Dzisiaj zamieszczam wywiad z
Arkadiuszem "ArSoft" Lubaszką,
bardzo sympatycznym i uporządkowanym człowiekiem, co widać zresztą
po jego programach, bardzo estetycznych i dopieszczonych w
detalach. Jak będziecie mogli się przekonać, Arek przeszedł tą samą
drogę co większość z nas - fascynacji komputerami w ogóle, potem
etap wchłonięcia przez górę Fuji, aż do dzisiejszych wspominek o
złotych czasach Atari :). Arek podzielił się też ze mną wszystkimi
swoimi programami, dotychczas przechowywanymi tylko na jego
prywatnych dyskietkach, co skwapliwie zamierzam wykorzystać w
następnej nowince. Obecnie na kilku zrzutach z ekranu możecie
zobaczyć tylko kilka z kilkudziesięciu programów, które wkrótce
znajdą się na atarionline.pl do ściągnięcia. Są wśród nich gry,
użytki oraz nieukończone projekty, które autor ma nadzieję kiedyś
dokończyć. Życzę mu powodzenia, a jednocześnie mam nadzieję, że
inne osoby zachęcone przykładem Arka uczynią to samo i podzielą się
swoimi wspomnieniami oraz twórczością. A oto przeprowadzona z
Arkiem rozmowa:

Arek ze swoim zestawem w okolicach 1993
roku
Krzysztof Ziembik:
Pewnego kwietniowego popołudnia 2006
roku otrzymałem maila, że archiwum gier na atarionline.pl ma pewne
braki. Tak zaczął korespondencję do mnie Arkadiusz Lubaszka,
podsyłając jednocześnie kilka swoich produkcji, za co mogę mu teraz
publicznie podziękować. Tak to się zaczęło, nieprawdaż
Arku?
Arkadiusz Lubaszka: To był oczywiście żart. Masz jeden z
największych zbiorów gier na atari, jeżeli nie największy! Chciałem
dodać kilka mniej znanych programików mojego autorstwa.
Kaz:
I udało Ci się, bo jak słusznie zauważyłes, ja ich w
swoim katalogu nie miałem. Ale sprawdziłem, że i na innych stronach
nie było za wiele Twoich produkcji. Wiem to szczególnie teraz, gdy
podesłałeś mi całą swoją atarowską twórczość.
AL: Dawno, dawno temu, około półtora roku wcześniej, gdy
zdobyłem stały dostęp do netu, przeszukiwałem strony z programami
na małe Atari. Ale oczywiście nigdzie moich produkcji nie
znalazłem, bo i skąd miałyby się tam znaleźć? Jakież było moje
zdziwienie, gdy pewnego dnia trafiłem na stronę atari.fandal.cz i
doszukałem się gry
Hektor. Mało tego! W polu "autor" było
moje imię i nazwisko! Duma mnie rozpierała ;-) Próbowałem dojść do
tego, jakim cudem ten program tam się znalazł.
Kaz:
I do jakich doszedłeś wniosków?
AL: Wydaje mi się, że było to tak: zamówiłem kiedyś magazyn
"SyZyGy". Aby go otrzymać należało wysłać czyste dyskietki. Trochę
głupio mi było wysyłać puste, więc nagrałem na nie moje najnowsze
(wtedy) dziecko czyli
Hektora i jedną z pierwszych wersji
SupGena (chyba 2000 w wersji 1.00). I tak moje dwa programy
opuściły dom.
SupGen zaginął, ale
Hektor przeżył i
dotarł w jakiś sposób do Fandala. Oczywiście mu wysłałem pozostałe
moje "wypociny". Fandal zainteresował się moimi programami,
dostałem nawet list pochwalny :-), ale na swojej stronie umieścił
tylko gry (wielkie dzięki Fandal!). To dopiero było wydarzenie, jak
co jakiś czas pojawiały się kolejne gry. Przy każdej takiej okazji
cała moja rodzina musiała zaliczyć obowiązkowo wizytę na tej
stronie. Zauważyłem, że moje programiki parę razy były ściągnięte,
więc może nie są takie złe...
Hektor - gra inspirowana przez
Robbo
Kaz:
Oczywiście, że nie. Moim zdaniem pisałeś bardzo
estetycznie wykonane programy. I to nie tylko gry, bo i programy
użytkowe. Zamierzam je zaprezentować na mojej stronie już
wkrótce.
