Derenegeracja, czyli atarowskie party oczami outsidera by Tenchi 2015-05-28 19:24:54
W dniach 1-3 maja roku pańskiego 2015 odbyło się w Istebnej
atarowskie party pod nazwą Derenegeracja. I ja też na nim byłem,
piwo ze wszystkimi piłem...
..., a co zapamiętałem, to zaraz wam opowiem.
Wyprawa rozpoczęła się w piątek o godzinie 9 rano. Pobudka należała
do tych najbardziej brutalnych - szybko pożałowałem nocnej
posiadówy do 3 nad ranem przy R-Type II, zamiast pójścia
spać jak cywilizowany człowiek w celu odzyskania pełni sił na
nadchodzący weekend. No ale wszak volenti non fit iniuria, więc
pretensje mogłem mieć tylko do siebie samego. Pozbierawszy się
jakoś do kupy chwyciłem swoje bagaże i udałem się na umówione
spotkanie z Larkiem, pełen obaw o to, jak mnie przyjmie atarowska
społeczność. Jednak bardzo szybko okazało się, iż cały stres był
kompletnie bezpodstawny oraz zupełnie niepotrzebny: choć
widzieliśmy się dopiero po raz pierwszy w życiu, to Larek przywitał
mnie bardzo serdecznie, niczym starego znajomego.
Po zapakowaniu klamotów do bagażnika samochodu rychło wyruszyliśmy
w drogę, jako że mieliśmy jeszcze do zgarnięcia kolejną partyzantkę
(serdecznie pozdrawiam!). Cóż więcej można napisać o samej niezbyt
długiej podróży... Chyba tylko tyle, iż czas upływał nam w bardzo
przyjemnej atmosferze na rozmaitych dyskusjach. Było zatem trochę o
polityce, rzecz jasna o grach wszelakich, o książkach Joanny
Chmielewskiej, a także o Sherlocku Holmesie. Ponadto Larek wciąż
przekonywał mnie, nadal nieco zaniepokojonego zupełnie nową dla
mnie sytuacją, że naprawdę nie ma się czego obawiać. Owym
dywagacjom przez cały czas towarzyszyła twórczość Yerzmyeya, Kombi
oraz Kapitana Nemo.
Po dwóch godzinach jazdy naszym oczom ukazał się cel podróży.
Na miejscu byli już pierwsi partyzanci...
..., a sala pomalutku wypełniała się sprzętem wszelakim.
Podczas zapoznawania się z miejscem imprezy wpadliśmy w gościnne
macki Lotharka, który za żadne skarby skarby świata nie chciał
przyjąć do wiadomości, iż podobnie jak Larek, pochodzę z Sosnowca.
Tym niemniej bardzo się ucieszył, że go kojarzę, a także strasznie
narzekał na znikomą ilość oprogramowania powstającą pod VBXE,
poddając w wątpliwość sens istnienia owego rozszerzenia.
Chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem stwierdzenie smutnego
faktu masowego padania atarowskich imprez w ostatnich miesiącach.
Derenegeracja, totalnie na przekór temu trendowi, jasno pokazała,
iż pomimo nadejścia ciężkich czasów kolejne party żywcem się nie
dadzą.
Ba! - niektórym tak bardzo spieszyło się do wzięcia udziału w tych
technomagicznych obrzędach...
..., że aż zdarli ostatnią parę butów.
Absolutnie się temu nie dziwię - sam bardzo szybko załapałem
niesamowity klimat zazwyczaj towarzyszący tego typu wydarzeniom.
Wszyscy partyzanci okazali się być niezwykle sympatyczną i otwartą
na nowych uczestników zgrają pozytywnie zakręconych popaprańców,
dzięki czemu ledwo po 10 minutach rozmów z kim tylko się dało
czułem się tak, jakbym znał wszystkich od co najmniej 10 lat! Kto
sam tego nie doświadczył, ten nigdy nie dowie się co to za uczucie
- nie da się go opisać słowami.
