atarionline.pl Legalne oprogramowanie - Forum Atarum

Jeśli chcesz wziąć udział w dyskusjach na forum - zaloguj się. Jeżeli nie masz loginu - poproś o członkostwo.

  • :
  • :

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    • 1:
       
      CommentAuthorPet
    • CommentTime17 Dec 2011 zmieniony
     
    @michalmarek77
    Myślałem, że EOT to nic ci nie pisałem...
    Bioshock na X360 to stale, plynniutkie 60 fps.
    Niestety mylisz się. Bioshock to 30fps i też nie zawsze utrzymywane. Filmu nie znalazłem ale jest analiza: ->link<- Można co prawda w opcjach wyłączyć vsync na X360 no ale wtedy pocięty obraz już w ogóle robi syf. Podobnie w Bioshock 2: ->link<-
    Konsole raczej wlasnie przoduja w braku chrupania
    Niestety to się skończyło wraz z Xboksem 1. PS3 i X360 to niestety jedna wieka chrupanina. Nie pisałem konkretnie o Bioshock bo to jedna z wczesnych gier na te konsole i jeszcze jakoś ja pociągnęły ale ogólnie co się dzieje. Są oczywiście wyjątki, jak np. Forza ale nie zastąpi mi to grania na PC gdzie mam te same gry płynne. Odnośnie konsoli Nintendo to oczywiście są gry które nie mają płynnej animacji ale jak kupuję grę firmy Nintendo to mam pewność, że będzie płynna i dopracowana a na szczęście gier wydają masę choć niestety tylko na swoje konsole.
    Tearing ekranu to troche inna kwestia, bardzo czesto winowajca jest ekran LCD/Plazma
    Taka sama kwestia tylko jeszcze wyłączona synchronizacja pionowa. No i napisałeś bzdurę, że to wina tv - to tylko i wyłącznie wina gry.
    • 2:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime17 Dec 2011 zmieniony
     
    Zobaczymy jaki bedzie przeboj z X-pudla360 - "Alan Wake" na PC. Powinno byc dobrze (co najmniej). :)
    • 3:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime17 Dec 2011
     
    X-pudel360 :)
    • 4:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime17 Dec 2011
     
    hehe X-Pudło = XBOX, nawet zdarzylo mi sie grac na nim pare razy... :)
    • 5:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime18 Dec 2011
     
    No tak, nie ma jak liczyć klatki/s zamiast czerpać przyjemność z grania hehe :) Na PC jest płynnie ale DRM, na konsolach nie ma problemów z DRM ale jest chrupanie, na Nintendo nie ma chrupania ale są infantylne gry ... ufff...

    To z platform pozostaje chyba tylko Atari :)
    • 6: CommentAuthorxxl
    • CommentTime18 Dec 2011
     
    zaraz, ale co porownujemy? ps3 z sony move lub xbox360 z kinectem za 1500 zl z pc za 1500 zl i mowicie ze pc jest lepszy do gier? hmmm.
    • 7:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime23 Dec 2011 zmieniony
     

    michalmarek77:

    W przypadkach indywidualnych ( samodzielnego twórcy, ewentualnie kilku osób) powyższy przykład jest jak najbardziej prawdziwy.


    Ciesze sie, ze zgodziles sie ze mna w tej kwestii, ze przyklad jest prawdziwy i dziala. Bo co by bylo, gdybys napisal, ze przyklad nie jest prawdziwy i nie dziala? :D

    Ciesze sie rowniez, ze przekonalem Cie, ze dobrowolne wynagradzanie autora moze sie sprawdzic (wedlug Ciebie - w przypadkach, gdy tworca jest samodzielny lub dzielo tworzylo niewiele osob) i moze on sporo na tym zarobic. Na poczatek dobre i to :). Ale idzmy dalej:

    michalmarek:

    Jeśli chodzi o software(m.in gry, systemy operacyjne, etc) filmy, procesy wysoce czasochłonne i kosztowne w produkcji juz niestety nie.


    Jak wytlumaczysz w takim razie sytuacje z systemem Linux? Cale zastepy programistow, w tym wielu wybitnych i utalentowanych, poswiecily swoj czas i umiejetnosci za darmo. W efekcie czego systemy oparte na Linuxie skutecznie konkuruja z systemami platnymi, objetymi zakazami rozpowszechniania, etc. Nie jest to jednostkowy przyklad: blyskawicznie rozprzestrzenia sie tez darmowy Android.

    Mam tez drugi przyklad szkodliwosci praw "autorskich" (w rzeczywistosci te prawa rzadko naleza do autora/autorow, ktorych Ty chcialbys wynagradzac - co takze moim zdaniem jest sluszne, a roznimy sie tylko w kwesti przymuszania do tego): system BeOS to byl kiedys zgrabny system operacyjny. Z Wikipedii poznasz skrot historii: ->link<-

    "W 2001 prawa autorskie do BeOS-a zostały odsprzedane firmie Palm, znanemu producentowi komputerów kieszonkowych. W związku z brakiem zainteresowania ze strony Palma rozwojem tego systemu oraz nieupublicznieniem kodu źródłowego trwają obecnie prace nad stworzeniem otwartego odpowiednika tego systemu. Są one prowadzone w ramach kilku niezależnych projektów: (...)"

    Jak widac z powyzszego przykladu, to prawa "autorskie" ograniczyly rozwoj oprogramowania. Jest to sytuacja dosc czesta. I tylko dzieki zapalowi i checiom darmowej pracy setek wolontariuszy BeOS ma szanse sie odrodzic i rozwijac. Jak wytlumaczysz ten fakt w swietle twierdzen, ze skomplikowane oprogramowanie moze powstawac tylko za miliony euro?

    michalmarek77:

    Prosze, pokazcie mi,jak mozna by tworzyc gry pokroju Uncharted, Skyrim, Batman -Arkham Citi, Modern Warfare, Halo, Gears of War, bez wielomilionowych (w $ badz Euro) inwestycji........


    Moznaby stworzyc gry duzo lepsze od wyzej wymienionych i to za darmo. Ale nie w obecnym systemie prawnym, ktory tworzy taka, a nie inna ekonomie. Przeciez to elementarne drogi Watsonie!

    1. Jezeli osoba pelna zapalu i checi do tworzenia gier ma do wyboru zatrudnic sie przy miernym projekcie, ktory dzieki ochronie prawnej ma szanse zarobic duze pieniadze i te duze pieniadze beda do podzialu takze dla niego - albo przy ambitnym albo nowatorskim projekcie, ale za darmo - to oczywiste jest ze w 99% przypadkow wybierze pieniadze, bo za cos trzeba zyc. W ten sposob tylko raz na jakis czas powstaje przelom w grach (np. Wolfenstein 3D), a potem reszta branzy tylko kopiuje pomysl, nieznacznie go modyfikujac. I mamy wysyp tych gier, ktore Ty nazywasz wspanialymi, a ktore sporo osob nazywa wtornymi do bolu.

