atarionline.pl
atarionline.pl Atari
Login:
Hasło:
Zapamiętaj mnie
Translate to RSS RSS
Gra Druidarium (WIP) z 2018-11-18 12:39 (47)
Propozycje książkowe Retronics – zbiórka deklaracji z 2018-11-15 21:02 (9)
Kalendarz z Silly Venture z 2018-11-09 21:05 (32)
Wyniki Silly Venture 2018 z 2018-11-06 22:28 (36)
Pierwsze prace na małe Atari z SV2k18 z 2018-11-04 00:51 (138)
Rozpoczyna się Silly Venture z 2018-11-02 11:01 (63)
"Atari Basic" do kupienia z 2018-10-30 20:08 (13)
Rozwiązanie konkursu z 2018-10-29 10:38 (10)
Premiera konwersji Total Eclipse z 2018-10-26 20:07 (27)
Wkrótce RETROnizacja z 2018-10-25 19:34 (22)
Zapowiedź: Laser Squad i Total Eclipse z 2018-10-22 23:04 (38)
Wyniki konkursu programistycznego ABBUC 2018 z 2018-10-20 19:19 (60)
Gry konkursu ABBUC 2018 i „Get Up! 2” z 2018-10-19 22:19 (11)
Konkurs AtariOnline.pl z 2018-10-17 00:30 (13)
Coraz bliżej do SillyVenture! z 2018-10-15 21:53 (28)
Unseen – wkrótce premiera z 2018-10-14 09:56 (20)
Zapowiedzi gier – Animal Keeper, Dungeon Hunt II z 2018-10-12 11:02 (19)
Rozmowa z Mateuszem Stryjeckim z 2018-10-10 21:36 (5)
Pan Turbo Cogito z 2018-10-09 03:25 (12)
Taśmy Atar Systemu z 2018-10-07 11:26 (16)
«« nowszestarsze »»

Pomocnik/Helper
Gry/Games

Katalog gier

Opisy gier
Frogs opisał Xeen (0)
Choplifter! opisał Urborg (0)
Joust opisał Urborg (16)
Commando opisał Urborg (35)
Mario Bros opisał Urborg (13)
Xenophobe opisał Urborg (34)
Robbo Forever opisał tbxx (16)
Kolony 2106 opisał tbxx (0)
Archon II: Adept opisał Urborg/TDC (9)
Spitfire Ace/Hellcat Ace opisał Farscape (7)
Wyspa opisał Kaz (9)
Archon opisał Urborg/TDC (16)
The Last Starfighter opisał TDC (30)
Dwie Wieże opisał Muffy (17)
Basil The Great Mouse Detective opisał Charlie Cherry (122)
Inny Świat opisał Charlie Cherry (17)
Inspektor opisał Charlie Cherry (19)
Grand Prix Simulator opisał Charlie Cherry (16)
Rescue On Fractalus opisał Kaz (18)
Stranded opisał Kaz (10)
«« nowszestarsze »»

Wewnętrzne/Internals



   Nowinki tworzone dzięki CuteNews
Bartłomiej Kluska
Kaz: Bartku, dowiedziałem się niedawno, że napisałeś książkę o grach komputerowych, a ponieważ temat mnie bardzo zainteresował zdobyłem skan kilku stron. Widzę tam dedykację książki dla ojca, a w niej wymieniasz Atari i Amstrada. Co się kryje za tą dedykacją, który komputer był pierwszy i jak w ogóle rozpocząłeś swoją przygodę z komputerami?

BK: Znajomość z komputerami rozpocząłem dzięki tacie, który pracował wówczas (czyli w połowie lat osiemdziesiątych) w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Automatyki i Urządzeń Precyzyjnych, za czym szedł dostęp do rozmaitych komputerów – do poważnych zadań panowie mieli poważne pecety, a do rekreacji Amstrada CPC 6128 ze stacją dysków, kolorowym monitorem i sporą biblioteczką oprogramowania (tak się mówi, ale wiadomo że chodzi o gry). Co więcej, można było ten sprzęt wypożyczać na weekendy do domu, z czego mój tata często korzystał, żeby grać w szachy czy w reversi. Gdy się nudził, do klawiatury siadałem ja i tak to się zaczęło. Pierwsze ulubione tytuły: "Fruity Frank" oraz "Bomb Jack".

autor książki "Dawno temu w grach" Barłomiej Kluska (fot. Marcin Kaliński)


Kaz: A więc Amstrad był pierwszy. Jak zostałeś Atarowcem?

BK: Dwa lata później tacie najwyraźniej znudziło się przynoszenie co sobotę Amstrada do domu i dostałem od niego Atari 65XE z magnetofonem. Musiał kosztować jakieś ciężkie dolary w Pewexie, bo potem przez pewien czas nasza rodzina żyła dużo skromniej :), no ale najważniejsze, że miałem wreszcie swój komputer.

