atarionline.pl Wspomnienia z Atari w tle - Forum Atarum

Jeśli chcesz wziąć udział w dyskusjach na forum - zaloguj się. Jeżeli nie masz loginu - poproś o członkostwo.

  • :
  • :

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    • 1: CommentAuthorzijacek
    • CommentTime19 Mar 2013
     
    To co między innymi mocno wspominam to historyjka, którą opisałem swego czasu wysyłając kilka swoich programików w Basicu. Otóż po całym dniu pisania programu, kiedy był on już praktycznie skończony, wyłączono prąd. To był mój pierwszy przypadek tego typu, i nauczyło mnie to bardzo częstego zapisywania pisanego programu. Pamiętam moje rozgoryczenie, jak bardzo wtedy zbrzydło mi pisanie czegokolwiek aż na... całą noc, bo rano wstałem i napisałem to od początku a nawet lepiej :)

    W latach 90-tych, kiedy PC-ty już coraz bardziej wchodziły w życie również w Polsce, w TV zrobił się szum na temat wirusa Michelangelo. Oczywiście oglądali to (chyba w wiadomościach) moi rodzice, po czym zapowiedzieli, żeby nie włączać Atari w tym dniu, w którym miał on się uaktywnić. Mając świadomość braku zagrożenia kompletnie się tym nie przejąłem i komputer oczywiście był w tym dniu włączony. Pech chciał, że jakoś kilka dni później Atari odmówił współpracy. Można sobie wyobrazić jak ciężko było wytłumaczyć domownikom, że to nie mogło się stać przez ten wirus. Koniec końców komputer wylądował w naprawie gdzie ponoć "polutowano naderwane porty". Od razu mi to nie pasowało i faktycznie po kilku dniach od naprawy znowu wisiał. Jednak po kilku próbach uruchomienia zaczął działać (tak zapewne wyglądała faktycznie naprawa). Czasem jeszcze mu się to zdarzało, ale ogólnie działa do dziś.

    Pierwsze gry na własnym Atari to (z tych co pamiętam) The Last Starfighter, Preliminary Monty i jeszcze kilka innych z tej kasety. Największe problemy z wczytywaniem były z Preliminary Monty (chyba ostatnia gra na kasecie). Oczywiście w moim wykonaniu normą w przeciwdziałaniu boot errorom było wyganianie wszystkich z pokoju w czasie wczytywania, i zabronienie wsłuchiwania się choćby przez ścianę czy jeszcze buuuuczy. Co za psychodela. Pierwsze gry w ogóle (u kumpla) to River Raid i Tiger Attack.

    Fajnie wspominam kupowanie zestawów kaset na turbo. Był w Radomiu sklep co zwał się VIKI czy jakoś tak, gdzie mieli piękną listę zestawów i gier w nich zawartych, ale mało kiedy można było dostać akurat ten zestaw, który sobie człowiek upatrzył. Jak miałem jechać do Radomia (mieszkałem wtedy w okolicach) to w noc poprzedzającą miewałem sny o tym, jak to zakupy udają się lub nie (cholera, następna psychodela, normalni ludzie mają chyba nieco inne sny). Później stoisko w jednym samie gdzie mieli oryginalne gry, choć dużo tam nie kupiłem bo spodobało mi się kupno wysyłkowe z listy na ostatniej stronie Tajemnic Atari. Do dziś jestem zły na kolesia, który pożyczył ode mnie większość moich oryginalnych gier i nie oddał.

    Jeszcze jedna historyjka mi się przypomniała, jak to mój ojciec z jakiegoś powodu (o coś podpadliśmy, ale nie pamiętam o co) zabronił używania Atari po przyjściu ze szkoły jak jego nie ma w domu (chciał mieć kontrolę jakąś chyba). Straszny rygor to był, bo groźba pozbycia się komputera w przypadku złamania zakazu dla nas dzieciaków była nie lada koszmarem. Nie często udawało mi się wytrwać, i komputer oczywiście włączałem. Jak to w życiu dziecka bywa, rodzic czasem potrafił wcześniej wrócić do domu. Tak też było razu pewnego z moim ojcem. Ale ja już od dawna miałem plan. Plan piękny i bez wad. W takim wypadku szybko wyłączam komputer. Ale miałem jeszcze jedną wiedzę. Ojciec kilka razy po przyjściu wchodził do pokoju i sprawdzał, czy telewizor nie jest przypadkiem ciepły. Plan więc został rozwinięty o przełączenie telewizora na jakiś program TV, że to niby oglądam coś a nie gram. Tak też zrobiłem. I tu niespodzianka. Obrady sejmu. Ojciec nawet się skapował, ale dowodu twardego nie znalazł (a mógł sprawdzić zasilacz).
    • 2: CommentAuthors2325
    • CommentTime19 Mar 2013 zmieniony
     
    Mi rodzice chowali zasilacz, najpierw od małego Atari (65, 130), potem od Amigi 500. Przyczyniła się do tego uwaga w szkolnym dzienniczku, że komputer rzekomo zabiera mi czas. Do dziś pamiętam kto mi to wpisał i do dziś mnie to denerwuje jakoś tak. Dla gier nie wagarowałem, dopiero zdarzało mi to się gdy w kablówce pojawił się Cartoon Network, a wcześniej nic podobnego nie było dla mnie dostępne (tylko dobranocka koło 19 i jakieś seriale Disneya w niedziele). Kreskówki z Polonii 1 zupełnie mi się nie podobały i mimo prób nie oglądałem. W szkole nie było łatwo bo w sumie to tylko była przerwa w graniu w której kombinowałem jak przejść dany moment gry, czasem bez skutku. Pamiętam, że na takim myśleniu lekcja potrafiła pęknąć jakby miała 5 minut, z tym, że nic z gadania nauczyciela nie pamiętałem. Z czasem zmądrzałem tyci tyci i gdybym nie poznał komputerów miałbym pewnie dziś inne zajęcie i osobowość. W czasach Atari na wyobraźnię działały mi ręcznie rysowane mapy z Bajtka i listingi z pisma Komputer dla obcych mi platform. Skok w bok umożliwiło mi tymczasowe wypożyczenie Amstrada 6128, było to dla mnie jak przejście na 16 bitowca mimo "zielonego" monitora - te detale w "hi-resie" i te grzmiące basy. Na stacji dyskietek ten sprzęt ma wypisane informacje drobnym drukiem, dla mnie to było jak magia. Pewnego dnia na joysticku od Atari przyuważyłem przełącznik opisany jako MSX. Następne tygodnie w szkole zajęło mi snucie domysłów o tym komputerze i jego grach których prawdopodobnie nigdy nie poznam. Nie było wtedy żadnych łatwo dostępnych informacji, a i dziś wiadomo, że ten komputer był w Polsce rzadki i jeśli kupiło się go np. w składnicy harcerskiej to było się udupionym z braku software'u. Do MSX wróciłem dopiero ściągając chyba przypadkiem jego emulator i to już pod Windows 98, wtedy wspomnienia odżyły. Gry okazały się ciekawsze niż się spodziewałem, obawiałem się trochę czegoś w rodzaju produkcji z Atari 2600 czy Intellivision.
    • 3: CommentAuthors2325
    • CommentTime9 Dec 2013
     
    • 4:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime9 Dec 2013 zmieniony
     
    Jeśli (a był to) PRL, to znajoma wykazała się wyjątkowo nieprzystosowaną do rzeczywistości. A złodziej powinien mieć wyrzuty sumienia do końca życia.

    Mój ojciec mówił: daj cegłę! i ją gdzieś chował. M4-47 m.kw, znalazłem bez problemu. Problem był, że zasilacz się grzał, ale wpadki nie było :) - nie byłem na tyle gupi, żeby prosić o zasilacz zaraz po przyjściu rodzica po pracy do domu. Natomiast zostałem wówczas wśród znajomych sam z Atari - reszta posprzedawała.
    • 5: CommentAuthors2325
    • CommentTime9 Dec 2013
     
    To podpierdzielone Atari mogło zmienić zainteresowania dzieciaka i kompletnie zmienić jego przyszłość. Jednak ten komputer nie z każdego człowieka informatyka czyni i część osób które znam wspomina go tylko jako zabawkę, wypełniacz czasu, nic więcej. Być może tak powinno być.
    • 6:
       
      CommentAuthorhospes
    • CommentTime10 Dec 2013
     
    TO ja może nieco późniejsze wspomnienia. Już takie DUŻE... Atari

    Turrican 1 - grałem na Atari STe - w tamtych czasach, czyli około 91 - 90% to piraty. Gra około 3/4 się zawieszała. Ktoś powiedział, że jak się przejdzie na jednym życiu, to będzie można grać dalej.
    Że niby jak się nie rozpoczyna etapu po zgonie od nowa to się w pamięci nie zapisuje. Więc do tej pory masterowałem grę, żeby ją przejść do tego momentu. UDAŁO się, ale gra i tak się zawieszała. Dziś zdecydowanie nie miał bym takiego zacięcia;)
    • 7: CommentAuthors2325
    • CommentTime10 Dec 2013
     
    "Wszystkie Pewexy jakie pamiętam, miały kasy oddzielne od lady gdzie prezentowano i wydawano towary. Jak już człowiek zdecydował się na zakup, sprzedawca wypisywał paragon, z paragonem szło się do kasy, tam pani przyjmowała dolary albo bony, wydawała pokwitowanie i z pokwitowaniem szło się odebrać towar, który już czekał. We wszystkich Pewexach wyglądało to identycznie, bo wszystkie były urządzone na jedną modłę, nawet wywieszki z różnymi ogłoszeniami miały identyczne.
    A Atari 65XE kosztował 125 dolarów, dokładnie pamiętam, bo długo na niego zbierałem (plus magnetofon XC12 - 48 dolarów).
    Co najśmieszniejsze - dziś działający kosztuje też coś koło tego..."
    • 8:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime10 Dec 2013
     
    To chyba na tych magnetofonach tak zarabiali :) Nigdy nie rozumiałem, dlaczego są one takie drogie, powinny jakieś 25 $ max kosztować. Wyprodukowanie tego kosztowało coś pewnie z 5 dolarów.
    • 9: CommentAuthors2325
    • CommentTime10 Dec 2013
     
    Nie doliczając napędu można było pisać power without price ;) Bez niego pozostawał zapis programów analogowo-zeszytowy i sprzedający zdawał sobie z tego sprawę.
    • 10: CommentAuthorblb
    • CommentTime10 Dec 2013 zmieniony
     
    U mnie te ceny wyglądały troszkę inaczej. O ile się nie mylę to za jednego joya zapłaciłem $20. A rachunki i karty gwarancyjne mam do dzisiaj :) Zrobiłem fotki więc sorki za jakość :) Sorki ale nie wiem jak wrzucić fotki więc podsyłam linki:

    http://imageshack.us/a/img62/2529/8wr9.th.jpg

    http://imageshack.us/a/img855/8805/gpn1.th.jpg

    http://imageshack.us/a/img43/5098/nxix.th.jpg

    http://imageshack.us/a/img10/2663/r37s.th.jpg
    • 11: CommentAuthorBluki
    • CommentTime10 Dec 2013
     