    2. Gdyby zadna gra nie miala ochrony prawnej i moglby kopiowac je kazdy kto chce - to i tak znalezliby sie tacy, ktorzy za gre z checia by zaplacili. Tak jak w podanym przykladzie z wystepami komika. Zawsze znajda sie bowiem ludzie, ktorzy dobrowolnie doceniaja prace/pomysl innych osob. I tacy producenci gier tez by zarobili. Moze nie tak duzo jak obecnie, ale wystarczajaco duzo i dostaliby te pieniadze autorzy, a nie posrednicy - co pokazuje przyklad z wystepami komika.

    3. Przez to, ze branza przede wszystkim liczy kase (co jest naturalne!), to rzadko powstaja gry przelomowe. Nie oplaca sie podejmowac ryzyka tworzenia zupelnych nowosci, najwiecej kasy przynosi schlebianie srednim gustom, robienie gier, do ktorych ludzie sa przyzwyczajeni. Gdyby to nie kasa z gry sie liczyla, ale z innych zrodel "okologrowych" (tak jak obecnie nie zarabia sie na Linuxie, ale na calej otoczce wokol niego), mielibysmy do czynienia z zupelnie nowa jakoscia na rynku gier. To samo tyczy sie ksiazek: Biblia jest darmowa, a przeciez miliony ludzi zyja z jej sprzedazy!

    4. Ochrona wlasnosci intelektualnej niszczy dobre programy, filmy, ksiazki. Bo wygrywa nie to, co jest dobre, co ludzie faktycznie chcieliby czytac, ogladac, w co grac, tylko to, na co jest ochrona (czytaj: na czym mozna zarobic w szybkim okresie czasu i bez wielkiego ryzyka). Proponuje spojrzec na liste 100 najwybitniejszych ksiazek w historii ludzkosci (dowolna lista, i tak to kwestia gustu). Wiekszosc z nich, znanych i majacych wplyw na ludzkosc powstala w czasach bez ochrony wlasnosci intelektualnej! A im blizej naszych czasow tym ksiazek wiecej, ale coraz mniej takich, ktore na cokolwiek wplywaja, ze o ich popularnosci juz nie wspomne.

    michalmarek77:

    Tylko prosze mi tu nie pisac pierdol o reklamach, a raczej pomyslec o kilkuletnim cyklu produkcyjnym i utrzymaniu przez ten czas sporej grupy pracownikow, ktorzy przeciez za darmo do pracy nie chodza....


    Ale dlaczego nie wspominac o reklamie? Skoro porownujemy produkty darmowe i platne, to warto zauwazyc, ze lwia czesc budzetu gry platnej to koszty reklamy. Z kolei darmowa gra najczesciej korzysta z reklamy darmowej - na przyklad szeptanej. Jezeli milion milosnikow Linuxa pisuje na forach peany na czesc tego systemu operacyjnego to na ile mozna by wycenic taka reklame? Na pewno na grube setki milionow... a jednak nie trzeba bylo tych milionow, zeby ta reklame miec, prawda? Poprosze o wytlumaczenie tego zjawiska, skoro dobre programy musza byc wyprodukowane (w tym zareklamowane) za grube miliony, jak twierdzisz.

    Z kolei cykl produkcyjny jest dlugi i drogi, poniewaz zapewniony monopol prawny powoduje, ze to sie oplaca. Wspomniales gdzies o tym, ze znasz podstawowe prawa ekonomii. To przypomnij sobie, jak ksztaltuja sie ceny produktow wytwarzanych przez monopole... dlaczego taka Telekomunikacja Polska kiedys latami podlaczala do sieci telefonicznej, a teraz prosi sie o to, zebys Ty sie do niej podlaczyl :). I tak dobrze, ze w przypadku oprogramowania to tylko ograniczony monopol (prawny, a nie techniczny i w ramach jednego dziela). Gdyby nie to, to cykl produkcyjny bylby jeszcze dluzszy i jeszcze drozszy.

    michalmarek:

    Popatrzcie na polska kinematografie ( za wyjatkiem pseudo-tvn-owskiej), ktora dotowana jest z NASZYCH pieniedzy!!!! Bez tego i przymusowych delegacji szkolnych na seanse ona dawno przestalaby istniec......


    Sluszne spostrzezenie - dotowanie czyli gwarantowanie naszych pieniedzy przez ministerstwo powoduje, ze nie oplaca sie robic dobrych filmow, tylko takie, ktore zatwierdzi minister. Efekt widac w kinach, chociaz i tak jest lepiej niz kiedys, bo coraz wiecej filmow musi samo na siebie zarobic (i zarabia).

    Od razu tez zauwaz podobienstwo tej sytuacji do sprawy z wlasnoscia intelektualna. Poniewaz prawo poniekad gwarantuje autorom (a w praktyce: posrednikom) zyski z dziel, to nie ma presji na to, zeby te dziela byly lepsze, zeby podnosic znaczaco poziom gier, filmow, etc.

    No ale taki urok kapitalizmu, każdy jak najwięcej kasy chce,


    Owszem, to jest wlasnie urok kapitalizmu, ze zmusza kapitalistow, ktorzy chca zarobic jak najwiecej, do zaspokajania wszystkich naszych potrzeb i to jak najlepiej (takze przez produkcje lepszych gier, filmow, programow). System kapitalistyczny jest bardzo przykry dla kapitalistow, bo caly czas musza sie starac, kombinowac, wymyslac, jak zarobic wiecej.

    Idea ochrony wlasnosci intelektualnej zaburza ten zdrowy system - wprowadza do niego gwarancje ochrony czegos, co z natury nie bylo nigdy chronione - pomysly, idee, etc. Wszelkie takie manipulacje prawem przez panstwo ma raczej posmak socjalistyczny niz kapitalistyczny. Oczywiscie w to graj kapitalistom, bo nie musza sie juz tak starac, kombinowac, wymyslac. Wystarczy raz wymyslic dzielo i mozna na nim tluc kase az do smieci (przyklad: ochrona Myszki Miki przedluzona juz do ilu, 125 lat?). Wszyscy kapitalisci zawsze najlepiej sie czuja w socjalizmie, bo on gwarantuje im najwieksze zyski.

