atarionline.pl Tworzenie muzyki na PC - Forum Atarum

Jeśli chcesz wziąć udział w dyskusjach na forum - zaloguj się. Jeżeli nie masz loginu - poproś o członkostwo.

  • :
  • :

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

  1.  
    Do przyjaciół muzyków :). Temat nie jest związany z Atari, ale mam nadzieję, że możecie posłużyć mi radą.

    Parę lat temu bawiłem się w tworzenie instrumentalnych kawałków na PC typu desktop, który miał SB Audigy z biblioteką SoundFontów. Trochę frajdy miałem :).

    Potem się przesiadłem na laptop (PC) i z braku czasu niewiele tworzyłem. Tzn. sporo (dosłownie setki) melodii, a czasem nawet i skończonych utworów zapisywałem sobie w formacie midi, właściwie na zasadzie notatek. Teraz myślę, aby powrócić do czynnego tworzenia muzyki. Małymi krokami. Niestety, nie jestem pewien jak ma wyglądać ten pierwszy krok.

    Nadal korzystam z laptopów. Często zmieniam miejsce zamieszkania (emigracja) i nie mam przestrzeni na prawdziwe instrumenty (poza jedną gitarą), wzmacniacze itp. Pomyślałem, że mógłbym jednak tworzyć na laptopie z wykorzystaniem VST. Kartę muzyczną mam zintegrowaną, więc wydaje mi się, że logicznym pierwszym krokiem byłoby kupno zewnętrznej karty muzycznej na USB.

    Czy to dobry pomysł? I co byście polecili jako pierwszą, taką "testową" i nie za drogą kartę muzyczną?
    • 2:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime2 Jun 2013 zmieniony
     
    Tanich kart dżwiękowych USB należy się wystrzegać z powodu nieraz olbrzymiego laga (nawet 1 sekunda?). Zależy, jak tworzysz. Jak wpisujesz nutki, jak ja, to nie masz problemu laga. Jeśli grasz live, to masz duży problem z synchronizacją, niestety. Dobre karty muzyczne potrafią mieć laga rzędu dziesiątek milisekund, od 20-50 już słychać różnicę, zwłaszcza w partiach perkusyjnych.

    Druga sprawa to lag midi, Atari ST ma 2-3 ms, a dzisiejsze PC + midi na usb potrafią mieć kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt milisekund laga. Te wszystkie lagi to uprzykrzenie muzyków.

    a Ty, stRing, jak tworzysz?
    • 3: CommentAuthorgreblus
    • CommentTime2 Jun 2013
     
    Ja od kilku lat używam do nieco innych zastosowań (gitara wieczorową porą) M-Audio Fast Track USB. Głównie pod Linuksem, przy odpowiedniej konfiguracji standardowych współczesnych kerneli (np. opcja threadirqs + jackd) umożliwia "soft realtime" i opóźnienia na poziomie ~5ms (choć nie wiem na ile te pomiary są wiarygodne, ale empirycznie nie słychać opóźnień i co najważniejsze, przy threadirqs można dojechać procka i priorytet RT procesów i handlerów przerwań jest zachowany.
    • 4:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime2 Jun 2013 zmieniony
     
    @jhusak: ale jako czlowiek obeznany w materi wszelakiej wiesz na pewno z czego te lagi wynikają (windows).

    @charliecherry: Nie wiem na ile jesteś obeznany w temacie, ale jeśli jesteś zielony w dziedzine VST to garść porad.
    Polecam Ci na początek program typu DAW - FL Studio. To naprawdę potężne narzędzie, jednocześnie dosyć intuicyjne. Nie problem zrobić od ręki prosty utworek, z 2 strony jeśli przysiedzisz uzyskasz materiał o studyjnej jakości (co wymaga doświadczenia i osłuchania). Oczywiście równolegle zgłębiaj świat VST i VSTi, syntezatorów, samplerów, bibliotek brzmieniowych, efektów ... tak kochany produkuje się dzisiaj muzykę od disco-polo poprzez mainstream, aż do muzyki filmowej.
    To naprawdę wygoda, w wielu studiach nagraniowych stoją graty za tysiące $ a materiał tworzy się cały praktycznie w DAW (graty są pod klienta bo są cool i wogle ładnie wyglądają ;) ).
    Co do laga bardziej uprzykrzy Ci życie lag związany z audio i ASIO niż MIDI. Dlatego szukaj interfejsów które ktoś kiedyś przetestował, przeglądaj fora.
    Przed wszystkim odrzuć wszystko co popularne wśród graczy i typowych użytkowników - to nie jest dobre do tego co potrzebujesz. Zainteresuj się sprzętem do poważnych rzeczy, np tutaj:
    ->link<-
    albo tutaj
    ->link<-
    albo tutaj
    ->link<-

    Najpopularniejsze/najtańsze to interfejsy na USB. Sprzęt na Firewire (o ile masz takie złącze) oferują większą przepustowość i są stosowane przez profesjonalistów głównie ze względu na rejestrację kilku śladów na raz z kilku wejść (bo tutaj właśnie przepustowość gra rolę).

    Konkretnie ciężko mi coś polecić bo sam używam karty na PCI (ESI Maya44) pod Windows XP i jestem z niej bardzo zadowolony. Latencję mam ustawioną na ok 8ms, w ciężkich przypadkach troszkę przestawić (do ok 10). O różnicy w jakości dźwięku do zintegrowanej nawet nie wspominam.
    Z zewnętrznych znajomy używa E-MU 0204 USB i chwali sobie ale sam nie dotykałem.
    Z ciekawostek - mam piec gitarowy Fender Mustang 2 (z modelowaniem brzmienia), który posiada zabudowany interface USB :) Grasz a sygnał przepuszczony przez wewnętrzne sumulacje pieców,głośników,efekty przez USB wędruje na dysk twardy (z opóźnieniem niestety). Potem trzeba sobie ścieżkę podosuwać i już jest OK. Owoc jednego wieczorka testów masz np tutaj (robione na szybko, pozatym na gitarze gram średnio hehe):


    Do studia to się pewnie nie nadaje, ale do domowych nagrań jak najbardziej.

    Aktualnie używam Abletona i jest dla mnie wygodniejszy od FL Studio (rzecz gustu), ale na początek FL jest dobry.