AL: Tak właśnie pomyślałem, że może w największym archiwum
jakie znam czyli atarionline.pl też może się zadomowią. Na razie
atari.fandal.cz jest jedyną stroną na której można spotkać kilka
moich dziełek i to tylko gier. Natomiast nigdzie nie ma programów
użytkowych, z których moją największą i najbardziej dopieszczoną
produkcją jest wspomniany wcześniej
SupGen 2000 w wersji
2.00.
Kaz:
Zacznijmy jednak od początku. Kiedy zaczęła się
Twoja przygoda z komputerami i w jakich okolicznościach?
AL: Mój pierwszy raz... to nie był komputer z krwi i kości,
albo z krzemu i plastiku jak kto woli, lecz czasopisma. Teraz już
nie pamiętam, co było pierwsze. Kojarzę, że czytałem "Przegląd
Techniczny", gdzie były wstawki o komputerach. Pamiętam też kurs
programowania w języku Basic w "Młodym Techniku", z którego nic
kompletnie nie pojmowałem. Na dobre zaczęło się wtedy, kiedy wpadł
mi w ręce pierwszy numer "Bajtka". Pewnie już mało osób pamięta,
ale dwa pierwsze numery były trochę inne niż późniejsze. Mam te
egzemplarze do dzisiaj! Wtedy na dobre wpadłem w sidła. Jak można
zauważyć to był wrzesień 1985 roku, ponad 20 lat temu! Nie miałem
jeszcze komputera (nawet nie widziałem go na własne oczy), ale
zacząłem pisać programy. Może teraz się to wydaje śmieszne, ale tak
było. Przypuszczam, że uruchomienie ich nie byłoby możliwe na
żadnym realnym komputerze, ponieważ programy te, oczywiście w
Basicu, były moją twórczą kompilacją różnych odmian tego języka z
różnych gazet. Okres ten zbiegł się z moim początkiem nauki w
szkole zawodowej (kierunek: elektronika). Okazało się, że jeden z
szkolnych kolegów ma ZX Spectrum Plus. Zacząłem go zasypywać moimi
programikami, pisanymi już pod kątem tego sprzętu. Na początku
prostymi, składającymi się z kilku, kilkunastu wierszy. Później
coraz bardziej skomplikowanymi – strona, dwie A4. Ale cóż mi z
tego, jak polegało to tylko na tym, że przekazywałem mu kartki z
programem, a on to w domu wklepywał i mówił czy działa. W
większości nie działało...
Kaz:
Początki bywają trudne. Ale w końcu musiałeś mieć
styczność z namacalnym komputerem...
AL: Pierwszym komputerem, którego mogłem dotknąć i
samodzielnie coś wpisać był Atari 65XE wraz z magnetofonem XC12.
Należał do mojego kolegi. Również w tym czasie ktoś inny kupił
Atari 800 XL, też z magnetofonem, ale już XC11, o ile się nie mylę.
To był taki nietypowy, duży magnetofon wzorniczo zgodny z serią XE.
Nie mając jeszcze swojego komputera pisałem proste programiki i
wklepywałem właśnie u kolegi, ku jego radości. Wyglądało to tak, że
przyjeżdżałem najwcześniej ze wszystkich. Miałem wtedy dla siebie
jakieś 2-3 godzinki. Program musiał działać od pierwszego strzału,
bo nie było już czasu na poprawki. Jak coś poszło nie tak to zmiany
dopiero mogłem wprowadzać za tydzień. Później dochodzili inni
koledzy i zaczynaliśmy wielkie granie w "normalne" gry. I tak
zostałem ukierunkowany na ten rodzaj sprzętu. Do dnia dzisiejszego
dziękuję Opatrzności, że nie zacząłem pracy z C64, ZX-em lub CPC.
Jakoś nigdy nie miałem z nimi do czynienia i dopiero praca pod
emulatorami na PC utwierdziła mnie w przekonaniu, że system Atari
był i jest najlepszy. Ponieważ w klasie uchodziłem za fachowca od
komputerów (wiedziałem co znaczy: LET A=B), więc byłem zapraszany,
żeby coś fajnego pokazać. W tamtym czasie programowanie polegało na
przepisywaniu listingów z czasopism. Ja je rozumiałem i potrafiłem
modyfikować. To było coś! Wtedy powstały moje pierwsze działające
programy.