    N I E A K T Y W N Y
    Usuń znaczniki [IMG] i [/IMG].
    • 12: CommentAuthors2325
    • CommentTime5 Oct 2015
     
    "interesowania się mikrokomputerami przez SB to nic niezwykłego. SB interesowała każda dziedzina życia obywateli jednak partia nie miała problemu z akceptacją komputeryzacji społeczeństwa, czego dowodem może być powstanie w 1986 roku czasopisma „IKS”. IKS początkowo był wydawany jako dodatek do propagandowego Żołnierza Wolności. Zdarzały się wprawdzie kwiatki w postaci odmowy zezwolenie na oficjalny import Atari 800XL, z uwagi na jego zbytnią „luksusowość” dla socjalistycznego społeczeństwa ale ogólnie komputeryzacja domów była faktem tolerowanym przez władzę"
    "Ośmiobitowce były optymalnym na tamte warunki środkiem dydaktycznym. Pozwalały ćwiczyć programowanie, dysponowały mocą obliczeniową wystarczającą do prac biurowo – projektowych. Swobodnie można było uczyć na nich podstaw algorytmizowania. Nie wyobrażam sobie, na uniwersytetach, sal wypełnionych RIADami albo ODRAmi. Po pierwsze przestrzeń. Po drugie produkcja tych maszyn szła na potrzeby przemysłu oraz, tak potrzebny krajowi, eksport. Także uważam ośmiobitowce za środki optymalne do warunków."
    "z tamtych czasów pamiętam że za jakieś wielkie pieniądze na które poszła cała kasa z mojej komunii i jeszcze ojciec musiał pracować nadgodziny ( to chyba było jakieś 54 tys.) miałem protoplastę ZX Spectrum czyli ZX-81 kupiony w ZURT. To były moje początki z komputerem gdzie grafika była wielkości jakiś wielkich kwadratów no i tylko dwa kolory czarny i biały. Potem było Commodore 64 (oba te komputerki mam do dziś jako pamiątkę). Te małe maszyny nauczyły mnie dwóch rzeczy. Jednego to szanowania własności (nie łatwo było zdobyć coś takiego i dużo było wyrzeczeń) a drugiego to programowania. Basic był prostym językiem a ta wiedza że to „coś daje” przydała się potem gdy na studiach na Politechnice Poznańskiej musiałem się nauczyć programowania i w Pascalu i w C++ i w asemblerze. szczególnie ten ostatni było mi łatwo ogarnąć gdyż komendy podobnie jak w Basicu są wykonywane po sobie. Tak udało mi się skończyć studia a teraz projektuję strony internetowe i PHP, XHTML, CSS i podobne nie są mi obce. A studia wcale nie były informatyczne tylko Elektronika i Telekomunikacja ale nic by się nie wydarzyło gdyby nie ten mały 8-mio bitowiec. Wręcz mogę powiedzieć że ułożył mi życie, gdyż jestem osobą niepełnosprawną (jeżdżę na wózku od urodzenia) i nie wiele zawodów mógłbym wykonywać a tak moja przyszłość jest spokojna i pewna. Nie sądzę by jakakolwiek dzisiejsza konsola w taki sposób pokierowała życiem młodego człowieka jak tamte pokolenie pokierowały 8-bitowce."
    "Jako człowiek pracujący w IT od 19 lat, mogę powiedzieć, że u mnie też kontakt ze Spectrusiem i Amstradem ułożył mi życie. Niestety uważam, że był to jeden z największych błędów w życiu. Powiedzmy sobie szczerze, pracownicy IT zawsze uważani są za gorszych, nikt ich nie szanuje, a najgorszy jest przelicznik czasu pracy na pieniądze. Dziesiątki godzin przesiedzianych, by coś zaczęło normalnie funkcjonować … Nieprzespane noce, a tak zwane społeczeństwo robi łaskę jeśli ma zapłacić za usługę. Czasem mam wrażenie, że chcieliby aby to im płacić za to, że coś zepsuli. Miło wspominam pojawienie się pierwszego Spectrum’a w domu ( miałem wtedy 7 lat). Pamiętam szok, gdy przekonałem się jak szybko wczytują się gry na CPC6128 ze stacji dyskietek … Miło, ciepło się na sercu robi ale …"
    "Pierwszym mikrokomputerem z którym się zetknąłem był C-116, a był to gdzieś 1985 r. Chwilę potem miałem dłuższy kontakt z C-64 i to już był taki szok poznawczy, że ani modułowy Sharp MZ-721 ani Spectrum + ani Unipolbrit, że o C+4 czy Atari XE/XL nie wspomnę, nie zrobiły na mnie wtedy przez kilka lat wrażenia. Dopiero zabawa u kuzyna, przez całe Święta w 1987 r. platformą MSX 1 (to była Spectravideo SVI738, sprzedawana na karty „G”
    • 13:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime6 Oct 2015
     
    Pamiętam jak dziś gdy w pierwszej klasie szkoły podstawowej pani wychowawczyni zadała temat: kazała nam narysować jak spędziliśmy wakacje ,narysowałem wnętrze pokoju -widok z fotela na ekran kilku calowego radzieckiego telewizorka z odpalonym Spelunkerem .
    Na wakacjach byłem z kolegą i jego mamą nad morzem ,pamiętam iż wyciągała nas z domku praktycznie na siłę obiecując słodycze i inne nagrody za wspólną wędrówkę na plaże .


    Pierwszą grę odpaloną na własnym Atari był Gun Law ,więcej już chyba pisać nie trzeba ,dodam tylko że wgrywała się z 200 obrotów.
    Po kilku porażkach w Gun Law/a zniesmaczony wgrałem Pitstop/a w którym miałem problem ze zmianą opon ,jak się udało to byłem mega szczęśliwy i grałem do późnej nocy.Moi rodzice z początku ... (a jak) chowali mi magnetofon ,nie zdawało to jednak egzaminu ponieważ gdy nie miałem magnetofonu to przepisywałem te trzy podstawowe programy z książeczki dołączanej do A8,lekko je modyfikując,czasami pisałem coś własnego w oparciu o wyżej wymienione,zaczęli więc chować zasilacz który i tak zawsze potrafiłem znaleźć ,sprawdzali także "ciepłotę"tv którego używałem do A8 ,lecz jak ich nie było to Atarynkę podłączałem pod inny telewizor w "dużym pokoju" miałem wtedy kolor i dźwięk :-),potem zaprzestali chowania sprzętu , w szkole szło mi całkiem dobrze a poza tym babcia miała pilnować bym za długo nie grał,ponieważ byłem niejadkiem to np :za zjedzenie obiadku miałem extra bonus na Atari.Pamiętam także pewne przegięcie ,mianowicie byłem chory i tak mniej więcej z tydzień nie chodziłem do szkoły ,koleżanka Kaśka która zresztą też miała Atari z "zielonym" monitorem i mieszkała w domku sąsiadującym z moim blokiem codziennie przynosiła mi zeszyty bym był na bieżąco ,zeszyty przepisywała mi moja babcia a ja w tym czasie beztrosko sobie grałem ,któregoś razu Andrzej (Tata)zapytał ..."czemu babka zeszyty ci przepisuje ?,sam nie potrafisz?,nie wstyd ci?... od tego komputera to masz już dwie lewe ręce"... ciekawe co by powiedział jak by wiedział że sobie gram w tym czasie .
    Mój staruszek nie był w sumie aż taki zły,pamiętam jak poprawiał mi coś w magnetofonie , jak razem graliśmy w Mr Robot i jak przyniósł mi z pracy takie dwa prostokątne czarne Joye z zielonymi przyciskami które dość ciężko chodziły ale były dość wytrzymałe , wyglądały tak jakby ktoś sam je wykonał .
    • 14: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime6 Oct 2015
     
    Ale śmieszne te opowiadania i wspomnienia. Jeszcze się śmieję z pierwszej strony, nie mogłem więcej czytać.

    Później sobie przeczytam wszystko od nowa i dokończę.
    Fajne, trzeba mieć czas na czytanie... :)


    Ja puszczałem sobie czasem genialne muzyczki z Atari na głośniku dość dobrym stosunkowo z subwooferem w postaci drewnianej obudowy olbrzymiej, z metr wysokości miała ta kolumna. Jak leciał Draconus, albo Perestroyka Demo, to takie dźwięki, że ojej...

    Potem mnie koledzy w szkole z wyższych klas nawet pytali, i, co na muzyce się znali na co dzień, ale tej, co ludzie słuchają, a nie komputerowej, 'co to za muzyka tak leciała genialna przez okno i ściany? Syntezator jakiś, czy keybordy, szedłem pod oknem i słyszałem...' - musiałem do szkoły potem przynieść nagrane na taśmę muzyczki do pokazania w klasie, ale nie było takie ładne na magnetofonie, potrzebna była ta kolumna głośnikowa z subwooferem właśnie od wieży. Hmm... może nie było to śmieszne, ale strasznie się cieszyłem, że ktoś, kto nie zna Atari tak na co dzień a muzykę zna, twierdzi, że to jakieś genialne dźwięki, keyboard, albo coś... to było fajne, bo to Atari tak grało... he...' :)

    Dużo mam wspomnień... ale mówią, że trzeba z umiarem, wolę się nie narażać, bo mnie wyrzuca z Forum.
    • 15:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime6 Oct 2015
     
    kilka razy miałem takie zdarzenie gdzie idąc dokądś słyszałem z czyiś okien dźwięki z Atarowskich gierek ,odczucia jak najbardziej pozytywne bo w końcu nie tylko ja odsłuchuje muzyczek z A8 nie szczędząc głośności.
    • 16: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    Jak byłem na giełdzie komputerowej w Kielcach, gdzie mieszkałem 2 lata (7 i 8 klasa)- pierwszy raz byłem na prawdziwej giełdzie komputerowej, ale to chyba była mniejsza giełda niż ta znana na Grzybowskiej w Warszawie. Ale jednak raz w życiu dzięki temu, że mieszkałem już wmieście prawdziwym, w którym robili jak widać giełdy, mogłem być i zobaczyć jak to jest, zanim niedługo skończyła się era 8-bitowców. Przynajmniej dla mnie. Dokładnie po tych dwóch latach. Więc to bardzo życiowo wartościowe było dla mnie, bo poznałem bezpośrednio z doświadczenia osobistego jak to jest na giełdach pod koniec lat 80-tych, czyli na samym początku lat 90-tych. Tego się nie da cofnąć, więc mam, dzięki bogom, inaczej mógłbym tylko wspominać o giełdach Bajtka na Grzybowskiej i generalnie o giełdach typowych dla tamtych czasów, a tak mogę z tego, co doświadczyłem.To bardzo ważne doświadczeniowo i na całe życie. Oczywiste.