    To naprawdę temat tak obszerny, że nie sposób go szczegółowiej opisać w jednym poście.
    • 5:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime2 Jun 2013
     
    No no no...
    • 6: CommentAuthorstring
    • CommentTime3 Jun 2013
     
    Co do Hardware to pracuje tylko na stacjonarnym z kartą SB Live 24-bit więc ciężko mi się wypowiadać o kartach muzycznych pod USB a odnośnie software tak jak wspomniał TheFender - FL Studio i MASA wtyczek, najlepsze te 8-bitowe ;). Przystępny, chociaż na początku był trudny dla mnie w obsłudze (kwestia przestawienia się).
    • 7: CommentAuthorkade
    • CommentTime3 Jun 2013
     
    TheFender: Ja uzywam U46Mk2 (Maye daja w tanim zestawie Mixvibes DVS, U46Mk2 jest w topowym modelu). Gralem na obu jako kartach do kontroli vinyla z kodem czasowym i wrazenia sa takie ze dzwiek z Maya to lekka kiszka.

    Co do DAW kwestia preferencji, do abletona bez kontrolera w zasadzie nie ma nawet co siadac i co bys nie wrzucil brzmi dobrze, a FL trzeba sie nameczyc nad galkami zeby nie brzmialo jak z FL ;)
    • 8:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime3 Jun 2013 zmieniony
     
    @kade: dla zobrazowania różnicy porównywałem swoją dźwiękówkę do zintegrowanej. Zawsze znajdzie się karta lepsza od innej (szczególnie jeśli chodzi o tę działkę), monitory lepsze od innych i dj lepszy od innego. Ja tam średniak jestem, ale miło poczytać co piszą właściciele topowych sprzętów ;)
    Rozwiń myśl o wrzucaniu do Abletona bo nie skumałem. Mówisz o miksowaniu realtime czy tworzeniu/aranżacji muzyki? Bo jeśli o tym drugim to uwierz, że brzmienie pokładowych efektów z FLa (gorszych) jest równie mocno rozpoznawalne, co standardowe presety pokładowych z Abla (lepszych). I nie jest to w żadnym wypadku wadą.

    @string: przesiądź się na Abla, polecam :) Mnie, po latach bawienia się FLem znajomy wołami ciągnął przez rok z okładem do Abla. Od jakiegoś czasu przekonałem się do tego programu i nie zamierzam wracać do FLa:)
    • 9: CommentAuthorstring
    • CommentTime3 Jun 2013
     
    @TheFender: może kiedyś, na dzień dzisiejszy tworzę nie za wiele więc nauka nowego programu mija się z celem. Z drugiej strony FL'a też nie opanowałem za dobrze. Mój czas wolny to głównie rodzina i inne hobby, na muzykę zostaje naprawdę nie wiele.
    • 10:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime3 Jun 2013 zmieniony
     
    @string: nie no, ok wiadomo :) FL Studio to też bardzo fajny program, choć w najnowszych wersjach za dużo w nim zbędnych dodatków.
    A rodzina jest oczywiście najważniejsza :)
  2.  
    Dzięki za porady.

    @JHusak - Na początek nie planuję nagrywać live, więc nie będzie problemu z synchronizacją. Też stukam nutki :).

    @TheFender - Jestem może nie zielony, ale zielonkawy w temacie. Nie mam ani fireware, ani przestrzeni na co większe zabawki, dlatego chwilowo jestem skazany na USB.

    FL kiedyś próbowałem, ale jakoś nie przypadło mi wtedy do gustu, raczej kojarzyło się z czymś do domowych produkcji w 100% na wykorzystywaniu gotowych lub cudzych sampli (sampli, nie instrumentów czy banków brzmień).
    • 12:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime5 Jun 2013 zmieniony
     
    Zapewne kojarzysz Fruity Loops z pierwszych wersji.
    Od wersji 4.0 (rok 2003) nosi nazwę FL Studio. Ostatnia wersja to 11. Podstawą są instrumenty VSTi i pluginy efektowe VST. Ze starej funkcjonalności to używa się sampli , praktycznie tylko single-shotów (czyli perkusja:kick,snare,hihat itd), potem gotowe sekwencje i tak eksportuje się do piano-rolla i układa na playliście. Resztę sampli, jeśli potrzebne (wokale, inne) ładuje się do playlisty bezpośrednio. Na dzień dzisiejszy wygląda to po prostu jak DAW i naprawdę, można stworzyć brzmienie studyjne.


    Choć, jak już wspominałem, na chwilę obecną używam Abletona.
    • 13: CommentAuthorcreative
    • CommentTime6 Jun 2013
     
    Bardzo ciekawy temat.

    Sam, choć - tworzyłem trochę muzyki jeszcze od czasów Atari - to w sumie nie było tego dużo; więcej grałem bez zapisywania (keyboard, gitara). Po za tym, nigdy nie miałem głowy do zaznajomienia się bliżej z tematyką...

    @TheFender: ...dlatego będę wdzięczny za rozwinięcie następującej myśli (tzn. co dokładniej masz na myśli)
    Oczywiście równolegle zgłębiaj świat VST i VSTi, syntezatorów, samplerów, bibliotek brzmieniowych, efektów

    chodzi o ilościowy warsztat (czym więcej znanych dobrych VST, tym lepiej)?

    Odnośnie gitarowych kawałków na YT: są dobre ;) Drugi ciekawszy, ale pierwszy - jak sądzę - brzmi bardziej profesjonalnie. Słucham jednak na laptopie, więc może nie słychać dobrze. W tym drugim bym zastanowił się nad zmianą głośności, czy innego rodzaj wyeksponowania perkusji w stosunku do gitary (ta pierwsza jest za cicho, przez co gitara wydaje się za bardzo wysunięta na przód, co stwarza wrażenie jakby "płaskości" nagrania - czyli nie-profesjonalnego; przydałby się też jakiś wyraźny bas... nagranie byłoby zapewne pełniejsze). Po za tym - gratuluję, riffów nie powstydziłaby się Metallica czy Sepultura :)
    • 14:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime6 Jun 2013 zmieniony
     
    Nie, zdecydowanie jakościowy :) Na pewnym etapie poznawania tego świata człowiek ma na dysku taki śmietnik, że zatrzymuje to skutecznie proces twórczy (nie można się na nic zdecydować). Grunt to znaleźć kilka wtyczek, których brzmienie się podoba i ogólnie dobrze się na nich pracuje.
    Tak już konkretniej: na pewno dobrze mieć uniwersalną bazę brzmienową, coś w stylu np Sample Tank 2 + jakaś wtyczka z ciekawym syntezatorem wirtualnym. Do tego kolekcja sampli, tzw singleshotów perkusyjnych i kilka zestawów pętli. Potem, to już na czym nam zależy - można stand. perkusję zastąpić megawtyką perkusyjną :), basy dedykowaną wtyką basową itd. Z efektowych VST, zazwyczaj te z w komplecie z DAW na początek wystarczą (a nawet na długo długo długo :) ). Głód pojawia się, gdy stajemy się świadomi ich realnych ograniczeń. Wtedy zaczynamy się rozglądać za np dedykowaną wtyczką zawierającą kompresor, albo pogłos, itp. Ale to już jest etap, kiedy postanowimy nie schodzić poniżej poziomu realizacji studyjnych nagrań.