Kaz:
Czyli jakie? Czy coś z nich się zachowało do
dziś?
AL: W tamtym okresie popełniłem kilkanaście programów.
Niestety do dnia dzisiejszego przetrwały tylko dwa. Może się mylę i
jest ich więcej... nie pamiętam. Na pewno są to gry
Pająki i
Przekładanka. W
Pająkach jest nawet podziękowanie dla
kolegów za udostępnienie sprzętu. Można je zobaczyć na samym końcu
w chwili opuszczenia programu. Do dnia dzisiejszego nie przetrwały
żadne kartki ze „źródłami” tych programów.
Bitwa Morska - jedna z nowszych gier Arka,
dotychczas nigdzie nie publikowana
Kaz:
Jak już wspomniałeś, Atari było Ci przeznaczone :).
I pewnie nadszedł ten piękny dzień, że z użytkownika komputera
kolegi stałeś się właścicielem? Jaki model?
AL: Mój pierwszy Atari to 65XE. Długo męczyłem rodziców, aż
w końcu ulegli. W końcu doczekałem się swojego wymarzonego Atari.
Nie myślałem nawet o innym sprzęcie. Był to rok 1988. Kupiony
został w Pewexie za bony – 125$. Pamiętam jakby to było wczoraj.
Wtedy zacząłem pisać i pisać, a w przerwach grałem. Po dwóch
miesiącach dokupiono mi magnetofon XC12 (później przerobiony na
Blizzard Turbo) i wtedy stałem się prawdziwym użytkownikiem Atari.
Siedziałem dzień i noc przy monitorze (zielony Neptun) i klepałem
swoje "dziwne znaczki", jak określała je moja mama. Śmieszne, ale
za sam magnetofon wydałem prawie tyle, co za wcześniej kupiony
komputer, taka była wtedy inflacja. Wszystkie prace były utrwalane
na kasetach. Większość mam do dziś. Nie wiem czy dałoby się coś z
nich odczytać, ale je mam. Szkoda wyrzucić... Jak już byłem na tyle
wyrośnięty, że mogłem sam zarabiać - kupiłem sobie... uwaga
fanfary... stacje dysków XF551. Później już było z górki. Doszła
drukarka Star LC-20 z MicroPrintem, kolorowy TV 14", SpartaDos X i
masa dyskietek z oprogramowaniem. Kopiami, ale również legalnym
softem, który w tym okresie obrodził (lata 90-94).
Kaz:
Pewnie dużo czasu spędzałeś przy komputerze. Czy to
kolidowało z nauką w szkole albo doprowadzało rodziców do
szału?
AL: Jak pamiętam to cały mój wolny czas poświęcałem
komputerowi. Rodzice chyba nie mieli nic przeciwko – przynajmniej
byłem w domu. A jak mnie nie było w domu to znaczy, że byłem u
kolegi i tam siedzę przy komputerze. Moja nauka była związana z
teletechniką i elektroniką, bo w takich kierunkach się szkoliłem,
nie przeszkadzała mi w hobby. Zbyt wiele też nie pomogła. W tamtych
czasach wykorzystywaliśmy komputery tylko na lekcji matematyki.
Profesorka pytała, ile to jest dwa komputery dodać trzy
komputery... A tak na poważnie w szkole komputery widziałem dwa
razy. Były to Meritum (czy jakoś tak).
Dreszcz - tekstówka, także jeszcze nigdzie
nie publikowana
Kaz:
Jak się dalej toczyła Twoja kariera posiadacza
Atari? Gry? Programowanie?
AL: Na początku była faza zafascynowania grami. Normalka.
Ale zawsze mnie interesowało, skąd ten chłopek na ekranie wie, w
którym kierunku wychylam joystick? Praca nad programem to tak jak
reżyserowanie filmu. To od programisty zależy, co zobaczymy na
ekranie. To mnie zawsze pociągało. Napisałem kilka gier, ale
również sporo programów użytkowych. Przede wszystkim takich, które
ułatwiały mi... pisanie gier.
Kaz:
Pisałeś je w assemblerze czy jakimś języku wyższego
poziomu?
AL: Z początku używałem Atari BASIC. Później przerzuciłem
się na Turbo-Basic XL. Do tej pory uważam, że to jeden z lepszych
języków na Atari. Próbowałem coś pisać wykorzystując Basic XE, ale
konieczność wczytywania dodatkowych bibliotek z dysku była trochę
kłopotliwa. Również konieczność posiadania modułu z językiem jest
problematyczna. Nie każdy miał coś takiego (nikt ze znajomych).
