atarionline.pl 30-lecie Robbo - nasze historie - Forum Atarum

Jeśli chcesz wziąć udział w dyskusjach na forum - zaloguj się. Jeżeli nie masz loginu - poproś o członkostwo.

  • :
  • :

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    • 1: CommentAuthortbxx
    • CommentTime16 Sep 2019
     
    Pojawił się nagle znikąd - 30 lat temu została wydana w Polsce gra "Robbo", kamień milowy polskiego game-devu ;)

    Kiedy po raz pierwszy dowiedzieliście się o istnieniu gry "Robbo"?
    W jaki sposób?
    Kiedy zdobyliście swój egzemplarz?
    To był oryginał czy piracka kopia?

    Z mojej strony - Atari dostałem bardzo późno w '91. Robbo po raz pierwszy "zobaczyłem" w Tajemnicach Atari nr. 4/91 - Reklama L.K. Avalon

    Swój oryginał kupiłem wysyłkowo w L.K. Avalon w '92 - dyskietka w cenie 35000zł.
    • 2: CommentAuthorzbyti
    • CommentTime16 Sep 2019 zmieniony
     
    Widziałem i grałem (chyba krótko po premierze) po raz pierwszy jako nastolatek u kolegi ojca, który był mega-mózgiem :)

    Miał oryginał (wersja kasetowa) i jakiś zakręt życiowy, wiec oddawał się rozrywce grania na małym Atari, czego nie robił nigdy wcześniej ani chyba już nigdy później, nie grał w żadne gry na komputerze po tym czasie.

    Po przejściu Zybexa (miał znakomitą pamięć wzrokową, zawsze ustawiał się tam gdzie wylatywali przeciwnicy) zabrał się za Robbo, chyba przeszedł całą, ale pamiętam, że bardzo chwalił jako rozrywkę intelektualną i zręcznościowa.

    Ja po pograniu w tę wersję na A8 pamiętam swoje rozczarowanie gdy odpaliłem jakiś czas później wersję na C64 i PC - to nie było to, nie wyglądało jak oryginał. Dla mnie grafika Robbo na A8, dźwięk "tuptania" jest nie do podrobienia i odrzuca mnie każda inna wersja (łącznie z tą nową na Atari z dopałką).

    Regularnie grywam do dziś na emu A8, dla mnie evergreen, top ten wszechczasów ;)
    • 3: CommentAuthorastrofor
    • CommentTime16 Sep 2019 zmieniony
     
    W wieku lat 10ciu w późnych latach 80tych, klasyfikowanie fajności gier przebiegało inaczej niż dzisiaj. Zresztą widać to z ocen pism komputerowych tamtego okresu, na ocenę gry oprócz fajności (grywalności) dochodziła jeszcze fajna muzyka i grafika. Dlatego w kolekcjach gier było mnustwo niegrywalnych szrotów, ale za to z super muzą , albo z z super na tamte czasy grafą. Dzisiaj może grafika i muzyka trochę też, ale czyż dużą popularnością nie cieszą sie wszystkie gry indię, gdzie grafikę ciężko uznać za miodną. No ale nie wnikając w szczegóły do opcji grafika, muzyka grywalność dodałbym jeszcze kategorię strzelalność. Gry bez strzelania były trochę gorszę niż te ze strzelaniem. Wiadomo dirty dancing oglądali wtedy cieniasy, o tym że się oglądało można było napomknąć jakoś po cichu, na osobności, za to wspaniałe mięśnie Arnolda z wielką spluwą albo Stalona, zdobiły wszystkie chłopięce ściany, i nie było w tym niz z political correctnes, po prostu Arni był najlepszy. Podobnie z grami , bulder dash był w sumię spoko, każdy mieł ze 2 wersje ale jakoś nikt się w to nie zagrywał. I wtedy powstał robbo, czyli bulder dash ze spluwą, działkami, miotaczami, strzelającymi nietoperzami, czyli dokładnie do czego wszyscy chcieli. Dzięki strzelalności, no i oczywiście świetnemu pomysłowi robbow wstrzelił się na czołówkę atarowskich gier.
    • 4: CommentAuthormav
    • CommentTime16 Sep 2019
     
    astrofor - hehehe, nigdy bym na to wpadł :D mi się obie te gry (czytaj BD i Robbo) podobały na równi, z tym, że BD był/jest bardziej przygodowo/zręcznościowy a Robbo logiczno/zręcznościowy :)
    • 5: CommentAuthorastrofor
    • CommentTime16 Sep 2019
     
    @mav: pewnie że trochę przesadziłem, pozatym nie napisałem o świetnym logicznym darg-u który pewnie też jakoś wpłynął na robbo i w którego też się zagrywałem. Niemniej gry ze strzelaniem miały jakiegoś boosta. Przyznać się kto w robbo konstruktorze nie zrobił kiedyś planszy z fulem naboi , gdzie głównym celem wcale nie było zbieranie śrubek tylko eksterminacja stworków i nietoperzy ?
    • 6: CommentAuthormav
    • CommentTime16 Sep 2019
     
    Robiłem też plansze, gdzie kamienie spadały na kwadraty - argument jest inwalidą ;)
    • 7: CommentAuthorastrofor
    • CommentTime17 Sep 2019
     
    @mav: kamieniena kwadraty? to chyba bd ?