Na początku, nie ma co ukrywać, tylko grałem – pamiętam, że na pierwszej kasecie nagrane były "Jet Set Willy" i "Montezuma’s Revenge" i spędziłem przy tych tytułach masakryczne ilości czasu – dopiero wiele lat później miałem dowiedzieć się, że "Montezumy" nie można skończyć, a z atarowskiej konwersji "JSW" Tynesoftu dobra jest właściwie tylko muzyka, bo reszta nie umywa się do oryginału, ale wiedza ta nie zabiła moich dziecięcych wspomnień :).

Naturalnie z czasem zacząłem postrzegać komputery jako narzędzie do nieco bardziej twórczych działań i tutaj znów na scenę wkroczył tata, który ze swojego ośrodka badawczo-rozwojowego przynosił mi wszystkie numery „Bajtka” i „Komputera”, książki Wojciecha Zientary itp. pomoce naukowe. Mówiąc krótko, mam względem taty spory dług wdzięczności, który choć częściowo, jak sądzę, spłaciłem dedykując mu „Dawno temu w grach”.

Kaz: Każdy z kim rozmawiałem, mógł się podzielić anegdotami czy po prostu ciekawymi historyjkami z tamtych czasów. Co usłyszę od ciebie?

BK: Najbardziej charakterystyczne są dla mnie opowieści o szkolnych czy osiedlowych kółkach komputerowych bez komputerów, gdzie programować uczyło się „na sucho”. Jedną z takich historyjek wspominam na łamach swojej książki, sam również mogłem uczestniczyć w podobnych zajęciach – programy pisaliśmy na kartkach w kratkę, a nauczyciel sprawdzał je w domu i przynosił z naniesionymi przez siebie poprawkami i uwagami, że komputer wyświetliłby w tym miejscu taki a taki komunikat. Dziś wydaje się to mocno absurdalne, ale świadczy o chęci poznawania tych tajemniczych maszyn nawet wtedy, gdy same maszyny były nieobecne :). Zresztą miało to sens, bo w momencie pojawienia się komputerów w kółkach komputerowych, kółka te często zamieniały się w zwykłe salony gier :). Co ciekawe, myślałem, że takie lekcje programowania na sucho to lokalna specyfika, ale niedawno dowiedziałem się, że podobnie zaczynał np. Jeff Minter, czyli YAK, twórca lubianego (w pewnych kręgach) Lllamasoftu.

Kaz: Czy interesowało cię coś oprócz gier? Czy próbowałeś programować, robić grafikę albo muzykę?

BK: Niestety, żadnych tematów do chwalenia się w tej kwestii - nigdy nie wyszedłem poza etap Basica i klepania jakichś prostych wariacji na temat "Kupca" czy "Kolony", nieskomplikowanych tekstówek tudzież drobnych gierek zręcznościowych w stylu "Tron-a". Z perspektywy czasu widzę to tak, że brakowało mi dwóch rzeczy. Po pierwsze, stacji dysków, a po drugie, talentu. Czyli jestem znakomitym dowodem na to, że same chęci – nawet najlepsze – nie wystarczą i po prostu nie każdy może zostać programistą. Teza ta wielokrotnie potwierdziła się później, już w pecetowych latach, gdy dalej stukałem rozmaite proste gierki w Delphi, konsekwentnie z mizernym skutkiem. Na szczęście nic z ówczesnych moich produkcji nie przetrwało do naszych czasów.

W ogóle myślę, że moja biografia, przynajmniej jeśli chodzi o przygodę z komputerami, jest dosyć charakterystyczna dla tamtego pokolenia – wtedy mało kto poprzestawał na samym graniu i prawie wszyscy próbowali stworzyć coś swojego. Zazwyczaj zresztą, jak i ja, bez większych efektów, niemniej sam fakt podejmowania takich prób jest dosyć charakterystyczny – mam wrażenie, że mało który z dzisiejszych młodych graczy myśli o robieniu własnych gier, ma potrzebę wniesienia do tego świata czegoś od siebie.



Kaz: A zachowałeś swoje zabawki z dzieciństwa, żeby od czasu do czasu wrócić do grania na oryginalnych sprzęcie?

BK: Przez pewien czas dosyć poważnie zbierałem rozmaite artefakty z epoki, ale przestałem. Fanatyków takich jak Nosty i tak nie przebiję, a poza tym myślę, że nie chodzi o otaczanie się przedmiotami – te rzeczy nie były budowane z myślą, że ktoś będzie chciał korzystać z nich po dwudziestu czy trzydziestu latach, a jak mam walczyć z wadliwym slotem na carty w piątej z rzędu konsoli NES, to zwyczajnie wolę odpalić emulator. Zresztą to chyba ważniejsze – żeby przetrwał pewien duch tamtych czasów, sposób bawienia się komputerami, sposób myślenia o komputerach, niż same komputery. Jak dla mnie więcej frajdy płynie z grania w taki np. "Joust" na emulatorze niż z głaskania zafoliowanego od fabrycznej nowości pudełka, w którym ponoć jest cart z "Joustem" (choć tego nie wiadomo na pewno, bo folii nigdy nie zdejmiemy, żeby gra nie straciła wartości kolekcjonerskiej ;)). Reasumując, sprzętu z tamtej epoki nie zbieram, muzealnictwo zostawiając innym (ale to, co zebrałem przez kilka lat, trzymam w skarbczyku jako lokatę kapitału – zafoliowany "Joust" też leży w którejś z szuflad :)).