    Ale czy my, szare zuczki, musimy sie zgadzac z tym, zeby nam wprowadzac glupie pomysly na monopole?
    • 8:
       
      CommentAuthorRetroBorsuk
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    Po prostu chłopaki starzejecie się co niektórzy. Sam jestem stary ale ciągle czerpie przyjemność z grania. Zaczynałem od Atari - najukochańszy komputer, c64, Amiga - najlepszy komp, zachłyśnięcie później PC i Championship Managerem oraz rpgami - Baldury, Planescapy, Fallouty. Teraz na kompie mi się nie chce (modernizacje, sterowniki) to ps3 i x360 męcze, wcześniej ps2 i ciągle lubię grać i gry sprawiają mi przyjemność. Zarówno kiedyś jak i teraz są i były crapy i gry wybitne - stare czasy wspominamy z większym rozrzewnieniem - NOSTALGIA to głównie powoduje, że ludzie pieprzą farmazony - kiedyś to były GRY a teraz sama chała....
    Zbieram stare konsole i na każdą jest praktycznie masa perełek, aż czasu nie starcza. Wracam sentymentalnie do Atari (nawet 2600 mam i Jaguara) a na PSP emulator atari i ciupę w HERO czy River Raid. Nie pitolcie, że tylko grafa się liczy teraz - może dla młodych - ja się cieszę, że wychowałem się praktycznie razem z rozwojem branży growej i praktycznie nic mnie nie ominęło. Cięzko by mi było wybrac ulubione gry wszechczasów (CM, Sensible, Tekkeny, Baldur 2, Fallouty - ostatnio skończyłem trójkę i 8.5/10 ode mnie, na ps2 takie rewelki jak ICO, Shadow of Collossus, Okami, God of War 1 i 2, Odin's Sphere kapitalne tytuły. Z terźniejszej epoki bardziej seria Gears of War czy Mass Effecty to dla mnie miód i orzeszki, ostatni Rayman Origins, Ratchety, Uncharted. Ciągle czekam na Half Life 3 (Episode 2 rozjebał mnie na kawałki). Na święta zapodam sobie God of War 3 czy pośmigam dalej w jakiegoś Burnouta.
    Ciągle powstają świetne tytuły jak i średniawe oraz kaszanki - dla mnie przyjemność z grania nie zniknęła - i jakoś nie twierdza, że kiedyś było zajebiście a teraz jest chujowo. niezapomniane czasy salonów nie wrócą niby z Black Tigerem, Ghosts'n Goblins ale odpalam psp a tam są te gry na składankach capcomu albo nowe świetne Ultimate GnG i radość trwa dalej - w tym czasie jakaś Bayonetta czy Bioshock (Infinite zapowiada się świetnie). Narzekających marud nie pozdrawiam dla reszty Zdrowych i Wesołych Świąt życzę, żebyście nie byli zgnuśniali i nie zamieniali się w starych tetryków wspominających jak to drzewiej bywało a teraz jest be. Bo jest dobrze!!
    • 9:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    Byc moze sie myle, ale to nie jest dyskusja o tym, ze kiedys byly gry fajne, a teraz nie (albo odwrotnie) tylko jak sie ma wplyw delegalizacji/legalizacji wlasnosci intelektualnej do poziomu gier (i innych wytworow kultury).
    • 10:
       
      CommentAuthorRetroBorsuk
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    Może, ale na forum atari online naczytałem się wiele takich opinii, i szukałem gdzie to umieścić - ale , że jestem w pracy i nie miałem czasu przeglądać i szukać, a święta idą to umieściłem tutaj - i mam nadzieję, że mi wybaczysz :-). Pozdrawiam
    • 11:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    Jest wiele racji w tym, co pisze Gooonies76. Shitowe gry zdarzaly sie kiedys, jak i teraz. Moze to taka "sinusoida" ? ;)
    BTW. ->link<-
    A Cedyn tak wychwalal BULLETSTORM.... ;)
    • 12:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime23 Dec 2011 zmieniony
     
    Jeszcze raz warto tu przytoczyć ogólną prawdę (ogólnie działającą, niestety nie za bardzo wśród tzw. "myślących inaczej")

    "Kłamstwo powtórzone więcej niż 3 razy staje się powszechnie uznawaną prawdą"

    Dotyczy to wszystkich aspektów "sztucznych i nieuczciwych sposobów powiększania zysków".

    Czyli ogólnie:
    - ochrona własności intelektualnej czy praw autorskich (legalne!)
    - patenty (legalne! - zbyt długa ochrona, powinna być krótsza)
    - monopole i zmowy cenowe (nielegalne, na razie)
    - przymuszanie do niektórych rzeczy sprzecznych z "wolnością" (legalne!)
    - sztuczne generowanie zagrożeń powodujących popyt na określone towary (nieudowadnialne -> legalne!)
    - generowanie "sztucznego popytu" bezpośrednio (nieuczciwe reklamy, legalne)
    - sprzedaż rzeczy drogich w eksploatacji (auta, drukarki, kredyty - bazowanie na żądzy posiadania) -> uzależnianie od szeregu grup nieuczciwie zarabiających - legalne! Ale mamy na to wpyw, na szczęście)
    - żerowanie na nieszczęściach ludzkich (legalne, ale postrzegane jako nieetyczne)

    Jest wiele "pustych określeń", które powtarzamy bez zrozumienia, nieświadomie. Wydaje nam się, że wiemy o czym mówimy.

    Czy ktoś z szanownych forumowiczów kiedykolwiek zastanawiał się np. co to jest deficyt budżetowy i skąd się wziął?

    Ja się niedawno dowiedziałem, sam bym do tego nie doszedł:)

    I teraz UWAGA.
    Mówimy tutaj o ograniczaniu rozwoju. Czy naprawdę chcemy szybszego rozwoju? Dla mnie i tak jest zbyt szybki...
    • 13: CommentAuthorEagle
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    @jhusak:
    Taki świat i raczej tego sam nie zmienisz.
    "Przystosuj się albo giń" - jak to kiedyś powiedział karaluch do dinozaura :)
    • 14:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime23 Dec 2011 zmieniony
     
    Ale przecież ja nie próbuję zmienić świata (a może powinienem :), tylko podzielić się z ludźmi własnymi przemyśleniami. Wg mnie lepiej żyć świadomiej, chociaż to bardziej stresujące...
    • 15:
       
      CommentAuthorTheFender
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    @eagle: tak tak, stare polskie przysłowie "moja chata z kraja"

    @jhusak: widziesz, no problem w tym co nazywamy rozwojem. Bo wg mnie pomimo postępu informacyjnego i technicznego to tak właściwie jako gatunek zaczynamy pomalutku cofać się w rozwoju. Temat jest bardzo szeroki i wart na pewno omówienia ale może nie teraz i nie w tym wątku.
    Co do reszty hmm. No np jest taki dział w marketingu (tfu) który nazywa się "uświadamianie potrzeb klientowi" - tzn np Ty nie wiesz, że golarka firmy xxx jest Ci niezbędnie potrzebna do życia. Ale dzięki sugestywnej reklamie już teraz wiesz, jak zostać megazajefajnym gościem na którego leci piękna, młoda kobieta wstająca rano z łóżka i pachnąca seksem hehe. To, że pójdziesz do sklepu i ją kupisz to kwestia czasu hehe - "i gdzie tu przymuszanie? (zarechotał lucyfer)".

