Krzysztof "Kaz" Ziembik Cześć Michale. Gratulacje za
wspaniały rezultat w Kaz Kompo 2019, twoja debiutancka gra
"Wasteland", stworzona całkowicie samodzielnie, zajęła trzecie
miejsce, a jak wieść gminna niesie, mogłaby wyższe, gdyby więcej
osób lepiej zapoznało się z grą albo bardziej rozpoznawało ciebie
jako autora gier Atari, bo w głosowaniach nad jakością gry ma też
znaczenie renoma autora. No to spróbujemy ten stan twojej
rozpoznawalności zmienić na lepsze. Opowiedz nam proszę, od jakiego
modelu komputera rozpocząłeś historię swojej pasji?
Michał Jaskuła w okolicach 1992
roku
Michał "Mike" Jaskuła: Moja przygoda z komputerami zaczęła
się od Atari 600XL - był on pożyczony od jakiegoś znajomego i
mieliśmy go w domu przez kilka tygodni. Pomiędzy 600XL a
późniejszym, już własnym 800XL, przez kilka miesięcy nie miałem
komputera, ale ten 600XL mnie już solidnie zaraził. Ten pierwszy
był około 1987 roku, już dokładnie nie pamiętam. Ten drugi kilka
miesięcy później czyli też jakoś w roku 1987, może 1988. Rodzice
dość szybko kupili mi 800XL z magnetofonem XC12 i przy Atari już
zostałem. Przez cały ten czas nie myślałem nigdy nad na przykład
Commodore. Po prostu byłem Atarowcem i tyle :). Magnetofon szybko
przerobiliśmy na Turbo Blizzard (bardzo popularny system na
Śląsku), a po jakimś czasie uzbierałem na stację CA-2001. Pamiętam,
że stacja to był ogromny skok jakościowy. Nagle miałem całkiem nowe
programy i gry, których nie było na kasetach. Wiesz, takie
całodyskowe. Rzeczy można było wygodnie doczytywać i zapisywać, o
prędkości transmisji już nie wspominając.
Kaz: Początki z komputerami bywały bardzo trudne, gdy nie
było skąd czerpać o nich wiedzy. Tobie udało się zdobyć jakąś
literaturę, czasopisma?
MJ: Aby zaspokoić głód wiedzy szukałem w księgarniach
wszystkich możliwych książek o komputerach, a w tamtych czasach nie
było w Polsce wielkiego wyboru w tym temacie. Wszystkich
zakupionych już nie pamiętam, ale na pewno miałem "Komputery
osobiste" (Madej, Marasek, Kuryłowicz) i pamiętam też książkę, w
której opisane były różne języki programowania. Tytuł był chyba
właśnie taki: "Języki programowania", o ile sobie dobrze
przypominam, miała taką brązową okładkę. Oczywiście miałem też
"Atari Basic" Miguta i później też jakieś pozycje Zientary z serii
"Mapa pamięci". Byłem też wielkim fanem czasopisma "Komputer",
miałem w domu chyba wszystkie numery. Czytałem oczywiście też
"Bajtka" i inne pisma, ale wtedy "Komputer" wydawał mi się jakoś
bardziej... hmm... nazwijmy to "profesjonalny". Wycinałem też
artykuły poświęcone komputerom z "Młodego Technika". Zawsze coś tam
się trafiało, choć głównie na ZX Spectrum / Timex.
Kaz: Drugie najpopularniejsze źródło wiedzy komputerowej
to koledzy. Miałeś wówczas wokół siebie jakichś innych pasjonatów
komputerów?
MJ: Pamiętam, że w mojej klasie (a było to chyba w czwartej
albo piątej klasie szkoły podstawowej) był tylko jeden kolega,
który też miał komputer. Przez pewien czas nawet nie wiedziałem o
tym, dopiero gdy zupełnie przypadkowo padł temat komputerów,
okazało się, że on też miał Atari! Oczywiście od razu zaczęła się
szkolna wymiana kaset z grami. Z biegiem czasu już prawie każdy
miał w domu Atari czy Commodore.
Kaz: Twoje znajomości nie skończyły się jednak na
kolegach z podstawówki. Z tego co wiemy, tworzyłeś potem gry z tak
rozpoznawalnymi osobami jak choćby Tomek Liebich, Maciek Stefański
czy Dariusz Majer. Jak ich poznałeś?
MJ: Miałem trochę szczęścia! Byłem regularnym bywalcem giełd
(w Katowicach odbywały się one w soboty i w niedziele) i tam
poznawałem z czasem wiele różnych ciekawych osób. Handlarzy,
piratów i oczywiście też programistów, muzyków i grafików z
powstającej polskiej demosceny. Właśnie poprzez giełdy poznałem
Darka "Eagle" Majera i Tomka "TLC" Liebicha. Darek potrzebował
kogoś do rysowania i tak się zaczęła nasza współpraca.