    Potem na Grzybowskiej były już PC-ty tylko w sumie i jakieś małe stoiska z Amigami i tego typu sprzętem, więc to już nie to. Wszyscy grali w Wolfa na każdym kompie - to była nowość. AT, XT można było kupić albo części, pierwsze gry na PC typu Prince of Persia, King's Questy... super wszystko, ale to już inna giełda- PC-towa, czyli współczesna...

    No i teraz chodzi mi o to, że na tej genialnej typowej giełdzie 8-bitowców, na której byłem - Atari 65XE był jakby tylko w TLE, pomiędzy innymi wszystkimi 8-bitowcami a przede wszystkim Atari ST i Amigami 500. Było słychać właściwie Amigi i ST, grafika genialna na Amidze, dźwięki, wszystko, ST to ktoś chyba miał dla formalności, że istniej i bardzo dobrze, to ważne. ST był jak PC poważny i tak mu zostało. To nie zabawka. Oczywiste.


    No i Amiga grała w sumie i mogłem na żywo zobaczyć jakie są gry i dema na Amidze i już wiedziałem, że na pewno chcę mieć Amigę 500. To się zrobiło moje marzenie i wiedziałem, że muszę ją mieć jako nowy mój komputer po tylu latach pracy i doświadczeń życiowych milionach i po całym życiu od dziecka wychowując się na Atari 65XE i żyjąc Atari jakby był częścią mojego życia na co dzień nierozłączną i na zawsze - ale czasy się zmieniają, człowiek robi się dorosły, trzeba iść z duchem rozwoju i czasu i postępem. A do tego takie dema i gry i grafika i muzyka i wszystko, jak genialna maszyna spełniająca wszystkie marzenia możliwe Atarowca 65XE po latach używania Atari, że zna się już wszystko, co możliwe... i czas chcieć więcej.

    ... i potem już była szkoła średnia akurat za chwilę akurat jak byłem zdecydowany, że sprzedam Atari 65XE, dołożę sobie skądś albo wyżebrzę jakkolwiek, nie to było ważne jak, ważne, że musiałem mieć Amigę 500. To było jak genialna zmiana całego życia dotychczasowego, jak postęp cywilizacyjny o całą epokę kosmiczną nie do wyobrażenia w moim życiu myśląc o tym... a myśląc, że to nie jest tylko sen i jakieś marzenie, o którym się myśli, że to 'tylko marzenie' i wraca się do swoich spraw, wiedząc rozmyślając, że to naprawdę może się spełnić i jest możliwe, przecież wystarczy sprzedać Atari, skombinować trochę więcej pieniędzy jakkolwiek i przecież wystarczy ją sobie kupić. Ta świadomość jak rozmyślałem o tym jak wyżej opowiadam, że naprawdę mogę mieć Amigę tak jak marzę i to jest przecież realne, skoro tak sobie pomyślałem robiła niesamowite poczucie, że marzenia można realizować. Bo wcześniej o tym nie myślałem nawet. Wystarczyło pomyśleć. Kurde... jak cud.

    No i potem już miałem na gotowe PC 386DX 33MHz i nie miałem wyboru... sprzedałem za rok czy dwa potem Atari 65XE w zamian za Sound Blaster 8-bit 'Genius' - gdzieś na Pradze kupiłem, pewnie mam gwarancję jeszcze na tego soundblastera. To był znowu skok cywilizacyjny... no to była muzka.Komfort 100% wtedy i zacząłem czuć się znowu jak w domu, czyli jak na Atari 65XE. No i tak zostało... :)

    No i na tej giełdzie chyba tak się wydarzyło, że Atari 65XE był pomiędzy wszystkimi komputerami grającymi i stolikami i zamieszaniem i wszystkim - jednym z wielu w tle idąc po giełdzie i oglądając wszystko. Bo znałem Atari i fajnie,mogłem popatrzeć, jakie spisy gier mają sprzedawcy do zaoferowania do kupienia, popatrzeć fajnie, że gry, których się szukało i chciało mieć- były dostępne - wystarczyło kupić, coś kupiłem sobie genialnego, chyba Mózgprocesora akurat... wieczór już był pamiętam - od razu do domu w nocy biegiem w znaczeniu szybkim stabilnym równym i dynamicznym krokiem do celu jak zawsze 'na cel' reszta nie ważna, tylko cel do osiągnięcia jak w grze w najszybszy sposób, czyli kierunek => DOM.

    I mogłem uruchomić grę, a nawet kilka chyba. Nie pamiętam teraz. Na pewno jedynie przygodówki kupiłem. Ta druga była na wyspie, palma, chatka, pomost nad jeziorem... kolorowa, ciekawa. Na statku potem,cała przygoda genialna.

    Po drodze tylko jedno marzenie jedynie istotne: żeby gra się uruchomiła bez problemów. Nic ważniejszego już nie byłoby potem - byłbym w raju... ale najpierw naprzód kontynuując 'na cel' => dom... etapami.

    No i w sumie fajna była ta giełda. Super wydarzenie i atmosfera i mi zostało. Potem poznałem sprzedających i można było się umówić na kupienie gier w domach lub gdziekolwiek.

    ... ale tam Atari był trochę jakby właśnie w tle. Nie był jedyny. To pozwalało czuć się w świecie komputerów i 'w branży'. Ale byłem gotów zawsze bronić Atari w razie potrzeby przyznając się od razu widząc coś nie tak gdyby się wydarzyło nie daj Boże: 'ja też jestem Atarowcem, a co się stało?' - Fajne uczucia i przeżycia.

    Lubię to na zawsze.

    Można poznać inne rzeczy i być na czasie i w temacie i na bieżąco z ludźmi i z branżą i wracać do swojej drogi, czyli Atari.

    Hmmm... wspomnienia... nie wspominałem sam sobie tego wcześniej aż tak dokładnie, nie wiedziałem,że aż tyle pamiętam -samo się zaczęło przypominać w szczegółach... ciekawe ile jeszcze mam zagrzebane w układach pamięci?...
    • 17: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    @IRATA4: skoro o dźwięku było, to a propos Atari 'w tle' jako grafika, to mi się skojarzył super film Pan Samochodzik i 'Niesamowity dwór' - Atari w samochodzie kierował automatycznie po polach i łąkach bez udziału kierowcy, albo nie - robił mapę chyba w terenie zamglonym z widocznością 20% i można było jechać patrząc na mapę zamiast przed siebie. I inne sztuczki robił. Ciekawe, czy to był Atari?
    • 18:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    ->link<-

    ->link<-

    ostatnio sam szukałem
    • 19: CommentAuthors2325
    • CommentTime7 Oct 2015 zmieniony
     
    "Wyspa, palma, chatka" to Mindshadow:



    Książkowy Pan Samochodzik i Niesamowity Dwór jest teraz do kupienia w kioskach. Co do okien to kilka lat temu ktoś z okien wieżowca na innym osiedlu niż mieszkam puszczał muzykę tytułową z gry Agony (Amiga), a z 5 lat temu z okna bliskiej mi starej kamienicy wydobywało się wczytywanie gry z taśmy w normalu (Atari).
    • 20: CommentAuthors2325
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    "Dla mnie najwspanialszym miejscem w PRL-u był warszawski stadion „Skry”. Już wtedy sprawdzała się zasada, że obiekty sportowe w Polsce lepiej nadają się do handlu, niż do organizowania imprez sportowych. Na stadionie „Skry” rodził się polski kapitalizm, zanim jeszcze upadł komunizm.
    Czegóż tam nie było! I amerykański „Playboy”, i magnetofony „Sonego”! I nawet zachodnie książki sensacyjne, amatorsko tłumaczone i wydawane na powielaczach. A wszystko to dumnie spoczywało na ziemi. Dziś na targowiskach łatwiej obejrzeć ziemniaki, bo przynajmniej nie trzeba kucać. Ale wówczas nikomu to nie przeszkadzało. Co tydzień w ciasnych alejkach tłoczyli się miłośnicy zachodniej elektroniki. I nie tyle po to, żeby coś kupić, co pooglądać. „Skra” była oknem, przez które można było zajrzeć do świata Zachodu."
    "Przed 1989 r. z komputerów w Polsce korzystali albo zawodowcy, posługujący się kolejnymi „Odrami” i „Merami” albo garstka amatorów, którą stać było, aby wydać fortunę na Atari czy Amigę. Reszta mogła elektronowe mózgi pooglądać w telewizji. A radio nadawało takie szmery i trzaski, które po nagraniu na kasecie magnetofonowej okazywały się programem komputerowym."
    "Sprowadzane z Anglii ZX Spectrum i Amstrady CPC były jeszcze przed Pewex-owym Atari. Nierzadko spotykało się też Commodore 64/VC-20/16/116 czy Plus/4. Sam pamiętam też specyfiki typu Spectra-video czy Sharp MZ-700/800. Popularne były sprowadzane z Niemiec Atari ST z klawiaturami w układzie QWERTZ. Ja od 1986 roku używałem Timex-a 2048 zakupionego w Baltonie. Nieco później komputery te sprzedawała także Centralna Składnica Harcerska. Sprzętu było dosyć dużo, a wymiana oprogramowania (nawet korespondencyjnie) szła pełną parą. Nie spotkałem natomiast przed 1989 rokiem nikogo z Amigą."
    • 21: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    @IRATA4: te linki już dokądś prowadzą. Dzięki. Zastanawiałem się a propos tego Niesamowitego Dworu i GPS-a Deluxe ze sztuczkami w postaci Atari gotowego do pracy na zlecenie lub auto-monitoring na zlecenie, czy były jakieś inne grafiki zastosowane profesjonalnie w dowolnych branżach i na rynku - w tle z Atari - na bilbordach, do robienia okładek czasopism, ulotki, jakieś inne projekty do zastosowań komercyjnych, edukacyjnych, itp. - tak samo z muzyką. Że patrzysz: 'plakat fajny' - widzisz robotę Atari 8-bit. To musiałoby być charakterystyczne na pewno.

    Ostatnio na fb widziałem jakieś obrazy robione w technice farb wodnych (akwarele) ale z rozciąganiem 8-bit w stylu komputerów typowych 8-bit. Jak na Atari właśnie. Na Atari robiło się 'ręcznie' obrazki ładne bezpośrednio na kompie różnymi technikami, a tu są obrazy impresjonistów 'rozmalowywane' na styl 8-bit. Bardzo ładna robota. Chyba atarionline dało nawet linka jakiś czas temu i może to stąd mi zostało.

    @s2325: Dzięki. Śliczny obrazek. :) To Mindshadow właśnie, tak. Stąd mi zostało słowo 'hut'. Chatka jest przez 'ch', a hut przez 'h'. :)

    To była opuszczona okolica właśnie i stąd atmosfera była w grze, że trzeba patrzeć co się stało, nikogo nie ma... i zagadka tajemnicza od razu - naprzód. Jak w Gunslinger trochę, klimat dzikiego zachodu. Puste trochę miasteczko westernowe, koń zdechł po drodze ale udało się dojść do miasta - ulica na wskroś prosta przez miasto piaszczysta i domki istotne po obu stronach a pod wzgórzami kopalnia... no i przygoda... jedynie zostali się pracownicy urzędowi w tym miasteczku, poczta zdaje się, ktoś w salonie, fryzjer... no i trzeba iść... prosto na opuszczoną kopalnię i dalej...