    No lecą kolejne rocznice robbo, Kaz kiedyś obiecał że postara się dotrzeć do Janusza Pelca.
    Coś wiadomo? Nie zgadza się, nie ma czasu ? Czy martwa cisza ?
    • 8:
       
      CommentAuthorpabloz1974
    • CommentTime17 Sep 2019
     
    Nagrałem z "Radiokomputera" wersje demo. Chyba była jedna czy dwie plansze
    • 9: CommentAuthortbxx
    • CommentTime17 Sep 2019
     
    W wersji demo z Radiokomputera są 4 planety. Jest ktoś wstanie potwierdzić, że wersja demo została wyemitowana dopiero w 1991? W demie widnieje rok 1989, a na planszy końcowej znajdziemy informację o tym, że kolejna gra L.K. Avalon jest przygotowywana - 1990 ukazały się już Misja, Fred, Lasermania/Robbo Konstruktor...
    • 10: CommentAuthorastrofor
    • CommentTime17 Sep 2019 zmieniony
     
    Właśnie odsłuchałem sobie dwa odcinki radiokomputera umieszczone w necie przez Kaza. Całkiem niezłe. Konkurs z założenia adresowany do osób jeszcze nie posiadajającycch komputera: jak odróżnić komunikaty adresowane do procesora od tych do antica. Odpowiedź banalna: Ustawienie danych dla antica w stan wysokiej inpedancji, poprez ustawienie bitów poru (pia) ??? Autor pytania kompletnie nie kumał czemu nikt nie odpowiedział na tak proste pytania. Ale z tego co pamiętam na początku lat 90 tych było sporo konkursów że z powodu niskiego poziomu odpowiedzi, albo braku poprawnych odpowiedzi nie było rozwiązania a co się z tym wiązało nagrody. Następnie dzwoni jakiś nieco zmieszany słuchacz, pyta się czy da się podłączyć kablem atari do amigi, i jakim portem , magik - autor pytania o wysokiej impedancji, oburzony niskim poziomem pytającego, najpierw tłumaczy że bez sensu że procesory do siebie nie pasują i od razu pyta słuchacza , co chciałby takim połączeniem transportować. Jak to co ... WYNGIEL!

    ---https://vimeo.com/2200358---
    • 11: CommentAuthorsolo/ng
    • CommentTime18 Sep 2019
     
    tajemnice atari / lokalne osiedle, na ktorym Robbo zaczelo krazyc ("legalne"). Ale! wlasciwie to dzieki temy majac circa 12 lat bedac na z rodzina na wakacjach w Bieszczadach, wyslalem wyproszona widokowke zamiast do kogos z klasy z podstawowki to do do L.K. Avalon zamawiajac QA Assembler na kasecie. :D