    Aaa, ten cytat znam trochę w innej wersji
    "Kłamstwo dostatecznie długo powtarzane w końcu stanie się prawdą" - i powiedział to niejaki Goebbels.
    I jakie to mądre, do dzisiaj rządzący z tego korzystają.
    • 16:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime23 Dec 2011
     

    jhusak:

    Czy ktoś z szanownych forumowiczów kiedykolwiek zastanawiał się np. co to jest deficyt budżetowy i skąd się wziął? Ja się niedawno dowiedziałem, sam bym do tego nie doszedł:)

    A to prosze, oswiec nas. Chetnie sie dowiem...
    • 17: CommentAuthormono
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    @Dracon: Pieniądze, jako dług zdaje się na tubie.
    @Eagle: Taka postawa donikąd nie prowadzi. Kto wg Ciebie zmienia świat? Kosmici?
    • 18:
       
      CommentAuthorTenchi
    • CommentTime23 Dec 2011 zmieniony
     

    jhusak:

    Mówimy tutaj o ograniczaniu rozwoju. Czy naprawdę chcemy szybszego rozwoju? Dla mnie i tak jest zbyt szybki...

    Zgodzę się z TheFenderem, że jako gatunek raczej się cofamy. Paradoksalnie im ludzkość ma większy dostęp do informacji, tym bardziej głupieje. Większości po prostu nie chce się w nich przebierać i analizować - wolą dostać podane na tacy, gotowe do skonsumowania.
    Ja z kolei postrzegam zniesienie praw autorskich jako zielone światło do poznawania nowych elementów kultury inaczej niedostępnych. Przykładowo znam kilka japońskich kapel muzycznych. Gdyby nie internet, to przenigdy nie dowiedziałbym się o ich istnieniu - nikt tego u nas nie reklamuje, zresztą pewnie słabo by się sprzedało. Nikt nie ma u nas do tego praw autorskich, więc nie mam jak legalnie nabyć ich muzyki. Żaden rodzimy dystrybutor nie straci na tym że ściągnę sobie te albumy z sieci. Ale mimo to wedle naszego prawa jestem teraz złodziejem. Moja chęć do poszerzenia horyzontów i poznania czegoś nowego zrobiła ze mnie przestępcę. To samo dotyczy starych gier. Żeby pograć sobie w Blinky'ego na Atari czy innego Phantasy Stara na Segę Mega Drive musiałbym zakupić sprzęt i sprowadzać sobie carty z zagranicy. A przecież i tak nie zarobią na tym autorzy, te pieniądze nie pójdą na rozwój rynku, o czym wciąż wspominał michalmarek77. Nie prościej byłoby uwolnić te starocie i pozwolić się wreszcie cieszyć nimi takim archeologom jak my bez nazywania nas złodziejami?
    Odnośnie tego co napisałem powyżej o japońskich kapelach muzycznych. No dobra, powie ktoś, u nas nie okradnę żadnego dystrybutora, ale ściągając ich muzykę z sieci działam na niekorzyść Japonii. Teoretycznie, w świetle obowiązującego prawa tak. Ale... Historyjka z życia wzięta. Kiedyś do jednego anime pojawił się artbook, czyli zbiór grafik z produkcji i inne tego typu kąski. Edycja bardzo limitowana, 1000 egzemplarzy. Sprzedaż niestety obejmowała tylko wyspy. Mój przyjaciel, straszliwy fanatyk tego tytułu, postanowił do nich napisać z prośbą o możliwość zamówienia choć jednej sztuki do Europy. Kilka godzin siedział ze słownikiem i kleił maila, oczywiście po japońsku. Odpowiedź nadeszła bardzo szybko. Japończycy wyrazili ubolewanie że niestety nic nie są w stanie poradzić na to że przelewów i innych sposobów płatności z Europy przyjmować nie będą. Ale wyrazili też bardzo pozytywne zaskoczenie, wręcz radość że mają fana w tak odległym kraju i w ramach rekompensaty postanowili... po prostu mu go sprezentować! Jakiś czas później dostał całe pudło(!) wypełnione po brzegi gadżetami i materiałami promocyjnymi, dotyczącymi także innych serii produkowanych przez to studio. I myślę że w przypadku ściągania muzyki byłoby podobnie: zamiast takiego gościa ścigać, oni byliby zadowoleni że ktoś z tak daleka się tym zainteresował.
    • 19: CommentAuthorEagle
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    @mono: Zmienia się świat czynami a nie chęciami. (lub gadaniem)
    No ale oczywiście zawsze można podzielić się swoimi przemyśleniami.
    Money as debt, zeitgeisty, "inside joby", Margin call'e i wiele wiele innych to tylko wierzchołek góry lodowej.
    Stworzone w formie łatwej i przystępnej dla szarej masy.
    @jhusak: No ta świadomość niestety może być bardzo stresująca.
    Powiem z doświadczenia że im bardziej się w to zagłębiasz tym gorzej.
    Myślisz że dotarłeś do dna a tam jeszcze dwa razy tyle mułu.
    Błogosławieni Ci co żyją w nieświadomości i cieszą się życiem.
    Ja na te tematy staram się nie wypowiadać poza moją branżą.
    • 20:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime23 Dec 2011
     

    jhusak:

    teraz UWAGA.
    Mówimy tutaj o ograniczaniu rozwoju. Czy naprawdę chcemy szybszego rozwoju? Dla mnie i tak jest zbyt szybki...


    Wydaje mi sie, ze to zalozenie, ze rozwoj bylby szybszy, opiera sie na kruchych podstawach. Tego nie wiemy, byc moze bylby szybszy, a byc moze wolniejszy.