    Ten Mindshadow działa w zapamiętaniu tytułu jak Koronis Rift Lucasfilmu - są gry, które znam i są bardzo dobre i nietypowe w okolicy innych znanych, jakościowo i wykonaniem, pracą ciężką producenta i autora, który coś chciał pokazać ważnego w swojej produkcji, jak Star Wars, Indiana Jones - bardzo ciężkie produkcje pod względem scenariusza (waga istotności scenariusza jest olbrzymia, jak filozofia życiowa cała, czyli życie całe autora) - a wykonanie na tyle, na ile uda się zrobić zgodnie z możliwościami maszyny. Stąd Lucasartsu gry były takie 'ciężkie' i jak zawsze dopracowane. Im można zaufać, jak wiadomo. The Eidolon była powolna, ale też widać, że 'pewnie Lucasartsu' perełka jakaś. No i właśnie. Wystarczy początkowa winieta i dźwięk 'tiiiiuuuuuuuuuuuuuuu' - Lucasfil Presents... :)

    Tak samo w piosenkach z 80-tych i 90-tych lat może nawet niektórych jest z tymi tytułami. Zna się piosenkę zawsze i lubi bo klasyka, a NIGDY nie można zapamiętać tytułu już na drugi dzień po tym, jak sobie przypomniano: znikają jak wyczyszczone po śnie z mózgu - jak formatowanie informacji. I nie ma. Tak zauważyłem już wiele lat temu i to zasada prawdziwa, jak metoda jakaś i nie wiadomo jak działa. A działa 100%. I nie ma zmiłuj. Nie da się zapamiętać niektórych tytułów nawet, gdyby powtarzać sobie codziennie na pamięć - po zaprzestaniu powtarzania - znika. I nie ma zmiłuj. Jakieś formatowanie tych informacji albo Norton Disck Doctor Eraser, ale jak to działa? Przykładem jest Silent Running - Mike & The Mechanics (nawet nazwy zespołu nie mogę zapamiętać nigdy i zawsze - absolutnie):



    Z Atari w tle pewnie.. i Lucasartsem...
    • 22: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    W Mindshadow rysowało się obiekty 'placami' w interlacing podobnie jak w Troll's Tale Sierry... łatwo operować obiektami w przygodówce wtedy... ciekawa technika. Ładne.
    • 23: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    @2325: z okna to pewnie ktoś słuchał wgrywanie gry na normal na youtube, chyba nie wgrywał sobie na XC 12? :)
    • 24:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime7 Oct 2015
     
    a to czemu ?
    Ja czasami wgrywam z XC 12,co prawda w turbo ale jednak wgrywam z starego przeklętego dziada który wciągnął kilka kaset ,magnetofony mam dwa jeden czyta w turbo niektóre gry ,nie czyta w normalu ,drugi za to w normalu i turbo czyta jednakże nie wszystko z turbo wchodzi ponieważ miał niemajstrowane przy głowicy ot taki z klapką i folijkami zabytkowy oryginał :-).
    • 25: CommentAuthors2325
    • CommentTime8 Oct 2015 zmieniony
     
    "Byłem na tyle młody, żeby na początku lat '80 bezkrytycznie się w komputerach zakochać. Dosłownie. Rodzice nas zabrali do Włoch, na klasyczną komunistyczną wycieczkę wartburgiem z namiotem, sterroryzowałem całą rodzinę żeby na nic pieniędzy nie wydawali, bo jak coś by zostało to miało pójść na mój komputer (tak na marginesie, zderzenie z Zachodem było dla mnie traumą). W każdym bądź razie dorastałem wraz z rozwojem technologii komputerowej - Spectrumy, Atari, Commodore, Amiga, PCet, bardzo wcześnie miałem też internet PPP (co ciekawe, właściwie używałem głównie dla pl.rec.soc.polityka, kto pamięta ten wie o co chodzi ...). I to nie były tylko gry, grzebaliśmy w programach, zaczynałem na 8 bitowcach opanowywać Assembler, co z dzisiejszego punktu widzenia jest wogóle niewyobrażalnym bezsensem. Pisałem muzyczki na Fast Trackerze i tamtakie. Były coniedzielne giełdy komputerowe, masa gazet i ogólnie hobby. Bajtka czytałem od pierwszego numeru. Pamiętam jeszcze w wydaniu biało-czarnym był opis gry tekstowej "Hobbit - czyli tam i z powrotem". Nie mogłem zagrać, to chociaż książkę przeczytałem. I tak 10 letni dzieciak rozpoczął przygodę z fantasy, która bardzo długo trwała i w jakiś sposób ukształtowała łeb (bo same SF to już wtedy znałem trochę, matka kupowała mi takie serię czarnych zeszytów, głównie autorzy rosyjscy i polscy, pamięta ktoś ?). A i zauważyłem, że i generalnie komputery bardzo mocno wpłynęły na moją mentalność, ja (autentycznie) patrze na świat i działam przez pryzmat gry. Gry i procedur. A właściwie jest jeszcze inaczej, liczy się tylko gra, wynik jest jakby sprawą drugorzędną. Inna sprawa, że takie gry strategiczne, które były moim konikiem wzbudziły we mnie pewne predyspozycje, nie ma co mówić. W każdym bądź razie, komputer miał ogromny wpływ na nasze pokolenie. I było to spontanicznie, nowe, świeże, i bardzo rzutkie. Można powiedzieć, jak pierwsze pokolenia rock and rolla, później już wszystko było wtórne. Koniec ery Nowego Świata datuję na przejście z DOS na okienka."

    "Do dziś mam gdzieś Bajtki, a w nich recenzję Hobbita w kolorze, wraz z opisem języka Inglish, by móc w takich grach się poruszać ;-) Osobiście nie miałem nic prócz PC. Kumple mieli C64, Atari 500/600/1200 tudzież jakieś Atari. Moi rodzicie nie kupowali mi takich rzeczy, otoczony byłem mnóstwem książek, zwłaszcza naukowych, które zacząłem czytać jak tylko nauczyłem się składać litery. Pod koniec SP otrzymałem pierwszy, w 100%% mój PC (486SX IBM PS/1). Był przestarzały, ale w końcu mój. I się skończyło pochłanianie wiedzy."

    "próby programowania zakończyłem na Atarynce i teraz wogóle nie jestem w temacie. C64 miałem krótko, a wraz ze śmiercią 8 bitowców zaczęło się już bardziej używanie programów niż grzebanie (z drugiej strony, PCet pod DOSem wymagał znajomości systemu). Mnie zafascynował dźwięk na Amidze i program Fast Tracker. Ileż jak godzin spędzałem na robieniu muzyczek, samplowaniu itd. !!! Wychodziło jak wychodziło, samouk byłem, nie znałem nikogo kto to potrafił robić, ale nic mi chyba w życiu nie sprawiło tyle radości. Wogóle nie byłoby techno gdyby nie Amiga, wg mnie. To była nowa możliwość robienia muzyki dla ludzi muzycznie niewykształconych. Ha, mi do dzisiaj siedzą w głowie kawałki z najlepszych demo, mogę spokojnie je zanucić, tak mi w głowie zostały."
    • 26: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime8 Oct 2015
     
    @irata4: w sumie tak. Zależy pod jakimi oknami się przechodzi. Przypomniała mi się piosenka akurat bardzo fajna z tamtych czasów, też oczywiście z Atari w tle, bo to te czasy, ma się rozumieć. Strasznie fajna, od razu mam marzenia i wizje - w nawiązaniu do wczorajszego komentarza co pisałem w wątku polecania gier o Strip Pokerach.



    Zależy w które okno patrzeć a pod którym przechodzić. W Cieszynie nad Wisłą gdyby przechodzić kilkadziesiąt lat temu pod oknem i balkonem jednego z domów, można było usłyszeć w oryginale śpiewane przez autora i twórcę w oryginale piosenki Czesława Niemena - podobno - znajoma mi opowiadała, która musiała tego słuchać - ten z czarną broda śpiewak taki, też znany - od 'Jesieni', dziwny jest ten świat chyba, jakoś tak kojarzę. Niektórzy już mieli dosyć tego piszczenia na całą okolicę, a on tam mieszkał i ćwiczył podobno.

    Z mojego okna było słychać krzyki i wyzwanie się straszliwe brzydkie albo muzykę z gier na Atari i wgrywanie w Turbo K.S.O. 2001. na normal to wcześniej. Godzinami tak grało, zanim była muzyczka. Ale za to jaka potem np. w Ninja. Warto było czekać, żeby tylko Boot Error nie było po 30 minutach. Kurde... i od nowa.

    Głowicę od XC12 to przemywałem perfumami. Niektórzy je pili podobno, bo były dość tanie,a ja korzstałem z dowolnych, jakie były w okolicy, żeby watką przemywać głowicę, czasem wióry z waty zostawały, to wyciągałem palcami i chyba znowu było tłuste, ale nauczyłem się czyścić głowicę i nie było gier, które by mi się nie wgrywały. Wszystkie się wgrywały 99%. Musiały. Te, co nie chciały, chyba nie istniały na moich taśmach, bo sobie układałem ładnie kopiując kopierami odpowiednimi, co dobrze kopiowały i było gotowe na zawsze. Wystarczyło zadbać o każdy szczegół samodzielnie.

    Kopiowanie na dwukasetowcu to było jak szok cywilizacyjny i skok do hurtu, który zniszczył całe piękno przygotowywania sobie własnych zestawów ulubionych kaset z ulubionymi grami jak się chciało. Ktoś przyszedł 'po prośbie' o jakieś gry na Atari, kilka chociaż i skopiował sobie hurtem. No załamka. Tyle dni i godzin tysiące pracy. I hurtem w godzinę - gotowe. A druga strona to nie wiem - chyba, też godzinę. Były magnetofony, co kopiowały obie strony na raz raz idąc po tasie? jakieś dwugłowicowe?

    Śrubeczkę trzeba dokręcać i odkręcać przy głowicy odpowiednio na słuch wgrywanej gry - od razu słychać, czy sygnał jest stabilny i mocny, że aż przyjemnie słyszeć, że 'teraz się wgra, maszyna, komando, jaka siła - słychać' - i pojawia się dynamicznie jak skok po pierwszej części gry biały kwadracik w lewym górnym rogu albo wykrzyknik i naprzód... wgrywanie gry....

    W Turbo inaczej trzeba było zadbać trochę, ale podobnie w sumie... i kręcąc głowicą we wszystkie strony delikatnie sekwencyjnie suwając jak po pasku albo linijce odpowiednio, znaleźć miejsce, w którym gry pożyczane się wgrywały. Kiedy udało się skopiować na swoje taśmy gry pożyczone, to u siebie miało się już na jednym standardowym stabilnym ustawieniu głowicy.