Action też wydawał mi się dziwnym językiem. Zacząłem próby pisania
w asemblerze, ale kiepsko mi to szło. Zostałem przy procedurach w
języku maszynowym. Resztę załatwiał kompilowany Turbo-Basic XL. Z
takim zestawem trudno napisać grę z olśniewającą, szybką i płynną
animacją... No cóż – tak wyszło.
Kaz:
Zakup stacji dysków chyba znacząco pomógł Ci w
pisaniu programów? Wygoda pracy, szybkość dostępu do plików, same
zalety...
AL: Stacja dysków pojawiła się gdzieś w okolicach 1991/2
roku. Kupiłem ją już za własne pieniądze. Skończyłem szkołę średnią
i zacząłem pracować w sklepie komputerowym. Wtedy już byliśmy
wolnym krajem i takich sklepów powstało całe mnóstwo. Nowiutka
XF551 zajęła miejsce obok magnetofonu. Zaczął się problem z
przenoszeniem programów z kaset na dyskietki. Jak się okazało nie
było to takie proste. Z reguły programy, które składały się z kilku
części i w trakcie pracy coś doczytywały, nie dały się uruchomić
bez poprawek na stacji. Jak się okazało, fabryczny DOS XE, który
był dołączony do stacji nie ułatwiał mi tego Zaopatrzyłem się w DOS
2.5. Później doszedł do tego CP zamiast DUP i całkiem fajnie mi się
pracowało na takim zestawie. Niestety nie wszystkie programy udało
mi się przenieść na dyskietki. Wcześniej wymyśliłem sobie, że każdy
mój program zabezpieczę przed listowaniem. Kopiować się dało.
Listować nie. Sprytnie, co? To było tak sprytne, że jak chciałem
zmodyfikować program, aby czytał dane nie z magnetofonu tylko z
dysku, nic nie mogłem zrobić. W ten sposób wiele z pierwszych moich
programów zostało na kasetach na wieczność...
Kaz:
W jaki sposób nachodziły Cię pomysły, inspiracje do
pisania gier? Zauważyłem, że w niektórych programach piszesz, iż są
to konwersje z innych komputerów.
AL: Może nawet nie z innych komputerów, ale komputerowe
wersje gier planszowych, na przykład
Poszukiwacze. Dużo
pomysłów przychodziło mi do głowy podczas czytania różnych
komputerowych czasopism. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie
zrobię gry, która normalnie tworzona jest przez profesjonalistów w
firmach komputerowych. Ale proste gry można było próbować napisać
lub przerobić. Najprostszy przykład to gra
Życie Maklera.
Jej listing ukazał się kiedyś w jakimś czasopiśmie w wersji na ZX
Spectrum. Był na tyle prosty, że napisałem wersję na Atari,
dokładając parę drobiazgów. Modyfikowałem lub pisałem od początku
również programy, które były na Atari. Tak powstała
Odwracanka. Jest to moja wersja programu drukowanego kiedyś,
bodajże w "IKS-ie" (ale ręki nie dałbym sobie obciąć). Ten
programik powstał tak naprawdę tylko po to, aby zobaczyć jak działa
moja nowa procedura obsługi kursora. W przypadku używania joysticka
to faktycznie może być trochę za szybka, ale używając myszki
(takiej, jaką ja miałem, przeznaczonej do 8-bitowych komputerów, a
nie od Atari ST lub Amigi) wszystko chodziło pięknie! Pierwowzorem
gry
Pingwinek idzie do szkoły była gra, którą widziałem
wieki temu w telewizyjnym programie Spektrum. Przedstawiano tam
wtedy super komputer – Amstrada CPC. I przez chwilę była
prezentowana gra, gdzie kierowano ludzikiem, który musiał przejść
po kładce, na której co chwila pojawiały się dziury (może ktoś zna
tytuł tej gry? Chętnie bym w nią zagrał). Jak można zauważyć wiele
gier jest nowym wcieleniem już raz napisanych programów. To też
jest jakiś sposób na to, aby powstało coś nowego. Takim przykładem
jest
Hektor i
Pole minowe II. Filozofia obu gier jest
bardzo zbliżona, żeby nie powiedzieć taka sama.