    Wiadomo jednak, ze rozwoj bylby INNY. Moim zdaniem lepszy, bardziej zrownowazony, poniewaz wynikajacy z naturalnego rozwoju. Brak barier pchalbym rozwoj softu i kultury tam, gdzie to jest naprawde interesujace. Dalej by zarabiano mase kasy, ale w bardziej rozproszony sposob (kasa blizej autorow, a nie posrednikow i "centrow IP", bo wiadomo ze wolimy zaplacic komus kogo znamy i cenimy niz bezosobowej firmie).

    Obecnie tworzy sie sztuczne bariery, ktore ograniczaja kulture i dziela ludzkiej mysli. Albo patrzac z innej perspektywy: system wspiera pompowanie kasy do "centrow IP" (firm patentujacych, duzych wytworni), ktore korzystaja z efektow skali i totalnie dominuja nad reszta, w tym nad tworcami i konsumentami dziel kultury.
    • 21:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime23 Dec 2011 zmieniony
     
    Dokładnie tak, Kaz. Pieniędzy na rynku jest stała ilość (powinna być) z dokładnością do epsilona.
    I jeśli wielkie firmy (banki :) zarabiają wielkie pieniądze (uczciwie lub mniej uczciwie) , to TYLKO kosztem reszty.
    Wniosek jest jeden. Antyregulacje do już istniejących regulacji wymuszonych przez różne lobby:) Ale na to tylko pomagają jaja sądów i rządów (Szwajcaria, Hiszpania)

    No dobra, miałem na myśli usunięcie tych chorych regulacji.
    • 22:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime23 Dec 2011 zmieniony
     

    Dracon:

    A to prosze, oswiec nas. Chetnie sie dowiem...

    No co Ty, Dracon, jak Cię zainteresowało to sam poszukaj :)

    Ten wątek generalnie nie służy chwaleniu się wiedzą (hehe), tylko jest to deliberacja na temat wolności (a właściwie jej braku w pewnych dziedzinach) i różnych sposobach jej ograniczania w czasie.

    farmazon "deficyt budżetowy" jest pięknym przykładem zakręcenia, odwrócenia kota ogonem, jak wiele innych (np demokracja, która jest dzisiaj usprawiedliwieniem dla wielu działań wojennych)

    Czy wiesz Dracon, czym by się skończyła działalność DOWOLNEJ FIRMY, gdyby pracowników do niej wybierać w DEMOKRATYCZNY sposób? (włącznie z prezesami :/

    Podobno jednak nic lepszego nie wymyślono. Jest to idealny system. Dla lobbystów.
    Jak to możliwe, że to wszystko jeszcze działa ...
    • 23:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime23 Dec 2011
     
    Dracon, Kubie chyba chodzi o to, ze jezeli bys rabowal podroznych na goscincu, i robilbys to malo skutecznie, to powstalby u Ciebie deficyt budzetowy... Tylko, ze z punktu widzenia uczciwego czlowieka im jestes mniej skuteczny tym lepiej, a im wiekszy Twoj budzet albo mniejszy deficyt tym gorzej dla podroznego :).
    • 24:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime24 Dec 2011 zmieniony
     
    Chodziło mi mniej więcej o to, co w tej wypowiedzi (lubię te unijne przepychanki słowne :):


    Wmówiono ludziom, że deficyt to takie coś, co jest zawsze i trzeba tylko nad tym panować. A deficyt spłacać z kredytów zaciąganych w bankach centralnych (w domyśle)
    NA SZCZĘSCIE w Polsce konstytucja 1. reguluje maks dług publiczny, 2. zabrania spłacać go zaciąganymi kredytami w bankach centralnych.
    Co gwarantuje trochę dłuższe umieranie.

    Rozumiem, że bywają ludzie, którzy się zapożyczyli zbyt pochopnie i nie są w stanie spłacać kredytów.
    Nie rozumiem, jak to mogą robić całe Państwa, i jest to tolerowane?
    Bo ludzie lubią wygodę.

    Poza tym takie życie na kredyt nie dość, że uzależnia od kredytodawcy, to jeszcze znieczula, bo znika magiczna linia "O, nie mam już wcale pieniędzy na życie!"

    Nie ma kasy - to nie ma!

    Bo z tych wszystkich dziur, deficytów, długów, to mamy my wszyscy ambaras, co będzie dalej.

    Chyba trzeba wrócić do trybu: Święta.
    • 25:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime24 Dec 2011
     
    Przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Opodatkować Banki! a z ludzi zdjąć ten obowiązek. Mamy więcej lobbystów :)
    • 26:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime26 Dec 2011
     

    jhusak:

    Nie rozumiem, jak to mogą robić całe Państwa, i jest to tolerowane?


    Bo kariera wspolczesnego polityka ma horyzont najwyzej kilkuletni - poslowie u nas 4 lata, prezydent 5 lat, itd. Wiec oplaca sie szybko wydac kase ku uciesze wyborcow, bo na efekty zadluzania sie trzeba czekac kilkanascie lat, czasem kilkadziesiat (szczegolnie przy wykorzystaniu roznych metod odsuwania dlugu w czasie). A wtedy to juz nie Ci politycy beda u wladzy i nie oni beda odpowiadac za dlugi.

    jhusak:

    Przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Opodatkować Banki!


    Jezeli opodatkujemy banki, to oczywiste ze o tyle wzrosnie ich koszt dzialania. Co odbije sie oczywiscie w cenie uslug tych bankow dla przecietnych obywateli - a to nie o to chyba chodzi w Twoim pomysle :). Moim zdaniem bardziej skuteczna bylaby kompletna deregulacja rynku bankowego: zmuszenie ich do czystej rywalizacji ze soba. Teraz ta rywalizacja jest bardzo ograniczona przez przepisy.
    • 27:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime12 Jan 2012
     
    A tu kontynuacja tematu w sprawie praw autorskich. Okazuje sie, ze duze wytwornie filmowe tak sobie oto poczynaja:

    Przypomnijmy, że batalia Megaupload, szafki na pliki, z przemysłem rozrywkowym trwa już w Niemczech od wielu lat i póki co nie udowodniono twórcom serwisu łamania prawa.

    Gdy powstał serwis do łatwego udostępniania filmów o nazwie Megavideo, na którym w dodatku można zarabiać, wiadomo było, że wściekłość korporacji osiągnie zenit.

    Właściwie od 6 lat usługa miała się dosyć dobrze. Widocznie korporacje uznały, że będą w stanie w końcu wygrać z twórcami serwisu na bazie przepisów o prawie autorskim i innych. Jednak tak się nie stało i teraz stosują wszystkie inne możliwe środki, aby uprzykrzyć życie użytkownikom i twórcom serwisu.