Kaz: No dobrze, posiadanie sprzętu, gier czy emulatora to jedno, a korzystanie z niego to drugie. Czy w takim razie wracasz nostalgicznie do tamtych czasów, uruchamiając czasem emulator Atari i grając w stare gry? Wspierasz pasję przeglądaniem stron tematycznych?

BK: Jasne, że tak. Nie da się oczywiście ukryć, że jestem już atarowcem w stanie spoczynku, ale choćby z czystej ciekawości śledzę rozmaite nowe projekty. Kciuki trzymam przede wszystkim za nowe „Kolony” – to może być naprawdę fantastyczna sprawa. Cały czas uważam, że pierwszej wersji zabrakło bardzo niewiele, by stać się jedną z najlepszych gier decyzyjnych w ogóle (pomijając czas powstania i platformę sprzętową). I wielka szkoda, że idea udoskonalenia tego tytułu jest spóźniona o ponad dekadę, a końcowy efekt zobaczy zaledwie garstka pasjonatów – i to wyłącznie takich, którzy dobrze pamiętają oryginał.

Tu zresztą dotykamy szerszego problemu, czyli tego, że grająca młodzież nie bardzo interesuje się korzeniami swojej pasji. Też nie bardzo potrafi się interesować, bo np. w filmie dostęp do historii jest prosty i każdy, kto jest na tyle młody, że nie pamięta – powiedzmy – pierwszego „Terminatora”, a poznał tę opowieść przy okazji premiery części trzeciej, bardzo łatwo może uzupełnić luki w wiedzy, kupując płytę DVD z „jedynką” i „dwójką” i odpalić ją na dowolnym odtwarzaczu. Tymczasem interesowanie się przeszłością gier to sprawa trudniejsza – można się ekscytować np. wielkim powrotem „Duke’a Nukema”, ale młody człowiek, który chciałby na własne oczy zobaczyć poprzednią odsłonę cyklu (tę, na którą był za młody dziesięć lat temu, a którą tak ciepło wspomina jego starszy brat), natknie się na zniechęcające trudności, bo uruchomienie DN3D pod Windows XP czy Vistą to już solidna gimnastyka, dla wielu nie do przejścia.

Inna sprawa, że świat filmu celebruje swoją historię, wspomina wielkich twórców i wielkie tytuły, wciąż przy różnych okazjach wydając rozmaite zremasterowane i „odświeżone komputerowo” wersje, płyty z materiałami dodatkowymi etc. (jak ostatnio choćby przy 25. urodzinach „Blade Runnera”), a producenci gier nie są tym zainteresowani – w naszej branży inicjatywa zachowania pamięci wychodzi od graczy. To gracze – hobbystycznie, po godzinach – napisali np. system SCUMMVM, dbając o to, by rewelacyjne przygodówki sprzed lat, takie jak „Małpia Wyspa” czy „Day of the Tentacle”, były łatwo dostępne i wciąż żywe, a sam Lucas Arts nie jest projektem w ogóle zainteresowany.
Coś się na szczęście trochę zmienia w tym myśleniu, są jakieś promyczki zmian, jak np. bardzo ładne, rocznicowe wydanie „Another World” na 15. urodziny, ale wszystko to zdecydowanie za mało.



Kaz: Wspomniałeś o grach dla peceta i szerzej – dla komputerów 16-bitowych, bo takie hity jak „The Secret śof Monkey Island” powstały też dla Atari ST czy Amigi i domniemywam, że czujesz do nich pewien sentyment. A jak się sprawa ma w przypadku gier dla małego Atari – które były twoje ulubione? Na pewno jest wśród nich „Jet Set Willy”, skoro umieściłeś ją w dedykacji...

BK: Obawiałem się takiego pytania. Za chwilę wymienię kilka tytułów, a potem całymi miesiącami będę miał do siebie pretensje, że zapomniałem o jakiejś grze, a to przecież tak ważna w moim życiu pozycja :). Ale spróbujmy. Ulubione gry z dzieciństwa: „Jet Set Willy”, “Montezuma’s Revenge”, “Pole Position”, “River Raid”, “Boulder Dash”. Później także „Archon”, a z polskich „Robbo”, przygodówki Rolanda Pantoły, „Władca” i „Kolony”. A teraz szybko przejdźmy dalej, zanim przypomnę sobie coś jeszcze :).

Aha, no i strasznie lubiłem grać z kolegami – dzisiejsze tryby multiplayer przez internet to marna podróbka tych pojedynków bark w bark i dżojstik w dżojstik w „Hyper Olympic” czy „One on One” :). Pamiętam, że okrutnie brakowało mi na Atari dobrych piłek nożnych – Commodore, ze swoimi „Microprose Soccer” czy genialnym „Emlyn Hughes Int. Soccer”, zdecydowanie wygrywało w tej konkurencji. Ale to oczywiście jedyna taka konkurencja :).