    Dzięki za opinię dot. nagrań z UT. Jak pisałem - to było naprawdę składane na szybko i nie zależało mi na superhiper brzmieniu. Faktycznie z głośnościami jest trochę nie tak przez co niektóre instrumenty umykają ... ale nie taki był cel tych nagrań. Pozatym ja nie jestem profesjonalistą :) Bardzo też dziękuję za porównania do kultowych kapel ale to naprawdę nie ten poziom ;)

    Jeśli chcesz posłuchać nagrań, gdzie przysiedziałem nieco dłużej to serdecznie zapraszam np tutaj: ->link<-
    • 15: CommentAuthorcreative
    • CommentTime6 Jun 2013
     
    Dzięki za wyczerpującą odpowiedź.

    Czy miałeś do czynienia z programem Reaper? Jeśli tak, ciekawy jestem Twojej opinii i porównania do innych rzeczy. FL kiedyś miałem zainstalowany, ale z tego co pamiętam, nie przypadł mi zbytnio do gustu, no i niemal wszyscy domowi producenci muzyki go używają... tak więc wolałem wybrać coś innego.

    Może miałeś doświadczenie z linuxowymi programami tego typu? Znając ten system, mogą być bardzo niedorobione, choć być może o czymś nie wiem?

    Właśnie w ww. Repearze tworzę obecnie muzyczki do gier, ale także podstawę wielu SFX (później przerabianych różnymi efektami w programach typu Goldwave), które aktualnie tworzę na WP i Android. Są bardzo proste i zwykle krótkie - i w gruncie rzeczy nie do słuchania (tak, jak słucha się muzyki w radiu czy w odtwarzaczu), a nad procesem "studyjnym" praktycznie nie siedzę (głównie bawię się suwakami głośności poszczególnych linii - i sprawdzam na urządzeniu jak brzmią, jeśli nie jestem zadowolony z efektu po dłuższym "osłuchaniu", to zmieniam), ale też takie urządzenia nie są specjalnie wymagające, a uwaga gracza rzadko skupia się na muzyce. Niemniej, dzisiaj brak muzyki (w przeciwieństwie do czasów Atari, gdzie taki Robbo mógł się wyróżnić) musiałby zostać zastąpiony jakimiś innymi dźwiękami - i wydaje się, że stworzenie jakiejś melodii to najprostsze wyjście do wypełnienia ciszy, zwłaszcza, że dzisiaj tyle narzędzi jest pod ręką. :)

    Wtedy zaczynamy się rozglądać za np dedykowaną wtyczką zawierającą kompresor, albo pogłos, itp.

    Używam przede wszystkim wspomnianej przez Ciebie wtyczki Sample Tank, i przyznaję, że choć sporo tam instrumentów, mam poczucie ograniczenia: albo brzmią zbyt charakterystycznie (zatem nie można ich często używać, by nie sprawiać wrażenia twórcy monotematycznego), albo nie są dokładnie tym, co słyszę w "wyobraźni"; w szczególności, brakuje mi tam dobrych dźwięków typu synth i basów (a mam takich sporo na swoim dobrym - tzn. ciekawie brzmiącym, choć tanim keyboardzie). Przyznaję, że w porównaniu do niezłych dźwięków z owego keyboardu, brzmienia Sample Tank wypadają w moim odczuciu dość blado... Może mógłbyś polecić jakąś ciekawą alternatywną wtyczkę?
    Jeśli znasz jakieś wtyczki pomocne przy tworzeniu efektów dźwiękowych, w szczególności przydatnych do gier, także chętnie bym coś takiego ściągnął.

    Z pewnością nie znam większości możliwości ww. programu, jednak czasami chciałbym bezpośrednio osiągnąć np. efekt echa/pogłosu w trakcie tworzenia ścieżki melodycznej (zamiast sięgać po zewnętrzne programy typu Goldwave, co byłoby żmudnym procesem), ale niestety nie jestem pewien jak to osiągnąć: jak pisałem, nie siedzę w tej tematyce, jednak na logikę - myślę, że powinien być jakiś filtr ("efekt"; kolejna wtyczka nakładana na główną?), który powinien powodować echo z oryginalnego dźwięku (tak jak np. przy gitarze)?

    Bardzo też dziękuję za porównania do kultowych kapel ale to naprawdę nie ten poziom ;)

    Warto zauważyć, że stare metalowe kapele (np. te wymienione, mimo że teraz uważane za czołówkę) w cale nie grały na tak wysokim poziomie pod względem technicznym, zwłaszcza z początku. Przykładowo, James Hetfield nie miał specjalnie dobrego wokalu (co mu niektórzy wypominali), choć miał mocny, charakterystyczny głos; płyty studyjne dobrze ukrywały jego niedostatki, ale faktem jest, że w latach 90. musiał ćwiczyć wokal - tak, by album "Load" zabrzmiał profesjonalnie, zwłaszcza w tych kawałkach bardziej melodyjnych (bo do darcia się w rockowych kawałkach nie trzeba ćwiczyć specjalnie czystości barwy :P Co innego, gdy chcemy np. zabrzmieć jak Alice in Chains :) ). Ale to akurat wokal...

    Ale gdyby przyjrzeć się np. albumowi "Black" Metallica, albo płytom sprzed "Roots" Sepultury (by ograniczyć się tylko do wymienionych kapel, nb. w tamtych czasach zaliczanych do Top-5 tego rodzaju muzyki), można dostrzec, że odbiegają one (pod względem jakości nagrania) od dzisiejszych standardów obecnie nagrywających kapel (nie wspominając już o większości produkcji synth-pop z pierwszej połowy lat 80.). Z pewnością zabrzmiałyby inaczej - lepiej - gdyby je wydano 20 lat później.

    Jeśli chcesz posłuchać nagrań, gdzie przysiedziałem nieco dłużej to serdecznie zapraszam np tutaj: ->link

    Dzięki, z ciekawością przesłuchałem podane kawałki. Przyznaję, że wiele z nich to nie mój kierunek (z muzyki elektronicznej preferuję kierunek lat 80., czy początku lat 90., natomiast dźwięki typu club, house etc. - lub jakkolwiek to się nazywa - nigdy nie przyciągnęły mojej uwagi). Bardzo podoba mi się kawałek Depeche Mode; remix Eurythmix już nieco mniej :). Z kolei transowe brzmienia kiedyś lubiłem, ale raczej w kierunku psychodelicznym niż miękkiego disco :) (The F-DreamTrance mi podchodzi, z tymi ambientowymi akcentami). Tak więc trudno mi być obiektywnym jeśli chodzi o same utwory, ale brzmienie jest rzeczywiście dobre. Może nie byłby to standard A.D. 2013 (piszę tu o światowych top-produkcjach, nie zaś tych niskobudżetowych), ale lata 80, może także początek 90 spokojnie. :)
    • 16:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime6 Jun 2013 zmieniony
     
    No ja właśnie siedzę w takich klimatach, eksperymentuję z brzmieniami bardziej nowoczesnymi (raz to lepiej wychodzi, raz mniej). Lubię również bardziej tradycyjne melodyjne klimaty, kiedyś powystawiam gdzieś swoje starsze kawałki (gdzie mniej klubowych brzmień) to dam linka. Czasami jak widzisz wracam do lat nastoletnich, łapię za gitarkę i próbuję coś powiosłować (stąd i moja ksywka).