    Rozregulować chyba się nie dało tak zupełnie, wystarczyło sensownie patrzeć co się robi i regulować. I gotowe. READY[].

    Jakie to szczęście, kiedy gry, które 'się nie wgrywają', czyli odrzut 'nie działa' - nagle się 'łapią' i zaczyna się wgrywać... i potem reszta, wszystkie działają... genialne. I można kopiować kopierem póki działają i ma się... już na zawsze. Ratowanie gier przed skasowaniem 'bo nie działa'... ech... działa. :) Dzięki, fajne gry... - Wgrały się? - tak. Genialne. Wszystkie... - Hmmm... a możesz pożyczyć, bo u mnie się nie wgrywa? :)

    Da się wyregulować na odległość taką, żeby czytał i na normal i na Turbo. Trzeba przeczyścić czyścikiem do głowic i ustawić nie tylko w pionie przód tył ale i w poziomie i sprawdzić, czy nie przesunęła się sama na sos albo coś. Musi być dobrze wyregulowana na standard najlepiej na początek i prowadnice taśmy sprawdzić, czy nie rozklekotane, poprawić mocowania elementów jak widać po otwarciu klapki - bez rozkręcania - tyle co użytkownik może palce poprawić. I gotowe. Powinno wczytywać wszystko równo. Przedmuchać, oczyścić i ustawić głowicę i po drugiej stronie głowicy 'za taśmą' sprawdzić, czy idzie równo i nie miażdży i odpowiednio. I nawet wkręcać nie będzie. Chyba, że wałki idą nie równo. Jeden się blokuje albo spowalnia przez zanieczyszczenia, a drugi pędzi szybko, bo jest czysty. Trzeba przedmuchać i sprawdzić palcem wałki, czy dobrze się kręcą jednakowo. I więcej elementów nie trzeba tykać, jeśli silnik działa a wałki się kręcą. To tylko to, co wyżej. I powinno grać.

    Rozlutowały mi się kabelki od Turbo KSO od wejścia do dżojstika i nie wiem jak polutować, nie mam schematu. A nie chce mi się szukać, musiałbym się tym zająć. Hmm... sprawdzę w wolnym czasie, żeby wiedzieć... pełno kaset mam, może jeszcze się wgrywają...

    Też zaczynałem od Hobbita i Władcy Pierścieni Iskier - mam chyba jeszcze. Z obwolutą Hobbit z 82 roku chyba i małe wydanie grubych książeczek iskier - trzy tomy. Kieszonkowe wydanie. Genialnie, jak grube portfele wyglądają, a po przeczytaniu jeszcze grubsze, pękate takie, ale nie rozklejają się. Dobra robota. Grube, małe a trwałe. Genialne wydanie. I pachnie tradycyjną książką klasyczną.

    Ta instrukcja do Hobbita, to ja kojarzę z Lord of the Rings vol., 1 na PC - super książeczka, cała instrukcja z elementami gry jak opowieść - w punktach. W grze było napisane w okienku: spójrz paragraf [nr] w instrukcji i było genialnie to czytać i to po polsku - mam oryginalny komplet jeszcze. Ultima VIII z mapą na płótnie Brytanii całej też.

    Ja nauczyłem się DOS-a i Turbo Pascala w wakacje po zakończeniu wieloletniej przygody z Atari. Dwa miesiące zabawy z PC 386DX i umiałem programować w Pascalu i obsługiwac MS DOS nawet ze strumieniami. Książka Andrzeja Marciniaka Turbo Pascal 5.5 wystarczyła - genialna. Jak WOjciecha Zientary do Programowania Atari - i po tylu latach doświadczenia z Atari w dwa miesiące miałem opanowane programowanie i obsługę systemów i wszystkiego w PC a potem w szkole średniej już mogłem iść dalej z zawodem i pasją - pojawiły się Computer Expo w Pałacu w Warszawie, potem w 95 już nawet poza pałacem, w filach chyba gdzieś, Chip się pojawił, taki czerwony i tak dalej... ale dzięki tym dwóm miesiącom wakacji od razu byłem zawodowcem na PC-tach. Wystarczyło szybko poznać jak się lubiło. Na Atari dało się programować, super, a tu (na PC) nie dość że, to od razu po kompilacji miało się plik *.exe! No genialności. Można pisać od razu i gotowe, każdy może sobie zagrać, nie ucząc się metod jak na Atari, bo nawet nie zdążyłem. Do konca programowałem w Atari BASIC i dopiero na PC zobaczyłem, że mam gotowy EXE! :)

    To była epoka w kosmos. Sam mogę pisać gry prawdziwe i programy, które się wykonują, a na Atari robili tylko znawcy.

    No i epoka poszła do przodu. :)

    U mnie przy SF tylko i wyłącznie musi być przygoda w świecie znanym podobnym do ludzkiego. Nie mogę dotykać nawet książek, w których tworzy się światy od podstaw i określa własne nazwy (to najgorsze, co może być w światach tworzonych), zasady dziwne, inne światy, które nie mają tych samych zasad co w realnym świecie, ludzkim, znanym. Czyli nigdy nie lubiłem kosmicznych rzeczy, jak Space Quest potem przykładowo - wynika to z tego właśnie - nie lubię kosmosu, bo jest nieludzki i straszny trochę przez skomplikowanie i nieciekawy. Mechaniczny. Nie związany ze światem, który lubię i znam. Czyli nieciekawy i bez sensu, obojętnie jak by go starać się opisać lub stworzyć lub poprowadzić - nie do lubienia.

    Fantazy tak, kosmos SF absolutnie nie.

    Jak w Phantasmagoria 2 trochę przykład - super i bardzo ciekawa gra, a w pewnym momencie zaczęło się dziać w jakichś kosmicznych dziwnych miejscach - no i to był koniec grania. Nienawidzę kosmosów. Bo wszystko mi się zlewa w jedna kupę złomu.

    A taka genialna gra. Obejrzałem resztę na klipach po kilku latach dopiero.
    • 27: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime8 Oct 2015 zmieniony
     
    Musiałem dopisać a propos SF, bo jak mi się przypomina, że coś niepełne napisałem, to wiem, że skłamałem tak naprawdę i to mogłoby mnie zabić potem i musiałbym się tłumaczyć. Wolę pełne wypowiedzi zawsze dawać, żeby dziur nie było i mnie mnie pytali, albo coś źle rozumiano, broń Boże. Wtedy mam spokój i mogę zapominać, inaczej bym nie mógł, męczyłoby mnie jak samobójstwo a do tego musiałbym się tłumaczyć. Wolę zawsze od razu całość powiedzieć, tylko potem mówią, że za dużo opowiadam. Ale tłumaczę, że inaczej by miano wątpliwości albo dopytywano, zawsze lubię i wolę robić robotę RAZ. I mam spokój, nie muszę pamiętać i zawsze mogę mówić, bo wiem, że cokolwiek powiedziałem, czy napisałem, na pewno 100% prawda i mam zawsze wolne w życiu dzięki temu i spokój. A jak ktoś pyta o cokolwiek, to nie muszę się o nic martwic, zawsze tylko to samo opowiadam, więc nie muszę mieć stresów, no tak wolę, oczywiste, nie jestem masochista, lubię mieć spokój w życiu i robić co lubię, oczywiste i nie myśleć o niczym, co nie lubię, oczywiste...

    No właśnie o tym SF musiałem dopisać, bo by mnie to zabiło potem, co napisałem wyżej i musiałbym się tłumaczyć i mówiono by, że przecież mówiłem, etc. i musiałbym precyzować i udowadniać, że po prostu nie w pełni napisałem i w skrócie.

    SF fantasy w znaczeniu ludzkie coś, ale też nie światy tworzone jak te kosmiczne, że tysiące bohaterów ze swoimi imionami i historiami prywatnymi i sprawami, jak jarmark i każda nieważna rzecz nazywana o zgrozo imieniem i nazwiskiem nawet i herbami i przydomkami i pełno śmiecia i męczy to i do wyrzucenia... i o kosmosie podobnie - tysiące nowych słów, nazw, jak armagedon od razu się wyrzuca, żeby nie zepsuć sobie głowy głupotami.

    Dobrze zrobione fantasy to opowiadania Sapkowskiego i ewentualnie ta saga o Wiedźmince (5 cz. chyba) - składna opowieść i sensowny świat przedstawiony i stworzony.

    I Tolkien tak samo - analogicznie - jest historia i elementy od razu znane i te same i stąd klasyczne, a nie namnażanie śmiecia nieważnego i nikomu niepotrzebnego, w tym niepotrzebnego powieści.

    No i o to chodzi, że SF i Fantazy tak, ale 'kosmos dziwaczny' nie.

    Bo o kosmosie i technice genialne rzeczy S. Lem pisał i w jakimś sensie P.K. Dick - światy ciekawe przedstawione, genialne nawet i mądre i pouczające - i wielu innych...

    Musi być składne, ciekawe i sensowne, czyli Fiction IN Science lub Science in Fiction, w skrócie SF, ale nie robienie kosmicznego śmietniska, chrońcie bogowie i kosmiczne śmieciarki - Marcin Wolski fajne rzeczy pisze, nawet genialne. Polecam. :)

    SF i Fantasy - bardzo blisko i przenikają się jedno i drugie... aby to nie był śmietnik i to z nazwanymi każdymi śmieciami z osobna i z historią => i śmieciara zabiera, uff... => na śmietnik do utylizacji i znika z parą => nowe śmieci... jak opowiadam i staram się pokazać o co mi chodzi.
    • 28: CommentAuthorbruno_j
    • CommentTime8 Oct 2015
     

    smaku:

    Bo o kosmosie i technice genialne rzeczy S. Lem pisał i w jakimś sensie P.K. Dick - światy ciekawe przedstawione, genialne nawet i mądre i pouczające - i wielu innych...