Kaz: W twoim przypadku pasja do grania zamieniła się w artykuły o grach. Jak do tego doszło, że pojawiły się twoje opisy w czasopismach dla graczy? Co cię skłoniło do takiej współpracy – przypadek, świadomy wybór, chęć zdobycia sławy?

BK: Przypadek. Trochę pisałem komercyjnie do różnych portali (m.in. śp. Hoga), trochę hobbystycznie do szuflady i jakoś tematy historii gier były dla mnie zawsze najciekawsze. Może dlatego, że jeśli nie liczyć jednej (słabej zresztą) książki i bodaj trzech artykułów w „Gamblerze” – ABSOLUTNIE NIKT w Polsce nie zajmował się przeszłością elektronicznej rozrywki.

Jeden z moich wrzuconych gdzieś w Sieć artykułów wypatrzył Smuggler i zaproponował przedruk na łamach „CD-Action”. Reakcje czytelników musiały być na tyle entuzjastyczne, że tekst przerodził się w cykl mniej lub bardziej regularnych pogadanek o przeszłości elektronicznej rozrywki. Do „CD-Action” przylgnęła (moim zdaniem, niesłusznie) łatka pisma dla graczy mniej wymagających, ale to jest póki co jedyne w Polsce miejsce, gdzie temat historii gier potraktowano poważnie i z takim rozmachem. Za to respekt.

Piszą do mnie ludzie, którzy chcieliby o grach, o ich przeszłości, poopowiadać np. w pracy zaliczeniowej czy licencjackiej na studiach i z miejsca trafiają na ścianę, bo licencjatu (nie mówiąc już o magisterce) nie można oprzeć w całości na internecie. A jeśli chodzi o polskie źródła drukowane – jest wspomniana już „Biblia komputerowego gracza” (rok wydania 1998, zero wznowień), są te trzy nieszczęsne artykuły z „Gamblera”, potem długo, długo nic i dopiero po blisko dekadzie ciszy moje teksty w „CD-Action”. Zostają zakupy na Amazonie i publikacje anglojęzyczne. Czemu? Nie mam pojęcia, zwłaszcza że pokrewne dziedziny ludzkiej działalności (film, komiks) doczekały się także w naszym kraju sporej literatury przedmiotu.

Kaz: Wspomnianą „Biblię komputerowego gracza” recenzujesz na swojej stronie, poddając ją miażdżącej krytyce. Dlaczego to nie jest dobra książka?

BK: Przede wszystkim sama konwencja nie jest dobra – autorzy zaprezentowali wyliczankę tytułów, o każdym dwa czy trzy akapity i wszystko tak lakonicznie, że ktoś, kto w daną grę nie grał, i tak nie zrozumie, o co chodziło, zwłaszcza że nie ma screenów. W tym wymienianiu kolejnych gier zabrakło szerszego wprowadzenia w realia epoki, choćby paru słów o sprzęcie, refleksji na temat ogólnych trendów rozwoju branży – wyliczanka nie układa się w żadną sensowną całość.

Co gorsza, także w kwestii samych faktów autorzy często się mylili, nie chciało im się sprawdzać różnych rzeczy, weryfikować prezentowanych poglądów, popełniają też proste błędy, które zresztą wyliczam w swojej krążącej po sieci recenzji, więc teraz nie będę się powtarzał. Jeśli kogoś to jeszcze interesuje, na pewno znajdzie. Czysto subiektywnie, zabrakło mi też w „Biblii komputerowego gracza” tego charakterystycznego autorskiego stylu, tak dobrze znanego z pism, dla których pracowali twórcy książki. Tutaj wszystko jest jakieś nijakie, pisane drewnianym, topornym językiem… Po prostu źle się czyta. Zresztą sam Gawron przyznał w rozmowie ze mną, że nie jest zadowolony z tej książki. Trochę szkoda straconej szansy.

Z drugiej strony, było to dzieło pionierskie – panowie jako pierwsi w Polsce na serio podeszli do historii gier i próbowali pokazać, że to bardzo ciekawa sprawa. Choć po drodze pobłądzili, i tak szacunek dla nich, zwłaszcza że przez dekadę nikt nie ruszył w ich ślady i dopiero moja książka stara się nieco zmienić ponury obraz sytuacji. Mam nadzieję, że na następną nie będziemy czekać kolejnych dziesięciu lat.



Kaz: Dochodzimy więc do sprawy twojej książki. Dlaczego zdecydowałeś się napisać i wydać książkę o historii gier?

BK: Zaważyły dwa czynniki. Po pierwsze, dramatyczna luka na rynku, o której wspominałem wyżej (tylko „Biblia…” sprzed dekady itd.), a po drugie, czasopismo nie jest najlepszym miejscem dla tekstów historycznych, czyli (przynajmniej w założeniach autora) bardziej odpornych na upływ czasu. Artykuł w miesięczniku żyje równo miesiąc, ale jeśli to nie news, recenzja czy doraźny felieton, mógłby spokojnie pożyć dłużej, bo nic przecież nie traci ze swojej aktualności. Postanowiłem więc zebrać teksty z „CD-Action” w książkę i zapewnić im przez to takie właśnie „drugie życie”.

