atarionline.pl Brodaty Software - programy, historia - Forum Atarum

Jeśli chcesz wziąć udział w dyskusjach na forum - zaloguj się. Jeżeli nie masz loginu - poproś o członkostwo.

  • :
  • :

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    • 1:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021 zmieniony
     
    W starych czasach, jako dzieciak, odwiedzałem różne miejsca we Wrocławiu, które coś miały wspólnego z Atari. Były to wówczas dla mnie miejsca magiczne, gdzie działy się często rzeczy niezrozumiałe, wręcz niepojmowalne, ale zawsze piękne, niezwykłe. Powiew nowoczesnych technologii, w postaci rozbłyskujących światłem monitorów, dziwnych dźwięków wydobywających się z komputerów i magnetofonów, działał jak przyciągający magnes i uzależniający narkotyk jednocześnie. Programowanie było wtedy dla mnie równoznaczne z rzucaniem starożytnych zaklęć, a tworzenie czegokolwiek na komputerze przekraczało moje zdolności i możliwości, bo nawet nie miałem jeszcze komputera. Na razie tylko poszukiwałem wiedzy i chłonąłem ten świat, jego klimat i rytuały. Dopiero rok, dwa później, gdy dostałem upragnione Atari 65XE z Pewexu, z poszukiwacza przemieniłem się w użytkownika...

    I trafiłem do takiego miejsca, które bardzo mi się spodobało. Nawet bardziej niż giełda komputerowa na Politechnice Wrocławskiej, hałaśliwa, duszna i pełna różnych cwaniaków i zagrożeń (bywali tam przecież i kieszonkowcy, a pod giełdą zdarzały się napady na drobne od dzieciaków). Otóż natrafiłem na stoisko komputerowe w Domu Handlowym Łada przy ulicy Oławskiej we Wrocławiu. Programy dla Atari sprzedawał tam niejaki Brodaty, który faktycznie miał brodę. Nie pamiętam szczegółów pierwszej wizyty czy zakupu, ale mimo mojego młodego wieku musiałem zostać potraktowany sympatycznie, skoro tak mi się spodobało, że wybrałem ten punkt jako "mój sklep z grami Atari". I pojawiałem się tam od czasu do czasu, między innymi kupując piracką wersję "Robbo", a także przerabiając magnetofon na Turbo 2000.

    Pisałem tak o tym w nowince z 2008 roku:

    Kaz:

    Kto to jest Brodaty? Sympatyczny ten człowiek, przypominający nieco wyglądem Wojtka Zientarę, mający w sobie coś z bywalca studenckich tawern, prowadził znane na Dolnym Śląsku stoisko w Domu Handlowym Łada, jeśli dobrze pamiętam na drugim piętrze (w każdym razie na ostatnim piętrze). Dom handlowy stoi do dziś, pełen współczesnego blichtru, a o studiu komputerowym Brodatego nikt już zapewne nie pamięta. A było co pamiętać - rządziło tam Atari, ruch jak w ulu, szmer wielu stacji dysków 1050, niezapomniany świergot magnetofonów zapisujących dane turbo, potem też ST i Amiga i wielki telewizor prezentujący gry z Amigi, dyskietki, mnóstwo dyskietek...


    Po latach udało mi się namierzyć Brodatego w 2010 roku i ponieważ okazało się, że nie mieszka już we Wrocławiu, ale w Gdańsku, zaprosić na Silly Venture 2k11. Brodaty był tam obecny, o czym nawet wspomina Voy tutaj: ->link<-
    Tam się spotkaliśmy, prezentował swoje urządzenie z epoki do testowania cartridge, rozdał wizytówki firmy INFO-CELL, za pomocą której prowadził stoisko komputerowe w DH Łada, i sympatycznie sobie rozmawialiśmy. Umówiliśmy się na wywiad po Silly i... Brodaty przepadł na 10 lat!