    Efekty, to właśnie VST - zapinasz w tor sygnału szeregowo (wtedy pracuje jako insert) albo równolegle (czyli wysyłka). Na wysyłki dajesz np pogłosy albo echa, w inserty wpinasz equalizer, phaser/ chorus, limiter.
    Na sumie zapinasz kompresor/limiter. Większość dzisiejszych DAWów zapina już kompresor/limiter przy ustawieniu defaultowym.
    Co do Reapera używałem chwilę, świetny program za śmieszną cenę. Cena wynika z faktu, że praktycznie dostajesz gotowego DAWa bez żadnych bonusów. Są tam jakieś efekty itd, ale bądźmy szczerzy - wiele darmowych wtyczek bije je na głowę. Plusami jest możliwość sporej konfiguracji i przejrzystość. Używając tylko sprzętu MIDI hardware to wygodny program.
    Co do FL-a: to że używa go sporo osób to nie jest oznaka tego, że jest zły (wręcz przeciwnie). No chyba że lubisz być hipsterem i jara Cię tylko to co niekonwencjonalne a reszta fuj ;) Nie jest jednak zbyt wygodny jeśli chodzi stricte o zabawę MIDI z klawiszami (czyli "sekwencerówka"). FL to kompletne studio, w którym nacisk położony jest na wtyczki soft i ślady audio.
    Oczywiście piszę to z praktycznego punktu widzenia, bo teoretycznie jedno i drugie służy do tego samego :)

    Robienie brzmienia pod dzisiejsze standardy to jest troszkę przysłowiowa "orka na ugorze". Oczywiście jeśli warsztat opanowany w 100% i uda się stworzyć w swoim DAW specyficzny set z ustawieniami pod dany gat.muzyki - wtedy już tylko pozostaje zabawa stricte muzyką i mamy zestaw utworów brzmiący nowocześnie. Tylko aby go stworzyć naprawdę potrzeba dobrej, studyjnej wiedzy podpartej doświadczeniem w kreowaniu brzmienia (obojętnie czy to synteza, czy też łapanie zestawem mikrofonów akustycznych brzmień czy tez wokalu). No i w praktyce nie jest to ani takie proste ani szybkie. Do tego dochodzi oefektowanie, ustawienie wysyłek na kanały itp no ogólnie praca inżyniera dźwięku. Samo ustwienie głośności nie wystarczy. Na pewno znasz ten efekt, jak po 100 przesłuchaniu swojego kawałka dosłownie wymiotujesz nim ;) - a tu trzeba jeszcze poprawić, tam podciągnąć, pomału się gubisz czy tak jest lepiej, czy lepiej było wcześniej itp :) Po czym robisz przerwę, wracasz po tygodniu do materiału i stwierdzasz że np brzmi jak kupa :)

    Wtyczki, wtyczki hmm są kombajny o brzmieniach studyjnych takie jak np NI Kontakt, albo pakiety East West np Goliath, czy też Yellow Tools Independence. Tego używa się w studiach, sam nie używam ale to profesjonalne rzeczy. Jeśli lubisz stare, elektroniczne klimaty'80 to zapewne dźwięki z wirtualnych syntezatorów Arturii przypadną Ci do gustu (trochę jedzą procesor ale świetnie brzmią).

    Co do Linuxa.
    Powiem wprost - nie istnieje poważny soft działający w tym środowisku (przynajmniej ja nie znam) jak również poważne urządzenie używające poważnego sterownika z którego coś poważnego korzysta.
    Dzisiejszy świat dźwięku to jest domena VST,VSTi oraz urządzeń pracujących pod kontrolą sterownika ASIO pod Windows lub coś tam pod Mac OS X 10 (kiedyś, jak tylko będzie mnie stać na Maca to chętnie poznam ten system).
    Co do Windowsa - pewniak to XP. Producenci nauczyli się pisać stabilne sterowniki ASIO pod ten sprzęt. Pod Viste/7 dopiero się uczą, efekt jest taki że sterownik jest (nawet w dosyć wysokiej wersji) - ale czasami coś tam lubi się z dźwiękiem posypać a efekty bywają ... dziwaczne? Np ja pod Win7 64bit na swojej Mayi44 zaobserwowałem cykliczne problemy z utrzymaniem niskiej latencji, dropy dźwięku z niewiadomej przyczyny a nawet problemy w odtwarzaniu dźwięku (24 bity brzmiące momentami jak 7 ?? ). Dziwne to jest, no ale fakt jest taki że swego czasu fora pękały od pretensji userów do producentów. Nie wiem jak jest na chwilę obecną bo wróciłem do XP 32bit.
  3.  
    Im więcej czytam, tym mniej jestem pewien co zrobić :).

    Taka uwaga na boku. Nie chcę zabrzmieć "staro", ale przejrzałem moją kolekcję CD i okazuje się, że moje ulubione albumy pochodzą z lat 80 i 90. Nawet i te elektroniczne. Ich twórcy, jeśli chodzi o komputery, mieli bardzo ograniczone możliwości. Może jednak to ograniczenie wpływało pozytywnie na kreatywność?
    • 18: CommentAuthorgreblus
    • CommentTime6 Jun 2013
     
    @TheFender: Z tym Linuxem to chyba trochę przesadzasz. Z mojego skromnego doświadczenia kernel RT Ingo Molnara dla zastosowań audio (i nie tylko) to coś, czego pod Windows nigdy nie będzie, a nawet standardowy kernel i to co z gałęzi RT już do niego trafiło + jackd + wineasio (zwłaszcza ostatnie zmiany, dzięki którym wineasio gada bezpośrednio z jackd w jego natywnym formacie) + dostępny soft nieźle daje radę. Sporo ludzi tego używa.