Pod koniec lat 80. i na początku lat 90. miałem okazję poznać nie
tylko Darka czy Tomka. Akurat z nimi coś robiłem, ale na giełdach
miałem okazję poznać też wiele innych wspaniałych osób ze sceny.
Stałym bywalcem był Marek "Konop" Konopka, Daniel "Dan" Sniegoń
(autor m.in. "Majora Bronxa"), Krzysztof "Thor" Szmatoła (autor
"Ucznia Czarnoksiężnika"), Michał "Muro" Widera (grafik i autor
demek). Jednym z najsympatyczniejszych i najbardziej uzdolnionych
był (świętej pamięci) Bartosz "Bartman" Kalinowski. Oczywiście było
też trochę zaprzyjaźnionych komodorowców, a także wiele innych
osób. Jak wiesz, niektóre z nich nadal są aktywne w świecie
Atari!
Gdy potem robiliśmy z Darkiem, Tomkiem i Maćkiem gry, to
najczęściej spotykaliśmy się na katowickiej giełdzie i na
komputerach zaprzyjaźnionych piratów oglądaliśmy, co już udało nam
się zrobić, itp.Tu anegdota związana ze zdolnościami Darka. Pewnego
niedzielnego popołudnia, po giełdzie, dzwoni do mnie do domu Darek,
z prośbą, żebym jak najszybciej pojechał do jednego z tych piratów
i odzyskał jego dyskietkę ze wszystkimi aktualnymi źródłami i
danymi do naszej najnowszej gry. Okazało się, że Darek pokazując to
co ma zrobione, zapomniał wyjąć swoją dyskietkę ze stacji. Ten
pirat mieszkał dość daleko poza Katowicami, Darek miałby jeszcze
dalej i chyba nawet nie miał namiaru do tego chłopaka, a że ja już
kiedyś go odwiedzałem, to padło na mnie. Pojechałem tam następnego
dnia, co zajęło mi pół dnia, bo to była taka mała miejscowość pod
Katowicami. Gdy później spotkaliśmy się z Darkiem, on oznajmił, że
problem już rozwiązany, bo w ciągu tych kilku dni napisał cały ten
"zgubiony" kod od nowa...
.png)
.png)
.png)
Kaz: Jak wspominasz współpracę z Darkiem, Tomkiem czy
Maćkiem? Chyba musiała wam odpowiadać skoro wspólnie stworzyliście
gry, które wydawał zarówno Mirage ("Tank vs. Tank") jak i LK Avalon
("Piekiełko", "Snowball")?
MJ: Dla mnie to była wspaniała przygoda. Początkowo
spotykaliśmy się na giełdach, a z biegiem czasu zaczęliśmy
odwiedzać się w domach - głównie to ja jeździłem do Darka. Wówczas
nie było to nic niezwykłego, bo w tamtych czasach i przy
wszechobecnym piractwie miałem już doświadczenie w jeżdżeniu do
różnych osób z dyskietkami "coś poprzegrywać". Był nawet taki
okres, że Darek i Maciek wynajmowali pomieszczenia biurowe, żeby
móc w spokoju programować. Tam też się spotykaliśmy. Oni wszyscy
byli bardzo sympatyczni. Pamiętam, że Tomek bardzo szybko
przeskoczył na Atari ST. On z Paskudem "rządzili" wtedy w temacie
ST na giełdzie.
Kaz: A nie miałeś czasami inklinacji do robienia
dem?
MJ: Do tego trzeba być naprawdę dobrym w assemblerze, a ja
nie byłem. Potrafiłem zrobić jakiś scroll i latające gwiazdki, ale
to było tyle. Co to byłoby za demo?
Kaz: Kto zajmował się sprawami wydania waszych
programów?
MJ: Sprawami umów i negocjacji z Avalonem i Mirage zajmował
się właśnie Darek, ja wprawdzie też byłem w Avalonie, ale tylko w
roli osoby towarzyszącej.
Kaz: Czy jako grafik miałeś wówczas jakikolwiek wpływ na
okładki wydanych gier?
MJ: Nie. O ile pamiętam to była sprawa wydawnictw, Avalonu i
Mirage.
Kaz: A pamiętasz może jakie dostałeś stawki za te gry?
Chociaż poziom tego wynagrodzenia?
MJ: Nie pamiętam. Ale wiem, że dzieliliśmy się jakoś
procentowo.
Kaz: Czy bycie w tamtych latach autorem gier Atari dawało
jakieś bonusy, miałeś większy szacunek w szkole albo wzbudzałeś tym
podziw na giełdzie? Zauważyłeś coś takiego?
MJ: Czy ja wiem... Wtedy wiele osób, przynajmniej tych z
giełdy, coś robiło. A wielu kolegów było o wiele lepszych ode mnie.