    Przed tegorocznym Silly 2020+1, Brodaty się odezwał "lata lecą, cały czas łza kręci się w oku na myśl o Atari pozdrawiam mojego "małego" klienta z Wrocławia". Okazało się, że życiowe perturbacje uniemożliwiły wtedy przeprowadzenie wywiadu, ale teraz sytuacja się zmieniła i wkrótce zorganizujemy spotkanie z Brodatym na zoomie! Na razie mieliśmy super spotkanie na Silly - i tu chciałem też podziękować za podwózkę mnie, Tigera i Solo, a także za prezent urodzinowy! :D

    A ten wątek stworzyłem po to, żeby wrzucać tu sobie wszelkie materiały, które dotyczą Brodatego i prowadzonej kiedyś przez niego firmy INFO-CELL. Na początek przypomnę wywiad z Tomaszem Rolewskim, współpracownika Brodatego:
    ->link<-
    Brodaty chciałby sprostować pewne rzeczy tam zawarte, ale to już przy okazji rozmowy na zoomie.
    • 2:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    A dziś dostałem od Brodatego ksero z materiałów, jego logo z tamtych czasów. I dodatkowe info, że była też interaktywna wersja:

    Brodaty:

    Była to taka prymitywna animacja logo Brodaty Software (migająca broda) , która była umieszczona na kasecie VHS.
    Kaseta ta była elementem promocji. Jakieś 180 minut. Nagrałem na niej krótkie fragmenty gier - na zachętę. Można ją było wypożyczyć bezpłatnie na maksymalnie 3 dni w celu wyboru gier i dokonania ich zakupu :) Kasetę nagrywałem sam, grając w te gry i robiąc montaż z najciekawszych fragmentów z przebiegu gry.
    • 3:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    Jeszcze więcej info o logo:

    Brodaty:

    Nie pamiętam jak ją zrobiłem. Kompletnie. Pamiętam, że umieszczałem ją również w kartridżach jako animowany gadżet obok menu. Musimy poczekać, aż pozyskam nowy zasilacz do 1050 i odpalę dyskietki sprzed 30 lat. Jest jakaś nikła szansa , że się uchowało. A jak nie, to się zrobi na nowo :)

    P.S. Grafika powyżej została pierwotnie wydrukowana na drukarce 1029 i z takiego wydruku robione były w jakiejś drukarni nalepki na dyskietki, kartridże, kasety, plakaty reklamowe, itp.
    • 4:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    I jeszcze jedna rzecz sprzed chwili:

    Brodaty:

    Tu np oryginalny dysk, żywcem ze stoiska Brodaty Software. Dokładnie m.in. z tego dysku "leciały" na kasety gry dla moich małych klientów :)
    • 5:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021 zmieniony
     

    Brodaty:

    Na zdjęciu fragment stoiska Brodaty Software i wiekopomna chwila przekazywania magnetofonów w celu instalacji Turbo 2000.

    Na zapleczu dwóch zdolnych elektroników nie nadążało czasami z montażem. Zdarzało się 20-25 magnetofonów dziennie i co jakiś czas stacja 1050 do przeróbki na Turbo Drive. Było co robić!
    Wyglądam na tym zdjęciu jakbym był naćpany ale zdjęcie zrobił mi kolega z zaskoku.

    Na regale na wprost - książeczki "Atari Basic dla dzieci", bo już wtedy zacząłem powoli myśleć o - Szkole Programowania.

    W lewym dolnym rogu kaseta promocyjna VHS.

    Na zdjęciu, na wprost widać też "plakat" promocyjny z igłówki. To była nowość - Winter Olympiad. Cobym ja nie dał, żeby odczytać kartkę z cenami.
    • 6:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021 zmieniony
     

    Brodaty:

    aaa, i jeszcze to, że jak interes się rozkręcił, to była przebudowa. Pamiętaj, że równolegle miałem również stoisko w rynku w Feniksie na IV p. (od 1 czerwca 1989 do grudnia 1990).

    Tam to dopiero był młyn, bo zajmowałem caaałe 6 m2 a tłum był taki, że psioczyli na mnie właściciele innych stoisk, że kolejka do mnie zasłania ich ekspozycje. Potem to w Feniksie zlikwidowałem bo nie było tam możliwości powiększenia stoiska.


    Mój komentarz: Tak, pamiętam ten młyn i stoisko pośrodku wszystkiego. Nie podobało mi się tam, za dużo ludzi i nie można się było dopchać :) Ale jak zlikwidowali stoisko (teraz wiem, że to Ty) to jednak żałowałem, bo zawsze to jedno miejsce więcej. Tam pierwszy raz widziałem stację 1050 z przeróbką (chyba Top Drive) za nieosiągalne dla mnie pieniądze. Zresztą było to dla mnie szokujące - po co przyspieszać coś, co już jest o niebo szybsze od mojego magnetofonu (wówczas w normalu)? :)
    • 7:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021 zmieniony
     
    Intuicja mi podpowiedziała, że logo może pochodzić z jakiegoś ówczesnego programu graficznego. I po sprawdzeniu Print Shop znalazłem! Wygląda na to, że logo Brodaty bazuje na obrazku Santa z pakietu Print Shop, ale jest oczywiście mocno zmodyfikowane.
    • 8: CommentAuthorkade
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    Kaz ja tam przerabiałem tez swój magnetofon na Turbo 2000 + catridge. Pamiętam że zawsze byłem smutny jak połowa gier nie chciała się wgrywać i zawsze tytuły na których najbardziej mi zależało.