Pierwsze godziny imprezy mijały pod znakiem luźnych pogawędek oraz
zabaw ze sprzętem.
Rany julek - tylu atarynek naraz nie widziałem nigdy w życiu!
Wielką przyjemność sprawiło mi zobaczenie w akcji TOS-a odpalonego
na prawdziwym sprzęcie, podobnie jak przyglądanie się zmaganiom
Jurego w między innymi Onslaught, Wings of Death czy
Torvak the Warrior. W międzyczasie TeDeCu liczył gwiazdy
widoczne w tle pierwszego etapu R-Type'a, ja narzekałem na
dzikie zachowanie działek w Robbo, Marek na udziwnione
sterowanie w automatowym Defenderze, a Larek opowiadał o
prawidłowo rozplanowanych etapach tworzenia gry. Ponadto Rastan,
zmotywowany ówczesną wojną forumową o Final Fight,
wytłumaczył mi w miarę dokładnie, aczkolwiek niezwykle przystępnie,
ideę amigowskich sprite'ów, przekładając to na wygląd różnych
portów wydanych na ten komputer, w zamian za co ja wynudziłem go
wykładem o tym, dlaczego amigowska konwersja Silkworm
przebija swoim poziomem wykonania nawet automatowy oryginał.
Po południu zasiedliśmy wraz z TeDeCem do omawiania koncepcji jego
nowych produkcji. Prezentacje, testy oraz wymiana opinii wciągnęły
nas tak bardzo, że koniec końców spóźniliśmy się na obiad. Jego
spożywanie kończyliśmy w samotności, milcząco poganiani karcącym
wzrokiem sprzątających ze stołów pań.
Godziny wieczorne przyniosły ze sobą pierwszą z zapowiadanych
atrakcji. Mam na myśli oczywiście koncert Yerzmyeya i Pina, który
jak zwykle cieszył się sporą popularnością.
Może tym razem nie wybuchnie...
Ostatecznie koncert przerodził się w spontaniczne muzykowanie
towarzyszące nocnym rodaków rozmowom, a w międzyczasie na sali
pojawiła się ogromna beczka piwa oraz grill. Ten ostatni został
powitany przez wszystkich partyzantów niezwykle CIEPŁO, gdyż poza
dostarczaniem świeżutkich przekąsek, robił także za ogrzewanie.
Mi zaś dane było osobiście przekonać się o zasadności twierdzenia,
jakoby na atarowskich party nikt głodny nie chodził... Dotyczy to
zresztą całej imprezy - potrafię i lubię dobrze zjeść, co zresztą
po mnie widać, a tymczasem nie dałem rady spożyć wszystkiego, czym
mnie częstowano niemal z każdej strony. No po prostu serce
rośnie!
Nie pamiętam już dokładnie która to mogła być godzina, gdy zostałem
zgarnięty przez sOnara. Poza zaskoczeniem mnie znajomością anime
(dwóch klasyków oraz jednej nieco nowszej produkcji), o co
przenigdy bym go nie podejrzewał, pokazał mi on także arcyciekawy
projekt, nad którym obecnie pracuje. Potem urządziliśmy sobie
głośnotekę przy dźwiękach Zhi-Vago i The Prodigy. Wtórowali nam Pin
z beatboxującym Mikerem. Po usłyszeniu "Roots Bloody Roots"
Sepultury nie mogłem powstrzymać ciekawości, więc poszedłem
obejrzeć sobie z bliska owo słynne degenero-compomachine. Cóż mogę
rzec - szok kulturowy był niemal tak silny, jak podczas pierwszego
ujrzenia w akcji Amigi 1200 z twardym dyskiem oraz uruchomionym z
niego kolorowym Workbenchem. Korzystając z okazji, chłopaki zaczęli
mi puszczać rozmaite demka. No, panie dziejku - tak to ja mogę
oglądać, emulator absolutnie się do tego nie nadaje! W sumie dla
własnego dobra powinienem chyba przemilczeć fakt istnienia
strategicznie ustawionej zawczasu przez Pina farelki, której
bliskość mogła mieć istotny wpływ na ten mój zapał, ale co mi
tam... Tak skończył się pierwszy dzień imprezy.
