie interesował. Zresztą jako
17-latkowie mieliśmy bardziej frajdę z tego wszystkiego niż realny
dochód.
KW: Grupa Opacus Chiroptera zamilkła około 1993 roku. Co
było powodem przedwczesnej emerytury? Co obecnie porabiają jej
członkowie?
LŁ: W skład grupy w różnych jej etapach wchodziły osoby:
- Piotr Podsiadło (głównie grafika ale też
programowanie),
- Leszek Łuciów (programowanie),
- Piotr Paździerkiewicz (programowanie),
- Tomasz Dajczak (programowanie, muzyka, grafika).
A wszystkim znany Jakub Husak wzbogacał większość naszych produktów
wspaniałą muzyką.
Nasza działalność na Atari ucichła, ponieważ uderzyliśmy piętro
wyżej. Po serii zachwytów możliwościami Commodore Amiga, których
byliśmy świadkiem na giełdzie komputerowej we Wrocławiu,
zdecydowaliśmy rozpocząć tworzenie gier na tym komputerze. Trochę
nas ten komputer rozczarował chaosem w programowaniu na niskim
poziomie i po jakimś czasie zrezygnowaliśmy.
Kolega kupił wtedy PC i mieliśmy okazję pograć w Wolfensteina 3D.
Postanowiliśmy powalczyć z tematem gier na PC. Na pierwszy rzut
poszedł oczywiście „Tanks” w nowej odsłonie. Gra miała nazywać się
„Strefa Ognia”, gdzie gracz miał wykonywać różne misje czołgiem.
Widok był 2D z góry na pole walki, czołg gracza był zawsze na
środku ekranu a przesuwało się tło z areną gry. Zrobiliśmy sobie z
Piotrkiem małe studio u mnie w domu i siedzieliśmy na wakacjach
codziennie po kilka godzin. Ja pisałem narzędzia potrzebne do
stworzenia gry oraz prototyp samej gry, a Piotrek robił grafikę.
Mieliśmy już nawet wstępny działający prototyp, jednak coraz
bardziej zaczynało brakować czasu. Ja zacząłem studiować, co
znacząco utrudniło mi możliwość angażowania się w tworzenie gry.
Potem powoli jakoś to wszystko rozpłynęło się w powietrzu.
Po studiach, to był rok 2000, wyjechałem na stałe do Wrocławia i
rozpocząłem karierę zawodową jako programista. Pisałem różne
aplikacje związane z branżą finansową. Aktualnie kieruję dwoma
zespołami zajmującymi się utrzymaniem oraz rozwojem systemów
wspierających działalność firmy. Bardzo miło wspominam czasy małego
Atari.
Piotrka widuję stosunkowo rzadko, ale wiem, że coś tam dłubie na
PC. Jak się czasem spotkamy, to wspominamy sobie stare dobre czasy.
Z Piotrkiem Paździerkiewiczem i Tomkiem kontakt urwał się dawno
temu.
KW: Co, jako twórca gier, sądzisz o abandonware i
serwisach, gdzie stare gry są dostępne za darmo?
LŁ: Stare gry mają to do siebie, że wracają do nich głównie
osoby, które na tych grach się wychowały. Oczywiście pewnie jest
duża grupa zapaleńców, która też tam kopie w poszukiwaniu początków
w tej branży. Wiele z tych gier było naprawdę świetnych, mimo ich
ułomnych, jak na dzisiejsze czasy, opraw. Ja też mam zainstalowany
emulator, czasem tam zaglądam i zagram w niektóre gierki. Moim
sentymentem jest czas Atari i do tych gier wracam. Uważam, że to
doskonały pomysł, by mieć możliwość ściągnięcia tych starych
gierek. Bez tego mało, kto by do nich wrócił.
KW: Czy nadal posiadasz swoje Atari?
LŁ: Mam schowane w szafie u rodziców, ale pozbyłem się
stacji i magnetofonu. Czasami żałuję, lecz dzięki temu nie wracam
do starych czasów i mogę ten czas poświęcić na moje aktualne hobby
- automatykę domową. Mam też dyskietki z moimi programami i grami,
które zafoliowałem tuż po ich powstaniu w ramach kopii
bezpieczeństwa (mam nadzieję). Jeśli kiedyś mnie natchnie, aby do
tego wrócić to myślę, że będę miał szansę. Póki co traktuję te
rzeczy jako eksponaty i nie dotykam.

KW: Na koniec zapytam o ulubione gry na Atari oraz o te,
które wywarły na tobie największe wrażenie pod względem
technicznym.
LŁ: Draconus, Zybex i wiele innych w tym polskich. Jednak te
dwie ciągle robią na mnie wrażenie. Z nowszymi produkcjami nie
miałem do czynienia. Te starsze gry były robione rzemieślniczo,
często z brakiem wiedzy na temat możliwych rozwiązań. W
późniejszych czasach internet, dostęp do informacji, możliwość
produkcji kodu, grafiki, muzyki na innych wydajniejszych maszynach
pozwoliło na osiągnięcie znacznie lepszych rezultatów. Wszystko
było łatwiejsze. A to już nie moje czasy, kiedy byłem w świecie
Atari :)
KW: Dziękuję za rozmowę.