    i przyslali :)
    • 12: CommentAuthorMq
    • CommentTime18 Sep 2019
     
    U mnie było tak, że miłość do Atari zaczęła się w latach 80-tych w oparciu o standardowe hity takie jak Preliminary Monty 16k, Ninja, czy River Raid itp. Kiedy w końcu dorobiłem się własnego komputera, poleciałem zaraz do kumpla, który miał też Atari, żeby przegrać od niego jakieś gry, no i rzucałem tych kilka tytułów hitów które znałem, a on szukał ich w swoich zbiorach dla mnie. Następnie kiedy znalazł kilka gier, które chciałem, to przyszedł moment żeby pokazał mi jak kopiować gry z kasety na kasetę. W ruch poszedł o ile dobrze pamiętam Buldoger Copy czy tam coś takiego i pokazał mi jak tego używać. Skopiowaliśmy wtedy tych kilka tytułów, o które prosiłem, a dodatkowo kolega polecił mi na koniec dodatkowo również Robbo, którego miał świeżutki oryginał w tej zupełnie pierwszej wersji kasetowej z czarno-białą błyszczącą okładką. Powiedział że to jest nowość i prawdziwy hit, na pewno będę w to dużo grał, więc żebym dał jakąś dobrą kasetę do tego spośród tych, które przyniosłem. Odfoliowałem więc nowiutką kasetę Sony kupioną w Pewexie tego samego dnia rano i zgodnie z pokazanymi wcześniej instrukcjami skopiowałem samodzielnie grę kopierem na Atari i na 90% jestem pewien że był to pierwszy w życiu program/gra jaką skopiowałem na komputerze:-) W kolejnych tygodniach Robbo faktycznie był największym hitem w naszym domu, komputer był włączony dzień i noc, a zagrywali się w niego wszyscy domownicy.
    Musiał to być jakoś przełom roku 89/90, bo kolega wtedy od razu zaproponował, żebym ja z kolei kupił kolejną kasetę, która niebawem ma się ukazać i że będą to dwie gry: Misja i Fred. Później już kupowaliśmy kolejno wszystkie polskie gry, które się ukazywały, umawialiśmy się kto co kupuje, żeby się nie dublować, ale oryginały zawsze były. Nazbierałem w tamtym czasie ze 20-30 różnych oryginałów, kolega też tyle, a jeszcze dwóch innych kolegów dołączyło wtedy do tych naszych wymian.
    Dodam jeszcze, że Robbo było jedyną grą, którą faktycznie dało się tak bez problemu skopiować tym Buldozerem Copy, bo nie miał żadnych zabezpieczeń i plik leciał ciągiem w całości. Były dwie części po dwóch stronach kasety. Późniejsze gry kopiowaliśmy już sobie na dwukasetowych "jamnikach":-)
    • 13:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime18 Sep 2019
     
    Ja nie rozumiem ekscytacji niektórymi grami...,przed Robbo widziałem Super Mario i Contre, takich gier szukałem i takie mnie ekscytowaly, Robbo miałem na jakiejś kasecie turbo,wcześniej czytałem wprowadzenie które nakręciło mnie na te grę, ale nie tego się spodziewałem, zamiast scrolowanego platformera z kombinowaniem dostałem klon Boulder Dasha-wiem że to nie klon,ale tak wtedy odebrałem te grę.
    • 14:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime18 Sep 2019
     
    Ja nie rozumiem ekscytacji niektórymi grami...,przed Robbo

    Ditto. :D
    • 15: CommentAuthorastrofor
    • CommentTime18 Sep 2019 zmieniony
     
    @IRATA4: Pewnie wtedy było więcej takich opini, dlatego zapewne powstał Fred. Chociaż Fred leniwiiie pokazywał faka wszystkim dynamicznym scrollo platformerom, albo pokazał i co innego jak sugeruje imię bohatera, co nie zmienia faktu że gierka była w swój nieśpieszny sposób fajowska, a potem z nielicznymi wyjątkami, z platformerami było już tyko gorzej...
    • 16:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime19 Sep 2019
     
    właśnie .Choć później był Włóczykij .... no coś tam próbowano , tyle że wszystko oparte o księżycową grawitacje.
    • 17:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime19 Sep 2019 zmieniony
     
    Rozwinę moją impresję tym sławetnym tytule. Przełom lat 80/90 zeszłego wieku.
    Robbo, produkt tajemniczo brzmiącego "Laboratorium Komputerowego AVALON" poprzez nieformalną kampanię reklamową (najpierw w RADIOKOMPUTERZE, potem drogą giełdową, wreszcie dostępną za hajs) staje się popularną atarowską grą, prawdopodobnie pierwszą polską grą tak znaną. Próbują ją niemal wszyscy, zaintrygowani czymś od "naszych".
    Gierka jest sprytnym połączeniem wcześniejszych pomysłów (Boulder Dash, Rockford) z nowymi (strzelanie, teleportacje). Przy tym stanowi nieźle wyważony miks zręcznościówki, pseudokomnatówki i gry logicznej. Wygląda ciekawie, grafika choć nie "maksymalnie wyciskająca soki" (jak choćby w "TECHNOIDZIE") to wygląda nowocześnie i estetycznie. Jest to także jednak trochę wada (oprócz braku muzyki) tej produkcji - powtarzająca się grafika w kolejnych poziomach. Niemniej swój klimat miała. ;) Do dziś trochę boję się patrzeć na złowieszcze "oczka", które bezwzględnie potrafiły uśmiercać naszego robota. ;)

    Nie udało mi się jej niestety skończyć tej gry (bez cheatu z przełączaniem komnat klawiszem :)) i po pewnym okresie zabawy w "Konstruktorze" (jego wydanie to słuszny krok) raczej całkowicie się znudziłem tą gierką. Podziwiam za to zapał i pomysłowość ludzi, którzy do dziś projektują i grają w nowe poziomy w/w. :)
    • 18:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Sep 2019 zmieniony
     

    Irata:

    Ja nie rozumiem ekscytacji niektórymi grami...