Później poszło już z górki – naniosłem parę poprawek, dodałem ilustracje i indeks, tu coś wyciąłem, tam dopisałem, poskładałem wszystko tak, żeby utworzyło w miarę spójną całość i gotowe. Z tą spójnością też zresztą bez przesady, bo artykuły powstawały przez pięć lat i zasadniczo każdy jest zrobiony tak, żeby mógł funkcjonować osobno. Widać więc różnice w ujęciu poszczególnych tematów, zmiany formy, zmiany konwencji, niekiedy powtórzenia - zostawiłem je tak, jak były. Dzięki temu teksty można czytać oddzielnie, dozując sobie lub dobierając treści według własnych potrzeb lub uznania.

Doszedłem do wniosku, że taka konstrukcja lepiej pasuje do tego, co chciałem przekazać. „Dawno temu w grach” nie jest – i nie miało być – poważną historyczną monografią, dziełem wyczerpującym temat, kompletnym i drobiazgowym. Może kiedyś ktoś takie napisze (trzymam kciuki), mnie chodziło tylko o nakreślenie kolorytu epoki pierwszych gier, zaciekawienie, pokazanie ludziom, że gry dorobiły się swojej historii z prawdziwego zdarzenia i że jest to historia niezmiernie interesująca, obfitująca w barwne postaci i pasjonujące wydarzenia. Od dekady nikt w Polsce nie spróbował nawet tego, więc myślę, że to dobry początek.

Kaz: Czy ciężko się w Polsce wydaje pionierską książkę o grach? Sądząc po stopce, jest to raczej niszowe wydanie w małym wydawnictwie (własnym?).

BK: „Dawno temu w grach” opublikowane jest nakładem własnym autora i z niewielką pomocą przyjaciół, wspierających proces dystrybucji. Być może zainteresowałby się nią jakiś poważny wydawca, jednak potrzeba niezależności i chęć sprawdzenia się zadecydowały, że wszystko chciałem zrobić własnoręcznie – od postawienia pierwszego znaku w Wordzie, aż po odbiór gotowych książek z drukarni i wciągnięcie ich do mieszkania (a mieszkam na dziewiątym piętrze :).

Internet jest obecnie powszechny na tyle, że każdy potencjalnie zainteresowany czytelnik bez problemu dotrze do informacji o książce i jeśli uzna, że warto ją kupić, w ciągu dwóch dni otrzyma swój egzemplarz od listonosza. Dystrybucja przez system hurtowni i księgarni nie jest niezbędna – tak naprawdę generuje tylko dodatkowe koszty, by mógł zarobić łańcuszek pośredników. Bez nich wychodzi taniej, bo ja też nie potrzebuję zarabiać na „Dawno temu w grach”. To tylko hobby, a mam przecież normalną pracę, więc wystarczy, że projekt się zwróci (na co, biorąc pod uwagę aktualną sprzedaż, są spore szanse). Żeby nie skłamać, przy dobrych wiatrach będę miał z tego przedsięwzięcia butelkę porządnej whiskey, ale jeśli nie, to też bez żalu – gry dały mi piętnaście lat zabawy i skoro mogę się jakoś odwdzięczyć (np. pisząc o nich fajną książkę, która kogoś zaciekawi), to już jestem usatysfakcjonowany.



Kaz: Jakie masz więc porady, dla tych, którzy chcieliby pójść w twoje ślady i wydać książkę w temacie gier komputerowych własnym sumptem? Jakie pułapki czyhają i na co zwracać uwagę?

BK: Pułapek nie widzę żadnych :). Jak wspominałem, zapotrzebowanie w społeczeństwie już jest spore, a będzie jeszcze większe, bo gry stały się poważna gałęzią nie tylko biznesu, ale również kultury - i co za tym idzie, przedmiotem naukowych dociekań oraz ogólnie głębszej refleksji. Chyba tylko u nas wciąż traktowane są jako zabawa dla dzieci - brak np. czasopisma, które byłoby miejscem dla "poważnego" pisania o elektronicznej rozrywce, nie tylko o jej przeszłości, ale także o teraźniejszości czy przyszłości, czegoś na kształt - powiedzmy - "Zeszytów komiksowych". Dlaczego miłośnicy komiksu potrafią, a gracze nie?

Mnóstwo interesujących materiałów, świetnie napisanych tekstów rozproszone jest po niszowych internetowych serwisach i blogach, zdane na łaskę i niełaskę Google'a... Gdyby poskładać z nich jakieś spójne całości? Niekoniecznie periodyk, bo np. z zawartości Atari Online można wykroić fantastyczny zbiór artykułów, który raczej nie stałby się ogólnopolskim hitem, ale dla kilkuset osób stanowiłby ważną pozycję w domowej biblioteczce (dla mnie również).

Kaz: A co porabiasz w życiu, że to tak ujmę, poza-komputerowym?