Sobotni poranek rozpocząłem od wzięcia prysznica i spożycia
śniadania. Następnie udaliśmy się wraz z TeDeCem oraz Jurym do
pobliskiego sklepu w celu uzupełnienia zapasów na nadchodzący
dzień. Po powrocie na party place pierwszą napotkaną przeze mnie
osobą był Pin, który stwierdził z cokolwiek niewyraźną miną, że
idzie właśnie po... prąd. Po takim dictum z jego strony mimowolnie
zacząłem zastanawiać się, czy aby czasem na pewno jestem
osamotniony w swoim syndromie dnia poprzedniego... Na szczęście
okazało się, iż poza stadem słoni tańczącym w glanach radosnego
jumpstyle'a...
...wszystko z moją głową w porządku - po prostu doszło do małej
awarii, ale bardzo szybko udało się ją usunąć i party mogło toczyć
się dalej.
Tak jak w dniu poprzednim, pierwsze z sobotnich rozrywek
organizowaliśmy sobie sami. Yerzmyey pokazywał mi w akcji swoje
Raspberry
Pi - doprawdy, bardzo zmyślna zabawka. Z tego co udało mi się
zaobserwować, cieszyła się ona sporym powodzeniem pośród
najmłodszych uczestników party, zresztą podobnie jak i reszta
dostępnych sprzętów.
Nosty prezentował rozmaite zręcznościowe produkcje w stylu modern
retro, że tak je określę, które nie są ani trochę łatwiejsze od
klasyków tego gatunku. Rastan grał na ST między innymi w
Xenona i, o zgrozo, szło mu to definitywnie lepiej niż mi!
No ale wszak sam przyznał się, iż bardzo lubi tę grę, więc nie ma
się czemu dziwić.
Pin rozwodził wizje zlotów mających odbywać się za 20 lat, w
których główną rolę będzie odgrywał Kuba Husak ze swoją drukarką
3D, produkując rozmaite protezy dla okaleczonych podczas wciąż
oczekujących ich bojów partyzantów. TeDeCu usiłował wytłumaczyć
Koali koncepcję 200% wydolności małego Atari...
..., w czym zwyczajowo już udawało mi się całkiem skutecznie
przeszkadzać.
Oprócz tego przez cały czas można było pobawić się sOnarowym
sprzętem do symulacji o niebagatelnej, jak się potem okazało,
wartości.
W końcu nadeszła pora na obiad, który tym razem spożyłem o
przepisowej porze w przemiłym towarzystwie między innymi TeDeCa,
Mono oraz Mikera. Po posiłku zostałem zatrudniony przez
organizatorów do szybkiego zmontowania kilku zagadek na nadchodzące
compo. Wypada w tym miejscu serdecznie podziękować Gzyniowi za
udostępnienie sprzętu - mam nadzieję, że nie wykrakałeś, a komputer
wciąż działa bez zarzutu. :)
Sobotnia część oficjalna rozpoczęła się od szalonego compo
zorganizowanego przez sOnara. Polegało ono na jak najszybszym
nadaniu wiadomości alfabetem Morse'a (czy mi się tylko zdawało, czy
za odbiornik naprawdę służyło małe Atari...?) i cieszyło się, jak
widać poniżej, dosyć sporym zainteresowaniem.
Następnie odbył się pokaz jednej z najbardziej wyczekiwanych przez
wszystkich atarowców gier, będących obecnie w produkcji.
To co zobaczyliśmy, autentycznie zapierało dech w piersi.
Później przez ekran przemknęli jeszcze tajemniczy najeźdźcy.
Tymczasem za kulisami organizatorzy pospiesznie kończyli dopinanie
reszty przewidzianych atrakcji na ostatni guzik.