    Poza Oławska było też studio komputerowe na Kołłątaja w mieszkaniu.
    Gry kupowałem też w Renomie na samej górze było stoisko z RTV.

    Ostatnim punktem jaki pamiętam był sklep na Chrobrego (teraz jest tam chyba żabka, albo sklep z panelami? ) gdzie syn mojego chrzestnego Artur sprzedawał swoje składanki. (tu też ciekawa historia bo zaczynali handlować na giełdzie z moim Bratem (podobne roczniki circa 1970), ale ten szybko porzucił ten biznes, a Artur siedział tam kilka lat.
    • 9: CommentAuthorBrodaty
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    kade - gwarancja w Brodaty Software jest dożywotnia. Jeżeli z jakiegoś powodu nie reklamowałeś gier w latach 1989 - 1993, proszę o kontakt - zostanie Ci to zrekompensowane i zadość uczynione ! :)
    Być może spowodowane to było nośnikiem, który dzieciaki przynosiły mi do nagrywania gier. Nie zawsze były to kasety TDK, Sony itp.
    Polityka firmy była wtedy i dzisiaj jednoznaczna - nie wgrywa się - powtarzamy !
    • 10:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    Przy magnetofonach turbo ważny stawał się skos głowicy. Dlatego nawet jak gra była nagrana poprawnie na jednym magnetofonie, to na drugim mogły być problemy. Dlatego czasami się chodziło nagrywać gry ze swoim magnetofonem. Mam wrażenie, ale nie pewność, że Brodaty też tak umożliwiał :)

    Kade:

    Poza Oławska było też studio komputerowe na Kołłątaja w mieszkaniu.


    Ja też tam ze dwa razy byłem, ale jakoś obsługa klienta tam kulała. Czy tam nie był Domain Soft?

    Kade:

    Gry kupowałem też w Renomie na samej górze było stoisko z RTV.


    Faktycznie, też tam byłem. I nawet możliwe, że zmieszał mi się obraz z Renomy z Feniksem.

    Kade:

    Ostatnim punktem jaki pamiętam był sklep na Chrobrego gdzie syn mojego chrzestnego Artur sprzedawał swoje składanki. (tu też ciekawa historia bo zaczynali handlować na giełdzie z moim Bratem (podobne roczniki circa 1970), ale ten szybko porzucił ten biznes, a Artur siedział tam kilka lat.


    A tego punktu nie znam. A masz kontakt z Arturem, mógłby coś opowiedzieć?
    • 11: CommentAuthorMDW
    • CommentTime30 Aug 2021 zmieniony
     
    Jako legnicki użytkownik Atari właściwie wszystko co miałem (poza oryginałami) pochodziło z Wrocławia. No i reklama Brodaty Software pojawiała się podczas ładowania wielu produkcji z "mniej oficjalnej" dystrubucji. Nigdy w życiu nie widziałem ani tego pana ani jego stoiska. Ale napis "Brodaty Software" był dla mnie czymś tak naturalnym i codziennym, że teraz mam wrażenie, że jest to członek rodziny. :) Fajnie, że Broday został odnaleziony i jest chętny pogadać. Znów będę płakał ze wzruszenia... Dzięki Kaz. :)
    • 12:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021 zmieniony
     
    O, ciesze się, że Brodaty już się u nas na forum zarejestrował. Witamy serdecznie!

    I kolejne dawki info z maili:

    Brodaty:

    Napisałeś o płytce testowej to proszę. Do prawidłowego działania Turbo 2000 by Brodaty Software niezbędne były:

    - 9 rezystorów, 1 tranzystor, 1 kondensator
    - jedna bramka logiczna (brak tego układu scalonego na zdjęciu)
    - i scalak, który nazywaliśmy chyba "wzmacniacz operacyjny" (nie pamiętam symbolu, to ten 8-mio nóżkowy). To właśnie te scalaki były na wagę złota. A to dlatego, że były prawie niedostępne w sklepach oraz jakieś 10 -20 % z nich nie działało. Tak więc rozsądne było "przebadanie" ich zanim były przylutowane do płytki turbo.