BK: Moja obecna sytuacja jest ustabilizowana :). Cztery lata temu skończyłem studia historyczne i po różnych życiowych perturbacjach, zarobkowej emigracji na Cypr itp., mam obecnie to szczęście, że mogę pracować w zawodzie – opiekując się archiwami i grzebiąc w przeszłości (a po pracy też grzebię w przeszłości, już hobbystycznie, czego efektem np. książka, o której rozmawialiśmy :)). Poza tym trochę oderwałem wzrok od komputerów (być może parę lat za późno), staram się spędzać więcej czasu w plenerze. W każdej wolnej chwili wsiadam w auto i uciekam w góry. Góry są naprawdę piękne, żadne komputerowe efekty nie potrafią być aż tak urzekające, pewnie nigdy nie będą w stanie wzbudzić tak fantastycznych emocji. Myślę, że to bardzo dobrze.

Kaz: Dziękuję za wywiad i za książkę, którą mnie obdarowałeś na koniec wywiadu. Przeczytałem ją i z przyjemnością stwierdzam, że "duch" Atari jest w niej wszędzie obecny :). Uważam, że każdy miłośnik gier, w szczególności atarowiec, powinien mieć ją w swoich zbiorach. Chętnych do zakupu zapraszam na Twoją stronę.

Od siebie mogę dodać, że książka jest technicznie wydana na naprawdę przyzwoitym poziomie, edytorsko nie ma się do czego przyczepić, a nawet należy pochwalić za ładną i poprawnie użytą polszczyznę, czego brakuje wielu książkom z dziedziny "komputerowej". Jeżeli chodzi o stronę merytoryczną, to nie mam żadnych zastrzeżeń - tematy dobrane ciekawie, podział na rodziały dokanany logicznie i sprzyjający czytaniu. Stwierdziłem tylko jedną wadę - "Dawno temu w grach" czyta się za szybko! Chciałbym zobaczyć kolejną Twoją książkę, w której wiele tematów zostaje rozbudowanych, opisanych jest więcej gier, więcej postaci, więcej anegdot!

Na koniec jeszcze dodam, że jeden z Twoich artykułów zainspirował mnie do prac nad nową gra- konwersją dla Atari - ale na razie niech zostanie tajemnicą, o którą grę chodzi.


2009-02-05 05:37 by Kaz
komentarzy: 16
nosty @2009-02-10 08:15:02
Mialem przyjemnosc przeczytac ksiazke. Powiem tak: żaluje tylko ze jest taka krotka. Mysle, ze fakt, iz autor jest humanistą bardzo się tej ksiażce przysluzyl. Ksiazka napisana jest znakomitym jezykiem, czyta sie plynnie i trudno sie oderwac.
Poszczegolne krótkie rodzialy mozna czytac niezaleznie, ale lacza sie elegancko w calosc.

Przede wszystkim - to nie jest historia gier komputerowych przez duze "H". To raczej ksiazka z ciekawymi historiami na temat gier komputerowych, ktore ulozone sa troche chronologicznie a troche tematycznie.

Znalazlem tylko jeden blad merytoryczny: Preliminary Monty nie byla na Atari wydana na cartrdigu.
Za to dowiedzialem sie masy faktow, o ktorych nie mialem pojecia, choc tematem gier video interesuje sie "od zawsze".

Polecam i czekam na druga czesc!
sikor @2009-02-10 08:34:55
A co do gór i komputerów: jedno nie przeczy drugiemu. Zapraszamy Bartka na Głuchołazy ;)
Kaz @2009-02-10 08:40:49
Czy w tym roku tez beda dni Nysy i odtworzenie historycznej bitwy? Nysa jest parenascie kilometrow od Glucholaz i uwazam, ze warto polaczyc zlot z obejrzeniem bitwy.

Ostatnio gdy tam bylem, osiemnastowieczne dziala przypadkowo podpalily sucha trawe i w srodek bitwy musiala wjechac calkiem wspolczesna straz pozarna :)
gedzior84 @2009-02-10 09:32:07
Po przeczytaniu powyższego wywiadu, stwierdzam że autor ma ciekawie poukładane w głowie i skoro jego wypowiedzi czyta sie tak lekko i z zaciekawieniem, to książka MUSI być nie mniejszym kąskiem :)
Kupię se dzisiaj :)
larek @2009-02-10 12:15:48
No i zamówienie poszło :)
Już się nie mogę doczekać przesyłki ;-)
golem14 @2009-02-10 15:10:20
Ta... Dziennik w piątkowym magazynie ma dodatek, o którym się chwali, iż jest to "Jedyny dodatek kulturalny w Polsce". Kupuję ten magazyn tylko dla tego dodatku. Na początku były w nim 3 pełne strony o rozrywce cyfrowej w tym ciekawy "cyberfelieton". Niestety z czasem zrobiły się z tego 2 strony a w tym roku - "roku recesji" - magazyn zdrożał o 50 gr zaś dodatek drastycznie schudł i zrobiła się tylko 1 strona o grach. Sama gazeta coraz bardziej swoją cienkością przypomina mi pewien wielce deficytowy papier z okresu PRL i pewnie wyląduje tam gdzie i on. To tyle na temat poważnego pisania o elektronicznej rozrywce. Szkoda wielka szkoda.
Ponadto, nie na darmo Kazik śpiewał, iż panuje u nas "komunizm koncesyjno-etatystyczny". Jak za starego systemu opiniotwórcze media traktują wszystko według rozdzielnika. W ten sposób: gry komputerowe, filmy animowane i komiksy to rzeczy dla dzieci, zaś literatura SF to bajki dla nastolatków.