    Działania wobec serwisu podjęto w USA i Indiach. W pierwszym kraju furię wzbudził teledysk, na którym artyści chwalą swojego wroga numer jeden (przynajmniej w opinii "obrońców" ich praw). Komuś w wytwórni Universal Music klip nie spodobał się i skasował go.

    Co ciekawe, według MegaUpload nie naruszał on praw autorskich. W związku z tym, twórcy wystosowali pozew do sądu w Północnej Kalifornii przeciwko wytwórni za niesłuszne skasowanie klipu. Wyroku jeszcze nie ma,
    ale już pojawiają się ciekawe nowiny.

    Universal przyznał się, że klip nie został skasowany na mocy prawa DMCA, ale na podstawie umowy z YouTube, która pozwala Universalowi usunąć każdy film. Wyjaśniło się czemu korporacje nie zniszczyły YouTube'a na początku jego popularności. Z punktu widzenia wszelkiej konkurencji dla dużych wytwórni to ogromny skandal.

    Okazuje się bowiem, że mogą one po prostu kasować wszystkie stwarzające dla nich zagrożenie materiały, nawet jeśli są całkowicie legalne.

    Jak się okazuje, Megaupload to poważne zagrożenie dla korporacji, jeśli niewinny klip z artystami został skasowany. Wytwórnie nie chcą, aby reprezentowani przez nie artyści wypowiadali się na temat piractwa.

    Niemniej, MegaUpload nie zamierza się zatrzymać i przed sądem domaga się dogłębnego wyjaśnienia relacji między YouTubem a Universalem i podstaw na jakich plik został skasowany. W toku śledztwa może wyjść więcej faktów na temat układów między popularnymi serwisami hostingowymi i wytwórniami.

    Szum wokół sprawy działa na szkodę wytwórni i na korzyść MegaUpload. Teledysk obejrzało już przeszło 13 milionów internautów, a dzięki efektowi Streisand liczba ta lawinowo rośnie (chociaż teledysk nie urywa dołu pleców).


    Drugi przyklad z tego samego artykulu:

    Drugim miejscem, gdzie MegaUpload ma problemy są Indie. Tam wytwórnia Reliance Enterteinment uzyskała nakaz Sądu Najwyższego na zablokowanie Megaupload (i m.in. BTjunkie) przez dostawców Internetu.

    (...)

    Wszystko przez nowy film akcji Don 2: The King is Back. To nowoczesne widowisko łączące w sobie thriller i elementy humorystyczne klasycznego indyjskiego kina.

    Do sieci wyciekła wersja w jakości DVD i wytwórnia postanowiła ukrócić świąteczne oglądanie filmu w domu i zachęcić widzów do odwiedzenia kina.

    To dosyć mocny środek, aby z powodu jednego filmu blokować dostęp do plików milionom internautów, m.in. Gaurav-owi Shukla, redaktorowi AndroidOS, który korzystał z serwisu w legalnych celach.

    Twórcy filmu (oprócz nadgorliwości) wykazali się też daleko idącą hipokryzją. Sami bowiem nie są bardziej święci niż piraci internetowi. Gdy przyjrzymy się historii serii "Don" okazuje się bowiem, że producent sequela to zupełnie inna wytwórnia niż pierwszej części. Podkradła ona nazwę filmu, dodała dwójkę, zatrudniła tych samych aktorów i przed sądem w sporze z Nariman Films, twórcą filmu Don 1, utrzymuje, że Don 2 nie jest sequelem.

    W 2011 roku wyszła na jaw hipokryzja przemysłu rozrywkowego. Piractwo stało się częścią kultury nie tylko dla konsumentów, ale i części posłów, artystów, obrońców praw autorskich i filmowców.


    Caly artek tutaj:
    ->link<-
    • 28: CommentAuthormac
    • CommentTime13 Jan 2012
     
    ciekawostka: ->link<-
    • 29:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime13 Jan 2012 zmieniony
     
    A tu dla odmiany, pozytywna wiadomosc:

    ->link<-

    Polowanie na piratów dobiegło końca.

    Marcin Iwiński ogłosił, że CD Projekt rezygnuje z akcji, której celem było uzyskanie zadośćuczynienia od posiadaczy nielegalnych kopii "Wiedźmina 2". Według opublikowanej wiadomości bezpośrednią przyczyną porzucenia ścigania nieuczciwych graczy byłą negatywna reakcja społeczności. Użytkownicy obawiali się, że pomimo zakupu oryginalnego "Wiedźmina" mogą znaleźć się na celowniku prawników CD Projektu.


    Jakos trudno uwierzyc mi w te przyczyny, ale liczy sie efekt koncowy.
    • 30:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime13 Jan 2012 zmieniony
     
    Marcin Iwiński - teraz to "CD Projekt" a kilkanaście lat temu to (o ile się nie mylę) słynny S.S. Captain, który zaopatrywał warszawską giełdę w świeży stuff na Amigę:


    (w razie czego przewińcie do 01:01)

    ...czyli "zapomniał wół jak cielęciem był" czy jakoś tak?! :P :D
    • 31: CommentAuthormac
    • CommentTime19 Jan 2012
     
    @KAZ

    ciąd dalszy historii z megaupload, jest niestety taki: ->link<-
    • 32:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime19 Jan 2012
     

    Dracon:

    ..czyli "zapomniał wół jak cielęciem był" czy jakoś tak?! :P :D


    E tam. Czyli wedlug Ciebie, jak ktos zrobi blad to juz do konca zycia ma postepowac zgodnie z bledem? Albo jak popelnil przestepstwo to do konca zycia ma byc przestepca, bo inaczej nie wypada?

    Ludzie sie zmieniaja, dojrzewaja, nie ma co popadac w psychologiczna pulapke "konsekwencji postepowania".
    • 33: CommentAuthormac
    • CommentTime20 Jan 2012
     
    [cytat]Zamknięcie serwisu Megaupload, o którym piszemy poniżej, wywołało gwałtowny kontratak. Grupa hakerska Anonymous znana z wielu wcześniejszych ataków w sieci uderzyła w serwisy związane z ochroną praw autorskich doprowadzając do ich umieruchomienia. Ofiarą ataku padł m.in. amerykański Departament Sprawiedliwości, strony wytwórni Universal Music Group oraz organizacji RIAA i Motion Picture Association of America. Niektóre z tych serwisów udało się już przywrócić, jednak z relacji na Twitterze wynika, że atak trwa.[/cytat]
    • 34:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime20 Jan 2012 zmieniony
     
    Wtedy nie postępował wbrew prawu - tylko trochę może nieetycznie.
    Ten soft i tak by do Polski nie trafił, bo nikt by go nie kupił. Chodzi mi o istotne ilości przy ówczesnych cenach gier w stosunku do zarobków.
    • 35:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime20 Jan 2012
     
    Swoją drogą to jest bezprawne. Aresztować ludzi za domniemane przestępstwa i udział w zorganizowanych grupach przestępczych. Chodzi o zastraszenie.