    Z racji ich niedostępności we Wrocławiu, wyprawiałem się po nie raz w tygodniu na warszawską giełdę elektroniczną Wolumen.
    Wykupowałem wszystkie scalaki jakie w danym tygodniu mieli handlarze elektroniką (nie mieli ich nigdy więcej niż 100-150 szt.) i po usłyszeniu "zapraszamy za tydzień" - szczęśliwy powracałem do Wrocławia. Ciekawostka. Giełda ta działała bladym świtem, więc aby nie tracić czasu ani sił, latałem tam i z powrotem by LOT. Pamiętam, że samolot z lotniska na Strachowicach miałem o jakiejś nienormalnej godzinie 5,40. Godzinę później siedziałem w warszawskiej taksówce i po kolejnych ok 25 minutach byłem na giełdzie. Tam ok 7-8 rano obskakiwałem wszystkich moich dostawców tych scalaków i już o godzinie 10 siedziałem w samolocie do Wrocławia.

    W południe jeszcze ciepły towar, testowany był w płytce testowej. I zaraz potem montaż i kolejne szczęśliwe dzieciaki oddalały się z przerobionymi magnetofonami. Po jakimś czasie takie akcje zdarzały się nawet i dwa razy w tygodniu. Takie to były czasy! Łza się w oku kreci.


    Co przypomina mi, że ja również jako dzieciak leciałem raz LOT-em z Wrocławia do Warszawy z ojcem (circa 1988), bo to nie były wówczas jakieś wygórowane koszty. Samolot to był turbośmigłowy chyba Ił i leciał godzinę. Mój wujek, który miał z nami lecieć, spóźnił się i musiał dokupić bilet na następny, odrzutowy - który leciał pół godziny. Co w efekcie spowodowało, że wylądowaliśmy prawie równocześnie.
    • 13: CommentAuthorBrodaty
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    Kaz - z przyniesionymi magnetofonami to była częsta praktyka. A samoloty, które latały wtedy w barwach LOT-u to turbosmigłowy Antonov An-24, moc silników 5640 KM. I to taka moc przewoziła scalaki do Turbo 2000 ) Bez tej mocy - łzy, rozpacz, klapa !
    • 14:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    Przegapiłem Twoją odpowiedź Mariusz!

    MDW:

    Jako legnicki użytkownik Atari właściwie wszystko co miałem (poza oryginałami) pochodziło z Wrocławia. No i reklama Brodaty Software pojawiała się podczas ładowania wielu produkcji z "mniej oficjalnej" dystrubucji. Nigdy w życiu nie widziałem ani tego pana ani jego stoiska. Ale napis "Brodaty Software" był dla mnie czymś tak naturalnym i codziennym, że teraz mam wrażenie, że jest to członek rodziny. :) Fajnie, że Broday został odnaleziony i jest chętny pogadać. Znów będę płakał ze wzruszenia... Dzięki Kaz. :)


    O! A jakieś konkretne programy pamiętasz? Właśnie szukam gierek, które miały czołówkę z napisem Brodaty Software... Narzędziówki też mogłyby być.
    • 15: CommentAuthorMDW
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    Kaz: Nic konkretnego. To były przede wszystkim programy (prawie wyłącznie gry) na składankach. Było tego tak dużo, że nic nie zapadło w pamięć. Napis „Brodaty Software” był tak naturalny jak „READY” w Basicu. Gdy coś się widzi tak często to przestaje się zwracać na to uwagę. :) Na pewno wszystko było w turbo (zapewne 2000, bo to co mam w CA-12 czyta też 2000). W normalu miałem tylko jeden zestaw i oryginały. Cała reszta tylko w turbo.
    • 16: CommentAuthorkade
    • CommentTime30 Aug 2021
     
    Brodaty - uwazaj bo mam gdzieś te kasety ;) a tak serio Turbo działa do dzisiaj, jakiś czas temu testowałem z laptopa przez kasetę ze złączem line in.