Ech kiedy ja się obudzę z tego koszmaru.

W każdym razie Autorowi książki gratuluje woli i dziękuje za zrobienie wyłomu w tym systemie infantylizacji tej części kultury.

PS. Swoją drogą, gdyby pozbierać wszystkie te prace licencjackie i magisterskie wysychające w archiwach różnych instytutów socjologi, psychologii czy pedagogiki, może dało by się sklecić porządną naukową pracę na temat historii gier i ich wpływu na nas, szczególnie w Polsce.
galu @2009-02-10 22:53:12
Książki - książkami, ale pionierskie lata "komputeryzacji domowej" w naszym kraju zdecydowanie zasługują na porządny, kilkuodcinkowy serial dokumentalny :)
larek @2009-02-19 12:36:30
Książka przeczytana.
Mam ten sam niedosyt, co Nosty i Kaz. Mało!
W pewnych kwestiach nie zgadzam się z autorem, ale to drobne rzeczy. Ogólnie książka jest warta polecenia, co też niniejszym czynię :)
PostScript @2009-02-19 22:13:09
Książka świetna, lecz za krótka. Lektura na godzinę. Przy drugiej kawie ją skończyłem. Miejmy nadzieję, że to jaskółka, która jednak czyni wiosnę :)
Olaf Szewczyk @2009-02-20 13:03:01
@ golem14

W "Kulturze" w wersji pełnej - Warszawa i okolice - ukazują się od debiutu tego dodatku, co piątek, średnio cztery strony o grach wideo. Inne regiony Polski od początku były poszkodowane (najpierw trzy strony, dziś jedna). Nie jesteśmy z tego powodu szczęśliwi, ale proszę mi wierzyć, nie mamy na to jako redakcja żadnego wpływu. O objętości "Kultury" decydują księgowi z Frankfurtu. My możemy tylko się wściekać, że naszą pracę ma szansę w pełni docenić wyłącznie stolica.

Dziś na przykład mógł Pan przeczytać jedynie o grze "Flower". Gdyby kupił Pan "Dziennik" w Warszawie, znalazłby Pan w moim dziale także spory przekrojowy materiał o serii "Final Fantasy", recenzje gier "Skate 2" i "Shaun White Snowboarding", kalendarium premier tygodnia i - jak co tydzień - felieton z cyklu "TechnoParty". Notabene dziękuję za miłe słowo, fajnie jest wiedzieć, że komuś się podoba :)

Trwają prace nad nową makietą wydania internetowego. Podobno "Kultura" będzie miała własną zakładkę i trafią do niej wszystkie materiały z najbogatszej, warszawskiej edycji. Na razie wrzucam w sieć felietony (i co niektóre teksty o grach), może je Pan znaleźć na moim korporacyjnym blogu:

http://olaf-szewczyk.redakcja.pl/

Serdecznie zapraszam
Olaf Szewczyk
wiiboy @2009-02-20 15:22:41
2 kwestie:
1. "Dawno temu w grach" dla byłego gracza hardcorowego, teraz po 30 - te to wspaniała pozycja , by móc się przenieść w przeszłość, do czasu dzieciństwa. Merytorycznie - prawie idealnie.

2. "Dziennik" - panie Olafie naciskajcie na wydawcę, dużo ludzi kupuje wydanie weekendowe tylko ze względu na dodatek kultura i artukuły o grach.
Skromnie chcę zwrócić uwagę na fakt, że Apple z iPhonem i iPodem to mała rewolucja w świecie gier i konsol mobilnych, a u nas w prasie nikt tego nie widzi.
Gry pisane przez jedną czy dwie osoby po 1-2 miesiącach ich autorów czynią milionerami np. iShoot. Warto zwrócić na ten aspekt uwagę !!!!!!!!!!!11
Kaz @2009-02-20 23:47:04
O, widze, ze kwitnie tu ciekawa dyskusja. Witam przybysza z "Kultury", ciesze sie, ze "glownonurtowcy" zagladaja do naszego atarowskiego grajdolka. Pozdrawiam serdecznie.
Kaz @2009-02-21 17:08:58
MaW zamiescil swoja recenzje ksiazki:
http://maw.bblog.pl/wpis,dawno;temu;w;gr...
micnow @2009-03-05 18:06:24
Mało i 1 błąd! Screen z OIperatiuon Blood i podpis że to Operation Wolf!
Tdc @2009-05-04 14:06:40
He, he w Bartłomieju Klusce znalazłem bratnią duszę ;) To co tu przeczytałem świadczy o tym, jak wielką pasją jest dla niego temat. Ma On w sobie TEGO ducha i fajnie go przekazuje. Tu respekt.