Ze szkoły jakoś nie przypominam sobie szczególnego podziwu,
haha.
Kaz: W grach z lat 1992-1993, z których jesteś kojarzony
("Piekiełko", "Snowball", "Tank vs. Tank") zajmowałeś się wyłącznie
stroną graficzną?
MJ: Tak. Dostawałem wytyczne, co ma być zrobione, jakie mają
być wymiary, itp. Pokazywałem co zrobiłem, potem były poprawki i
tak w kółko. Nie pamiętam już z jakiego programu graficznego
korzystałem, możliwe że "RAMBrandta".Teraz większość robiłem "na
fontach" i używałem świetnego “Atari Font Creatora” autorstwa
Artura "Szafira" Szafrańskiego (
Kaz: Szafir opublikował go u nas
na forum tutaj).
Kaz: Ale już we współczesnym "Wasteland" robiłeś wszystko
- od kodowania, przez grafikę, po udźwiękowienie. Czy to
zainteresowanie programowaniem wykazywałeś już w tamtych
czasach?
MJ: Na Atari programowałem tylko tak "hobbystycznie".
Zaczynałem od Atari Basic-a, a nieco później pisałem w Turbo
Basic-u XL. Wiesz, jakieś tam kolorki na ekranie, wzorki, proste
gry, itp. Po jakimś czasie odkryłem język Action! i byłem nim
zachwycony! Ta szybkość, możliwość tworzenia plików wykonywalnych.
Pamiętam, że do porównywania prędkości tych różnych języków zawsze
rysowałem okręgi w trybie GR.8 ($0F) i porównywałem szybkość z jaką
się one rysują! Bardzo "profesjonalnie", wiem! W Basic to był
koszmar, Action! prawie dorównywał prędkością assemblerowi. Kiedyś
wpadł mi w ręce jakiś "egzotyczny" jak na Atari kompilator, chyba
Cobola (głowy już nie dam), ale poszło to szybko w zapomnienie.
Assembler znałem, ale nie byłem na tyle dobry, żeby zrobić w nim na
przykład własną grę. Potrafiłem stworzyć jakieś tam proste efekty,
jakąś interakcję z graczem, ale to tyle. Miałem sporo różnych
źródeł od znajomych programistów, więc analizowałem ich kod (wtedy
prawie wszyscy używali MAC/65 później QA) i jakoś tam się na tych
przykładach wówczas uczyłem. Obecnie jestem informatykiem.
Kaz: Czy interesowałeś się również udźwiękowieniem
gier?
MJ: Dźwięk to moja pięta achillesowa. Mam fatalny słuch i
nawet do dzisiaj mam tak, że dźwięki czy muzyka nie sa dla mnie
jakoś w grach na pececie specjalnie ważne. Zawsze mnie też
denerwowało to, że potrzebna była jakaś procedura playera - to
zajmowało pamięć i cykle. A jak już wspominałem, w assemblerze
byłem za słaby na jakieś wypasione sztuczki. Nie zapominajmy, że w
tamtych latach nie można sobie było poszukać w internecie źródła do
playera, wszystko opierało się na własnych eksperymentach,
książkach no i oczywiście wiedzy od znajomych.
Kaz: Skąd w takim razie dźwięki i muzyka w
“Wasteland?
MJ: Znam rejestry POKEY-a i jakoś tam potrafię obsługiwać
trackery, ale po prostu nie mam talentu do muzyki. Efekty to nie
problem, do tego na Atari nie trzeba mieć studia dźwiękowego. Co do
muzyki, używałem "Raster Music Trackera" na PC. Na natywnym Atari
byłby to dla mnie koszmar.
Kaz: Dlaczego po tak długiej przerwie postanowiłeś zająć
się stworzeniem gry na Atari?
MJ: Po czasach Atari przeskoczyłem od razu na PC i Atari
poszło w zapomnienie. Dopiero po około 25 latach z nostalgii
zacząłem pogrywać w stare klasyki na emulatorze. I pewnego razu
pomyślałem, że skoro mogę grać, to dlaczego by nie pobawić się
trochę w programowanie "jak za dawnych czasów"? Na pewno pozytywny
wpływ miały też fora typu AtariOnline.pl! Zaskoczyło mnie, że scena
Atari nadal jest taka aktywna - to bardzo motywuje. Tak to się
zaczęło.
Kaz: "Wasteland" to duży projekt, obszerna gra. Jak
wyglądało jej tworzenie, ile czasu wyjęła ci z życiorysu? Dlaczego
wszystko samemu?
MJ: Początkowo nie planowałem robienia czegoś większego.