    Kaz: nie mam kontaktu :(

    Btw coś mi w głowie świta ze było chyba jeszcze Brodaty Demo ?
    • 17: CommentAuthorBrodaty
    • CommentTime31 Aug 2021
     
    kade - Skoro turbo działa do dzisiaj, to aż tak źle z Brodaty Software nie było :) Gdyby tak po 30-tu latach lodówki, pralki czy odkurzacze działały ! Dasz radę wrzucić zdjęcie płytki ?
    • 18: CommentAuthorBrodaty
    • CommentTime1 Sep 2021
     
    "Ale napis "Brodaty Software" był dla mnie czymś tak naturalnym i codziennym, że teraz mam wrażenie, że jest to członek rodziny. :)"
    MDW - pobeczałem się ze wzruszenia :)
    • 19:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime1 Sep 2021
     
    Przypomnę, że dzisiaj o 20:00 kolega Brodaty będzie gościem specjalnym na naszym kanale zoom:

    ->link<-

    Zapraszam do rozmowy, zadawania pytań i wspominek na żywo.
    • 20:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime1 Sep 2021
     
    Za 15 minut zaczynamy! A tu jeszcze zdjęcie inne niesamowite zdjęcie z epoki podesłane przez Romka:

    Brodaty:

    Wykopalisko z dzisiaj z godziny 15! Fotka od przyjaciela (byłego pracownika) firmy Brodaty Software. Montował turbo. Osobnik na zdjęciu to on. Wyraził zgodę na ewentualną publikację.
    • 21: CommentAuthortatqoo
    • CommentTime2 Sep 2021
     
    Ha! Znalazłem dzisiaj w sklepie w UK mleko w butelce zwrotnej z metalowo-pazłotkowym kapslem. Mam fotkę :) Kto słuchał spotkania z Brodatym wie o co chodzi.
    • 22:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime2 Sep 2021
     
    Dawaj fotkę! Właśnie przeczytałem mu Twój komentarz, uśmiał się :D
    • 23: CommentAuthorpigula
    • CommentTime2 Sep 2021
     
    Ja kapsle na mleko i śmietanę doskonale pamiętam :) to tak w nawiązaniu do wczorajszego spotkania...
    • 24:
       
      CommentAuthorJacques
    • CommentTime2 Sep 2021
     
    Czy zapis tej rozmowy pojawi się moze na YT? :-)
    • 25:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime2 Sep 2021
     
    Jacques - to zależy od Miszy, bo ma nagranie - i pewnie jego dostępnego czasu na montaż (a to nagranie ma 5,5 godziny!). Ja bardzo jestem za! :)
    • 26:
       
      CommentAuthorJacques
    • CommentTime2 Sep 2021
     
    Dzięki za informację, trzymam kciuki w takim razie :-)
  1.  
    Ja niestety przegapiłem spotkanie, a szkoda. Mając 7-10 lat trochę czasu przy Atari spędziłem. Co ciekawe zafascynowały mnie nie tyle same gry, co programowanie Atari Basic ;-). Wymyślałem różne rzeczy, jakieś totolotki, gry tekstowe itp. Starszy kuzyn zrobił nawet jakiś program do analizy cen paliw w stosunku do kursu dolara! Takie proste programowanie i nauka komend zaowocowały, bo później radziłem sobie z CSS, HTML i PHP. Niby żadnego związku to nie ma, ale dużo operatorów logicznych if...than jest podobnych. Brakuje mi czasem GO TO ha ha, wtedy można było skoczyć do dowolnej części kodu.

    Odnośnie Brodatego, albo raczej Pana Brodatego ;-) to pisałem już w emailu, ale tutaj pozwolę to sobie też wkleić:

    Brodatego to może widziałem 1-2 razy w życiu. Dom Handlowy Łada na Oławskiej. Miałem wtedy pewnie jakieś 7-9 lat, a teraz 39 lat to trochę czasu minęło. Nie wiem, czy rodzice tam z nami byli, ale na pewno był mój brat (jest 4 lata starszy). Dla nas to była wyprawa autobusem i tramwajem ponad godzinę, bo mieszkaliśmy daleko, na północy Wrocławia. 