    Wierzę, że to są ostatnie podrygi tych RIAA, SOPA, PIPA i DUPA.
    • 36: CommentAuthormac
    • CommentTime20 Jan 2012
     
    Jutro się ludzie obudzą i zobaczą, że nie mogą już oglądac swoich ulubionych seriali w interencie, w PL chyba najpopularniejszy serwis z dominacją odtwarzacza Megavideo jest iitv.info. Wkurzenie na 1 dzień bez Wiki to było nic w porównaniu z tym co będzie. Ten serwis generował ponoć 4% ruchu w całym globalnym internecie! I to wszystko w roku wyborczym w USA, w tym kontekście mega odwaga lub mega głupota.
    • 37: CommentAuthormac
    • CommentTime20 Jan 2012
     
    A tymczasem w nasyzm kraju, już po raz kolejny, w blasku reflektorów, prywatne firmy korumpują policje i niby wszystko jest super! ->link<-
    • 38:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime20 Jan 2012
     
    Jeszcze w temacie Marcina Iwinskiego i CD-Projekt. Oni tam stwierdzili w komunikacie:

    bezpośrednią przyczyną porzucenia ścigania nieuczciwych graczy byłą negatywna reakcja społeczności.


    Czyli krotko mowiac - ludzie sie na nich wkurzali, a nie ma nic gorszego dla firmy niz wkurzeni klienci. Gdyby nie to, podejrzewam, ze z checia wpakowali by do wiezienia kazdego, kto nie zaplacil za gre. A jeszcze lepiej, zeby zaplacil, a w wiezieniu posiedzial, zeby odstraszyc innych. Na szczescie tak sie na razie nie da. Ale juz rosnie nowe pokolenie, hodowane w przekonaniu o nowej normie moralnej (kopiujesz=kradniesz)...

    I to wszystko w roku wyborczym w USA, w tym kontekście mega odwaga lub mega głupota.


    Lub sprytna zagrywka.
    • 39:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime20 Jan 2012 zmieniony
     
    Wydaje mi się, że trzeba pomyśleć o hasłach:
    "Żądamy wolnego rynku w rozrywce!"
    "Nie chcemy płacić za chłam!"
    "Najpierw słucham (gram) , potem kupuję!"
    "Chcemy oryginalności"
    "Nie mówcie nam, czego mamy słuchać!"
    "Prawdziwy artysta obroni się sam!"
    Itp itd.
    Bo wszystkie te zaiksy RIAA itepy to bronią WŁASNYCH interesów, a nie twórców.

    Wydaje mi się, że USA może przegrać wojnę internetową z hakerami i internautami - bo ci są zbyt inteligentni, aby dać sobie w kaszę dmuchać.
    • 40: CommentAuthorlhuven
    • CommentTime20 Jan 2012 zmieniony
     
    Chyba nikt do końca nie jest w stanie przewidzieć jakie skutki wywołałaby implementacja SOPA lub PIPA itd. w praktyce.

    Stawiam że stracą niezależni artyści i wytwórnie, a zyskają giganci. Gdyby nie te "pirackie" serwisy, nie poznałbym (a co za tym idzie, nie kupiłbym) 80% nagrań muzycznych które posiadam. Mali na obecnym stanie rzeczy nie tracą lub wręcz zyskują.

    Zastanawiam się czy przy obecnej wykładni prawa, nagrywając piosenkę z radia na mp3 lub kasetę ukradłem ją? Czy jak skopiuję ją koledze będę paserem?

    Czy też prawo w tym miejscu nie działa, ponieważ gra nie toczy się o miliony (miliardy) $$$ ?

    Gdyby mp3 i wymiana plików w sieci nie była zagrożeniem dla interesów wytwórni, nikt nie traktowałby tego jak przestępstwo.
    • 41:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime20 Jan 2012
     
    Zastanawiam się czy przy obecnej wykładni prawa, nagrywając piosenkę z radia na mp3 lub kasetę ukradłem ją? Czy jak skopiuję ją koledze będę paserem?


    Naruszenie praw autorskich (dla niepoznaki nazwanych tu autorskimi, bo sa to prawa dystrybucji) nie jest kradzieza!!! Ja wiem, ze nachalna propaganda stara sie za wszelka cene stworzyc nowa norme moralna (kopiowanie=kradziez), o czym pisalem w poscie 16, ale trzymajmy sie tradycyjnego znaczenia slow. A tradycyjne znaczenie slowa kradziez odnosi sie do sytuacji zawlaszczenia czyjejs rzeczy.

    Tak samo w ustawie nie ma mowy o kradziezy utworow, bo bylo by to nielogiczne. Jest tak:

    "Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się tego czynu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3."
    • 42: CommentAuthorBluki
    • CommentTime20 Jan 2012 zmieniony
     
    N I E A K T Y W N Y
    Odłożono prace nad kontrowersyjnymi ustawami przeciw kradzieży własności intelektualnej w internecie.

    Odłożono prace nad kontrowersyjnymi ustawami przeciw kradzieży własności intelektualnej w internecie. Amerykański Kongres odroczył głosowanie nad SOPA i PIPA. Projekty ustaw wywołały oburzenie w sieci - uważa się je za zagrożenie wolności przekazu w cyberprzestrzeni.
    [rmf24.pl]
    • 43: CommentAuthormuffy
    • CommentTime21 Jan 2012
     
    Tak się zastanawiam i obawiam, cóż też nasi "cudotwórcy" z ul.Wiejskiej cichcem będą chcieli wprowadzić.
    • 44:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime21 Jan 2012
     
    Czy można ukraść własność intelektualną? Wykraść tak, ale ukraść, tzn. ja mam a ty nie :)))) ?

    Ok, można, jak nie jest chroniona. Napisałeś utwór i dałeś mi go do przesłuchania/przeczytania. A ja go wydałem pod własnym nazwiskiem.