Też kiedyś przebrnąłem przez Biblię komputerowego gracza i w pełni zgadzam się Bartkiem, to okropny gniot.
Simi @2013-06-12 22:40:33
Pewnie to już bez znaczenia, minęło tyle czasu od publikacji nowinki, ale podpis do pierwszej fotki ma literówkę. Bartłomiej zgubił literkę T ;)
nickname
e-mail / website (opcjonalnie)
Aktualne tematy
Ciekawostki (4093)
ostatni: 19-11-2018 12:05, Dracon
Książki SOETO (258)
ostatni: 19-11-2018 11:48, Duddie
Bank pomysłów (11)
ostatni: 19-11-2018 11:13, Dracon
Nowe urządzenie Yosha (21)
ostatni: 19-11-2018 09:34, pirx
Gra "Magia" Mirage (13)
ostatni: 19-11-2018 09:05, Duddie
Nintendo walczy z ROMami (36)
ostatni: 19-11-2018 02:39, IRATA4
Druidarium (10)
ostatni: 19-11-2018 02:31, IRATA4
Ziny Serios i Syzygy skąd pobrać? (2)
ostatni: 18-11-2018 22:09, pin
nowa gra (2)
ostatni: 18-11-2018 20:38, Kaz
RETROGranie # (5)
ostatni: 18-11-2018 15:07, tbxx
Nowe folie klawiatur do Atari (16)
ostatni: 18-11-2018 14:09, Duddie
15 kHz (357)
ostatni: 18-11-2018 13:14, makary
Flight Simulator II (21)
ostatni: 18-11-2018 12:06, aniol
Retro Na Gazie (262)
ostatni: 18-11-2018 11:43, RetroBorsuk
Zakończenia gier Atari (109)
ostatni: 18-11-2018 08:15, IRATA4

Kategorie Forum Atarum

Użytkowników: 1909
Ostatnio zarejestrowany: gizus
Postów ostatniej doby: 38

Społeczność/Community


Rozmawiali
Piotr Mańkowski i Kaz (69)
Maciej "Wiewiór" Wiewiórski i Kaz (5)
Marcin "Kaczor" Baryłka i Charlie Cherry (27)
Adam Mateja i Charlie Cherry (7)
Konrad "Scorpio" Rąpalski i Kaz (18)
Jakub Husak i Kaz (18)
[ENG] Steve Hales i Charlie Cherry (47)
Michał "Caruso" Brzezicki i Kaz (17)
Henryk Karpowicz i Kaz (24)
Bartłomiej Kluska i Kaz (16)
Jarosław Kaczor i Kaz (8)
Tomasz Rolewski i Kaz (7)
[ENG] John Anderson i Charlie Cherry (74)
Steve Hales i Charlie Cherry (16)
Artur Moryto i Charlie Cherry (16)
Marek "sivek" Siewior i Charlie Cherry (16)
Dieter "Old Man Tower" Gretzschel i Kaz (8)
John Anderson i Charlie Cherry (10)
Dariusz Bartoszewski i Charlie Cherry (26)
Michał "Miker" Szpilowski i Kaz (12)
«« nowszestarsze »»

Najbliższe imprezy
Jeżeli znasz termin i miejsce jakiegoś zlotu albo spotkania milośników Atari to poinformuj nas. Tutaj możemy wstawić baner i link.

Stragan
Atari USBJoy Adapter oferuje Jakub Husak (0)
Programy: Kolony 2106 oferuje Kaz (6)
Sprzęt: rozszerzenia oferuje Lotharek (18)
Gadżety: naklejki, pocztówki oferuje Sikor (11)
Sprzęt: cartridge RAM-CART oferuje Zenon (4)
Miejsce na drobne ogłoszenia kupna/sprzedaży oferuje Kaz (51)
Sprzęt: interfejs SIO2IDE oferuje Piguła (0)
Sprzęt: interfejs SIO2SD oferuje Piguła (22)

Użytki/Utils
Sprzęt/Hardware

Wynalazki
Atari i Bluetooth napisał Kaz (33)
SIO2PC-USB napisał Larek (45)
Nowe SIO2SD napisał Larek (0)
SIO2SD w CA12 napisał Urborg (9)
Ratowanie ATMEL-ów napisał Yoohaas (12)
Projektowanie cartów napisał Zenon (12)
Joystick do Atari napisał Larek (54)
Tygrys Turbo napisał Kaz (8)
Testowałem "Simple Stereo" napisał Zaxon (3)
Rozszerzenie 1MB napisał Asal (20)
Joystick trzyprzyciskowy napisał Sikor (18)
Moje MyIDE oraz SIO2PC na USB napisał Zaxon (16)
Jak wykonać płytkę drukowaną? napisał Zaxon (26)
Rozszerzenie 576kB napisał Asal (36)
Soczyste kolory napisał scalak (29)
XEGS Box napisał Zaxon (13)
Atari w różnych rolach napisał Różyk (8)
SIO2IDE w pudełku napisał Kaz (5)
Atari steruje tokarką napisał Kaz (14)
DarkMouse napisał Kaz (7)
«« nowszestarsze »»