    Jeśli dobrze pamiętam to było na parterze domu handlowego, przy samym wejściu z ulicy. Tam w zasadzie to było ciężko wejść. Całe stoisko było oblegane przez dorosłych i smarkaczy takich jak my ;-). Pamiętam, że na ladzie leżały takie specjalne segregatory w koszulkach foliowych z tytułami gier i pewnie jakimś tam oznaczeniem/kodem, gdzie mogą to znaleźć. Na ich stoisku było kilka komputerów, sprzęt do kopiowania, pełno kaset, jakieś kartridże, dyski itd. Kupno gier można porównać do zamówienia drinka w przepełnionym barze. Nie było lekko! Pamiętam, że mieliśmy też jakąś swoją rozpiskę gier, które chcemy kupić. U Brodatego było prawie wszystko, dużo zagranicznych tytułów. Te polskie z LK Avalon czy Mirage to dawało się kupić w bardziej oficjalnych sklepach i pamiętam, że też można było pocztą składać zamówienia i wysyłali oryginalne tytuły, tylko, że nagrane w trybie normal. U Brodatego było Turbo 2000 i pewnie też inne systemy. Ten kojarzę, bo ten używaliśmy. Najsławniejsze kasety to oczywiście BASF i TDK. 

    Tak więc z katalogu wybierało się gry i później zamawiało u jednego ze sprzedawców. Było tam kilka osób, Brodaty też się kręcił i rzeczywiście miał dużą brodę! To zapamiętałem. Brodaty to był taki mesjasz, bóg Atari we Wrocławiu ;-). W sumie to nie wiem, czy był właścicielem tego stoiska, czy szefem, czy charakterystycznym pracownikiem po prostu. Wystarczy, że go zobaczyłem i wiedziałem, że czekało mnie zbawienie ha ha ha. Jak już udało nam się zamówić te kilka gier to czekało się pewnie około 20-30 minut, aż będą nagrane na kasetę. Nie mam pojęcia, jakie tam były ceny. Wiadomo, nikt nie był wtedy milionerem, więc zawsze to jakiś wydatek był, ale o ceny trzeba by zapytać Brodatego (edycja: teraz już wiem, że było drogo, jak on samolotami latał, a ja tramwajami jeździłem wtedy ha ha ha). Płaciło się od gry i chyba te lepsze, sławne tytuły były po prostu droższe. 

    Kojarzę też, że było jakieś demo, taka pikselioza, grafika z muzyczką i był wizerunek Brodatego, który chyba nawet ruszał właśnie brodą ;-). 
    • 28: CommentAuthorBrodaty
    • CommentTime3 Sep 2021
     
    Pozdrawiam Cię mój zbawiany wtedy mały kliencie :), a z tym porównaniem do przepełnionego baru to trafiłeś w 10-tkę. Młyn był czasami taki, że kilku rąk brakowało.
    • 29:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime3 Sep 2021
     
    Dzięki Bartku za wypowiedź z maila. A już chciałem pytać, czy mogę przekleić to z naszej korespondencji, bo wspomnienie ciekawe i fajnie opisane! Osobom postronnym wyjaśnię, że komentarz Bartka z marca 2015 roku znalazłem pod naszym wywiadem z Tomkiem Rolewskim. Wystarczyło tylko odszukać autora komentarza :D

    Tam komentarz zostawił jeszcze inny Tomek, z który udało mi się skontaktować. Tutaj jednak ciekawostka dotyczy zarówno Brodatego, jak i Tomka Rolewskiego:

    Tommy:

    "(...) chociaz go nie znalem osobiscie, ale Turbo 2000 i inne klony znal kazdy ze swiata Atari. Zas T. Rolewskiego poznalem nie tylko po tym, ze jego soft uzywalem lecz po tym, ze on podal swoj numer tel, zas moj nr tel roznil sie tylko jedna cyfra i czesto do mnie jacys ludzie dzwonili i prosili go do telefonu ;)
    • 30:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime9 Sep 2021 zmieniony
     
    Wczoraj druga część opowieści Brodatego. Myślałem, że po pierwszej, bardzo ciekawej i obfitującej w niezłe anegdoty nie będzie już równie ciekawie... a było! :D

    Kogo nie było ominęła choćby historia sprzedaży gier Atari radzieckiemu oficerowi za bimber (oficer wojsk radzieckich, stacjonujących wówczas również we Wrocławiu), historia dwóch wrocławskich szkół, w której Brodaty urządził prywatne kursy, gdzie grubo ponad 200 dzieciaków uczęszczało na zajęcia z Atari Basica, historia nauczania na tych kursach dzieci m.in przez... inne dziecko (Tomasza Rolewskiego), historia realizacji telewizji kablowej w Pruszczu Gdańskim na Atari ST i wiele innych. A zapowiada się jeszcze, że będziemy mieli na zoomie wizytę kolegi/współpracownika Brodatego - Jacka, człowieka, który w latach 80. pracował we wrocławskim Pewex-ie - to też będą zapewne ciekawe historie!