Mam tu na myśli między innymi zgadywanki, które nie były wcale aż
tak trudne, jak mogłaby to sugerować przerażona mina prezentującego
je Mikera.
Czy ja tam widzę coś znajomego, czy tylko mi się
wydaje...
Prowadzeniem głównego i najważniejszego z compotów tradycyjnie już
zajął się Pin.
Nie mam pojęcia jak wyglądało to na innych imprezach, ale po tym co
sam zobaczyłem na Derenegeracji muszę stwierdzić, iż poradził sobie
znakomicie. Choć na tego typu party byłem dopiero po raz pierwszy w
życiu, to już nie wyobrażam sobie nikogo innego na jego miejscu. W
ogóle rację mieli wszyscy ci, którzy twierdzili, że bez osobistego
wzięcia udziału w takim wydarzeniu absolutnie nie ma szans
doświadczyć tego niepowtarzalnego klimatu - teraz ja także to
rozumiem. W związku z powyższym wnioskiem nie będę nawet usiłował
dokładnie opisywać przebiegu owego eventu, ograniczając się jedynie
do wrzucenia kilku fotek (po wyniki odsyłam do
adekwatnej nowinki).
Wierzcie lub nie, ale to jedna z najłagodniejszych prac
w kategorii "wild"...
Po zakończeniu oficjalnej części imprezy zdałem sobie sprawę, iż
nieodwołalny koniec zbliża się wielkimi krokami. Postanawiając jak
najlepiej wykorzystać wciąż pozostały czas namówiłem TeDeCa do
wspólnej partyjki w jego ulubioną, czyli trzecią część automatowej
serii Metal Slugów (dziękujemy sOnarowi za wypożyczenie
dodatkowej klawiatury, bez której byłoby nam bardzo ciężko). Po
dwóch godzinkach siedzenia bez ruchu w jednym miejscu byliśmy tak
zgrabiali z zimna, że Tomkowi przydarzył się niemiły wypadek: chcąc
dołączyć się po utracie wszystkich żyć niezamierzenie klepnął F2
(wejście w ustawienia automatu) zamiast 2, nieodwołalnie
zaprzepaszczając tym nasz cały dotychczasowy postęp. No ale nie ma
tego złego - dzięki temu mogłem w praktyce dokładnie wytłumaczyć
oraz zaprezentować mu działanie NVRAM-u we wszystkich maszynach Neo
Geo. :) Potem posiedzieliśmy jeszcze przez chwilę, by o 3 nad ranem
zamknąć party place i udać się na zasłużony spoczynek.
Niedzielny poranek oraz przedpołudnie stały pod znakiem pożegnań
oraz stopniowego wykruszania się uczestników imprezy (zresztą
niektórzy z nich byli zmuszeni opuścić nas już w nocy).
Jednym z finałowych zabawnych akcentów było oficjalne przyjęcie
Grzybsona w poczet starszej ekipy partyzantów, co stało się możliwe
dzięki uczestnictwu Skrzypa, czyli najmłodszego z dorosłych
imprezowiczów. "Teraz wreszcie ty też masz kogoś, do kogo możesz
zwracać się per 'młody'", jak to zostało zręcznie powiedziane w
podsumowaniu tego sympatycznego wydarzenia.
W okolicach południa Larek dał hasło do wyjazdu, więc nie pozostało
mi nic innego, jak tylko serdecznie wyściskać wciąż pozostałe na
miejscu osoby i ponownie zapakować wszystkie klamoty do
samochodowego bagażnika. Chwilę później już toczyliśmy się w stronę
Sosnowca przy dźwiękach maxi wersji największych hiciorów z lat
80-tych...
Czy Derenegeracja była udanym party? Czy ludziom się podobało? A
jak myślicie: czy te uśmiechnięte gęby mogą kłamać?