    Jeden z developerów guitarix, kiedyś mocno mnie rozbawił swoją twórczością:



    VST też od lat da się używać. Ja akurat w moim kanapowym zastosowaniu najbardziej lubię Guitar Rig (załóżmy na potrzeby dyskusji, że 30 minutowe ograniczenie wersji demo mi nie przeszkadza), ale to nie jest tak, że jak sobie będę piracił najlepszy soft pod najlepszą platformę (nie ważne czy windows, mac, czy pod linuksa, stanę się nagle poważniejszym i lepszym grajkiem ;) a takie czasem odnoszę wrażenie czytając niektóre komentarze w stylu "to jest niedorobione i niepoważne, a to profi".
    • 19:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime7 Jun 2013 zmieniony
     
    @greblus: Z tego co wiem to wszystkie metody korzystania z wtyczek VST pod Linux korzystają z emulatora Wine. To nazywasz profesjonalizmem? :) Ilu producentów oprogramowania i urządzeń chwali się, że ich urządzenie działa pod Linuxem albo posiada sterownik natywny do w/w systemu ?
    Nie twierdzę, że się WOGÓLE nie da. Ale raczej mało który muzyk jest miłośnikiem Linuxa. Oczywiście nie wyklucza to miłośników Linuxa z zacięciem muzycznym. Linux w tej dziedzinie (jak i wielu innych) jest na chwilę obecną ciekawostką.
    Nie chcę tutaj zaczynać flejmu pt Linux kontra reszta świata.

    Co do reszty w pełni się zgadzam (co zresztą częściowo opisałem wcześniej). W moim przypadku nadmierne nagromadzenie wtyczek nie sprzyja procesowi twórczemu.
    A co widać nie tylko w muzyce, ograniczenia wpływają pozytywnie na proces twórczy :) Nie wspominając o satysfakcji :-)
    Inna sprawa, że bez niektórych profesjonalnych rzeczy nie powojuje się zbyt wiele. Pytanie tylko należy sobie zadać : do czego mi to wszystko potrzebne :) Przykładowo nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie katował się zakupem i nauką takiego np Izotope Ozone jeśli tworzy do szuflady albo na pomniejsze potrzeby.

    @charliecherry: może nie dysponowali takimi komputerami jak teraz, za to korzystali ze studii nagraniowych w których wykorzystywany był bardzo drogi i dobry sprzęt. I pomimo tego, że wielki postęp dokonał się dzięki komputerom oraz przeniesieniu wielu rzeczy w domenę cyfrową, nadal nie w wielu aspektach sprzęt retro jest nie do podrobienia (a brzmi ciekawie) :)
    • 20: CommentAuthordhor
    • CommentTime7 Jun 2013 zmieniony
     
    Prawdziwi twardziele używają tylko syntezy (także tej generowanej przy pomocy prawdziwych instrumentów :)). Sample i inne takie to główny powód, dla którego przez dłuższy czas kompletnie nie zwracałem uwagi na możliwości muzykowania na pececie. I nie przeszkadzał mi w tym bynajmniej fakt pełnoetatowego wykorzystywania Linuksa (jakoby brakowało softu).

    Ale ponieważ tylko świnia nie zmienia przyzwyczajeń (czy też poglądów), gdy tak ostatnio się rozejrzałem, to okazało się, że można się całkiej nieźle pobawić. Oprócz sztandardowych produktów obsługujących midi, multitrack i te wszystkie 'studyjne' standardy (Rosengarden, Qtractor, Ardour, itp.), jest parę innych bardziej 'minimalistycznych' projektów. Takim moim odkryciem ostatniego sezonu (oprócz Renoise'a i LMMS), jest programik Sunvox - świetne i proste podejście do tematu syntezy, trackerowa oprawa, itp. Daje dużo radochy - choć oczywiście daleko mu do profesjonalizmu oferowanego przez podstawowy zestaw oprogramowania domowego muzyka korzystającego z wiodącego systemu.

    Jeżeli jednak ktoś bez midi nie może, polecam przyjrzeć się rozwojowi i 'wchodzeniu pod strzechy' takich programów jak Bitwig Studio, Mixbus, Indamixx lub energyXT.

    Wbrew opiniom malkontentów - pod Linuksem da się robić muzę. A jak się ktoś będzie upierał, to poszperam i dam linki do albumów muzyków, którzy swoje studio oparli o ten system :)
    • 21: CommentAuthorgreblus
    • CommentTime7 Jun 2013
     
    @TheFender tak zupełnie subiektywnie to jakakolwiek implementacja API Windows, czy też jego re-implementacja z profesjonalizmem mi się nie kojarzy, zwłaszcza jeśli wezmę pod uwagę doświadczenia własne choćby z ostatnich dwóch dekad :)

    Co ciekawe, zdarzyło mi się, że jakaś duża rzecz pod wine działa wydajniej niż w swoim natywnym środowisku. Choćby Guitar Rig jest tutaj bardzo dobrym przykładem jak kompletna jest ta implementacja API, więc specjalnie wine nie deprecjonuje. Owszem, jest to ciekawostka, ale coraz bardziej kompletna.

    Co do chwalenia się, tak działa marketing. Po co się chwalić, skoro te przechwałki trafią do niszy odbiorców? To tak jakby reklamować, że jakiś wyszukany produkt idealnie pasuje do cery (ekhm, żeby nie powiedzieć np. koloru skóry) jakiejś małej mniejszości etnicznej. Ci będący w większości mogą się zrazić i stwierdzić, że nie będą kupować produktów dla czar^H^H^H^H tej małej nacji :)

    Wracając do tematu. Charliecherry pytał o sprzęt. Wspomniane przeze mnie M-audio Fast Track na usb w wersji MK-1 kosztuje na thomann.de 200zł. Jest to urządzenie usb-audio o bardzo przyzwoitych za tą cenę możliwościach, no i jakby kto pytał, działa pod Unices :)
    • 22: CommentAuthordhor
    • CommentTime7 Jun 2013
     
    A właśnie - czy ma ktoś może doświadczenie z kontrolerami MIDI - takimi prostymi, nawet te 25 klawiszy starczy.