    A przy okazji naszych rozmów podrzucam linki o pobycie Armii Radzieckiej w pobliskiej Wrocławiowi Legnicy, może kogoś zainteresuje ten temat:

    ->link<-

    Żołnierze radzieccy produkowali nawet pirackie kasety VHS, nielegalna wytwórnia działała w radzieckim miasteczku w Legnicy. Sprzedawano meble z mieszkań, dachówkę, cegły, kable. I całe mieszkania. Broń. Na złom trafiały kabiny śmigłowców. Na plebanii w miejscowości Pielgrzymka odkryto zabytkowe obrazy z generalskich willi. Żołnierze radzieccy sprzedali je proboszczowi. Handlowano niebezpieczną czerwoną rtęcią. Ale najwięcej chyba paliwem. Z baz wyjeżdżały całe cysterny, paliwo kupowali właściciele pierwszych prywatnych stacji benzynowych.


    ->link<-

    Szczególnie, że widzimy tam zdjęcie jedynego polskiego fotografa, Franciszka Grzywacza, dopuszczonego do fotografowania środka, a tam... radzieckie komputery i japońska drukarka (zdjęcie poniżej). Na ścianach plakaty z podstawami programowania. A dziewczyny grają w... tetris! :)
    • 31: CommentAuthorMDW
    • CommentTime9 Sep 2021 zmieniony
     
    Wszędzie ci znajomi. :)
    Franciszek Grzywacz był moim szefem przez prawie 8 lat. Pracowałem w ich niewielkim wydawnictwie w latach 1997-2003 jako ludek od DTP (grafika bitmapowa, wektorowa, podstawowy skład, przygotowanie plików do druku, generalnie obsługa: QuarkXpress, FreeHand, Photoshop w wersji dla klasycznego MacOS).

    Potwierdzam - rzeczywiście ten pan mógł mieć dostęp do takich miejsc. Bardzo interesował się (i myślę, że nadal interesuje) wszystkim co jest związane z Legnicą, pobytem wojsk radzieckich na tym terenie. Już później gdy wojska te opuszczały Legnicę i była (charakterystyczna dla tamtego okresu) akcja niszczenia wszelkich śladów ich pobytu to starał się wszystko jakoś utrwalić, fotografował co się dało przed rozwaleniem. Nie żeby był fanem ZSRR tylko po prostu uważał to za część historii i twierdził, że tak duża część historii tego miasta nie może być tak po prostu wymazana z pamięci. Zresztą stworzyli i wydali na temat Legnicy kilka książek i albumów, a do niektórych nawet miałem okazję coś tam robić. :)

    Generalnie nie wiem czy w Legnicy jest jakiś kamień, który nie został sfotografowany przez Franciszka Grzywacza. W czasach gdy nie było dronów wynajmował samolot żeby zrobić zdjęcia lotnicze wszystkich istotnych punktów w Legnicy. :) Gdy był zlot znanych legniczan to robił akcję sfotografowania całego Rynku zapełnionego ludźmi (z jednej z wież) z tymi znanymi Legniczanami na czele. Miał do tego odpowiedni sprzęt foto. Pamiętam, że goście mieli wyjechać z Legnicy tego samego dnia z już wydrukowanymi zdjęciami dużego formatu. Po zdjęciu trzeba je było obrobić, coś tam wyczyścić i szybko zawieźć materiał gdzieś do umówionej (w niedzielę) naświetlarni i drukarni żeby wieczorem zdjęcia były gotowe. Zobowiązałem się wtedy nawet przyjść na chwilę do pracy w niedzielę żebyśmy tę fotografię zeskanowali (skaner bębnowy, zdjęcie na slajdzie), nieco obrobili, przygotowali plik postscript (albo już PDF - nie pamiętam) do druku. To był ostry wyścig z czasem ale podobno się udało i duże zdjęcia oraz mini-folderek z tym zdjęciem dostarczono uczestnikom zlotu przed wyjazdem. :)

    Wygląda na to, że nadal (wraz z żoną) prowadzi swoje wydawnictwo:
    ->link<-
    • 32: CommentAuthorMDW
    • CommentTime9 Sep 2021 zmieniony
     
    A jeżeli chodzi o radzieckie paliwo to... no cóż. Też muszę ze wstydem potwierdzić.