Chciałem sobie tylko przypomnieć stare czasy, pobawić trochę na
Atari (pod emulatorem Altirra). Z czasem te moje próby stawały się
na tyle częste i obszerne, że pomyślałem, że z odrobiną fabuły
miałbym już prawie całą grę... Ciężko mi określić jakiś konkretny
okres prac. "Wasteland" powstawał krok po kroku, bez określonego
punktu początkowego, nie miałem też terminu końcowego. Siedziałem
nad tą gra tylko w wolnym czasie. No i gdy miałem do tego
cierpliwość, hahaha!
Większość rzeczy z Atari pozapominałem, więc na początku nie było
łatwo. Ale gdy się robi coś samemu ma się swego rodzaju komfort.
Nie musisz przed nikim odpowiadać, kompromisy są też tylko i
wyłącznie twoją własną decyzją. W przypadku pracy w teamie i
produkcji komercyjnych to już inna sprawa.
Kaz: W czym programowałeś “Wasteland”, czy to był
asembler MADS? Jakich innych narzędzi, oprócz emulatora i programu
do fontów używałeś?
Nie! Gdy po latach powróciłem do Atari nawet nie wiedziałem, że
istnieją takie narzędzia jak MADS czy Mad Pascal. Zaczynałem w
Action!, bo jakoś jeszcze znałem ten język z lat '90. Później
pojawiało się coraz więcej problemów i sporo (czasowo krytycznych)
funkcji poprzepisywalem w assemblerze. Dzięki internetowi było to
już dużo łatwiejsze. Mimo to, bardzo dużo można by jeszcze w
“Wasteland” zoptymalizować... Był to trochę spontaniczny
projekt.
Kaz: Zachowałeś swój komputer ze starych czasów, masz go
do dziś? No i wiadomo, że zapytam też o dyskietki z własnymi
dziełami.
MJ: Niestety, mojego 800XL już nie mam. Pamiętam, że około
roku 1998 przypadkowo w szafie na niego natrafiłem, ale okazało
się, że był martwy. Jeśli dobrze sobie przypominam, to tylko dioda
zasilania się świeciła, ale komputer nie działał. Najbardziej boli
mnie, że nie zachowałem moich dyskietek. Prawie każda z nich była
zapisana jakimiś źródłami, kodami, grafiką, itp. Miałem jakieś moje
nieukończone gry i dema, które próbowałem programować. Wszystko
przepadło. Jedyne co mi pozostało, to autorskie oryginalne kasety i
dyskietki z tych wydanych gier. Jako autorzy zawsze dostawaliśmy po
kopii dla siebie od Avalonu czy Mirage.
Kaz: Sprawdzasz czasami, co dzieje się w atarowskiej
społeczności? Korzystasz wyłącznie z emulatora czy także z
prawdziwego Atari?
MJ: Dość regularnie zaglądam na AOL i inne fora czy strony.
Najczęściej czytam wątki związane z programowaniem. Emulatory mam
już bardzo długo na PC, od czasu do czasu pogrywam sobie w różne
atarowskie klasyki. Mam też kilka egzemplarzy Atari, więc czasami
uruchamiam je i gram też na nich (choć to raczej tylko w
wyjątkowych okazjach).
Kaz: Zawsze ciekawi mnie, jakie twórcy gier mają
preferencje co do cudzych dzieł. Jakie gry ty lubisz?
MJ: Mam ogromny sentyment do gier "Diamonds" i "Dan Strikes
Back" (autorstwa Simona Hunta). Były to gry, które miałem na 600XL
(były to jedne z niewielu, które działały na 16KB). Wtedy jako
dzieciak spędzałem całe dnie grając w obie i gdy później zakupiłem
moje obecne 600XL, to były to też pierwsze gry jakie wrzuciłem na
SIO2SD. Bardzo lubię też "Pooyan", "Boulder Dash", "Tapper". Wiesz,
takie starsze gry z mojej młodości, klasyki.
Kaz: Nie sposób nie zapytać, czy po takim sukcesie
"Wasteland" masz plany na stworzenie kolejnej gry dla małego
Atari?
MJ: O ile czas (i nerwy!) pozwolą, to tak. Niedawno odkryłem
Mad Pascala i testuję w nim to i owo. Więc jeśli coś zrobię to
raczej na pewno w tym języku.
Michał Jaskuła w 2019 roku
Kaz: Twoja strona
domowa, na której można poczytać czymś się zajmujesz, jest w
domenie niemieckiej. Mieszkasz w Niemczech?
MJ: Tak, miałem tutaj dużą część rodziny, a teraz sam
mieszkam już prawie 20 lat w Niemczech, dlatego strona w domenie
DE.
Kaz: Dziękuję serdecznie za rozmowę i trzymam kciuki za
powodzenie kolejnego projektu gry. Szczególnie, że widziałem już
pierwszy zrzut ekranowy z wersji roboczej! (o tej na razie
bezimiennej grze dyskutujemy tutaj).
MJ: Serdecznie pozdrawiam czytelników i dziękuję za wywiad
oraz za pamięć!