    W czym rzecz - mój emerytowany ojczulek zanabył jakiś czas temu 'okazyjną' klawiaturę Creative Prodikeys = midi + zwykłe klawisze. Niestety, to ustrojstwo jest podłączane przez zwyłe ps2, a producent wyparł się tego urządzenia i nie zamierza już wydawać innych sterowników niż te wypuszczone wieki temu dla XP (Ach te urokliwe niuanse zamkniętych sterowników). Oczywiście pod Linuksem to też nie chce zadziałać, tak jak by mógł zadziałać jakikolwiek kontroler midi na usb. Ale w związku z tym pytanie - kto coś takiego podłączał pod Linuksa i czy nie ma większych problemów?
    • 23: CommentAuthorgreblus
    • CommentTime7 Jun 2013
     
    @dhor: tutaj ->link<- piszą, że driver jest od bardzo dawna w kernelu mainline i z tego co widzę w Archu jest:

    greblus@greblus:/lib/modules/3.9.4-1-ARCH/kernel/drivers$ find . -name "*prodikeys*"
    ./hid/hid-prodikeys.ko.gz

    Powinno więc działać, potrzebne tylko gui konfiguracyjne. Być może jest w twojej dystrybucji w pakietach.
    • 24:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime7 Jun 2013
     
    Lekki offtopic - czy ktos ze obecnych tu (i owdzie) fanow Linuksa moze wskazac mi jakis dobry odtwarzacz muzyczny na ten system, ktory pozwala edytowac, odgrywac i synchronizowac z iPodem biblioteke muzyczna? Chodzi o przesylanie plikow do/z na urzadzenie, w moim wypadku jest to iPod Touch 3rd gen.
    Na WIndowz jest firmowy, dedykowany mu program iTunes, a pod Linuchem nic?
    Testowalem Amarok, Clementine, Exaile, Rhytmbox, ale tam w najlepszym razie jest tylko samo odtwarzanie z podlaczonego sprzetu. :(
    • 25:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime7 Jun 2013
     
    ->link<-

    Ja próbowałem Songbird i był w porządku.
    • 26:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime8 Jun 2013
     
    Dzieki ! potestuje tego Songbirda. :)
    • 27: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime8 Jun 2013
     
    Szczerze mówiąc ja nigdy nie potrafiłem się podporządkować stylowi komponowania w programach takich jak FL, zresztą większość z tego jest przeznaczona do midi mam wrażenia i współpracy z żywymi intrumentami. Jestem trackerowcem :) I jako taki polecam OpenMPT - typowy tracker, chociaż dobrze pracuje również z midi a możliwości edycji intrumentów już dawno nie mają nic wspólnego z gołymi samplami, chociaż na nich się opierają.
    • 28: CommentAuthorstring
    • CommentTime8 Jun 2013 zmieniony
     
    Niestety FL nie sprawdza się u mnie przy współpracy z keyboardem ze względu na niewielkie opóźnienie. Czasem potrzebuje grać na żywo z podkładem gdy szukam odpowiedniej melodii, może to kwestia sterowników? Mam podpięty PSR E423 przez USB. Podczas samego zapisu nutek sprawdza się jednak doskonale, najlepiej wychodzą wszelkie wbudowane arpeggia które wygodniej jest odgrywać na keyboardzie, niestety trzeba to potem odpowiednio podocinać co zajmuje trochę czasu.
    • 29:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime8 Jun 2013 zmieniony
     
    @string: jesteś pewien, że tu winą jest FL ?
    Swoją drogą, FL jako typowy sekwencer MIDI kiepsko się sprawdza. Tutaj świetnie spisuje się Reaper (nie wspominam o Cubase bo to oczywista oczywistość, w dodatku droga).

    @wieczor: dziwie się. Wychowany na trackerach z pewną nieśmiałością przechodziłem na DAW. Na chwilę obecną stworzenie czegokolwiek na trackerach uważam za większy lub mniejszy masochizm :) Jedynie jako step-sekwencer spisuje się znakomicie.
    • 30: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime8 Jun 2013
     
    Może gdybym się zmotywował do przełamania tej nieśmiałości, to bym miał podobnie :) Jednak po odpaleniu takiej elektrowni moja nieśmiałość wzrasta - za dużo tego wszystkiego trochę to przytłacza. Rośnie wrażenie że opanowanie pochłonie masę czasu. A co do użycia jako sekwencer - grasz w miarę płynnie na klawiszach? Jeśli tak, to nie mam pytań :) Ja piszę muzykę trochę inaczej (na klawiszach gram słabo, raczej we właściwym tempie i płynności nic), jedynym instrumentem na którym grę opanowałem perfekcyjnie są nerwy mojej żony :D
    • 31:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime8 Jun 2013
     
    Eee wieczor, bo to trzeba się przełamać i tyle. Znam ten ból. Jak się miało naście lat, to trackery się rozgryzało godzinami bez opisów a jedyne sample jakie miałem to te wyciągnięte ripperem po resecie. Ale to był rok chyba 92 i o internecie się nikomu nie śniło a pan w sklepie komputerowym g.. miał. Do FLa wskoczyłem bezbólowo po długim okresie trackerowania a było to te naście lat temu (przy okazji Fruity Loops 3). Ale te kilka lat temu z FLa do Abletona już nie było tak bezbólowo (chyba się starzeję), niemniej warto było bo program jest przemyślany, interfejs przejrzysty a obsługa intuicyjna.
    Jest jeszcze super cukierek - Reason. Ale to jest jakby inna para kaloszy :)
    Choć zawsze chciałem mieć klawisze, jakoś tak nigdy nie było po drodze je kupić (szmalu nie było). Dopiero jakieś 10 lat temu kupiłem sobie przez neta pierwszy kontroler (a było to Evolution MK461C). Szał pał, miałem pierwszy raz pod palcami klawisze :) Że nie był to towar z górnej półki ;) dotarło do mnie kilka lat temu, po tym jak szarpnąłem się na pierwszy porządny parapet i poczułem pod palcami porządną, profesjonalną klawiaturę syntezatorową. Płynnie nie gram, coś tam sobie brzdąkam i tyle. W sumie nie mam takich potrzeb, na żywo grać nie będę. Za dużo trzeba ćwiczyć a potem i tak się zapomina "jak to szło", pozatym czasu nie ma.

    Patrząc z perspektywy entuzjasty komputerowego (i nie tylko) plimkania - postęp jaki się dokonał w tej dziedzinie od 20 lat jest niesamowity.
    I pomyśleć, że kiedyś człowiek jak usłyszał muzykę na Amidze ryczącą z Altusów na giełdzie to pomyślał, że lepiej to już się chyba nie da...
    • 32: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime9 Jun 2013 zmieniony
     
    Od Reasona zacząłem - może to dlatego :) A co do trackerów i masochizmu - wszelkie trackery na Amidze/ST/Falconie + MilkyTracker mocno ostatnio reklamowany wydają mi się oprogramowaniem dla masochistów :)

    OpenMPT to też zupełnie inna para kaloszy ;) Nawet samo pisanie po trackach jest zupełnie inne.