    Proza Lema, choć z wielką przyjemnością regularnie do niej wracam, przez opisy technikaliów strasznie się zestarzała. Sposób przedstawiania świata przez Dicka powoduje, że czyta się jego książki jakby powstały wczoraj.
    • 29: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime8 Oct 2015
     
    @bruno_j: Dokładnie to potwierdza genialność tego typu prozy napisanej przez tych autorów, którzy zostają uznani za klasyków. SF pisze się dokładnie 100% z tą myślą, która wyżej jest potwierdzona w Twoim komentarzu. To jest prawdziwe SF i taki jest cel SF - to jest fantastyka naukowa, czyli pokazywanie świata naukowego, ale jeszcze z przyczyn techniczno-cywilizacyjnych, czyli 'terminowych' nie istniejących, bo są to opowiadania z wyprzedzeniem czasu w tematach naukowych opisywanych. To najważniejszy i podstawowy, jedyny i wiodący cel prozy typu SF - pokazanie świata prawdziwego realnego zgodnie ze znaną wiedzą i nauką aktualną - co wynika z tego w przyszłości zwyczajnie indukując w sposób najprostszy, czyli naukowy, trzymając się oczywiście zasad naukowych. SF typu fantasy - to trochę podrasowane tematy i światy, jak w jakimś innym wątku tu na atarionline o emulowaniu Commodore 64 na Atari 65XE. Możliwe się da w całości idealnie 100% nawet - wystarczy zrobić z tego, czym się dysponuje, czyli atari i commodore, kabelki i druty i to tyle. Ale zrobienie emulacji Amiga 500 na Atari 65XE - to wymagałoby podrasowanie Atari 65XE do technologii pozwalającej emulowanie Amigi 500 w jej pełnej specyfikacji technicznej własnej, czyli nie wiadomo jak to zrobić i od czego zacząć, ale porozmyślać można, że Antic, GTIA, Pokey i pozostałe układy Atari 65XE musiałyby być troszkę podrasowane, czyli poprawione w specyfikacji, taki upgrade niewielki, a efekty byłyby zdumiewające prawdopodobnie i Amiga 500 emulowana na Atari 65XE byłaby o niebo genialniejsza i perfekcyjniejsza od oryginału, bo układy Atari są genialne i perfekcyjne, a amigowe nie, więc zamiast skrzeczaka amigowego czy commodorowego - uogólniając linię sprzętu unixowego typu zx spectrum skrzypienie i piski - byłoby genialne cudo w postaci Amigi 500 realizowanej na genialnych układach Atari 65XE. Czyli jak raj Amigowo-Atarowy, inaczej Atari nie ma tego, co ma Amiga - każdy wie czym to się różni, w tym gry i dema, etc. widać i słychać, oczywiste, a Amiga nie ma tego, co ma Atari, czyli samo skrzypienie ale gorsze niż w niższych klasach 8-bitowych, bo piski i zgrzyty idą drogą zx spectrum w coraz gorszy armagedon i kosmos chaosu skrzeczącego i to w 16-bitach i więcej kanałów i armagedon skrzypiącego chaosu i gruzu... a wystarczy iść drogą POKEY-a... tą samą droga, ale POKEY-a. Wystarczy porównać na 3-ech kanałach grających Atari 3 kanały grające Commodore 64. Inna klasa i jakość. Jak spectrum i atari lub unix i Windows. Świat drutów skrzypiących, albo idealnych instrumentów muzycznych genialnie kalibrowanych i dających czyste, piękne, harmoniczne brzmienia jak naturalne. Albo piekło mechaniczne i gruz, albo raj i muzyka i ambrozja. Taka jest różnica.

    No i to byłyby marzenia opowiadane w powieści SF oparte na aktualnie znanych i wykorzystywanych przez cywilizacje ziemskie technologiach, ale już gotowe za kilka dni i można się bawić. To jest SF właśnie. Czyli nauka i gotowe, ale pokazane i opowiedziane wcześniej, niż było możliwe, żeby pokazywać, ostrzegać i nauczać. Czyli klasyka, kunszt, mądrość i edukacja, czyli przyszłość realna pokazana i opowiedziana w szczegółach i aspektach wielu ważnych.

    To jest SF.

    Blade Runner przykładowo jest aktualny i działa. 100%.

    Lawnmoverman też. 100%.




    Inne też.

    Jak pokazano lata temu.

    To jest prawdziwa SF - z definicji.
    • 30:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime8 Oct 2015
     
    @smaku
    Czesław Wydrzycki(Niemen) z tego co mi wiadomo to w Cieszynie nie przebywał ,Piosenkę "Dziwny jest ten świat"nagrał już po utworzeniu Akwareli w raz z muzykami z innego zespołu i dostał za nią nagrodę .
    Dobry patent z tym ustawianiem głowicy ,ja w swoim magnetofonie (Turbo 2000)ustawiałem "na słuch"i daję słowo iż już po dwóch trzech obrotach byłem w stanie powiedzieć czy tytuł się wgra czy też nie,no chyba że były zagięcia taśmy powodujące pykanie.
    Na szczęście mam teraz SIDE i od paru lat się nie męczę .
    • 31: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime8 Oct 2015
     
    Możliwe, że jakiś okres swojego życia mieszkał lub był gościnnie u rodziny albo znajomych w Ustroniu, albo Cieszynie (Śląsk Cieszyński) - usiałbym sprawdzić dokładnie. Nie wszystko się opowiada, żeby ludzie wiedzieli. Może to stąd. Może był zydem, albo antykomunistą i miał jakieś problemy i uciekł w góry na jakiś czas? Nie wiem... ale takie mam informacje z pierwszej ręki, czyli wzroku i słuchu i świadomości, która mi o tym opowiadała, niekoniecznie musi to być prawda, mogłem coś źle zrozumieć albo zapamiętać. Różnie bywa. Nie ma znaczenia. Chodziło o okna i przechadzanie się pod nimi albo zaglądanie z daleka przez lornetkę na przykład, różnie może być z oknami i balkonami... :)

    SIDE to nie zna, sprawdzę.

    Na słuch nauczyłem się potem rozpoznawać wszystko, co wydaje dźwięki jakiekolwiek - od razu poznać nie widząc, czy coś sjest sprawne, co robi, jak się zachowuje, gdzie, nawet rozkładając na elementy i widząc całe zdarzenia i okolicę słysząc jedynie. Samochody tak działają, motory, maszyny dowolne, co mówić natura, ludzie, zwierzęta, rośliny nawet, wszystko, co powoduje dźwięk - fajnie jest to słyszeć, czy działa dobrze albo jak i gdzie i 'co tam się dzieje' i dlaczego w szczegółach nawet, że rura brudna i buczy, albo za cienka i męczy silnik, albo przerywa coś, słaby dopływ, albo dusi się, albo inne objawy - od razu wiadomo co poprawić, nawet w sprawnych nowych rzeczach, słychać, że nie jest to dobra praca, albo jest i co konkretnie jest nie tak - słychać przecież. Oczywiste. :)

    Jak muzyka... :)

    Musi być ładna lub odpowiednia jaka powinna, czyli ładna jaka powinna, czyli ładna - inna byłaby brzydka, czyli 'coś nie tak'...
    • 32: CommentAuthorbruno_j
    • CommentTime9 Oct 2015
     
    @IRATA4 ustawianie na słuch działało też w normalu i ATT/AST/UM. OIDP to w przypadku tych ostatnich było nieco trudniejsze.
    • 33: CommentAuthors2325
    • CommentTime9 Oct 2015 zmieniony
     
    "U Marka w dużym pokoju siedział jego 17 letni brat Tomek na kolanach
    trzymając komputer. Z moich wspomnień wyłania się obraz c64 w obudowie
    typu "chlebek" ale kilka lat temu Marek zarzekał się, ze jego
    zdaniem był to VIC-20. Niestety nie było żadnych gier a brat Marka
    kategorycznie stwierdził, że komputer służy do programowania a nie po
    to, żeby grać. Niemniej i tak wzbudził nasz podziw przepisując z kartki
    program dzięki któremu kółeczko (mające być kulką) odbijało się od
    brzegów ekranu. Kilka tygodni później po usilnych namowach i ciągłym
    przypominaniu o swoich ponadprzeciętnych wynikach w nauce Tomek i Marek
    dostali od rodziców c64 wraz z magnetofonem. Sprzęt był używany, a
    były właściciel dołączył do niego kilka kaset z grami. Aby zagrać
    musieliśmy nauczyć się tak ważnych rzeczy jak ustawianie głowicy i
    wgrywanie ABC Turbo. Gdy już to opanowaliśmy mogliśmy grać. Pierwszą
    grą którą odpaliliśmy był Tapper. Opanowało nas szaleństwo.
    Grywalność Tappera jest powszechnie znana więc chyba nikogo to nie
    dziwi. Kolejnymi grami były takie hity jak River Raid i Giana Sisters. Aby
    stworzyć lepszy klimat do grania zaciągaliśmy zasłony w pokoju i
    zamykali drzwi. Nic nie mogło nam przeszkadzać.
    Któregoś dnia po powrocie od Marka usiadłem obok taty i powiedziałem
    słowa, które dusiłem w sobie od roku: "Mógłbym dostać
    komputer?" Nie posiadałem się z radości kiedy ojciec odpowiedział,
    że pogada o tym z mamą. Chyba dobrze mu poszło bo obiecali, że po
    zakończeniu roku szkolnego kupią mi c64.
    W moim miasteczku pewien początkujący rekin biznesu otworzył w owym
    czasie mały komis RTV. Miał też komputery. Ułożone w stosik. Niektóre
    z pudełkami - nówki nieśmigane inne używane co było widoczne nawet
    gołym okiem. Wszedłem tam z tatą a właściciel spytał tylko:
    "Atari czy commodore?" odpowiedz mogła być tylko jedna. Do domu
    wracaliśmy z pudełkami zawierającymi całkiem nowy Commodore 64C i magnetofon datasette :) Zaczęło się szaleństwo. Kupiłem kilka czystych kaset i przegrałem od Marka wszystkie gry. Zagrywałem się w Tappera, Gianę,
    Barbariana, River Raid i masę innych. Minęło trochę czasu a biznesik
    faceta od komisu RTV rozrósł się do rozmiarów dużego sklepu. Pojawiły
    się słynne kasety "Najlepsze", "Najnowsze","Logiczne" itd. które znane są chyba wszystkim, którzy grali w gry ;) w tamtych czasach. Rozwaliłem styki grając w Decathlon i kupiłem legendarnego Quick Shota, skopano mi kilkanaście razy dupsko w Micro Soccerze, kilka razy uderzyłem komputer widząc napis "LOAD ERROR", wstawałem w soboty o 7:00 rano aby ścigać się w Pit Stop 2. Wtedy, na początku lat 90 zostałem stu procentowym graczem. W szkole omawialiśmy jak przejść kolejne plansze w Rick Dangerous a mama
    załamywała ręce widząc, że zamiast do odrabiania lekcji siadam do
    kolejnej sesji z grami na commodore."