    No to tak jak inni nie rozumieją ekscytacji grami, którymi Ty się ekscytujesz. Są różne gusta i jeśli tego nie rozumiesz to... mało rozumiesz :D. Ja akurat się "Robbo" ekscytuję. Mój pierwszy kontakt z "Robbo" nie był jednak pozytywny, o czym za chwilę.

    Rok 1988 i 89 to był zły rok dla posiadaczy Atari. Żadnych nowych gier od dłuższego czasu nie było. Zachód już nic nie produkował dla Atari, sama firma Atari postawiła krzyżyk na sofcie, powstawały tylko w Niemczech pojedyncze amatorskie gry jak "Tigris" (kolejny klon Tetrisa). Studia komputerowe sprzedające soft dla Atari oferowały tylko starocia.

    Dlatego jak mi sprzedawca w domu handlowym Łada (Wrocław) zaproponował grę "Robbo" (oczywiście pirata, ale nie widziałem, ż w ogóle był jakiś oryginał) to byłem sceptycznie nastawiony. Opis w katalogu mówił coś jednak o podróżowaniu po planetach i rozwiązywaniu zagadek, miał być robot. No to brzmiało świetnie, kwintesencja dobrej gry, wyobrażałem sobie Bóg wie co :D.

    Po odpaleniu gry w domu nieziemskie zaskoczenie, że gra jest po polsku, ładną czcionką. Nie miałem wrażenia, jak piszą niektórzy, że to spiracona zachodnia gra. Już wtedy Polacy tworzyli gry i były estetycznie robione (jak "Nexuss"), a tu było jasno wyłożone, kto grę zrobił.

    Z tym, że potem niemiłe rozczarowanie. Miały być planety i podróżowanie po nich, a był jakiś labirynt z przeszkadzajkami. Miał być robot, a był robocik - zamiast twardego sci-fi były jakieś żartobliwe klimaty labiryntowe.

    Ale z braku laku zacząłem grać i... przepadłem! Gra znacznie lepsza od wszystkich dotychczasowych gierek logicznych typu nudnego "Boulder Dasha" czy nieco mniej nudnego, ale bardziej statycznego i brzydkiego "Sokobana"! Okazało się, że nowe elementy wprowadzają rozgrywkę i zagadki na nowy poziom, niedostępny nawet na większych kompach. Tak, na pececie czy ST/Amidze można było znaleźć ładniejsze gry, ale nie taką, o tak dużej elastyczności elementów, z których można stworzyć tyle niepowtarzalnych labiryntów!

    To co napisał Dracon o jednostajnej grafice ja widziałem inaczej. Co chwilę zmieniały się klocki tła w grze, a dodatkowo były w różnych kolorach. Gracz był zaskakiwany ciągłymi zmianami poziomów. Co parę poziomów pokazywały się nowe elementy, a to teleporty, a to fale śmierci, z którymi trzeba było się zapoznać, rozpoznać, a potem znaleźć obejście. Najfajniejsze było to, że stopień zagadek rósł, a żyć było tyle, że można było sporo próbować, mimo, że nie bez końca. Idealny gameplay, zrównoważony!

    W pewnym momencie zawziąłem się, żeby grę skończyć (56 poziomów). Korzystając z okazji, że była jakaś przerwa świąteczna (chyba po Bożym Narodzeniu, a przed Nowym Rokiem), włączyliśmy u Zygi atarynkę i graliśmy cały dzień. Wspólnie kombinowaliśmy jak przejść, ale wykonawstwo było tylko moje, bo Zyga nie przepadał za elementami zręcznościowymi. Gdy już późnym wieczorem trzeba było wracać do domu, zostawialiśmy Atari włączone, żeby nie utracić stanu gry. I tak poświęciliśmy pełne 3 dni, od rana do nocy, na granie w "Robbo", bez wyłączania kompa, gdzie zasilacz dogrzewał nam duży pokój Zygi grudniową porą :)

    Skończyliśmy grę. Wywarła niezatarte wrażenie. Nie dziwi mnie, że wówczas zafascynowali się nią inni - od dorosłych po dzieci. A jak się pojawił edytor - to zapanował istny szał. Bo edytor umożliwia w prosty, intuicyjny sposób robienie naprawdę różnych poziomów - zarówno prostych, jak i skomplikowanych, z różnym wyglądem. Gra poruszyła wyobraźnie wielu ludzi. Do dzisiaj jedna z najchętniej wspominanych. Gdyby LK Avalon działał globalnie na świecie, to pewnie miałaby status wielkich, światowych hitów.