Życie Maklera to niepublikowana jeszcze gra
strategiczno-handlowa
Kaz:
Nigdy nie starałeś się zarobkowo pisać gry? Czy
chciałeś je kiedyś wydać? Widziałem przy niektórych z podesłanych
mi programów coś co można by nazwać skanem z "instrukcji" albo
okładki. A może to tylko taka maniera, żeby wszystko wyglądało
profesjonalnie?
AL: Widząc takie produkcje jak Robbo czy Fred i Misja mogłem
ze swoimi programami się schować. To nie była moja półka.
Podziwiałem i nadal podziwiam ludzi, którzy tak jak ja, zaczynali
od Basica i potrafili dojść do takiego poziomu, o którym ja nawet
nie wiedziałem, że istnieje. Mało tego, zrobili to w zdecydowanie
krótszym czasie. Ja bawię się z Atari przez 20 lat i pozostanę
chyba w strefie zabawy. Do swoich programów faktycznie robiłem
okładki, instrukcje. Mam nawet zrobioną dokumentację drukowaną, w
której są materiały źródłowe większości programów i gier, które
ukazały się już po zakupieniu drukarki. Wszystko to robiłem dla
własnej przyjemności. Miło było wręczyć koledze grę w ładnie
wykonanej okładce i z instrukcją. Tyle było mojego... W 1999 roku,
gdy napisałem
Hektora (według mnie jest to jedyna gra, którą
można by próbować sprzedać, w starych czasach oczywiście), firmy
takie jak LK Avalon czy Mirage dawno zapomniały o komputerach
8-bitowych. Takie życie.
Kaz:
Twoje ulubione gry?
AL: Zagrywałem się w Alley Cat, Arcanoid, Behind Jaggi
Lines, Blue Max, Boulder Dash, Moon Patrol, Preliminary Monty,
River Raid, a w późniejszym okresie Mózgprocesor, Robbo, Fred,
A.D.2044... i miliony innych gier. Nie sposób wymienić wszystkie. W
okresie, gdy można było kupić legalnie soft produkowany w Polsce,
kupowałem, co się dało. Niestety zauważyłem, że za ilością nie
idzie jakość. Choć wiele gier było doskonałych (Robbo, Fred) to
niektóre były bardzo słabe...
Kaz:
To niestety prawda. A jakie użytki i dema Ci się
podobały?
AL: Z programów użytkowych to był Design Master, XL-Art,
Panther, QA, CMC (choć nie potrafię tworzyć muzyki – całkowicie nie
mam słuchu muzycznego, do swoich programów wykorzystywałem muzyczki
ogólnie dostępne lub wyciągnięte z innych gier). Nie miałem
ulubionego dema. Natomiast uwielbiałem czytać przewijające się
godzinami napisy w demach. Te scrolle to jest coś, czego brakuje mi
w obecnych produkcjach scenowych.
Kaz:
Czy od czasu zakupu 65XE, stacji i drukarki
dorzuciłeś coś jeszcze do kolekcji? Wiele osób, które znam, po
latach dokupiło sobie komputery wymarzone w dzieciństwie. Jaki
obecnie jest Twój stan posiadania?
AL: Bardzo często odwiedzałem giełdę komputerową w sąsiednim
mieście (nie wspomniałem chyba jeszcze o tym, ale jestem
mieszkańcem Sosnowca, a giełda komputerowa była w Katowicach). I
tam pewnego razu (był to rok 1995/6) natknąłem się na Atari XEGS.
Czytałem wcześniej o tym modelu, ale że był to przerobiony 65XE,
nie wzbudzał we mnie emocji. Dopiero jak ujrzałem skrzyneczkę z
dużym napisem "Atari" i odłączalną klawiaturę na kabelku szczęka mi
opadła. Kilka minut i sprzęt był mój! Razem z nowym sprzętem
przybył też nowy gadżet: Light Gun. Zabawa była przednia, w
zestawie była gra wykorzystująca ten pistolet. Ale jedna gra to
mało, musiałem stworzyć coś własnego. I tak powstały
Pająki
II. Ten sprzęt był chyba jednym z moich ostatnich zakupów.
Wcześniej troszkę tego się już uzbierało. Miałem i mam Atari 65XE,
magnetofon XC12 z Turbo Blizzard (obecnie bez kabla, który
wykorzystałem do SIO2PC), stacja dysków XF551, Atari XEGS, Light
Gun, Trak-Ball CX80, SpartaDOS X, drukarkę Star LC-20 (wszystkie
moje programy, które potrafią drukować wykorzystują tylko taką
drukarkę) z interfejsem Micro-Print i myszkę, o zgrozo, z Commodore
C64. Niestety oryginalna myszka Atari była nie do zdobycia, a
commodorowska świetnie pracowała z Atari. Mając takie urządzenie
jak myszka, szkoda byłoby nie wykorzystać jej w odpowiedni sposób.