    "Początek lat 90. był czasem kiedy w Polsce wykluwały się firmy, które dziś są potęgami ale też powstawały efemerydy, o których nikt już nie pamięta. Starowali dzisiejsi biznesmani, interesy ubijali drobni handlarze z targowisk. Wraz z rozwijającymi się przeróżnymi dziedzinami gospodarki rosła też w siłę prasa a w szczególności ta kolorowa. W Polsce pojawiać zaczęły się gazety oferujące rozrywkę na wszelkich poziomach od gier komputerowych, motoryzacji czy sportu przez muzykę aż po branżę erotyczną. Z racji tego, że zawsze ciągnęło mnie do gazet (co dziś ma odbicie w tym co robię zawodowo) gdy tylko czymś się interesowałem szukałem tytułów prasowych na ten temat. Internet w każdym domu był w owym czasie jeszcze snem szaleńca. Nawet strona polskiego rządu powstała dopiero w 1994 r. Trudno więc mówić o powszechności. Wszelkie wiadomości z przeróżnych dziedzin młodzi ludzie czerpali więc z prasy. Do dziś pamiętam jak z wypiekami na twarzy kupowałem kolejne czasopisma komputerowe. „Bajtek” odchodził już powoli do lamusa a jego miejsce zajmował kultowy dla wielu „Top Secret”, którego zostałem wiernym czytelnikiem."
    • 34: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime11 Oct 2015 zmieniony
     
    @2325: te firmy w latach 90-tych to dwie pamiętam 'na od razu': jedna, w której kupiłem swój pierwszy PC-et i został mi na zawsze, niedawno (kilka lat temu) na giełdzie bebechy, właściwie cała jednostka sprawna centrala - bez dysku twardego zdaje się - opchnąłem za 50 zł. Jak za darmo, a poszło pewnie za min. 300 - kupowany w 92 w Protechu na Sadach Żoliborskich - między bloki podjazdem trzeba wjechać - za przystankiem w stronę Placu Wilsona.

    I druga znana , bo była 'ślicznym obudowowym' bublem, nie do użytku, ale robione pod 'firmę markową', czyli Optimus. Jak aktualnie buble i wirusy i szmelc na Cloud (Chmura) - liczy się miliardy badziewia i szmelc i zagrożenie armagedon, ale za to w 'ślicznej okładce' - tak kojarzę Optimusa - nigdy bym nie dotknął NIC 100% z tego typu firm no i teraz Cloud to samo 100% - jak wirusy marketingowe.

    Wolę dobre rzeczy, a nie okładki śliczne z pustką i złomem w środku, oczywiste. Bo to są firmy jak w tym filmie:

    - Hello? Hello? I've got a message for You... you... you... uou... uuunix... ix... x...ix... unix message send revieve... in Cloud vanished and armagedon... bugs... only COVER... bugs and death inside... :)

    Beware! Cloud Cover! with bugs living alive inside... RUN!

    - Jeszcze nie działa do końca sprawnie, ale wkrótce, obiecujemy, że będzie działać...

    - Oczywiste... nie ma problemu...




    Te czasopisma to były świetne pod koniec lat 90-tych, ale już ie Bajtek, bo robił się komercyjny, nie zachował klimatu lat 80-tych... za to powstawały własne autorskie czasopisma genialne jak Tajemnice Atari, potem Top Secret a potem Secret Service - już opisywano gry na PC właściwie potem, ale Secret Service był genialny - chętnie kupiłbym lub zdobył cały komplet wszystkich numerów, które się ukazały. Lubię ładną dobra robotę, tak jak lubiłem zawsze dobre gry i dema na Atari a Secret Service był dobrą robota i kolorową - bardzo ładna rzecz. Takie lubię. I nie była to tylko okładka i robaki w środku... dzięki Bogom... :) Wartościowe rzeczy.

    Top Secret stawał się gorszy tak jak Bajtek - podobny styl 'gładki współczesny' nieklimatyczny się robił... - marketingowy bardziej, stąd już potem szmelc...

    ... i potem zaczęły wychodzić zagraniczne a te polskie jak jakieś spoza rzeczywistości realnej i świata komputerów - przedruki skądś - z bylekąd i byle co - i w końcu nie wolno było już kupować żadnego czasopisma od 95 czy 96 roku... no i do dziś (2015 rok) nie kupuję... oczywiste. Amen.

    Może kiedyś będą jakieś dobre czasopisma współczesne w klimacie komputerów prawdziwych, czyli o realności będą pisać i w dobrym klimacie, który się lubi. Ale takie rzeczy tylko znawcy i miłośnicy tematów umieją - inni nie. Oczywiste.

    Sąd poczekam, może kiedyś będą jakieś czasopisma o komputerach albo grach, poszukam przy okazji, może są? Byłoby fajnie... :)

    Erotyczne gazety i tematyczne i każde branżowe - dopóki były nowinkami lub robione przez tych, co wiedzieli co robią - były super, oczywiste - jak wyżej opowiadam... potem już zwyczajny hurt się zrobił zgodnie z trendami i zawartościami zagranicznymi, czyli poza rzeczywistością ludzką, w szczególności polską, czyli unreal jakiś, wszystkiego potem już było co kto chciał wszędzie no i trzeba było iść swoją droga nadal - zbierać jedynie to, co wartościowe... i aż do końca tak samo, oczywiste...

    ... nie łatwo dziś znaleźć dobre rzeczy, które są dla człowieka, ale dzięki temu każda jedna rzecz, którą znajdę, jest jak ta CocaCola z 'Według Łotra' Snerga Wiśniewskiego.

    To jedyne rzeczy wartościowe, reszta nie istnieje - jak szmelc, nie wolno się zajmować nawet, oczywiste, żeby nie umrzeć i to z powodu szmelcu - to byłaby totalna tragedia, oczywistości... a do tego trzeba by płacić za swoją śmierć... nie daj Boże... Amen. :)


    ->link<-
    • 35: CommentAuthors2325
    • CommentTime11 Oct 2015
     
    Co do Secret Service to można skany wybranych numerów zanieść do poligrafa i wydrukować, nie musi być na najlepszym papierze. Żeby strony nie fruwały kupujemy też biurowy dziurkacz i sznurowadła.
    • 36: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime11 Oct 2015
     
    Pewnie każde czasopismo i książki nawet można tak zrobić i to w cenie przystępnej za 1 egz. jeśli byłoby większe zamówienie.

    Z tym nie ma problemu akurat takiego, jak w tamtych czasach, że komiksy robiono pół-kolorowe, czyli np. jedna strona albo dwie (pewnie na odcisk rozłożonej karty dwustronnej) czarno-biała albo żółto-czarna jak w Kajko i Kokoszu a następne dwie strony pełno-kolorowe i tak na zmianę (interlaced). :)

    Albo 2 numery Bajtka raz na dwa miesiące w jednym numerze - jak numer luksusowy dwumiesięczny superBajtek wydanie luksusowe dwunumerowe - zamiast jednego zwyczajnego raz na miesiąc. Wszystko koszta, ech... bo blokad chyba nie było żadnych na naukę i technikę wtedy, wręcz przeciwnie mi się wydaje, wszystko szło na naukę, edukację i promowanie w sensowny sposób tego, co wartościowe i mądre dla ludu i obywateli, żeby byli zainteresowanie tym, co ciekawe i nie szli pod koła starów ze śpiewem krwawym na ustach i w gardłach żądając wolności i uwolnienia, nie wiadomo jakiej i z czego... :)

    Hmmm... różne zainteresowania ludzie mają generalnie, obojętne jaka epoka...

    IKS był bardzo ciekawy, bo jakby pisany przez studentów na bieżąco realizujących ciekawe rzeczy w swoich zakładach uczelnianych - bardzo mądre i pouczające praktyczne artykuły i rzecz każdego rodzaju. Praktyka w każdym zakresie systemów technicznych dowolnych, nie tylko komputery i ich obsługa praktyczna profesjonalna, ale różne rzeczy. Bardzo mądre i wartościowe czasopismo.

    Mam dużo egzemplarzy jeszcze. Przyjemnie poczytać i cały czas poznawać te same metody i techniki i sposoby realizowania rzeczy w technice i komputerach. Nic się nie zmienia przecież w nauce, na szczęście.

    Gdyby były większe zamówienia i zainteresowanie na Secret Service, to pewnie zrobiono by dodruk w większej ilości egzemplarzy, ale to znowu tak samo, co z Egmontem i Kajkami i Kokoszami i Hansem Klosem, et. i wszystkim w sumie i zawsze tak samo. Ja wolę Dzień Śmiechały, który mam z 82 czy któregoś z tych dat, bo widzę, że to ten, który znam i wiem co mam. tak samo Szranki i Konkury, Złoty Puchar - mój pierwszy Kajko i Kokosz własny w życiu, nie wiem, który tom, jeden miałem, drugi trzeba było kiedyś sobie znaleźć na wymianę albo dowolnie.

    Dodrukować w formie oryginalnej nie problem. Chodzi o oryginalne wersje wydawnicze zawsze te, które były pierwsze - są najwartościowsze zawsze i na wieczność.

    Dodruki to można sobie zrobić wszystkiego i czegokolwiek, oczywiste. Nie tylko czasopism i książek. Wszystkiego, co istnieje w sumie. :)

    Ostatnio miąłem wrażenie, że Secret Service znowu jest wydawany, ale to jakieś złudzenie może tylko gdzieś mi mignęło po fb. Miałem wrażenie, że to aktualne czasopismo.

    Jeszcze Świat gier, czy Gry komputerowe - dziwne trochę wydanie magazynu o grach na PC było przez jakiś czas, bardzo ciekawe, mniej znane chyba. Mam kilka egzemplarzy. Ciekawe to było, Elvirę i Maniac Mansion na EGA i Monkeye pierwsze opisywano... fajne rzeczy.
    • 37: CommentAuthorsmaku
    • CommentTime11 Oct 2015
     
    Wydrukowane ładnie strony czasopisma wystarczy ładnie złożyć po grzbiecie jak należy i zszyć zszywaczem z długim ramieniem. Poligraf powinien mieć taki - do zszywania czasopisma. Na jedną albo dwie zszywki, i jak oryginał.

    Długość ramienia zszywacza musi być minimum szerokości jednej strony czasopisma. :)

    Albo ręcznie zszywką się wciska w grzbiet i zaciska palcami. I gotowe. Jak oryginał. Wystarczą standardowe zszywki biurowe. Jedna lub dwie. Nie więcej na jeden zeszyt Secret Service. Można zrobić dziurki cienką igłą najpierw, wcisnąć zszywkę i zagiąć ramionka o blat biurka (nie wgnieść w biurko, bo będzie zniszczone) i gotowe.
    • 38: CommentAuthorlukic
    • CommentTime12 Oct 2015 zmieniony
     