A jak ja się bawiłem? No cóż, w tej kwestii mam do powiedzenia
tylko jedno: ...POLEWAĆ JE WRZĄĄĄTKIEEEEEEM! Serdecznie dziękuję
organizatorom oraz współpartyzantom za świetnie spędzony weekend, a
także za to, iż w ogóle mogłem tam z wami być. Wyrażam jednocześnie
odrobinkę żalu, bo ze względu na umiarkowaną frekwencję imprezy nie
udało mi się osobiście poznać wszystkich osób, którym z ogromną
radością uścisnąłbym prawicę, ale co się odwlecze... Już i tak
całkiem spora ilość nicków z forum zamieniła się w mej głowie z
ciągu mało w sumie mówiących literek na twarze konkretnych ludzi z
krwi i kości, co mnie wręcz niewymownie cieszy. A zatem oby do
zobaczenia na kolejnych zlotach!
P.S. Serdeczne podziękowania dla Larka za podesłanie po prostu
rewelacyjnej selekcji fotek - z takimi materiałami powyższa relacja
napisała się praktycznie sama.
xeen 2015-05-29 14:38:58
Super relacja! Dzięki - niemal poczułem zapach grilla pomieszany z zapachem sprzętu. Tenchi/Modern Crusaders 2015-05-29 14:46:48
Zapach grilla czuję w kurtce do dziś. :) A tak ogólnie, w razie gdybyście znaleźli jakieś głupoty, przeinaczenia, albo (odpukać) kogoś z kimś pomyliłem (o co wcale nietrudno, bo grono znajomych poszerzyło się dosyć mocno przez te trzy dni, a mój RAM ma niestety bardzo niewielką pojemność), to chłostać bezlitośnie (byle z kulturką) - będziemy erratować na bieżąco. Joe Iron 2015-05-29 14:53:11
Good to see, that Rick Dangerous is not abandoned. mono 2015-05-29 15:54:24
Fajna relacja Tenchi - dzięki. Miło było Cię w końcu poznać! Świetne było party! Do następnego :) larek 2015-05-29 15:58:02
Tak właśnie było. Sama prawda.
Dzięki Tenchi za super relację. Lekki i przyjemny tekst, który świetnie się czyta. Musisz jeździć na kolejne imprezy, żeby więcej pisać :) as... 2015-05-29 16:38:07
Lekko się czyta .:. Dobra relacja. tdc 2015-05-29 17:28:11
Dobre party i dobra relacja;) Dzięki Tenchi za fajną relacje, ciekawą, szczegółową i napisaną wprawioną ręką. Czyta się lekko i fajnie;)
Dobrze było Ciebie po raz pierwszy zobaczyć na party, mam nadzieję że niebawem będzie kolejna okazja, w szczególności na party gdzieś w Twoich okolicach;)
Od siebie dodam, że party mi się bardzo podobało, a klimat naszych ludzi oraz lokalizacji - rewelacyjny! Trzeba będzie to koniecznie powtórzyć !;) Bolo 2015-05-29 17:35:54
Czekamy na Ricka!!! Samarexus 2015-05-29 19:05:54
Super recka.Tenchi na głównego reportera AOL:)Tx sNr 2015-05-29 20:40:06
Wpadłem na chwilę zobaczyć ten art. Świetna relacja ze zlotu Tenchi!
Tak, potwierdzam: nadawanego Morse'a czytało Atari.
O a na koniec Larek w oryginalnych słuchawkach (stereo) hydrofonisty z U-boota słucha "Candy Mountain" by BeWu.
Nawet w kręcąc film: Das Boot nie mieli oryginałów ;) xxl 2015-05-29 21:38:43
szkoda ze dzemowanie bylo pozno, chcialem posluchac ale braklo mi czasu :( pin 2015-05-30 01:47:38
będzie kontratak. Nieoficjalne info jest takie, że trwają prace nad organizacją, czy może reaktywacją GRYLL-Party w Krakowie. Już niebawem info. Motyw przewodni, to: "Konar płonie" ;) tdc 2015-05-30 02:47:52
Będzie prelekcja... eee.. projekcja Konar płonie? Konar Barbarzynca 2015-05-30 09:59:00
Po odsaczeniu wody relacja skurczyla sie o polowe i dala sie przeczytac :-)
Dobre party bylo chociaz zimno. Za rok tez pojade! as... 2015-05-30 11:22:52
Chcemy gryll party! Oraz rozpałki!