    To te interfejsy użytkownika - tam wymuszała to mała rozdzielczość ekranu. OpenMPT ma już normalny windowsowy interfejs i jakoś to idzie.
    • 33: CommentAuthorstring
    • CommentTime9 Jun 2013
     
    Granie na żywo jest dość trudne, nawet gdy gram/odgrywam własne produkcje to często nie trzymam rytmu, mylę nutki itd. tu potrzeba LAT praktyki i ćwiczeń. Klawisz jednak bardzo pomaga w komponowaniu i szukaniu tych właściwych nut, a także w tworzeniu coverów kiedy nie ma się rozpisanych nutek i trzeba je brać ze słuchu. Ogólnie brzdąkam od kilkunastu lat z jedną dłuższą przerwą, nie potrafię grać z pięciolinii i jestem samoukiem ale to wystarczy żeby coś tam tworzyć i eksperymentować w miarę swobodnie.
    • 34: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime9 Jun 2013 zmieniony
     
    Pięciolinia dla mnie jest o wiele mniej intuicyjna niż track ;) Track jest kwintesencją tego czym jest muzyka tzn. dźwięk w dziedzinie czasu. Co do pomocy klawiszy przy komponowaniu melodii i coverowaniu to się zgodzę, mi wystarczało że w OpenMPT ustawiałem klawiaturę FT2 (tak jak ma RMT), tzn Z-M białe I oktawa, Q-P białe druga oktawa a czarne SD, GHJ, L; oraz 23,567,90 :) Z dobrą klawiaturą można sobie tak grać ;)

    Chociaż mam Yamaszkę z midi, może zacznę wykorzystywać. Ale mam taki prosty interfejs na USB i pod windą straszne lagi to miało czasem (odtwarzanie szło dobrze). Mam jeszcze zewnętrzego SB starego, on ma midi tylko muszę kable kupić - może będzie chodził lepiej.
    • 35:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime9 Jun 2013
     
    @wieczor: przestaw się na pianorolla. Nie dosyć że widzisz więcej, łatwiej transponować, budować akordy z jednej linii melodycznej, zmieniać długości, dokładać efekty w funkcji czasu - naprawdę tracker sprawdza się tylko do szybkiego wklepywania dźwięków.
    Co do zapisu nutowego - oprócz szacunku, jako do klasyki uważam że w dzisiejszych czasach uczyć się go muszą ludzie grający na żywo. Dlaczego? Dlatego że nikt do tej pory nie wymyślił lepszej reprezentacji graficznej do reprodukcji na papierze, która mieści w czytelny i łatwy sposób sporo informacji na stosunkowo małej powierzchni.
    Sprawdzało się to w baroku, sprawdza się i teraz. No, do gitar jeszcze jest tabulatura :) ale to jest trochę inna bajka.
    Jeśli chodzi o nas, entuzjastów nie grających na żywo - nie jest potrzebna zupełnie ta wiedza.
    Co do lagów interfejsu przy MIDI - poprzeglądaj fora. Nigdy nie zgłębiałem dogłębnie tego tematu niemniej zauważyłem lekkie (w ms, nie wiem może 20ms?) lagi, które bez problemu załatwia się albo kwantyzacją (w locie bądź ręcznie po) albo, jeśli ten lag jest jednakowy - korekcją czasową w ustawieniach programu.

    Jeśli ktoś ma jakieś doświadczenia, porady odnośnie minimalizacji laga przy nagrywaniu audio/midi to chętnie poczytam :) Czy to kwestia producenta i sterownika, czy może systemu. Czy np na Mac te lagi są mniejsze niż w Win pod ASIO ?
    • 36: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime9 Jun 2013
     
    Tracker się świetnie jeszcze sprawdza w przypadku pisania muzyki na komputer o określonej liczbie generatorów - akordy na jednej linii melodycznej można sobie wówczas włożyć... do archiwum :) No chyba że arpeggio. Faktycznie pianoroll jest intuicyjny, a co do zapisu nutowego - on istotnie powstał po to aby na małej powierzchni papieru to zapisać. Tyle że jest to ta sama zaleta co przy klawiaturze typu qwerty - układ powstał po to aby za nie pisać za szybko następujących często po sobie znaków żeby się czcionki w maszynie nie zakleszczały... :)))) Teraz już raczej to tradycja - tak samo z zapisem nutowym - a kto każe muzykowi czytać partyturę z papieru, kiedy może położyć sobie pada z przewijającym się trackiem? ;) Widziałem chyba nawet gdzieś na tubie taką orkiestrę z niepapierową partyturą.

    Co do lagów - to chyba coś innego bo był on nieregularny - bardziej wyglądało to tak jakby gubił pewne eventy np. trzeba było klawisz kilka razy wcisnąć albo rejestrował po sekundzie. Może to była kwestia wczesnej wersji XP, bo sprawdzałem to ostatnio naprawdę dawno i tylko z trackerem - wtedy on się nazywał ModPlug jeszcze i może to jego wina.

    Interfejs który mam to z wyglądu przynajmniej jest to:
    ->link<-

    a blaster to extigy:
    ->link<-

    Stary ale bardzo jary jeszcze.
    • 37:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime9 Jun 2013 zmieniony
     
    E no Extigy to nie jest żadna staroć. Ludzie na AWE64 na ISA nagrywali i grało fajnie, nic nie lagowało to co dopiero na tym. Może Kuba Husak coś Ci doradzi bo wspominał o lagowaniu tanich kart na USB.
    Spróbuj MIDI z tym Extigy, choć karta do zastosowań audio to to nie jest możliwe że będzie lepiej w tej materii.
    Wypróbuj również program Reaper ->link<- . Działa normalnie przez ok 3 tygodnie, potem ... nadal normalnie można go używać :) (zachowuje pełną funkcjonalność) z tym że lojalnie ostrzegają o zakupie licencji. Do MIDI jest to najtańszy i najlepszy program, co najważniejsze niezwykle lekki.
    Co do lagów to myślę, że winny był bardziej interface niż sam system. Co do XP, wymagania są wyraźnie napisane (service pack 2). Przedkłada się to na lepszą obsługę USB właśnie, możliwe że nie miałeś poinstalowane. Raczej M-Audio, choć nie jest topową firmą - bubli nie robi. A sekundowe i nierówne gubienie danych to nie jest normalne działanie. Możliwe, że firewall/antywir ingerował, nie wiem. Możliwe, że jakieś specjalne ficzersy procesora jeśli masz np AMD (cool & quiet na niektórych płytach głównych wprowadza lagi). Z tego co ludzie piszą np na forum EiS, to komputer do pracy z audio powinien mieć powywalane wszelkie zbędne procesy z tła (w domyśle więc wyłączony sieć/internet).