Wprawdzie komputer rozpoznawał ruchy myszki jak wychylenia
joysticka, ale jednak myszka to myszka. Tak naprawdę to ujarzmiłem
ją dopiero w programie
SupGen2000 2.00. Wcześniejsze próby
dawały albo zbyt wolny (program
HardCopyText) albo zbyt
szybki ruch (gra
Odwracanka).
Kaz:
A pamiętasz jakieś anegdoty albo śmieszne sytuacje
związane z Twoim Atari?
AL: Do głowy przychodzi mi tylko jedna. Kiedyś miałem
koleżankę i zastanawiałem się, co mogę zrobić, żeby zaprosiła mnie
do siebie. I wpadłem, może nie na genialny, ale jak się okazało,
całkiem skuteczny pomysł. Ponieważ była właścicielem tzw. jamnika
czyli radiomagnetofonu z dwoma kieszeniami, a co za tym idzie można
było na nim przegrać kasetę, poprosiłem ją właśnie o skopiowanie
kasety z programem na Atari. Tłumaczyłem się tym, że nie mam
drugiego magnetofony i nie mogę przegrać ważnych programów. Łyknęła
to, nie wiedząc, że mogę to zrobić na moim sprzęcie bez problemów.
A może wiedziała... tego już się nie dowiem.
Pająki II to gierka dla chcących postrzelać
laserowym pistoletem
Kaz:
Czy Twoja obecna praca ma coś wspólnego z
komputerami? Czy hobby zamieniło się w zawód?
AL: W tej chwili zawodowo zajmuję się reklamacjami w jednym
ze sklepów sporej i znanej sieci. W pracy oczywiście wykorzystuję
komputery, ale nie ma to nic wspólnego z programowaniem. Czasami
Excel ze swoim VBA daje mi możliwość wykazania się znajomością
programowania. Ale raczej programowanie to nadal tylko moje hobby i
to coraz bardziej zapomniane. Jednak muszę powiedzieć, że śledzę w
internecie prace innych Atarimaniaków. Cieszę się również z nowego
softu, który nadal powstaje. Miło jest też powspominać z kumplami
stare, dobre dzieje. Jak by nie było Atari to moja młodość...
Kaz:
Włączasz czasem Atari?
AL: Obecnie ciężko pracuję i nie mam czasu na nic, nie
wspominając już o małym Atari... Ale dzięki takim takim stroną jak
Twoja czasami przechodzi mi przez głowę myśl, aby wyjąć sprzęt z
szafy i pograć, jak za dobrych dawnych czasów w Moon Patrol czy
Preliminary Monty...
Kaz:
Mam nadzieję, że uda Ci się od czasu do czasu
odświeżyć miłe wspomnienia. Czy zachowały Ci się jakieś zdjęcia z
TAMTEGO okresu?
AL: Poszperałem troszkę w moim archiwum i znalazłem jedną,
jedyną fotkę na której jestem... powinno być: na której jest moje
Atari! Zdjęcie to datuje na rok 1993/4
(zdjęcie na początku
wywiadu - Kaz). Na drugiem zdjęciu
(poniżej - Kaz) moja
rodzina, która z początku spowodowała odstawienie ukochanego Atari
na dalszy plan, ale w późniejszym okresie, jak córka troszkę
podrosła i zaczęła interesować się grami, postanowiłem, że edukację
również zacznie od małej maszynki. Napisałem specjalnie dla niej
nowe gry, przede wszystkim te z pingwinkiem w roli głównej...
Oczywiście szybko przerzuciła się na PC-ta, twierdząc, że już nie
bawi się zabawkami (to o małym Atari!).
Kaz:
No i miała rację. Obecnie zabawa z Atari to zajęcie
tylko dla dużych chłopców :) Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoją
całą rodzinkę oraz dziękuję za wywiad.
Arek z rodziną