    Ja pamiętam że tata z bratem kupili w pewexie chyba 130$ dali za 65 ale dokladnie nie pamiętam chyba 86r to był. Jakież było zdziwienie brata i taty:gdzie jest magnetofon!! A no w zestawie nie było. Podłączyli maleństwo. Wyskoczyło READY na niebieskim tle i chwile patrzyli co to znaczy i co mu dolega. Z pomocą przyszedł kolega brata i pożyczył na kilka dni cardrige z gra "Donkey Kong". Noż szał na wsi. Włączasz i goryl na tv wyskoczył nam. Z czasem ów kolega odsprzedał nam magnetofon chyba za 20$ i 2 kasety z grami:tumble bugs,zorro1 i 2, monkey Magic,International karate a na drugiej był pit stop, mr. Robot,droids, karateka+ 4 sceny. Chyba coś takiego jak dobrze pamiętam.
    Kasetę z Zorro 1&2 tata załatwił przy próbie wgrania gry. No cóż wciskali z bratem wszystko. No ten przewija do przodu, ten do tyłu..... A ten pierwszy? No i nacisnęli record ale jakoś nic nie było słychać heheheh. Skasowali obie części bo czekali na cud wgrania się gry. W sklepie dopiero brata sprzedawca uświadomił. Oczywiście joysticki pękały od gier karateką i International karate. Jak jeden przegrywał w grę to drugiemu sprzedawał lewego sierpowego. Było wesoło. Tacie oczywiscieeeeee gra tapper przypadła do gustu bo kto nie lubi kufelków. Oczywiście koledzy taty przed 40 jak dorwali sprzęt to był jeden wielki ryk i śmiech jak grającemu po kilku piwkach wylatywały kufelki w grze. Pamiętam jak później dostaliśmy gry Fred i Misja które fatalnie były skopiowane. Po 20 próbach jak udalo sie wgrać którąś to przez 2 tygodnie nie wyłączaliśmy kompa. Po jakimś czasie brat przerobił magnetofon na turbo bilzarda. No i tu się zaczął szał gier. W Katowicach w "Skarbku" można było dostać za ok20 000 zł/szt kasety. Zestawów mnóstwo.setki gier przeszło przez moje ręce. Ani jednej kasety/ dyskietki nie sprzedałem. Później kupiłem stację toms720. To był szał dopiero. Niestety przyszły ciężkie czasy na początku 99 musiałem sprzedać zestaw cały z ok 2000 gier. Z ciężkim bólem. Po kilku latach na giełdach kompletowałem s powrotem sprzęt. Mając już więcej pieniędzy zakupiłem atari 65,130,800,c64,amigi 500,1200 uzbrojone i Atari 520ste oraz 1024stfm. Jedynie czego nie odzyskałem to stacji toms 720. Ale za to mam californie i 1050 z top Drive. Wszystko będę starał się rozbudowywać. 130-Lotharek mi przerobił Full service. Bajka, a facet ma łeb nie z tej ziemi.reszte sprzętu tez trochę rozwinąłem. I będę rozwijał. Ostatnio włączyłem grę boulder dasch i wyszedłem na chwilę. Moja córcia dopadła joystick i dawaj spodobało jej sie i to bardzo. Miło powspominać czasy łamania joysticków i international karate na żywo. Prawie 3 dekady wspomnień
    • 39: CommentAuthors2325
    • CommentTime16 Oct 2015 zmieniony
     
    "Pewnego dnia (późna jesień 1992 roku) w moje ręce trafiła gazeta (niestety nie pamiętam tytułu) na której okładce było zdjęcie najnowszego komputera Atari. Całość okraszona kolorowym, wręcz tęczowym tytułem "Falcon wylądował". Podobnie jak setki lub tysiące miłośników i sympatyków Atari, nerwowo przerzucałem kartki kolorowego magazynu by dotrzeć do relacji, jak to autor nie bacząc na zimno i deszcz (stąd pamiętam że to późna jesień) pognał na lotnisko by odebrać przesyłkę zawierającą najnowsze dziecko Atari - Falcona. Felieton ten, opisywał perypetie związane ze zdobyciem komputera i szczegółową relację drogi do domu i pierwszego uruchomienia. Dość powiedzieć, że relacja ta była równie emocjonalna jak reportaż z rozdania nagród Oscara lub wizyty najdostojniejszych przywódców tego świata. Wybaczcie mi, nie pamiętam ani tytułu magazyny, ani autora tego ciekawego felietonu. Oddawał on jedno - niecierpliwe wyczekiwanie."

    "choć swoją przygodę z kompami zaczynałem od Atari 65XE (najpierw magnetofon potem FDD California Access), to wszystko się zmieniło kiedy jeszcze na giełdzie w Karliku w Krk nabyłem Amigę 500 a potem jeszcze A2000, , stając się zagorzałym amigowcem. (...) Fajnie powspominać stare czasy te 8 i 16 bitowe, Bajtką, giełdę na Elbudzie w Krk, połamane joy'ie i dema które się oglądało z wypiekami na twarzy. Potem przyszło pierwsze 386 z kartą hercules i emulatorem bodajże CGA. Pamiętam jak odpaliłem Test Drive. Po Amidze to już nie było to. Pozdro
    PS. A Falcon to było faktycznie coś. Szkoda że Atari i Commodore nie przetrwały ale magia tego czasu przynajmniej u mnie będzie na zawsze"

    "karta VGA na PC była już (chyba?) w 1987. W 1992 pecety domowe miały już 386, a na horyzoncie pojawiały się 486. Wszak Doom w dniu swojej premiery nie chodził na mega wypasie, chodził na zwykłym PC. Mówiąc krótko: Atari i Commodore od połowy lat 80 nie poczyniły istotnych kroków. Szczególną oznaką marazmu i paraliżu decyzyjnego była awersja do wypuszczania choćby nowych modeli domowych ze starą grafiką (skoro nie chcialo im się zrobić nowej), ale np. z nowszym procesorem. Nie można było zrobić pod koniec lat 80 następcy Amigi 500, ale z 68020 14 Mhz i 2MB ram? Przecież to kosmetyka. W ten sposób Atari i Commodore doszły do roku 1992 pozstając przy CPU 68000 7-8Mhz i 1MB RAM. Jak 7 lat wcześniej...Po prostu w 1992,1993 było już za późno na zmiany."

    "Pamiętam rok 1992. Pojawił się wówczas wysyp gier "nieprzenaszalnych" na Amigę i ST albo przenośnych w taki sposób, że na Amidze czuć było biedę, np. redukcję kolorów albo żonglerkę dyskietkami gdy gra była planowana z myślą o dysku twardym. Zima zaskoczyła drogowców? Nie miala prawa. Rynek PC rozwijał się bardzo płynnie. Tam nie było rewolucji. Pojawiał się 386, stopniowo taniał. Pojawiał się 486 - stopniowo taniał. itd."
    • 40: CommentAuthors2325
    • CommentTime23 Jan 2016 zmieniony
     
    "Przeszedłem wszystkie części (chyba było ich 7 z czego na 100% oryginalna była pierwsza - a reszta choć miałem je na kasecie jako Robbo III,,IV itp pochodziła z Robbo Edytora - ale zaraz .. gry zrobione na Robbo edytorze miały chyba odpowiedni wpis o tym fakcie.. nvm)
    To co mi podobało się najbardziej - to że gra prócz znakomitego aspektu zręcznościowego - wymuszała na młodym umyśle logiczne myślenie i tworzenie (szczególnie w późniejszych planszach) planu na przejście danej zagadki.
    To co podobało mi się jeszcze bardziej to Robbo Edytor - Z sąsiadem ..też posiadaczem A800XL mieliśmy swoje zeszyty z rozrysowanymi mapami. Przysięgam..jakem sinbad że na takie zagadki nie wpadlibyście nigdy.
    I teraz najlepsze: Zrobiliśmy mapę, którą potrafiliśmy przejść tylko my. Jestem w stanie się założyć o cokolwiek (nawet dostarczyć odpowiedni plik do GNU edytora) że nie przeszlibyście tej planszy (a z wyglądu oświadczam nie wyglądałaby na skomplikowaną) Chętni?
    W Robbo grywam w do dziś najpierw na emu atari a teraz na wspomnianym na GNU ROBBO (ma wbudowany edytor)
    Co więcej pracuję w firmie, wraz z Januszem Pelcem"
    • 41: CommentAuthorDUCATI
    • CommentTime24 Jan 2016 zmieniony
     
    U... DLUGO BY OPOWIADAC...

    Wiec tak wybiorczo... i nie tylko o Atari. :)

    Dzieki rodzicom nauczylem sie programowac. Najpierw na ZX81, bo koniecznie chcieli nowego, wiec kupili w skladnicy harcerskiej za jakies 35000 zl i mial pamiec 1 KB, tyle samo na gieldzie kosztowal uzywany z pamiecia 16 KB. Gry, oczywiscie, wymagaly 16 KB... Pozniej, za znow jakies 30000 dokupili od razu 64 KB, choc pozytek z tego byl taki jak ze 130XE... A potem kupili w PEWEKSIE atari, ale na menetofon juz nie starczylo kasy. A gry znow go wymagaly... Zamowilismy interface do zwyklego magnetofonu, ale trzeba bylo czekac az gosc go zrobi. Wyszlo mu calkiem niezle...

    Reszta pozniej, bo musze leciec... :)

    juz... ;)

    Programowanie sie zaczelo od tego jak zobaczylem "gre" napisana w BASICu ZX81 przez mojego wuja. "Chodzilo" sie jakas literka po eranie i zmazywalo kropki. :) Jak jechalismy w gory, to ja zamiast lazic po gorach klepalem jakas gre, to chyba jeszcze bylo na ZX, niestety - sprzedalem te produkcje razem z komputerem...

    Z Atari przypomina mi sie, jak z bratem wlaczylismy kuzynom Decathlona i "zapomnielismy" powiedziec, ze w biegu na dlugi dystans nie trzeba bylo tak szybko machac joyem. Sikalismy ze smiechu jak latali wokol tych joyow zmieniajac rece. :) Tak sobie teraz mysle, ze to bylo bez sensu, ze szybsze machanie nic nie dawalo...
    • 42:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime20 Dec 2018
     
    Podbijam temat, bo może nowi użytkownicy zechcą się podzielić jakimiś wspomnieniami z przeszłości, ciekawymi anegdotami. Tutaj kolega Paweł opowiedział fajną historię o tym, jak Saddam Husajn wpłynął na dostępność oprogramowania na Amigę na katowickiej giełdzie! I kim był Janusz - król katowickiej giełdy. O tym opowiada Paweł, specjalista od bezpieczeństwa. W rozmowie bierze udział jeszcze TDC i Kapitan:

    • 43:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime21 Dec 2018 zmieniony
     
    było kiedyś takie demo jak samolot wbija się w WTC , było wydane sporo przed atakiem ,kojarzy ktoś coś ?
    jutro coś opowiem .
    • 44:
       
      CommentAuthornogorg
    • CommentTime21 Dec 2018
     
    Jaki komputer? Na Amigę było "Dog Star Descends" Amnesty. Ale to było tydzień po 9/11.
    • 45:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime21 Dec 2018
     
    Na Atari8 , przeglądałem z przyjaciółką stare dema po 9.11.2001 tak koło 2007/8 roku , demko było z 97/98 ,przynajmniej taka data widniała ,śmialiśmy się że chłopaki przepowiedzieli przyszłość i dzięki temu oglądaliśmy dema do rana :-) .
    • 46:
       
      CommentAuthorRetroBorsuk
    • CommentTime23 Dec 2018
     
    Ja mam taką historyjkę.

    Dostałem ponad 30 lat temu Atari na Mikołaja.

    Gram na nim do dziś.

    Ponadczasowy sprzęt...
    • 47:
       
      CommentAuthorIRATA4
    • CommentTime23 Dec 2018 zmieniony
     
    ... masz na imię Mikołaj ???
    ja gram na Atari od 32 lat ,pierwszy kontakt z tym kompem w wieku lat 4,5 :-).