    Nie myślałeś o kupnie jakiejś karty na PCI, np takiej?
    ->link<-

    Co do trackera to OCZYWIŚCIE, że jest świetnym sposobem na pisanie muzyki komputerowej pod generatory. Praktycznie jest to jedyny sposób :)
    Myślałem jednak, że rozmawiamy o pisaniu muzyki w stylu homerecordingu, ASIO i VST/VSTi.
    • 38:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime26 Oct 2013 zmieniony
     

    dhor:

    Sunvox - świetne i proste podejście do tematu syntezy, trackerowa oprawa, itp. Daje dużo radochy


    No panowie. To jest właśnie tracker, który jest zgodny z moim podejściem do komponowania muzyki. Tzn - definiujemy track, dajmy na to lead (partia solowa), puszczamy i gra w kółko :), następnie perkę - i gra w kółko, resztę tracków - i gra w kółko. Track może mieć dowolną długość, różną od innych. Track ma standardowo polifonię 4, ale można sobie ustawić 1-16; długość 4-4096 slotów, tracków może być granych na raz duuużo. Koniec z przetykaniem nutek, alokacją kanałów, wrodzoną skłonnością do bałaganu.

    Nie na darmo aplikacja ta zyskała miano najbardziej innowacyjnej aplikacji 2008 i 2009 roku.

    Softsynth jest zgodny z tym podejściem.
    Amigowy Music-X jest zgodny z tym podejściem
    i właśnie SunVox - też jest zgodny z tym podejściem MIMO że jest trackerem.

    I jeszcze: JEST DARMOWY (oprócz ios i andek) I WIELOPLATFORMOWY :)

    Czegóż chcieć więcej? Zdecydowanie go wypróbuję :)

    Z wad - czasami słychać pykanie na początku nutek, ale na granicy percepcji.

    ->link<-

    i muza na nim zrobiona:

    ->link<-
    • 39: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime26 Oct 2013
     
    No ładne cacko. Zainstalowane, do zbadania.

    Ale ale... Jaki on wieloplatformowy - a Atari gdzie? :)
    • 40: CommentAuthorbrx
    • CommentTime27 Oct 2013
     
    Muza z drugiego linka jest świetna i na mój gust brzmi nawet nieco "atarynkowo" :)
    • 41: CommentAuthortatqoo
    • CommentTime27 Oct 2013
     
    Sunvoxa mam i obserwuję od dawna.
    • 42:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime27 Oct 2013 zmieniony
     
    :)
    Co ciekawe, jako użytkownik odmiennej platformy, poszukuję darmowych programów do tworzenia muzyki na tęże platformę, i na sunvoxa nie trafiałem, mimo, że jest to dość stary program. Nie widziałem go w spisach typu "5 najlepszych darmowych aplikacji do czegośtam". A Milkytracker był tam.
    • 43: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime27 Oct 2013
     
    MilkyTracker jest... No... Po prostu jest :)
    • 44:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime27 Oct 2013 zmieniony
     
    No ale niestety ma takie zniekształcenia, gwizdy, itepy... myślałem, że nim rzucę... Ale w tłoku zginęło.
    • 45: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime28 Oct 2013
     
    Dla jasności, moja wypowiedź nie świadczy o pozytywnej opinii :) Ja na PC używam OpenMPT (wcześniej ModPlug Tracker) i uważam że trudno o lepszy tracker - zarówno pod kątem możliwości, uniwersalności jak i interfejsu użytkownika. Oczywiście w ujęciu klasycznym jeśli chodzi o konstrukcję utworu.
    • 46:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime30 Oct 2013 zmieniony
     
    No to jak? MilkyTracker jest "be" ?
    Co powiecie na taki program:
    ->link<-

    Klystrack is a little chiptune composing tool that uses klystron. It is comparable to AHX on the Amiga.
    (...)
    The synth and player routines are designed for creating 8-bit style music and sound effects to be used in games using the klystron (SDL) game engine.
    Alternatively, the routines can be easily used with any other framework and/or sound library that gives direct access to the output wave buffer. This makes klystrack (and the audio side of klystron) a useful sound tool for retro-styled and otherwise size-constrained games.



    Fajne ma wbudowane "retro" dźwięki. ;)
    • 47:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime30 Oct 2013 zmieniony
     
    Tak, MilkyTracker nie ma "jakości" - potrafi z dobrego 16bit sampla zrobić piszczące g.
    A klystrack - może brzmienia fajne, ale to jednak zwykły tracker, no, może trochę bardziej jak CMC.
    • 48:
       
      CommentAuthorsNr
    • CommentTime31 Oct 2013
     
    N I E A K T Y W N Y
    Ja tam z trackerów wyznaję FastTrackera pod DOSBoxa. Po prostu ma to czego potrzebuję. Drugim moim ulubieńcem jest Skale Tracker. Używam go do robienia słuchowisk takich jak np. 'Obrona zamku Olsztyn' w Ruchomej Szopce Jana Wewióra. Użyłem tam prawie 180 sampli. Słuchowisko mieliście okazję 'doznać' na wycieczce z Fortification 2k13. Skale Tracker ma zaś niezły problem bo JESZCZE nie zapisuje parametrów samych sampli, takich jak pętla, wyciszanie, panning itd a to jest problematyczne by ulubione próbki ustawiać za każdym razem na nowo.

    Testowałem FL Studio. To bardzo dobry soft jednak zostanę w świecie darmowych trackerów.

    Pozdrawiam
    • 49: CommentAuthorwieczor
    • CommentTime31 Oct 2013
     
    Ja używałem FastTrackera nałogowo - bardzo dobry - dopóki nie przyszła era windowsa (jako głównego systemu) i nie zobaczyłem MPT - to jakby kolejny etap w ewolucji :) A Milky poza wspomnianymi przez Kubę błędami po prostu nie oferuje nic za co wartoby go było obdarzyć większą uwagą. Powstał ... i to tyle :)
    • 50:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime31 Oct 2013
     
    Trackery mają rację bytu jako programy do tworzenia muzyki pod konkretne komputerowe platformy sprzętowe. Jakby z definicji to połączenie muzyki z programowaniem w funkcji czasu (efekty, głośności, zapis na kolejnych ścieżkach generatora/przetwornika itd).
    Wytłumaczcie mi, dlaczego w dzisiejszych czasach DAW nadal seryjnie używacie trackerów? Nie mówię o muzie czysto komputerowej (Atari, Amiga itd) tylko o muzie stricte.

    Przesiadłem się gdzieś po 2000 roku na platformę DAW, nie powiem - było z początku nieswojo - ale teraz jak tam czasami próbuję coś sklecić w tym czy owym trackerze to zaczyna mi się robić po prostu duszno.
    Patrzyłem też na tego Sunvoxa - owszem z perspektywy ProTrackera to jest megaczad. Ale tak naprawdę to po jaką cholerę brnąć z filozofią tworzenia w tym kierunku. To jest niewygodne, trackery zostały stworzone pod konkretne potrzeby i są w tym świetne. Ale gdzie indziej ta filozofia po prostu się nie sprawdza. No chyba, że w domenie sentymentalnej - wtedy spełnienia sięga 100%.