    Gdy ja jeździłem swoją motorynką (1987-1989, do zmiany moto-zainteresowań na zainteresowania komputerowe i kupno Atari 65XE) to początkowo benzyna była jeszcze na kartki. Motorowerowi przysługiwało 6 litrów na miesiąc. Dla nas dzieciaków (7, 8 klasa podstawówki i 1 LO) w niedeszczowe dni wakacyjne to wystarczało na 3-4 dni jeżdżenia od rana do nocy. A co w pozostałe 26-27 dni? Rodzicom się nie podbierze, bo też mają mało kartek (a u mnie ojciec miał silnik diesela w Wołdze więc nawet nie mogłem).
    Rozwiązanie było przy ul. Żołnierskiej (dzisiaj Lotnicza) naprzeciw Hali Sportowej (istnieje do dzisiaj). Wtedy tam było ciemno, mrocznie, był mur, a za nim wojska radzieckie miały magazyny i hodowlę świń dla armii. Ostatni człon muru był pęknięty. Trzeba było tam podejść i krzyknąć jakiekolwiek rosyjskie imię (zwykle Wania, Sasza albo cokolwiek). Po chwili z mroku chlewu, w gumowcach, brodząc przez to błoto, wyłaniał się jakiś żołnierz. Podawało się kanister na benzynę i po kilkunastu minutach wracał z pełnym. :) Ich benzyna żółta była paskudna (czerwona była lepsza). Ale motorynka dawała radę. :) Gdy to się rozniosło to później czasem stały tam kolejki taksówkarzy (podobno mieszali tę benzynę z naszą). :) I wtedy coraz częściej żołnierze nie chcieli dzieciakom sprzedawać do tych małych 5-litrowych kanisterków. A nie mieliśmy pieniędzy żeby od razu kupić 20 litrów jak nadziani taksiarze, którzy braki po kilka 20-litrowych. Wkrótce proceder się skończył.

    W pewnym momencie podobno mieli w tych magazynach jakieś zalanie i poszło na straty bardzo dużo materiałów biurowych (głównie zeszytów). To znaczy niby poszło, a tak na serio to pół Legnicy je kupowała tam przez ten mur (albo później drożej na targowisku). Całe Liceum Ogólnokształcące jechałem na ich zeszytach. Nauczycielka matematyki czasem marudziła, że jak zbiera zeszyty to jej te dziwne radzieckie wystają, bo są trochę innego formatu. Mówiła "zdecydujcie się albo wszyscy na te rosyjskie albo nie żeby mi nie wystawały". :)

    I jeszcze zabawny fakt. Motorynkę o której wspomniałem sprzedałem w... 2021 roku. :) Od 1987 roku była cały czas zarejestrowana, opłacana. Nie wymagała przeglądów, bo wtedy motorowery nie wymagały przeglądów i gdy nie przerwano rejestracji to ciągle obowiązywało. Miałem dzięki niej maksymalną zniżkę w PZU za bezwypadkową jazdę. :) Nie widziałem jej ze 20 lat, bo jeździł nią kuzyn, który też dawno jest dorosły i jej nie używa. Nie bardzo chciała odpalać i nowy właściciel będzie musiał ja nieco odrestaurować. Ale dla niego istotne było żeby ją kupić też ze względu na rejestrację. Ma jeszcze zielone numery (wtedy motorowery takie miały) i gdyby zachować ciągłość rejestracji to ten numer taki zostanie. A dla kolekcjonera to jest podobno istotne. :) Trzeba było się nieco nagimnastykować żeby numer został ale się udało i motorynka jest z tablicą jakiej się już dzisiaj nie spotyka. Nowy właściciel podobno zadowolony. :)
    • 33:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime9 Sep 2021
     
    Niesamowite historyjki, dzięki MDW!

    MDW:

    Trzeba było tam podejść i krzyknąć jakiekolwiek rosyjskie imię (zwykle Wania, Sasza albo cokolwiek). Po chwili z mroku chlewu, w gumowcach, brodząc przez to błoto, wyłaniał się jakiś żołnierz. Podawało się kanister na benzynę i po kilkunastu minutach wracał z pełnym. :)


    Jak jakiś quest w grze. I nawet hasło trzeba było mieć :D

    A wracając do tematu Brodatego - niżej zdjęcie nadesłane przez Romka dzisiaj:

    Brodaty:

    Brodaty jako operator i współtworzący TV Sotel - 1993 r. W miarę kolejnych wykopalisk fotograficznych, będę podsyłał zdjęcia.