    To jest kradzież.
    • 45: CommentAuthormac
    • CommentTime1 Feb 2012
     
    • 46:
       
      CommentAuthorat0mic
    • CommentTime1 Feb 2012
     
    autor artykułu: Jacek Sierpiński
    motto: "Ci, którzy sprawują władzę to rząd. Pozostali to nierząd." -Krzysztof Martyna

    Co jest kradzione?
    Co kradzione – albo niszczone – jest autorowi utworu, albo innemu właścicielowi praw autorskich do tego utworu, podczas tworzenia, użytkowania lub rozpowszechniania „pirackiej” kopii, utworzonej na bazie kopii legalnie kupionej?
    No bo coś chyba musi być kradzione, albo niszczone, skoro coraz powszechniej nazywa się to „naruszeniem własności intelektualnej”?
    Tylko właśnie co?
    Nie jest kradziona ani niszczona żadna rzecz materialna – autorowi, czy innemu właścicielowi praw autorskich, nic nie jest tu zabierane ani dewastowane. Nie traci on przez to nośnika, na którym jest zapisany skopiowany utwór.
    Nie jest kradziony ani niszczony także sam utwór – właściciel praw autorskich dalej może go odtworzyć z posiadanego nośnika. Najprawdopodobniej istnieją także inne jego kopie.
    Nie jest też „kradziona” praca autora czy właściciela praw autorskich, w sensie takim, że wykonuje on tu jakąś pracę, za którą nie otrzymuje zapłaty. Bo nie wykonuje on tu żadnej pracy. Owszem, praca została wykonana w celu stworzenia oryginału oraz legalnych kopii – ale za te legalne kopie zarówno autor, jak i inny właściciel praw autorskich (np. producent czy dystrybutor) otrzymał już (bądź ma przyrzeczoną) uzgodnioną zapłatę.
    Nie są wreszcie kradzione ani niszczone żadne pieniądze. Mówi się wprawdzie często o „stratach” ponoszonych przez właścicieli praw autorskich wskutek piractwa, ale tak naprawdę owe „straty” polegają jedynie na braku spodziewanych, potencjalnych zysków – często zresztą spodziewanych niesłusznie, bo z faktu, że ktoś użytkuje darmową piracką kopię nie wynika wcale, że wydałby np. 100 albo 1000 złotych na kopię legalnie kupioną. A brak spodziewanych zysków nie oznacza, że ktoś traci pieniądze, a jedynie, że ich nie zyskuje. Jeśli kolega za darmo mnie ostrzyże, fryzjer nie zarobi na usłudze dla mnie – ale czy coś przez to faktycznie stracił? I czy można mówić tu o kradzieży jego pieniędzy?
    Wychodzi więc na to, że chyba nic nie jest tu kradzione ani niszczone.
    A jeśli tak, to używanie terminu „własność intelektualna” jest tu nadużyciem. Tym, co narusza „pirat” robiący, użytkujący lub rozpowszechniający „pirackie” kopie są prawa autorskie. Czasami również patenty, prawa do znaków towarowych, wzorów użytkowych czy przemysłowych. Ale prawa autorskie, patenty, prawa do znaków towarowych, wzorów użytkowych czy przemysłowych to nie własność. Nie da się ukraść ani zniszczyć przedmiotu tej „własności”. „Własność intelektualna” nie odnosi się do posiadania, ale ogranicza posiadanie.
    Prawa autorskie i cała reszta owej „własności intelektualnej” to po prostu rodzaj monopolistycznych przywilejów, wymuszanych przez państwa w interesie określonych grup. Tak samo jak średniowieczne monopole cechowe, prawo składu czy prawo pierwszej nocy.
    Tylko, że feudał domagający się ius primae noctis był przynajmniej na tyle uczciwy, że nie nazywał tego „własnością seksualną”.
    • 47:
       
      CommentAuthorDracon
    • CommentTime2 Feb 2012
     
    @at0mic:
    świetny cytat, lepiej tej problematyki nie można by ująć!!!
    • 48:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime9 Feb 2012
     
    Kolejny przyklad do kolekcji:

    ->link<-

    Po pierwsze nie trzeba odwolywac sie do cudzych korzeni ;), ani tym bardziej kupowac cudzych brandow, zeby zdobyc szacunek graczy i zarabiac na nich pieniadze. Po drugie, widac zmiane w podejsciu do klientow - kolacja z legenda branzy? Fajny pomysl na dodatkowy zarobek i promocje. W kazdym razie lepszy niz wprowadzanie ustawy, ktora przymuszalaby wszystkich wkolo do placenia za wyimaginowane straty... :)

    Dość powiedzieć, że w ciągu zaledwie 24 godzin od opublikowania filmu reklamowego, na konto Double Fine wpłynęło ponad 400 tysięcy dolarów, tymczasem cała akcja miała trwać jeszcze 33 dni!

    Co ciekawe, niewiele wiadomo o samej grze, poza tym, że będzie oczywiście, klasyczną, dwuwymiarową przygodówką point'n'click, a w sprzedaży pojawi się w październiku tego roku, na platformie Steam. Na czele zespołu deweloperskiego stanął sam Schafer, a wśród "kluczowych członków" znajdziemy Rona Gilberta!

    Co więcej, jeśli tylko wpłacimy na konto studia 15 tysięcy dolarów, w nagrodę zjemy lunch z Shaferem i Gilbertem, a także pogramy z nimi w kręgle!
    • 49:
       
      CommentAuthorjhusak
    • CommentTime12 Feb 2012 zmieniony
     
    Już 1.2 M$ (megadolców)
    • 50:
       
      CommentAuthorKaz
    • CommentTime18 Feb 2012 zmieniony
     
    A teraz to zglupialem, bo nie mialem czasu sledzic tej sprawy z Megaupload blizej, a tu pisza tak:

    ->link<-

    Zarzuty tzw. przestępstwa telekomunikacyjnego oraz naruszenia praw autorskich dodano do aktu oskarżenia przeciw serwisowi internetowi Megaupload.com i jego właścicielowi.


    Jak to dodano? To o co byly wczesniej te zarzuty? Bo wyglada na to, ze wczesniej zamknieto, a teraz doszukano sie w koncu jakis nieprawidlowosci.

    PS.

    Juz sobie znalazlem, za co pierwotnie ich oskarzano:

    copyright infringement, conspiracy to commit racketeering and money laundering.


    Z tego wynika, ze nie mozna bylo dodac naruszenia praw autorskich, bo juz o to bylo pierwotnie oskarzani. W ogole ta sprawa jest jakas niejasna, nie wiem czy to dziennikarze tak nieudolnie to przekazuja czy FBI tak maci. Zdaje sie, ze tam odchodza jakies zakulisowe walki. Bo przeciez na podstawie Digital Millenium Act kilka amerykanskich firm, dzialajacych podobnie do Megaupload wygralo swoje sprawy w procesach cywilnych.