Tylko blisko jakiegoś noclegu :) IRATA4 2015-05-30 13:33:20
...przełamałeś stereotypy i pojechałeś ,cieszę się ,wybierasz się na Gł? Tenchi/Modern Crusaders 2015-05-30 16:11:38
Raczej nie. kris3d 2015-05-31 00:45:53
Super pojedynek w MetalSlug:) AndrzejS 2015-05-31 07:54:56
Fajna relacja. Rosnie nam kronikarz na miare Wincentego Kadlubka. @AS - co z Tomsami? :) bo brat sie ciegle pyta.... koala 2015-05-31 08:56:49
hej hej:) super relacja;) Tehchi - z tego wszystkiego zapomniałem Ci podziękować za przygotowanie zgadywanki game compo!!! WIELKIE DZIĘKI!! Mam jednak na dzieję że będziesz jednak na Głuchołazach i troszkę więcej sobie porozmawiamy:D koala 2015-05-31 08:57:42
qrcze, literówka w nicku popełniłem:/ Miało być oczywiście Tenchi;) rako 2015-05-31 13:41:39
to chłopaki z sosnowca sobie jeżdżą a i nic się ne afiszują ?? Może kolegę z Dąbrowy by kiedyś z sobą wzięli ??? the fender 2015-05-31 14:14:13
Dobra recka, chociaż nie byłem - poczułem klimat :) Tenchi/Modern Crusaders 2015-05-31 16:36:41
@koala Lit(e)rówkami się nie przejmuj, a co do tych zgadywanek, to nie ma nawet o czym mówić - śmiesznie niska cena w zamian za możliwość wzięcia udziału w tak odlotowej imprezie. Jakbym wiedział wcześniej, że jednak będę, to przygotowałbym jakąś większą atrakcję. Zaś odnośnie porozmawiania sobie, daleko do siebie nie mamy - myślę, iż zobaczymy się na kolejnym katowickim sztabie.
I ogólnie, dziękuję wszystkim za ciepłe słowa dotyczące relacji - jak widać lanie wody przydaje się między innymi do wczucia w klimat. :) Adam 2015-05-31 18:37:06
Dzięki, Tenchi, za relację. Trzymamy kciuki za kolejne materiały na główną ;) miker 2015-06-01 06:20:16
Fajka relka, dzięki, super się czyta. No i miło było Cię poznać! :) Rastan 2015-06-01 20:27:52
Dobra, a czy był na tej DE(RENE)GERACJI ktoś z PÓŁNOCY albo Mazur???
Co Tenchi, jako stary commodorowiec, sądzi o obecnej ataroscenie i nowszych grach? Pogonił TeDeCa do kończenia gier? :P
Raport pierwsza klasa, brawo! Tenchi/Modern Crusaders 2015-06-04 03:54:26
Cokolwiek bym nie sądził, w niczym nie zmieni to faktu, że scena ma się raczej dobrze i pisanie nowych produkcji (nie tylko gier) zdaje się sprawiać frajdę ich autorom, a wszak to jest moim zdaniem najważniejsze. Stwierdzam to poniekąd też jako twórca (treści). Między innymi dlatego właśnie raczej nie zamierzam nikogo do niczego gonić, sorry - skończy to skończy. :) tdc 2015-06-04 23:08:32
No ale kronikarz to się zajmuje innymi rzeczami niż gonienie innych :P Rastan 2015-06-05 09:21:35
chciałbym przypomnieć, że tedec ma jeszcze demo do skończenia. :) tdc 2015-06-06 04:18:38
O właśnie... demo! ...a jednak np. kronikarz tego nie zarejestrował :P
@Rastan, racja - trzeba będzie w końcu o tym pomyśleć ;)