    PS. A oryginał kupiłem dopiero około 1999/2000 roku, gdy skorzystałem z oferty internetowej Avalonu, gdy wyprzedawali resztki magazynowe. Wcześniej nigdy oryginału nie widziałem :)
    • 19:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime30 Sep 2019
     
    "Gra znacznie lepsza od wszystkich dotychczasowych gierek logicznych typu nudnego "Boulder Dasha" czy nieco mniej nudnego, ale bardziej statycznego i brzydkiego "Sokobana"! "

    Tak , ale to twoja opinia ,i kto tu nie rozumie :-) ?


    "Są różne gusta i jeśli tego nie rozumiesz to... mało rozumiesz :D."
    ...no właśnie.


    Natomiast zgodzić się muszę z rewolucją jaką był Edytor plansz tak zwany Robbo Konstruktor i choć były ciekawsze jak ten z MR.Robot , tak ten z Robbo pozwalał na znacznie większą kreatywność .Sam w pewnym momencie wpadłem w to i robiłem planszę , ale taka namiastka własnej gry to na dłuższą metę nie dla mnie , nie lubię bawić się klockami -wyrosłem , jak już to wolałbym "wystrugać" własne klocki i z nich zbudować grę.

    @Kaz Każdy jest inny , nie rozumiem fenomenu tej gry gdyż dla mnie jest kiepska i wolę Boulder Dash/a i to zdecydowanie.
    • 20:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Sep 2019
     
    Doskonale rozumiem, że może Ci się podobać coś innego, ale przypominam, że to Ty napisałeś:

    Irata:

    Ja nie rozumiem


    A jak nie rozumiesz, to Ci tłumaczę, że są różne gusta. Pogódź się w końcu z tym.

    Przypominam też, że to jest wątek o Robbo i tbxx pyta o nią. Już się wypowiedziałeś negatywnie o niej, spoko, nikt Ci nie bronił. Daj się też spokojnie wypowiedzieć innym, którzy mają inne zdanie. A nie próbujesz nachalnie przekonać, że to nieprawda, że gra jest fajna, bo Tobie się nie podoba, a podoba się co innego. Trochę dystansu do odmiennych opinii życzę.
    • 21:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Nov 2019 zmieniony
     
    Przemek z Unering Masters zaczyna się tak wciągać w zabawę Atari, że aż zaprojektował nowe poziomy Robbo :D. To jest piękne, że po tylu latach ciągle ta gra, a także projektowanie własnych poziomów bawi. Na razie 8 poziomów, ale ponoć to nie koniec. Gratulacje!
    • 22:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime2 Dec 2019 zmieniony
     

    Kaz:

    Tak, na pececie czy ST/Amidze można było znaleźć ładniejsze gry, ale nie taką, o tak dużej elastyczności elementów, z których można stworzyć tyle niepowtarzalnych labiryntów!
    To co napisał Dracon o jednostajnej grafice ja widziałem inaczej. Co chwilę zmieniały się klocki tła w grze, a dodatkowo były w różnych kolorach. Gracz był zaskakiwany ciągłymi zmianami poziomów. Co parę poziomów pokazywały się nowe elementy, a to teleporty, a to fale śmierci, z którymi trzeba było się zapoznać, rozpoznać, a potem znaleźć obejście.

    Hmmm, to co napisałeś najpierw, trochę nie pasuje do dalszej części wypowiedzi.
    "Robbo" miało pewną stałą liczbę elementów (dlatego dało się zrobić "Robbo Konstruktora" z 98% "klocków" z gry) i autor po prostu "żonglował" nimi w każdym poziomie. Fakt, nie pokazywały się wszystkie od razu ale potem już się mniej lub bardziej te same się z(a)mieniały. To, że pomysłowo poukładane, to oddzielna rzecz. ;]
    • 23:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime7 dni temu
     
    Nie mówię o pomysłowym poukładaniu, bo to faktycznie oddzielna rzecz. Mówię o tym, że grafika nie była jednostajna, bo właśnie "stopniowana". Mimo skończonej liczby elementów tak sprytnie wprowadzane były te elementy (np. nie wszystkie na raz na każdym poziomie) i ze zmienionymi kolorami, że na mnie nie robiło wrażenia jednostajnej, a wręcz przeciwnie.
    • 24: CommentAuthormav
    • CommentTime7 dni temu
     
    Ja się też zgadzam, w swojej wyobraźni nawet zupełnie inaczej odbierałem plansze z czarnym (czy mocno ciemnym) tłem, niż z jasnym :)